Henryk „Harry” Cybulski to niesłusznie zapomniany bohater naszej historii, postać szczególnie zasłużona dla polskich Kresów Wschodnich. W dziejach Polski zapisał się jako dowódca, największego na obszarze całych Kresów Południowo – Wschodnich, ośrodka samoobrony zorganizowanego we wsi Przebraże. To właśnie głównie dzięki niemu udało się uratować tysiące istnień polskich cywilów, którzy porzucili swe domy w obawie o odebranie im życia z rąk ukraińskich szowinistów i skutecznie odpierać ataki Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Opis niesamowitych losów tego człowieka dostarcza przede wszystkim wydany w latach 60. jego pamiętnik pt. „Czerwone noce”, który przez pewien czas był bestsellerem w PRL i doczekał się kilku wznowień.
Henryk Cybulski urodził się 1 października 1910 roku we wsi Dermanka na Wołyniu, jednak całe swoje życie spędził w pobliskiej wsi Przebraże – całkowicie polskiej miejscowości położonej ok. 25 km od stolicy woj. wołyńskiego – Łucka, co było czymś wyjątkowym jak na tamtejsze warunki narodowościowe. Pochodził z wielodzietnej rodziny chłopskiej. Przed II wojną światową intensywnie trenował strzelectwo i lekkoatletykę – specjalizował się w biegach długodystansowych. Ukończył także szkołę podoficerską; wojsko opuścił w stopniu plutonowego. W 1933 roku wygrał zawody w biegach przełajowych w Warszawie. Sukces ten odbił się tak szerokim echem na Wołyniu, że kiedy po powrocie do domu zapisał się do Klubu Sportowego Przysposobienia Wojskowego Leśników – kibice, którymi byli leśnicy, w tym sam dyrektor Lasów Państwowych, zaproponowali mu pracę w nadleśnictwie. W 1937 roku objął stanowisko nadleśniczego pobliskim miasteczku Kiwerce. Jak sam przyznaje w pamiętniku: „Otrzymując tę pracę miałem jeszcze inny powód do zadowolenia.
Oto nie zdarzyło się jeszcze, by posadę w tym nadleśnictwie otrzymał ktoś legitymujący się tak młodym wiekiem” [Cybulski 1977 : 19]. Pomimo otrzymania stałej pracy Cybulski nie porzucił treningów sportowych – był nawet brany pod uwagę w skład reprezentacji narodowej na olimpiadę w Helsinkach w 1940 roku. Ambitne plany przerywa wybuch II wojny światowej. Cybulski, pomimo, że jest oficerem rezerwy, nie zostaje zmobilizowany we wrześniu 1939 roku do wojska, czemu daje wyraz zdziwienia w swoim pamiętniku. 10 lutego 1940 roku zostaje aresztowany przez NKWD i wraz z innymi Polakami w czasie pierwszej fali wywózek zostaje wywieziony w głąb ZSRR. Interesujące że, Cybulski nie rozpisuje się o swoich przeżyciach na zesłaniu w pamiętniku. Temu zdarzeniu poświęca ledwie kilkanaście zdań. Wiadomo jedynie, że pracuje przy wyrębie lasu i silnie odczuwa tęsknotę za krajem. Nie podaje nawet nazwy miejsca zesłania, jednak w pamiętniku dowódcy radzieckiego oddziału partyzanckiego na Wołyniu, Józefa Sobiesiaka „Maksa” o samoobronie Przebraża, jako miejsce wywózki zostają wymienione okolice Irkucka [ Sobiesiak 1964 : 19 ]. Wiosną 1940 roku, Cybulski wyposażony w jedynie w nóż i kilka kromek chleba, podejmuje ucieczkę. Zadziwiające, że na opis swej ucieczki poświęca zaledwie dwa akapity, ograniczając się do informacji, że w orientacji w terenie kierował się położeniem gwiazd. „Szedłem tak osiem tygodni, pokonując dziennie pięćdziesiąt do sześćdziesięciu kilometrów. Wycieńczone i głodny często ulegałem złudzeniom. W takich chwilach ogarniało mnie przerażenie i zdawało mi się, że dostanę pomieszania zmysłów, chciało mi się wtedy zrezygnować z dalszej walki o życie (…). Któregoś dnia stanąłem wreszcie nad Wołgą. Wiła się tutaj w licznych zakolach. Nie chcąc nakładać drogi, musiałem forsować ją pięć razy. Później było już coraz łatwiej. Na Wołyniu poczułem się jak u siebie w domu” [Cybulski 1977 : 23 ].
Z powrotu do domu Henryka Cybulskiego ucieszyła się cała jego rodzina. Cybulski wie jednak, że musi się ukrywać, dlatego już na drugi dzień znajduje pracę jako parobek u jednego z bogatych gospodarzy w odległej od Przebraża wsi. Zmuszony na wielokrotne zmiany pracodawcy, żyje w ten sposób aż do wkroczenia Niemców na tereny Wołynia w 1941 roku. Dopiero wtedy może się ujawnić. Zostaje z powrotem przyjęty do pracy w nadleśnictwie, jednak tym razem w miejscowości Julan. Rok później zostaje skierowany do nadleśnictwa w Maniewiczach – właśnie tam, za namową swojego brata Józefa ma miejsce jego zaprzysiężenie do Armii Krajowej, gdzie przybiera pseudonim „ Harry”. Już jako członek AK zostaje wysłany do nadleśnictwa Karasin, na granicy Polesia i Wołynia. Wkrótce po zajęciu stanowiska zaczyna przechowywać u siebie Żydówkę – koleżankę swojego brata, która uszła z życiem w czasie rozstrzelania Żydów w Łucku. Ponadto szybko orientuje się, że nadzorowane przez niego lasy są zajęte przez partyzantów. Przeczucie go nie myli. Już wkrótce kontakty nawiązuje z nim oddział partyzantów radzieckich, którym dowodzi Polak – Józef „Maks” Sobiesiak. Cybulski udziela mu różnych informacji na temat planów Niemców; dzięki niemu partyzanci unikają organizowanej na nich zasadzki.
Jak wspomina Cybulski: „Wiosną 1943 r. doszły mnie pierwsze wieści o pierwszych napadach band UPA na polskie wsie. Wieści były tak makabryczne, że z trudem można je było uznać za prawdziwe” [Cybulski 1977 : 61] . Niestety – wieści potwierdzają znajomi partyzanci. Pewnego dnia opowiadają leśniczemu, że Polacy zaczynają tworzyć oddziały samoobrony.
W tym momencie warto przerwać na moment opowieść o życiu „Harry’ego” i wyjaśnić czym były samoobrony Polaków. Pierwsze masowe mordy popełniane zimą 1942/1943 roku na ludności polskiej przez banderowców wywołały wśród tych pierwszych – co jest w pełni zrozumiałe – poczucie strachu i zagrożenia życia. Z tego powodu podjęto inicjatywy mające na celu obronę życia mieszkańców wsi oraz ich mienia nazywane samoobronami. Według definicji badaczy zbrodni wołyńskiej – Władysława i Ewy Siemaszków, samoobrona to „zorganizowana i uzbrojona grupa dysponująca bronią palną, kierowana przez jedną osobę lub komitet” [Siemaszko 2000 : 1064]. Jednak po szerszym zbadaniu tematu, można śmiało powiedzieć, że ta definicja nie opisuje wszystkich działań podejmowanych w jej strukturach. Samoobrona była grupą tworzoną oddolnie i samorzutnie przez osoby cywilne, które na czas zagrożenia przejmowały władzę we wsi. Osoby zrzeszone w samoobronie posiadały już pewne przeszkolenie wojskowe, m.in. zdobyte w czasie służby w przedwojennym wojsku polskim. W większych ośrodkach samoobrony na czele dowództwa stała osoba powiązana z AK. Stali mieszkańcy danej miejscowości oraz ludność przybyła z innych osad do baz samoobrony w ramach ucieczki przed Ukraińcami, musieli podporządkować się wszystkim rozkazom i decyzjom lokalnego dowództwa na czas całego pobytu w takiej placówce.
Do zadań samoobrony poza najważniejszym: obronie życia i odpieraniem ataków UPA należało zdobywanie i przechowywanie broni i amunicji, organizowanie patroli i wart, alarmowanie przed napadem, opracowanie planu obrony całej społeczności w wypadku napadu oraz zaopatrywanie w żywność i inne niezbędne do przeżycia produkty ludności zamieszkałej na terenie bazy. Samorzutny rozwój takich placówek, zwanych oficjalnie „komitetami samoobrony” lub „komitetami obrony” był obserwowany przez AK i Okręgową Delegaturę Rządu na Kraj. Zaogniająca się sytuacja się z każdym dniem sytuacja na Wołyniu, zmusiła Komendanta Okręgu Wołyń AK, płk Kazimierza „Lubonia” Bąbińskiego do wydania rozkazu 22 kwietnia 1943 roku:
[…]
a) Tworząca się samorzutnie wołyńska samoobrona na terenach zagrożonych uniemożliwia lub co najmniej utrudnia dalsze napady rezunów. Na dowódców wszystkich szczebli kładę w obowiązek wzięcia w swoje ręce inicjatywy w organizowaniu samoobrony, nie dekonspirując swoich związków organizacyjnych. Na nas jako kadrę dowódczą spadł obowiązek i odpowiedzialność za obronę Polaków na Wołyniu, gdyż już krew polska nie z naszej winy się polała.
b) Zakazuję stosowania metod jakich stosują ukraińskie rezuny. Nie będziemy w odwecie palii ukraińskich zagród lub zabijali ukraińskie kobiety i dzieci. Samoobrona ma bronić się przed napastnikami lub atakować napastników, pozostawiając ludność i jej dobytek w spokoju. […] [Siemaszko 2000 : 1250 – 1251].
Ze względów bezpieczeństwa oddziały samoobrony powstawały we wsiach z dużą przewagą ludności polskiej lub takich całkowicie przez nią zamieszkałych. Kiedy Cybulski dowiaduje się, że jego rodzinna wieś – Przebraże – także założyła samoobronę, postanawia tam z miejsca wyjechać, żeby dokonać rekonesansu sytuacji. Przed wojną Przebraże było wsią liczącą ok. 2000 mieszkańców. „Harry” podaje, że: „Przed wojną Przebraże tworzyło wraz z sąsiednimi wioskami i koloniami: Mostami, Jaźwinami, Chołopinami, Majdanem Jezierskim, Zagajnikiem i Wydranką jedno ogromne sołectwo, stanowiąc w ten sposób jednolity kompleks pól i zabudowań, ciągnących się od szosy prowadzonej w kierunku Zofiówki na przestrzeni sześciu kilometrów i od lasów siekierzyckich przez Zagajnik do prywatnych posiadłości Poczackich – około pięciu kilometrów.(…)Wszystkie te wioski, łącznie z Przebrażem, zamieszkiwała ludności polska, tworząc w ten sposób wysepkę w morzu ukraińskich osiedli [Cybulski 1977 : 63]”.
Poczucie przynależności narodowej i wspólnoty wzmocniło się po wybuchu wojny. Po tym jak w kwietniu 1943 roku banderowcy brutalnie mordują 11 mieszkańców pobliskiej kolonii Dobra, mieszkańcy Przebraża jednomyślnie postanawiają zbudować samoobronę. Liczono się z tym, że posiadanie broni jest nielegalne, a członkowie UPA przy pierwszym starciu mogą wykorzystać tę okazję i donieść o tym fakcie Niemcom. Dlatego w celu zamydlenia oczu Niemcom, wysłano delegację do kreilandwirta Jeskego, który w celu ochrony wsi „przed bandami leśnymi, działającymi na szkodę Wielkiej Rzeszy [Cybulski 1977 : 82 ]” wydaje pozwolenie na posiadanie kilkunastu sztuk starych karabinów, wydanych poselstwu z niemieckiego magazynu. Od tego momentu mieszkańcy Przebraża zaczynają na własną rękę zbierać broń pozostawioną przez wojska w lesie w 1941 roku , wyjmować własne schowane w najróżniejszych miejscach karabiny i strzelby oraz budować zasieki
z drutu kolczastego wokół wsi.
Taki stan rzeczy zastaje Henryka Cybulskiego w dniu przyjazdu, pod koniec kwietnia 1943 roku. Wtedy też Cybulski ulega żądaniom ówczesnego komendanta samoobrony Zygmunta Nestorowicza, który chce się zrzec pełnionej przez siebie funkcji ze względu na podeszły wiek. Propozycję po pewnym wahaniu Cybulski przyjmuje i natychmiast zaczyna organizować nowe życie w Przebrażu. Komendantem cywilnym samoobrony mianuje starego legionistę Ludwika Malinowskiego. Zastępcą Cybulskiego zostaje Franciszek Żytkiewicz, adiutantem – przedwojenny sołtys Albert Wasilewski, szefem sztabu samoobrony Stanisław Olszewski. „Harry” powołuje także cztery plutony bojowe, których dowódcami zostają: Marcel Żytkiewicz, Tadeusz Mielnik, Franciszek Malinowski i Władysław Cybulski (brat Henryka). Ustalono plan obrony i coś w rodzaju „polityki zagranicznej”, w celu zachowania „pozornej neutralności” w oczach Niemców i kontaktów z partyzantką radziecką. Do Przebraża wkrótce zaczynają napływać mieszkańcy okolicznych wiosek zagrożonych napadami UPA, dlatego postanowiono wytyczyć nowe linie obrony, wykopać rowy i schrony.
5 czerwca 1943 roku, Cybulski na prośbę zagrożonego atakiem miasteczka Kołki, oddalonego od jednostki samoobrony o ok. 20 km, organizuje wyprawę po ludność, w której uczestniczy 200 jego podwładnych i towarzyszy kilkadziesiąt furmanek. Z powodzeniem udaje się ewakuować 3 tys. mieszkańców miasteczka. W drodze powrotnej do Przebraża, oddziały dowodzone przez „Harry’ego” udaremniają atak UPA na wieś Omelno, skąd następnie zabierają wszystkich jej mieszkańców oraz osoby zamieszkałe w innych miejscowościach mijanych po drodze. Tylko tego dnia do Przebraża przybywa 5 tys. nowych uciekinierów.
Przebraże rozrasta się z każdym dniem. Jak podaje Cybulski w „Czerwony nocach”, w lipcu 1943 roku., w Przebrażu mieszka 18 tys. osób, w zdecydowanej większości cywili, a samoobronę stanowią cztery kompanie samoobrony Przebraża w sile 600-800 osób każda oraz oddział odwodowy liczący ponad 200 ludzi. Ponadto w system obrony Przebraża włączono sąsiednie miejscowości; każdej z nich broniło – w zależności od wsi – od kilkudziesięciu do 170 członków samoobrony. By zorganizować życie w samoobronie powołano komitety opiekuńcze, założono prowizoryczny młyn, a także utworzono sąd, areszt, a nawet rusznikarnię. Mieszkańcy wsi wykazują się wobec siebie niesamowitą solidarnością; w każdym domu mieszka po kilka rodzin, poza tym wszyscy dzielą się między sobą jedzeniem i ubraniami, a także pomagają przy wyrębie lasu, by zyskać nowe tereny pod obozowisko dla nowych przybyszów. Ponadto należący do AK lekarz Kałużyński przekazuje potajemnie leki i opatrunki ze szpitala w Kiwercach. W celu zapewnienia żywności stale powiększającej się liczby ludności, dowództwo Przebraża zarządza przeprowadzenie żniw pod zbrojną obstawą kompanii.
W lipcu 1943 roku, Cybulski przeprowadza udany atak na ukraińską miejscowość Hawczyce, z której to regularnie odbywano szturmy na wieś Rafałówkę, wchodzącą w system samoobrony Przebraża, a także rozkazuje jednemu ze swoich oddziałów przejęcie wszystkich lekarstw z apteki w Trościańcu – wioski zajętej przez UPA, czego również udaje się z powodzeniem dokonać. Co jakiś czas dowódca Przebraża organizuje także konne marsze po okolicy, mające wykazać, że „siedząc za drutami zasieków nie zaśniedzieliśmy w okopach i kiedy trzeba, potrafimy odwalić kawał drogi, wykonać zadanie bojowe i wrócić do domu [Cybulski 1977 : 123 ]. W czasie jednej z takich ekspedycji zostaje nawiązany kontakt z oddziałem partyzantki radzieckiej Miedwiediewa, z którym opracowuje plan ucieczki sowieckich jeńców z obozu w Łucku.
„Harry” zdaje sobie sprawę z tego, że teraz istnienie tak wielkiego ośrodka samoobrony nie może ujść uwadze banderowcom, którzy mogą przystąpić do ataku właściwie każdego dnia. Już wkrótce okaże się, że Cybulski postępuje słusznie, słuchając swojej intuicji. Pierwszy napad UPA w sile 1000 ludzi ma miejsce w nocy z 4 na 5 lipca 1943 roku – zostaje zaatakowana placówka w Zagajniku. Początkowo obrońcy Przebraża przechodzą do defensywy, jednak ostatecznie odpierają atak dzięki wsparciu z Chołopin i przeprowadzeniu przez tę placówkę ataku moździerzami.
Pierwszy atak UPA uświadamia dowództwu samoobrony skalę zagrożenia oraz wykazuje niedociągnięcia i braki systemu obrony. Okazuje się, że szczególnie brakuje schronów i zasieków, należy poprawić stan okopów, a także wzmocnić odcinek północno-wschodni systemu obrony. Udaje się nawet wymontować dwa działka kalibru 45 mm z wraku dwóch pozostawionych w lesie czołgów. Zaczęto także nielegalnie pozyskiwać broń i amunicję od stacjonującego w Kiwercach batalionu węgierskiego, z którym to przeważnie utrzymywali bardzo dobre, wręcz przyjacielskie, kontakty. Ponadto powołano wywiad do spraw banderowskich i niemieckich. Szczególną odwagą wykazuje się szef pierwszego z nich, który dzięki biegłej znajomości języka ukraińskiego, w przebraniu Ukraińca, potrafi zapuścić się w największe skupiska band UPA i wyciągnąć od nich bezcenne informacje dotyczące ich zamierzeń. Kompaniom w Przebrażu zostaje wdrożone pełne szkolenie wojskowe. Cybulski rozkazuje przeprowadzenie działań zaczepnych, w wyniku których rozbito bazę UPA zlokalizowaną w budynku szkoły w Trościańcu. Po zajęciu wsi „Harry” nie szuka krwawej zemsty na Ukraińcach, którym karze się po prostu wynieść ze wsi.
Do kolejnego ataku dochodzi pod koniec lipca 1943 roku, kiedy 3,5 tys. banderowców napada na ludzi pracujących przy żniwach. 3. Kompania osłaniająca żniwiarzy ściera się z oddziałem UPA, który spycha ją na skraj lasu. Henryk Cybulski rzuca do boju wszystkie siły samoobrony. Do walki dołączają nawet polscy cywile uzbrojeni w broń białą. Front walk rozciąga się na przestrzeni kilku kilometrów, wymiana ognia trwa do wieczora. Dopiero użycie przez Przebraże dwóch posiadanych dział kal. 45 mm i zniszczenie wozów z amunicją przeciwnika, zmusza UPA do odwrotu.
Jednak największy atak UPA ma miejsce w drugiej połowie sierpnia 1943 roku, kiedy dowództwo UPA podejmuje decyzję o ostatecznej zagładzie Przebraża. W tym celu w okolicy przeprowadzono wojskowe ćwiczenia ludności, a nawet ściągnięto oddziały UPA z Galicji Wschodniej. Łącznie w atak zaangażowano 6 tys. ludzi, jednak dzięki dobremu rozeznaniu nie jest on zaskoczeniem dla obrony Przebraża, która ku zdziwieniu banderowców, od razu odpiera atak. W decydujących momentach morale obrońców wspierali dowódcy samoobrony – Ludwik Malinowski, Henryk Cybulski, Albert Wasilewski, pojawiając się na pierwszej linii walki. Po rozpoznaniu rozmieszczenia i wielkości sił przeciwnika dowództwo samoobrony postanawia poprosić o pomoc oddział partyzantki radzieckiej płka Prokopiuka, stacjonujący w lasach kilka kilometrów od samoobrony. Jednocześnie przez las w kierunku na Hermanówkę przekrada się wyselekcjonowana grupa obrońców Przebraża złożona z 120 ludzi, wzmocniona 30 – osobowym oddziałem zwiadu konnego. Wspólnie z partyzantką sowiecką atakuje ona główne siły UPA od tyłu. W tym samym czasie obrona Przebraża rozpoczyna kontratak na wszystkich odcinkach. Manewr ten jest dla banderowców całkowitym zaskoczeniem, w ich szeregi wkrada się panika i rozpoczyna niekontrolowany odwrót.
Kolejne miesiące nie przyniosły ataków UPA, jednak zagrożenie z ich strony nadal było realne. Z tego też powodu komendant samoobrony nie decyduje się wyruszyć na zgrupowanie oddziałów AK, z których potem powstanie 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK. W celu neutralizacji wroga „Harry” przez całą jesień 1943 roku rozbija bazy UPA w ukraińskich miejscowościach znajdujących się niedaleko Przebraża. Należy tu zaznaczyć, że nie szuka on krwawej zemsty na Ukraińcach – ludności cywilnej, zamieszkującej te wsie, karze się po prostu wynosić. Jeszcze w styczniu 1944 roku, Cybulski wraz z samoobroną organizują udaną ewakuację 1,5 tys. Polaków zamieszkałych w miasteczku Ołyka, oddalonym ok. 20 km od samoobrony. Należy przy tym zaznaczyć, że wiele akcji zbrojnych Cybulski przeprowadza wraz z oddziałami partyzantki sowieckiej. Jednocześnie wzrasta zagrożenie ze strony Niemców, gdyż z meldunków przechwyconych przez AK wynika, że Niemcy szykują się do akcji pacyfikacyjnej. Przebraże szykuje się do obrony w obliczu prędko zbliżającego się frontu ze wschodu, jednak walki szczęśliwie omijają wieś. 31 stycznia 1944 roku do wioski wkraczają oddziały Armii Czerwonej, a samoobrona zostaje rozwiązana. Cybulski wraz z innymi przywódcami samoobrony poszukiwany przez NKWD początkowo się ukrywa, ale nie widząc innego wyjścia wstępuje wraz z nimi do brygady partyzanckiej “Grunwald” dowodzonej przez Józefa Sobiesiaka, jednak wkrótce musi z niej uciekać, ze względu na zagrożenie aresztowaniem przez NKWD. Według profesora Władysława Filara, badacza dziejów ludobójstwa wołyńskiego, członkowie samoobrony, w tym Cybulski, walczą później nad Wisłą, Wale Pomorskim, forsują Nysę Łużycką i Odrę, a także biorą udział w walkach pod Kołobrzegiem, Dreznem i Berlinem [Filar 2007 : 129 ].
Po zakończeniu II wojny światowej i zajęciu Lubelszczyzny przez oddziały Armii Czerwonej oraz Wojsko Polskie, jednostka Henryka Cybulskiego zatrzymuje się w miejscowości Jastków koło Lublina. Jesienią 1944 roku batalion Cybulskiego zostaje przekształcony w Centrum Wyszkolenia Piechoty Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w którym początkowo pełni on funkcję dowódcy plutonu, a następnie zastępcy dowódcy kompanii do spraw liniowych.
W styczniu następnego roku powierzono Cybulskiemu misję utworzenia szkoły kadetów, której w efekcie zostaje dowódcą [Cybulski 2010 – 2011 : 307 ]. W kwietniu 1947 roku szkoła zostaje przeniesiona z Jastkowa do miejscowości Andrzejów koło Łodzi, a w połowie maja – w uzasadnionej obawie przed aresztowaniem – Henryk Cybulski porzuca pracę, zyskując tym samym status dezertera. Powraca do Lublina i nawiązuje łączność z konspiracyjnym oddziałem Armii Krajowej i jego przywódcą, majorem Józefem Wojtuniem (ps. „Zawieja”, „Sęk”), którego zostaje zastępcą, przyjmując pseudonim „Wołyniak” [ Cybulski 2010 – 2011 : 307]. W połowie czerwca 1947 roku – z uwagi na rozesłane za nim przez Urząd Bezpieczeństwa listy gończe oraz w obliczu groźby osadzenia w więzieniu – wyrabia sobie dokumenty na nazwisko „Henryk Wołyński” i wyjeżdża do Olsztyna, gdzie podejmuje pracę w nadleśnictwie. Zostaje jednak rozpoznany, aresztowany i skazany na 2 lata więzienia (oficjalnym powodem było posiadanie broni i posługiwanie się nielegalnymi dokumentami, chodziło zaś naturalnie o przynależność do grupy, kontynuującej tradycje nieistniejącej już formalnie AK). Karę odbywa w więzieniu Gdańsku i Sztumie [Cybulski 2010 – 2011 : 308 ].
Na mocy drugiej po wojnie amnestii, Cybulski zostaje zwolniony z więzienia i wyjeżdża na zachód, obejmując posadę leśniczego w Obornikach Śląskich.
Rodzinę decyduje się założyć na wschodzie Polski. Krótko po ślubie kościelnym w 1948 roku wraz z żoną Zofią przenosi się do Grodkowa, gdzie dostaje posadę w Dyrekcji Lasów Państwowych Opole. W 1949 roku Henryk i Zofia (z domu Blach) Cybulscy zawierają ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego w Grodkowie, jednak nie jest im dane długo cieszyć się szczęściem rodzinnym, ponieważ już w maju następnego roku Cybulski zostaje ponownie aresztowany. Wyrok czterech lat, ostatecznie został zmniejszony o połowę (3 maja 1950 – 20 marca 1952), odsiaduje w więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego na Zamku Lubelskim [Cybulski 2010 – 2011 : 308 ]. Fakt ten odbija się na życiu całej rodziny; Zofia (która wówczas pozostawała jeszcze na Śląsku), jako żona skazańca, nigdzie nie może znaleźć stałej pracy i po kilku kolejnych zwolnieniach postanawia ostatecznie wrócić na Lubelszczyznę, gdzie na powrót zamieszkuje w domu rodziców. Po dwudziestu trzech miesiącach odbywania wyroku Henryk Cybulski, wraz z żoną i córką, zamieszkuje w domu teściów. Podejmuje się drobnych prac dorywczych u okolicznych gospodarzy, co pozwala rodzinie na skromną egzystencję. W 1953 roku, Cybulski dostaje pracę w tartaku w Puławach gdzie pracuje do 1956 roku. Następnie powraca do rodzinnej miejscowości swojej żony – Piotrawina, gdzie obejmuje posadę w Biurze Zbytu Drewna [Cybulski 2010 – 2011 : 308 ]. Pod koniec lat 50. wraz z żoną i kilkorgiem dzieci, przeprowadza się na stałe do Lublina.
Henryk Cybulski, był osobą silną i zdrową, jednak pod koniec życia, jego stan zdrowia się pogorszył, czego wyrazem były zagadkowe omdlenia. 12 marca 1971 roku, jak co dzień rano, Cybulski wyszedł z domu do założonej przez siebie kwiaciarni. W drodze do pracy zasłabł i nie odzyskał już przytomności. Kilka godzin później zmarł w Szpitalu Wojskowym w Lublinie [Cybulski 2010 – 2011 : 308 ].
Henryk Cybulski to osoba o niezwykle bogatym życiorysie, której niesamowite losy starczyłyby na napisanie kilku scenariuszy filmów długometrażowych. W ciągu całego swojego życia pokazywał, że Polska i los Narodu są dla niego wartościami bezwzględnymi, w imię których jest w stanie dokonać największych poświęceń. Dla wielu czytelników tego artykułu kontrowersyjna może wydać się współpraca Cybulskiego z oddziałami partyzantki radzieckiej – w tym przypadku trzeba mieć na uwadze, że w okresie nasilenia banderowskiego terroru, na obszarze całego Wołynia, samoobrony podejmowały taktyczną współpracę z oddziałami sowieckimi, w celu obrony życia osób zamieszkujących takie placówki. Bez pomocy radzieckiej partyzantki, wiele polskich miejscowości uległoby przeważającym siłom UPA. Bez wątpienia największym osiągnięciem Cybulskiego było zorganizowanie największego na Kresach komitetu samoobrony w Przebrażu, który ocalił życie 18 tysiącom Polaków. Niestety – w III RP postać ta jest zapomniana. Nie uczy się o niej w szkole, nie mówi w telewizji, właściwie nie pisze się w gazetach, ciężko o niej usłyszeć nawet na uniwersytetach. Polscy rządzący także zbywają dokonania Cybulskiego milczeniem. Pamięć o „Harrym” przetrwała jedynie w rodzinach kresowych oraz wśród ludności zamieszkującej miejscowość Niemodlin w woj. Opolskim, którą po II wojnie światowej zasiedliło wielu przebrażan. W celu upamiętnienia czynów Henryka Cybulskiego miały miejsce jedynie lokalne inicjatywy – w Niemodlinie na cmentarzu znajduje się Pomnik Obrońcow Przebraża, zaś w 2011 roku w Lublinie jego imieniem nazwano jedno z rond w tym mieście. W 2013 roku reżyser Jarosław Banaszak planował nakręcenie filmu pt. „Garnizon 100” opowiadającym o samoobronie Przebraża, jednak projekt nie udał się
ze względów finansowych. Nie zapomnijmy tym wyjątkowym Polaku!
Cześć i Chwała Bohaterom!
Sandra Błażejewska
Bibliografia:
Cybulski Henryk, Czerwone noce, Warszawa 1977, s. 19, 23, 61, 63, 82, 123
Cybulski Marcin, Komendant. Porucznik Henryk Cybulski (1910-1971) na tle wydarzeń wołyńskich w latach 1940-1944 i w okresie powojennym, “Wschodni Rocznik Humanistyczny” 2010-2011, t. VII, s. 307 – 308
Filar Władysław, Przebraże – bastion polskiej samoobrony na Wołyniu. Bitwy i akcje, Warszawa 2007, s. 129
Władysław i Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 -1945. Tom II, Warszawa 2000, s. 1064 ; meldunek sytuacyjny nr 123 Komendanta Okręgu AK Wołyń płk. Kazimierza Bąbińskiego „Lubonia” skierowany do Komendanta Głównego AK, z 22 kwietnia 1943 r. s. 1250 – 1251
Józef Sobiesiak, Przebraże, Warszawa 1964, s. 19
Źródło zdjęcia: wolyn1943.eu.interiowo.pl




















