Koniec roku 1943 i początek 1944 zmieniał sytuację Polskiego Państwa Podziemnego. Dotychczasowy stan był jasny – Polska była pod okupacją niemiecką i z tym tylko wrogiem walczyła AK jako zbrojne ramię państwa podziemnego , nie licząc incydentalnych potyczek z partyzantką sowiecką czy zwykłymi bandami jak np. z żydowskim oddziałem braci Bielskich pod pozorem partyzantki uprawiającym zwykły bandytyzm. W pierwszych dniach stycznia 1944 roku szybko posuwający się front wschodni wkroczył w rejonie południowym (Wołyń) na ziemie II RP. Naczelne dowództwo AK zarządziło akcję „Burza” przekazując terminy rozpoczęcia jej w ręce terenowych dowódców jednostek taktycznych. Trzeba pamiętać, że dotychczasowym głównym zadaniem AK na Wołyniu była ochrona ludności polskiej przed zbrodniarzami z OUN-UPA. Akcja „Burza” był to plan opanowania terenów i występowania w charakterze gospodarzy wobec wkraczającej armii sowieckiej co miało oznaczać, że tereny te nadal podlegają jurysdykcji Państwa Polskiego. Na Wołyniu, podobnie jak i na pozostałych ziemiach Kresów Wschodnich, wobec zbliżającego się frontu należało szybko stworzyć większe jednostki grupując oddziały partyzanckie w wyznaczonych rejonach. Niestety nie wszystkie zdążyły przed frontem dotrzeć do miejsc koncentracji. Jednostki które znalazły się po stronie sowieckiej były rozbrajane i wcielane do Armii Berlinga, a opornych zsyłano w głąb Rosji. Natomiast jednostki skoncentrowane podporządkowując sobie sowieci używali na odcinkach gdzie musiały się wykrwawiać. Tak było na Wołyniu. Na Wileńszczyźnie gdzie AK akcją „Ostra Brama” w ramach „Burzy” opanowała Wilno, sowieci szybko rozprawili się zwabiając dowódców na „rozmowy” i ich aresztując. Oddziały w większości zostały otoczone i rozbrojone. Rząd Polski w Londynie w związku z brakiem stosunków dyplomatycznych z ZSRR z powodu Katynia, nie mógł interweniować. Nasi „sojusznicy” informowani przez nasz wywiad o aresztowaniach żołnierzy AK uznanych za Wojska Sprzymierzone i przedstawicieli Delegatury Rządu, nie reagowali w dostatecznym stopniu nie chcąc psuć sobie stosunków ze Stalinem. Stalin natomiast przekonywał Zachód wbrew faktom, iż AK jest słaba i nie zdolna do działań wojennych oraz nie ma żadnego wpływu na społeczeństwo. Propaganda stalinowska upowszechniała wbrew faktom tezę, że jedyną siłą zdolną do utworzenia „niepodległego” Państwa Polskiego jest lewica i komuniści z powołaną KRN zaakceptowaną przez Stalina po odrzuceniu przez Mikołajczyka ultimatum w sprawie reformacji Rządu Londyńskiego. Propaganda stalinowska otrzymała dodatkowy atut wobec aliantów – upadek Powstania Warszawskiego – celowo wyreżyserowany przez Stalina zatrzymaniem na przedpolach Warszawy ofensywy wojsk sowieckich i uniemożliwienie aliantom lądowania samolotów z pomocą powstańcom na zajętym już terytorium Polski. Zatrzymanie ofensywy na linii Wisły miało też inny aspekt polityczny – dać czas komunistom z KRN do zorganizowania i umocnienia swoich struktur na zajętych terenach by występowali jako prawowita władza. KRN już w lipcu 1944 roku podpisała dekret o powołaniu PKWN (Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego) z Edwardem Osóbką-Morawskim na czele i opublikowała „Manifest PKWN” wyrażający w imieniu całego Narodu aktywną współpracę z rządem ZSRR i jej armią. Zaistniała sytuacja powodowała osłabienie znaczenia Rządu Londyńskiego wobec sojuszników. Dodatkowo ofensywa Niemiec w Ardenach na przełomie lat 1944/45 odwracała uwagę aliantów od spraw Polski i pozwalała Stalinowi na coraz brutalniejszą rozprawę z Podziemnym Państwem Polskim na zajętych terenach. W zaistniałej sytuacji Komendant Główny AK gen. Leopold Okulicki 19 stycznia 1945 r. wydaje rozkaz o oficjalnym rozwiązaniu struktur AK i nie ujawnianiu się żołnierzy. Rozkaz ten równocześnie stanowi o podjęciu aktywnej działalności przez ściśle zakonspirowaną tajną organizację „NIE” pod dowództwem gen. Fieldorfa „Nila”. Natomiast 20 stycznia 1945 r. Rząd Londyński upoważnia delegata na Kraj Stanisława Jankowskiego do podjęcia rozmów z sowietami gdyby zaistniała z ich strony taka inicjatywa. Chodziło o stworzenie jednolitego frontu niepodległościowego przed zbliżającą się konferencją Wielkiej Trójki w Jałcie. Niestety, nawet ta, kompromisowa wobec sowietów akcja Rządu Londyńskiego nie znalazła uznania w oczach aliantów. W Jałcie nasi sojusznicy całkowicie skapitulowali przed Stalinem akceptując jego warunki w kwestii polskiej. Rząd w Londynie nie zaakceptował ustaleń jałtańskich, natomiast Rada Jedności Narodowej Państwa Podziemnego (powołana w styczniu 1944 r w odpowiedzi na komunistyczną KRN) w obawie przed włączeniem Polski przez Stalina do Związku Sowieckiego postanowiła zastosować się do warunków jałtańskich dla ratowania samodzielności Polski. W tym samym czasie do gen. Okulickiego jako Komendanta AK dociera sowieckie zaproszenie na rozmowy z Marszałkiem Żukowem w kwestii „dywersyjnej działalności AK na tyłach Armii Czerwonej”. Podjęcie rozmów byłoby postawieniem generała w niekomfortowej sytuacji i dlatego RJN zadecydowała o zakazie prowadzenia z sowietami rozmów indywidualnych. Niedługo po tym na zakonspirowane mieszkania Gen. Okulickiego i przedstawiciela Rządu na Kraj Stanisława Jankowskiego przyszły kolejne zaproszenia od sowietów wyznaczających swego przedstawiciela – generała majora Iwanowa pseudonim gen. Iwana Sierowa, kata żołnierzy AK i ludności współpracującej z nimi na Wileńszczyźnie (oznaczało to głęboką penetrację przez wywiad sowiecki środowiska Polski Podziemnej). Generał Okulicki nie wierząc w szczerość intencji sowietów negował możliwość rozmów w tym składzie. Stanisław Jankowski szukał odpowiedzi u Premiera w Londynie natomiast Stronnictwo Ludowe (jako jedne z uczestników RJN) szukało wsparcia u swego londyńskiego V-ce Premiera Mikołajczyka do rozpoczęcia rozmów z sowietami wyznaczając swoją delegację w składzie: Kazimierz Bagiński, Adam Bień, Stanisław Mierzwa. Ludowcy mieli też poparcie Witolda Witosa. Stanisław Jankowski nie mogąc się doczekać stanowiska Rządu w Londynie uległ naciskom SL stwierdzając „nie ma co oglądać się na Londyn”. Pozostali „udziałowcy” RJN – Stronnictwo Pracy reprezentowane przez Józefa Chacińskiego, Stronnictwo Narodowe reprezentowane przez Zbigniewa Stypułkowskiego podchodzili optymistycznie do rozmów i ich decyzje były już podjęte. Wobec takiego rozwoju sytuacji Stanisław Jankowski 17.03.1945 r. podejmuje temat z sowieckim negocjatorem wstępnych warunków rozmów – płk Pimienowem. W trakcie rozmowy płk Pimienow informuje, że rozmowy będą dotyczyć “oczyszczenia sceny politycznej między Podziemiem, a Sowietami z wszelkich nieporozumień i wzajemnych oskarżeń”. Potwierdził też, że gen. Iwanow działa z upoważnienia Stalina, a więc rozmowy w ten sposób prowadzone będą miały znamiona oficjalnych rozmów międzypaństwowych. Uzgodniono też, że sowieci udostępnią delegatom samolot by mogli udać się do Londynu na konsultacje z Rządem przed finałem rozmów. W dniach 18-20.03.1945 r. z płk Pimienowem rozmawiali jeszcze przedstawiciele SL, SP, SN po zakończeniu których z optymizmem podchodzili do gwarancji sowieckich. 21 marca na kolejnym spotkaniu Stanisława Jankowskiego z Pimienowem ustalono datę wspólnej konferencji Podziemia z dowództwem wojsk sowieckich na 28 marca i na wyraźne życzenie strony sowieckiej wymuszony został udział w negocjacjach dnia 27 marca gen. Okulickiego który obiecał się stawić ok. południa.. Rozmowy rozpoczęły się w Pruszkowie ok. 08.30 przy udziale ze strony Podziemia – Stanisława Jankowskiego, Pużaka i Pajdaka. W trakcie rozmów Primienow podziękował Pajdakowi który udał się do delegatów oczekujących w Warszawie na powrót Jankowskiego, Pużaka i Okulickiego. Gen. Okulicki stawił się w Pruszkowie zgodnie z obietnicą ok godz. 12.00. W związku z przeciągającymi się rozmowami Primienow zaprosił uczestników na obiad, a po nim powiadomił, że teraz pojadą na spotkanie z gen. Iwanowem. Pużak z Janowskim wsiedli do jednego samochodu, a gen. Okulicki do innego. Wiemy, że Pużaka dowieziono do gen Iwanowa na ul. Środkowej na Pradze, gdzie byli pozostali, nie wiemy. Gen. Iwanow poinformował Pużaka, że dalsze rozmowy będą kontynuowane w Moskwie i tam tez dostaną samolot na konsultacje w Londynie. 8 marca rano Pużaka i Stanisława Jankowskiego przewieziono na nieznane lotnisko. Tam spotkali gen. Okulickiego i wszystkich wsadzono do samolotu wiozącego do Moskwy gdzie zostali aresztowani i osadzenie na Łubiance. Delegaci – Kazimierz Bagiński, Adam Bień, Józef Chaciński, Eugeniusz Czarnowski, Stanisław Jasiukowicz, Kazimierz Kobylański, Stanisław Mierzwa, Stanisław Michałowski, Antoni Pajdak, Zbigniew Stypułkowski, Franciszek Urbański i tłumacz Józef Stemler – oczekujący 28 marca na Jankowskiego, Pużaka i gen. Okulickiego nie doczekawszy się ich następnego dnia udali się do Pruszkowa gdzie powitał ich płk Primienow zapraszając do willi. Stamtąd podstawionymi samochodami przewieziono ich do Włoch gdzie spędzili noc, a rankiem na lotnisko gdzie dołączono do nich aresztowanego kilkanaście dni wcześniej Aleksandra Zwierzyńskiego i odlecieli nie do Londynu jak ich zapewniano, ale ok. 300 km od Moskwy skąd pociągiem dowieziono do Moskwy i osadzono na Łubiance w pojedynczych celach. Aresztowani nie znali powodów aresztowania, mogli jedynie domyślać się znając powody podobnych aresztowań na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej. Traktowani byli w miarę przyzwoicie. Bez użycia siły, z czystą pościelą w celach. Jednak wielogodzinne przesłuchania często nocne, a więc brak snu, niedostateczne wyżywienie, brak środków higienicznych, ciasne cele, stres spowodowany zastraszaniem i systematyczną inwigilacją dniem i nocą, brak jakichkolwiek kontaktów z innymi powodowało osłabienie psychiczne przesłuchiwanych i pożądane skutki dla śledczych. Śledczy nie prowadzili notatek podczas przesłuchań, a jedynie na koniec spisywali ogólny protokół podpisywany przez przesłuchiwanego nie znającego dobrze języka rosyjskiego. Tego typu działania śledczych dają podstawy do twierdzenia, że protokoły z przesłuchań były redagowane tak by pasowały do założeń spreparowanego oskarżenia. Podobnie było z formą przesłuchań. Dopóki tematem były sprawy nie związane z organizacją „NIE” oficerowie śledczy zachowywali się uprzejmie wobec przesłuchiwanych, kiedy jednak przechodzono na temat „NIE” natychmiast zmieniali ton na agresywny i wszelkimi sposobami próbowali wymusić zeznania samooskarżające się o przygotowania tej organizacji do wrogiej działalności wobec ZSRR, a nawet działalności do spółki z Niemcami. W większości przypadków aresztowani przyznawali się do odpowiedzialności za działalność polityczną „NIE” jako działacze Państwa Podziemnego, jednak zdecydowanie zaprzeczali o inspirowaniu szkodliwej działalności organizacji wobec Armii Czerwonej. Zdecydowanie odcinali się od sugerowanych powiązań organizacji „NIE” z jakimkolwiek porozumieniem z Niemcami. Podobnie jak przed aresztowaniem, sowieci szczególną uwagę poświęcali gen. Okulickiemu którego wyjątkowo przesłuchiwało dwóch śledczych. Już ten fakt sugerował, że to on będzie pierwszoplanową postacią oskarżenia i że całe to śledztwo, proces jest jedynie grą dla opinii światowej, a decyzje zapadły gdzie indziej i o wiele wcześniej. 13 czerwca 1945 roku był ostatnim dniem przesłuchań i od tego czasu poprawiły się warunki bytowe aresztowanych – lepsze i większe racje żywnościowe, umożliwiono kąpiel, dostarczono czyste eleganckie ubrania. Był to ewidentny dowód na zbliżający się dzień rozprawy sądowej w procesie pokazowym, na oczach światowej opinii publicznej. Termin procesu wyznaczony na dzień 18 czerwca nie był przypadkowy. Chodziło o symboliczny wymiar – proces przywódców Państwa Podziemnego i w tym samym czasie powołanie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w skład którego wchodził m.in. V-ce Premier Rządu Londyńskiego – Mikołajczyk. Harmonogram poczynań sowieckich dobitnie pokazuje przygotowywanie od dawna scenariusza. Trzeba tu przypomnieć porozumienie zawarte przez komisarza ludowego spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesława Mołotowa, a przewodniczącym PKWNu Osóbką-Morawskim, w którym ustalono m.in., że „wszelkie działania ludności polskiej uznane za wrogie wobec Armii Czerwonej będą rozpatrywane przez władze sowieckie na sowieckim prawie.” Właśnie to porozumienie stanowiło podstawę wytoczenia procesu delegatom Polskiego Państwa Podziemnego. Stanowiło też podstawę do zsyłki dziesiątków, jeżeli nie setek tysięcy żołnierzy AK, NSZ i innych organizacji niepodległościowych jak tez ludzi nawet bez przynależności organizacyjnej. Proces 16-tu ale w 15-tkę (Antoni Pajdak jako chory nie mógł się stawić) rozpoczął się 18 czerwca 1945 o godzinie 11,00 w Domu Związków. Podsądni ubrani w dostarczone eleganckie garnitury, pilnujący ich NKWDziści w paradnych mundurach, siedmiu obrońców z urzędu miało sugerować opinii światowej „światowe standardy” praworządności sowieckiej. Gen. Okulicki, Jankowski, Stypułkowski zrezygnowali z obrońców broniąc się samodzielnie. Pięcioosobowemu składowi Wojskowego Kolegium Sądowego przewodniczył powszechnie znany oprawca sądowy gen. płk Wasilij Ulrich – prezes Kolegium Wojskowego Sądu Najwyższego ZSRR. Oskarżycieli było dwóch – prokurator gen. mjr Nikołaj Afanasjew i radca państwowy Roman Rudenko. Przydzielono również tłumacza dla tych podsądnych którzy niezbyt sprawnie posługiwali się językiem. rosyjskim. Dużą salę wypełniali fotoreporterze, dziennikarze zagraniczni i sowieccy oraz „publika”, sądząc po zachowaniu zgromadzona pod przymusem, nie zainteresowana. Proces rozpoczął się od odczytania nazwisk podsądnych oraz postawienie im podstawowych zarzutów: 1. „Organizacja podziemnych oddziałów zbrojnych Armii Krajowej na tyłach Armii Czerwonej”; 2. „Utworzenie podziemnej organizacji wojskowo-politycznej “Niepodległość” (NIE); 3. „Działalność terrorystyczno-dywersyjna i szpiegowska oddziałów „NIE” i Armii Krajowej”; 4. „Praca nielegalnych radiostacji nadawczo-odbiorczych Armii Krajowej i Polskiego Rządu Podziemnego na tyłach Armii Czerwonej; 5. „Plan przygotowania wystąpienia wojennego przeciw ZSRR w bloku z Niemcami”.
Przesłuchania rozpoczęto od Stanisława Jasiukiewicza i następnie po kolei wszystkich podsądnych. W zasadzie głos miał tylko prokurator, obrońcy jakby nie istnieli sporadycznie zabierając głos, jeżeli zadawali pytania to nie o sprawy zasadnicze ale o nic nie znaczące, niczego nie wnoszące do sprawy szczegóły. Udział w procesie obrońców wyglądał na symboliczny, pod „publikę”, szczególnie międzynarodową. W procesie oskarżenie stosowało przedziwne wybiegi, tzw. „kruczki” prawne, dążąc do uchwycenia nawet nieistotnych różnic, rozbieżności w wyniku braku znajomości języka rosyjskiego które interpretowano na niekorzyść oskarżonych nie dając im możliwości wyjaśnień. W pierwszych dniach procesu rozprawa podzielona była na sesję poranną – od godz. 11.00 do 17.00 i wieczorną od 19.00 do 23.00. W ostatnim dniu – 20 czerwca 1945 rozprawę rozpoczęto o godz. 12.00. Sesja wieczorna wydłużyła się do godz. 01.15 dnia 21 czerwca z uwagi na mowy końcowe. W większości przypadków podsądni domagali się uniewinnienia, wykazywali nielegalność procesu łamiącego prawa międzynarodowe. Po końcowych wystąpieniach Sąd udał się na „naradę”, a podsądni oczekiwali do godz. 04.30 o której to odczytano wyroki: Gen. Leopold Okulicki – 10 lat więzienia; Stanisław Jankowski – 8 lat; Adam Bień i Stanisław Jasiukiewicz – po 5 lat; Kazimierz Pużak – 1,5 roku; Kazimierz Bagiński – 1 rok; Aleksander Zwierzyński – 8 miesięcy; Eugeniusz Czarnowski – pół roku; Stanisław Mierzwa, Zbigniew Stypułowski, Józef Chaciński, Franciszek Urbański – po 4 miesiące; natomiast Stanisław Michałowski, Kazimierz Kobylański, Józef Stemler zostali uniewinnieni. Antoniego Pajdaka jako „chorego” w tym czasie (prawdopodobnie skatowany podczas śledztwa), wyłączono z tego procesu i skazano w odrębnym na 5 lat więzienia. Po odczytaniu wyroku zaznaczono, że „wyrok jest ostateczny i nie podlega żadnym rewizjom i kasacji”.
Mimo, ze nie zapadły wyroki śmierci nie przeżyli więzienia: gen. Leopold Okulicki, Stanisław Jankowski, Stanisław Jasiukiewicz. Wszyscy stracili życie niedługo przed zakończeniem odbywania kary najprawdopodobniej zamordowani.
Z jaką premedytacją i perfidią przygotowano ten proces dobitnie świadczy termin – w tym samym czasie kilka ulic dalej prowadzono rozmowy w Komisji Trzech Mocarstw w sprawie wyłonienia w Polsce Rządu Jedności Narodowej zgodnie z postanowieniami jałtańskimi, a porozumienie zawarto w dniu odczytania wyroku dla przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego. Żaden z „sojuszników” wojennych Polski uczestniczących w rozmowach Komisji nie wspomniał o toczącym się obok nielegalnym procesie Polskich Delegatów (posłów, według nomenklatury pokojowej ) Państwa Podziemnego którzy są legalnymi przedstawicielami Narodu. Patrząc na dzisiejsze „elity” Magdalenkowe bezrefleksyjnie oddające naszą suwerenność czy to sztucznemu tworowi biurokratycznemu pod nazwą Unii Europejskiej czy też USA -żandarmowi na usługach krzewicieli NWO, nasuwa się zasadnicze pytanie – czy oni (rządzący, posłujący) od 1989 roku do dnia dzisiejszego przeczytali choć jedną linijkę o opisanych wyżej wydarzeniach? Jeżeli jednak coś się dowiedzieli, czy nie naszła ich choćby malutka refleksja o „zapewnieniach” tych samych „sojuszników” systematycznie zdradzających nas? Jeżeli jednak mają wiedzę i świadomość, a mimo to nadal ogłupiają społeczeństwo zapewniając o wiarygodności sprzedajnych „sojuszników” SĄ ZAPRZAŃCAMI, SPRZEDAWCZYKAMI, ZDRAJCAMI!



























