Multikulturalizm czytelnikom choć trochę zgadzającym się z ideowym nurtem portalu, kojarzony jest z czymś złym. Mimo, iż dzisiejszy świat „Globalnej wioski”, który ewoluował z koncepcji „Liberte Egalite Fraternite” wmawia nam, że multikulti jest niezbędne do pokojowego życia ludzkości, że powszechna tolerancja jest odpowiedzią na wszystkie niegodziwości współczesnych czasów, a w końcu, że jest najlepszym czynnikiem napędowym dla rozwoju. W odpowiedzi na te założenia przytoczę fragment „Limeryków o Narodach” autorstwa J. Kaczmarskiego „Ach gdybyż narodów na świecie nie było, jak nam by się wtedy szczęśliwie tu żyło! Dla dobra człowieka, dla szczęścia ludzkości złączonej w potężnym uścisku miłości. Aż z trzaskiem pękałyby kości”. Jednak czy faktycznie tak irracjonalne postulaty towarzyszą ludziom, którzy je tworzyli? Czy faktycznie multikulturalizm jest jednorodnym postulatem na stworzenie „Novus ordo saeculorum”? W tym artykule postaram się przybliżyć multikulturalizm, a także przedstawić swoją ocenę tego zjawiska.
Na początku tej pracy muszę wyjaśnić pewne kwestie terminologiczne, a także w jakim kontekście do nich odnosi się autor. Zacznijmy najpierw od nazw w tytule:
Ojkofobia – (z gr. oíkos – dom, środowisko + phóbos – strach, wstręt) – zaburzenie osobowości przejawiające się jako niechęć, odraza, a częstokroć i nienawiść do własnej, rdzennej wspólnoty osób, zwłaszcza rodzinnej, narodowej i cywilizacyjnej (za: Metapedia)
Multikulturalizm (wielokulturowość) – wiele jest pojęć multikulturalizmu, jednak by ten artykuł został dobrze zrozumiany, posłużę się jedną z nich – filozofia, ideologia itp działania środowisk mniejszościowych i im przychylnych skierowanych na emancypację i pełniejszy udział różnych środowisk (mniejszości narodowych, religijnych, seksualnych itd.) w życiu społecznym, politycznym i kulturowym kraju.
Globalizm (łac. globare – tworzyć kulę, gromadzić się) to doktryna mająca na celu przekształcenie wszystkich istniejących państw w jedno państwo światowe, mające wspólny rząd i prawodawstwo.
Definicje przytoczone przeze mnie ukazują już pewne ramy, w których będę się poruszał prezentując pewną doktrynę jaką jest wielokulturowość w kontekście nienawiści dorobku własnego (czynnik ideologiczny), a także globalizmu (czynnik utylitarny).
Multikulturalizm ideologiczny
Zacznijmy więc od wymiaru ideologicznego – jego wydźwięk jest charakterystyczny dla ruchu tzw. Nowej Lewicy. Dzisiejsze lewactwo z tego kręgu kojarzy monokulturowość państwową jako coś negatywnego, źródło krzywdzących stereotypów, skansen potęgujący uprzedzenia wobec innych kultur, narodowości, religii etc. Jako narzędzie walki, upatruje się w szerzeniu ducha „tolerancji”, otwartości, zrównania czy umniejszenia pozycji rodzimej kultury z innymi. Nacjonalizm jako opcja przeciwstawienia się multikulti kojarzony jest przez te opcje, z twardym, ciemnym, zaściankowym trwaniu w nienawiści przeciw budowania nowego lepszego świata.
Mlultikulturaliści, o których tu wspominam, nie zauważają jednego interesującego faktu związanego z wkroczeniem np. do Europy ludzi obcych kulturowo czy wręcz cywilizacyjnie. Przede wszystkim ich błąd polega na tym, że ludy te nie chcą się asymilować, ze światem, który często uważają za zgniły. Pomimo występowania niekiedy częściowej asymilacji jak w przypadku Turków w Niemczech (choć powiązania między tymi krajami sięgają stulecia, więc jest to po części naturalne), ludność zachowuje odrębność, co często powoduje konflikty. Podobne rzeczy można zauważyć w kraju, który obiektywnie patrząc ma w sobie całą mozaikę narodowości i ras od początku swego istnienia, np. o USA, w których obecne są konflikty międzykulturowe i międzyrasowe. W dzielnicach narodowościowych (Litte Italy, Little Odessa, Litte China, dzielnice murzyńskie) integracja zachodzi często tylko wśród jednego kręgu kulturowego (zwłaszcza przy różnicach w cywilizacyjnych w kulturach) i rasowego. Ciekawie opisał to w swej książce Allan Bloom „Umysł Zamknięty”, gdzie ukazywał np. otwartość białych studentów czujący się winnymi za niewolnictwo w stosunku do czarnych. Integracja wprawdzie zachodzi, aczkolwiek tylko wśród nielicznych przedstawicieli obu grup.
Samo stwierdzenie zaściankowości i nazi-prawicy, którą tak chętnie głoszą liberałowie i wszelkiej maści lewaki, też nie jest do końca słuszne. Po prawej stronie barykady mamy masę osób interesujących się obcymi kulturami, cywilizacjami, ludami. Zapewne Ty Czytelniku wokół siebie masz znajomych narodowców spod znaku Szczerbca czy Falangi zainteresowanych czy wręcz zafascynowanych Iranem, islamem, buddyzmem, Chinami etc. Znają i doceniają pewne walory cywilizacyjno-kulturowe, aczkolwiek kochają i chcą żyć po prostu w kulturze i cywilizacji swoich przodków. Choć faktycznie często wśród naszych pobratymców, można znaleźć ludzi posługujących się stereotypami, ale raczej to wychodzi z wygody niż z upartej nazi-nienawiści jak tego chcą lewacy.
Multikulturalizm utylitarny
Zachodzi w tym momencie pytanie: czy faktycznie zideologizowane multikulti wystarczy by się utrzymać? Według mnie multikulturalizm z racji chociażby faktów, które za nim idą, nie przetrwa żywiąc się na samej ideologii, nawet jeżeli dla wielu jest ona słuszna czy sprawiedliwa. Fundamentem dążeń do utrzymania się koncepcji multikulturalizm jest globalizm jako fundament pewnych grup ekonomicznych. Są to najczęściej międzynarodowe korporacje, których budżety nawet przekraczają PKB średnich krajów, a zatrudniona siła robocza dorównuje liczebnością populacji małych państw, zaś utylitarne plany nie zakładają zysków, poza zyskami korporacyjnym (potencjalne zyski dla innych podmiotów są konsekwencją zysków korporacji). Ich dążenia polegają na globalizmie ekonomicznym, który spowoduje zwiększenie zysków. Cel ten łączy się z globalizacją polityki, która odzwierciedla się choćby w dążeniach do stworzenia światowego rządu. Jedną z przeszkód do zrealizowania tych celów jest suwerenne państwo narodowe, czego przykładem mogą być np. Węgry. Dlatego sfery wpływu, którym zależy nad ekonomicznym i politycznym globalizmem pragną zniszczyć silne więzi narodowe, a także umacniać ponadpaństwową pozycję organizacji międzynarodowych. Właśnie tutaj należy dopatrywać się socjotechnik, które mają na celu stworzenie globalnego społeczeństwa, a nadbudowa ideologiczna służy jedynie za kamuflaż praktycznych działań grup interesów.
Multikulti, a Europa.
Jednak spuszczając całą winę na ponad narodowe grupy interesów byłoby nonsensem. Przykładem jest np. Europa, gdzie do krajów tzw. Zachodu, po II Wojnie Światowej została sprowadzona tania siła robocza z Bliskiego Wschodu i Afryki, w celu utrzymania dużego rozwoju gospodarczego. Napływ od lat 60-tych spowodował zwiększenie się odsetka ludności muzułmańskiej na terenie Europy. Mieli to być wspomagający pęd gospodarczy sezonowi pracownicy, którzy z czasem mieli wracać do swoich krajów. Jednak spora część została zauroczona możliwościami rozwojowymi i socjalnymi w państw europejskich. Od 1974 roku zaczęto wprowadzać stopniowe restrykcje w stosunku do przyjmowania robotników, jednak nie zatrzymało to fali napływu i osiedlania się, zwłaszcza jeżeli chodzi o łączenie robotników z rodzinami. I tak mamy dwie fazy migracji, pierwsza głównie z powodów ekonomicznych, druga polegająca na „łączeniu rodzin”, trzecia faza łącząca imigracje zarobkową z przyczynami humanitarnymi, która objęła więcej krajów europejskich niż poprzednie, a zaczęła się od lat 80–tych. Obecnie możemy zauważyć czwartą fale napływu ludności z Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu z powodów trwających tam konfliktów, a co za tym idzie, złych warunków humanitarnych. Ilość muzułmanów w Europie wynosi ponad 40 mln, co daje nam blisko 6% populacji kontynentu.
Problem ludności muzułmańskiej jest wielowymiarowy, dotykający zarówno ich radykalizacji religijnej, jak i innych problemów społecznych, zwłaszcza w kontekście niskiego poziomu wyedukowania, a często wręcz nieznajomości języka kraju, w którym żyją. Niebezpieczne dla Europy, jest też zwiększająca się ilość konwersji na mahometanizm, których często neoficki zapał może być o wiele bardziej niepokojący pod względem bezpieczeństwa niż muzułmanów „z krwi i kości”. Z drugiej strony muzułmanie wykorzystują system socjalny państw europejskich.
Starcie Cywilizacyjne jako podstawa problemu.
Jednak powyższe problemy, choć na chwile obecną są ważne i warte uwagi, muszą jednak ustąpić aspektowi kultury w wymiarze cywilizacyjnym, a także samej cywilizacji. Europa odwracając się od swoich korzeni umiera, a zwieńczeniem jej śmierci będzie mozaika kulturowa, którą można porównać do mozaiki Cesarstwa Rzymskiego czy Imperium Aleksandra Wielkiego. Według Feliksa Konecznego to właśnie zwycięstwo kosmopolityzmu i odejście od emanacji „narodu” rzymskiego w polityce doprowadziło w głównej mierze do Upadku Cesarstwa. To samo tyczyło się Imperium Aleksandra Wielkiego, który zaszczepiał w swoim wielkim państwie wzorce perskie, które były wbrew zwyczajom hellenistycznym. Stąd też rozpad wielkiego imperium po śmierci Aleksandra Wielkiego. Możemy stwierdzić, że wielokulturowość pochodząca z różnych cywilizacji doprowadza do osłabienia znanego nam świata. W wymiarze stricte cywilizacyjnym egzystencja jednej i drugiej cywilizacji obok siebie w sposób organiczny jest praktycznie niemożliwa, wychodzi to z chęci dominacji poszczególnych cywilizacji, a także w sprzecznościach między nimi. Tak wiec gdy nawet w sposób mechaniczny umieścimy kilka cywilizacji obok siebie, tak by jedna nie dominowała nad druga, wtedy państwo słabnie, wraz z cywilizacjami. Mieszanki cywilizacji muszą spowodować dominację jednej nad drugą, gdyż często wyrażają sprzeczne z sobą koncepcje. Mimo iż najwyżej w hierarchii rozwoju stoi cywilizacja łacińska, nie idzie to w parze z dominacją. Obecnie w Europie mamy co najmniej trzy cywilizacje: mocno stojącą bizantyjską (biurokracja europejska), słabszą łacińską i rozwijającą się arabską (umacniający się islam). Europa dziś potrzebuje odświeżenia tradycji oraz obrony cywilizacji łacińskiej, przed lewacko-liberalnym multikulturalizmem, kultem mamony, a także przed innymi cywilizacjami. Koneczny w swym tekście „Napór orientu na zachód” upatruje obrońcę i propagatora cywilizacji łacińskiej w Kościele katolickim. Dziś jednak nasza Matka Kościół, zwłaszcza na zachodzie Europy, odchodzi od bycia ostoją tradycji oraz łacińskości zmierzając ku protestantyzacji i dialogu z tym światem. Tobie jednak drogi Czytelniku pozostawiam rozstrzygnięcie aktualności tego twierdzenia klasyka, a także zachęcam do refleksją nad losem cywilizacji naszych Ojców.
Bartosz A. Ramus



























Warto sobie przypomnieć co powiedziała pewna “profesor” o ciekawie brzmiącym nazwisku, niejaka Emily Goldstein:
http://narodowcy.net/europa-i-swiat/11171-emily-goldstein-roznorodnosc-dazy-do-pozbycia-sie-bialych-ludzi-i-to-dobra-rzecz
I jak tego nie inaczej nie nazwać, niż “Judeo-Holocaust”.
O korzeniach nienawiści żydów do chrześcijańskiej Europy pisał już Feliks Koneczny w książce pt. “Cywilizacja żydowska”. GORĄCO polecam tę książkę – to najlepsza bodajże lektura o żydach w ogóle.
Nie dla każdego. Nie zgadzam się, w wielu kwestiach z tych panem, ponieważ jego ultra-katolicyzm mnie, jako agnostyka, boli. Mnie śmieszy, gdy słysze z ust gorliwych katolików czy chrześcijan w ogóle, jak najeżdżają na Żydów, modląc się…Żyda. Mi zawsze blisko było do Zadrugi czy Niklota, ale mam szacunek do Chrześcijaństwa i uważam synkretyzm religijny za optymalny. W sprawie Żydów mam już wyrobione zdanie, więc nie będę się zniżał do poziomu tych, co wszędzie ich widzą. Akurat, to nie Konieczny pisali o Żydach konkretnie, ale już Henry Ford, choć jemu też to nie przystoi, bo także był kapitalistą i jednak, wyzyskiwaczem.
Do tych spraw trzeba podchodzić jak najbardziej “ogólnie” tj, obiektywnie, patrząc na to z dalekiej perspektywy. Nie jako biali czy chrześcijanie, ale po prostu ludzie żyjący tu i teraz.
Wielkim sojusznikiem polityki multikulturalizmu są kapitaliści o czym chyba wielu zapomina. To przecież wiara w kapitał i wielkie korporacje, instytucje finansowe powodują, że ludzie różnych ras i różnych wyznań przemieszczają się po świecie. I to jest domena anglosaskiego głównie modelu, liberalnego tak ekonomicznie, jak i społecznie. W Japonii czy Korei, krajach czystych rasowo i kulturowo jest też zupełnie inne podejście w gospodarce, paternalistyczne, można by rzec, korporacjonistyczne, solidarystyczne, dystrybucjonistyczne. Korea i Japonia to po prostu kraje “naturalnie nacjonalistyczne”.
Dlatego aby walczyć z multikulturalizmem, trzeba także walczyć z kapitalizmem. Gdyby nie było wyzysku kapitalistycznego w Afryce czy Azji, robionego poprzez firmy zachodnie, ludzie żyliby lepiej i nie musieli by emigrować, nie byłoby emigracji do Europy, wojen, itd.
Jednym słowem – to pieniądz i pogoń za pieniądzem, zamiast za innymi wartościami jest podstawą całego zła. Nie tylko “światowy Żyd” wierzy w potęgę pieniądza i kapitalizmu, narody takie jak Holendrzy, Anglicy, którzy zbudowali swoją potęgę na pieniądzu, handlu i wyzysku, to przecież najwięksi “multi-kulturaliści” w Europie.
Kapitalizm=multikulturalizm
Mam nadzieje, że żaden polski nacjonalista nie żniży się do poziomu politycznych prostytutek i nie weźmie ani złotówki od kogoś takiego jak Zbigniew Stonoga. To tylko taka przestroga, po tym, jak usłyszałem, że ten pseudo-patriotyczny palant, chce finansować “narodowców”.
Widać wyraźnie, że chcą nas, patriotów zniszczyć, ale my się nie damy.
Jeżeli uważasz, że Jezus Chrystus był żydem, to coś u ciebie nie tak. To On pierwszy obalił im ich wybraństwo i ogłosił że nie ma już narodu wybranego i jest kościół dla wszystkich. I świat poszedł za Bogiem tą drogą. Stąd ta nienawiść żydów. Masz to “Cywilizacji żydowskiej” opisane. W Piśmie Świętym też.
Jako agnostyk jest to dla mnie obojętne. Może i tak było, może i tak nie było. Równie ważny co Jezus jest dla mnie, jako dla Polaka, Perun czy też Swarożyc. No niestety, nie każdy w tym kraju, uważa chrześcijaństwo za polską religię. Ludzie którzy tego nie mogą zrozumieć powinni chyba iść do lekarza.
Przypomnę, że Roman Dmowski, który ukuł ideę Polaka-katolika, katolikiem nie był, właściwie to jego światopogląd był bardzo bliski mojego, nie był do końca wierzący, jeśli już to na równi traktował wiarę przedchrześcijańską jak i same chrześcijaństwo.
Ludzie uważają się za narodowców czy też nacjonalistów, powinni takie podstawy wiedzieć.
Oglądałem praktycznie wszystkie nazistowskie filmy o Żydach, sporo książek z tamtego okresu, czytałem książkę Forda. Mam swoje zdanie wyrobione, choć nie podzielam wszystkiego co jest w tych “dziełach” zawarte. Naziści podchodzili do Żydów w stosunku rasowym, ale przede wszystkim ekonomicznym, chrześcijanie w stosunku religijnym. Zresztą, chrześcijaństwo podobnie jak i islam bazuje na judaizmie, nie wiem jak można to jakoś rozdzielać. Jest oczywista prawidłowość, wpierw był judaizm, potem chrześcijaństwo, potem islam. Każda religia ma wspólne elementy.
No ale (wydaje się, że) nie dostrzegasz tego jednego ważnego elementu: Chrześcijaństwo jest w tak wielu kwestiach zupełnym zaprzeczeniem judaizmu – patrz Nowy Testament.
Nie będę na ten temat dyskutował, z prostego powodu, nie mam na ten temat zdania. Mi religia, jako taka “zwisa i powiewa”, choć mam do niej jednocześnie szacunek. Uważam jednocześnie, że łączenie nacjonalizmu z tą czy inną religią lub jej odłamem to najgorszy bład jaki mogą nacjonaliści popełnić. Powtórzę raz jeszcze – trzeba uczyć się i studiować historię własnego narodu oraz jego cząstek, także narodów sąsiednich. Wówczas nie będzie podobnych gaf, jak te, które nawet na tym serwsie się powtarzają, chociażby w tekstach o Ukrainie.
Ignorancja na temat własnego narodu i jego historii to zbrodnia dla nacjonalisty. Religia to jedynie dodatek, nie widzę różnicy między polskim nacjonalistą-katolikiem, a polskim nacjonalistem-rodzimowiercą czy też agnostykiem.
Faktyczne sprzeczności pojawiają się między judaizmem i chrześcijaństwem oraz islamem z bardzo prostego powodu. Te religia po prostu mają inne podłoże etniczne i kulturowe. Judaizm jest typowy dla ludów Palestyny, Chrześciaństwo jest najbardziej synkretyczne, czyli łączy elemety pochodzące z Palestyny (judaistyczne) z elementami kraju, gdzie się rozprzetrzenia. Islam podobnie, choć w mniejszym stopniu. Islam w Indonezji czy Malezji to zupełnie inny islam niż ten z Iranu, a ten zupełnie inny niż ten z Bośni. To samo z chrześcijaństwem, gdzie podziały są największe.
Stąd nie dziwi mnie, że np. ultra-chrześcijański NOP jest de facto zwolennikiem “międzynarodówki nacjonalistycznej”, zwanej powszechnie Trzecią Pozycją. Ja tą postawę szanuję, choć jej nie podzielam.
Osobiście jestem zwolennkiem “religii narodowych”, tak jak konfucjanizm w Chinach, hinduizm w Indiach czy też szintoizm w Japonii. Uważam, że religie uniwersalne nie sprzyjają postawom nacjonalistycznym. Niestety, trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że nacjonalizm nie idzie w parze z chrześcijaństwem, które jest dosyć uniwersalistyczne. Wg. chrześcijaństwa, ludzie powinni siebie szanować, co jest dobre, tyle, że nierealne. A nierealne dlatego, że wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu polegają na zasadzie dbania o własny interes.
Bardzo dobry artykuł. Jest jeszcze aspekt, o którym wspomniał przedmówca pan/pani Kubanek_An. Multikulturalizm w Europie prowadzi do wyeliminowania białego człowieka. Celowo bądź jako efekt uboczny, tu nie rozstrzygam, być może są różne grupy interesów. Jak to może wyglądać? Polecam przyjrzeć się sytuacji białych mieszkańców Afryki. W efekcie podzielimy los Neandertalczyków (również Europejczyków), czy bardziej współczesnych Aborygenów, Indian z Ameryki Północnej albo sąsiednich Prusów. O ile można powiedzieć, że Aborygeni i Indianie nie mieli wyboru, to my mamy taki wybór. Niestety Europejczycy ochoczo zgadzają się na własny holokaust.
Zgadzam się w pełni, szczególnie ważne jest wskazanie związków z Neandertalczykami. O ile jeszcze 20-30 lat temu, teza o rasach była przez wielu na nowo wyśmiewana, o tyle, wg. ostatnich badań jest to oparte nie tyle na pojęciu rasy, co właśnie gatunków człowieka. Biali ludzie, mieszkający w Europie, ale także w pewnym stopniu Azji Zachodniej, mają związki gatunkowe z Neandertalczykami. Ludzie z Azji mają związki z bardzo słabo poznanym, a odkrytym całkiem niedawno, gatunkiem zwanym potocznie jako “człowiek z Ałtaju”.
Porównywanie do Amerykanów jest nieco chybione, ponieważ akurat w Ameryce Północnej, to były ziemie bardzo słabo zaludnione, miejsca spokojnie starczyłoby i dla Europejczyków i Rzdennych Amerykanów. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszyscy Europejczycy wyżynali Indian, Francuzi wchodzili w nich w symbiozę. Gdyby Francja wygrała wojnę 7 letnią z Anglią, to prawdopodobnie historia potoczyłaby się inaczej, nie doszłoby do zamykania Indian w rezerwatach, USA powstałoby jako całkiem inny byt, podobny do dzisiejszego Quebecu, świat prawdopodobnie mówił by głównie po francusku, byłoby zupełnie inne podejście do kwestii kultury, pieniądza, także multikulturowości. Francja ma narzuconą multikulturowość przez USA oraz tamtejsze lewicowe elity, z jednej strony opluwające aglosasów, z drugiej strony biorące z nich przykład w teorii narodowo-etnicznej.
W Europie po prostu panuje siłą narzucony demoliberalizm i poprawność polityczna, narzucona przez USA oraz pośrednio Anglię. Zauważmy, że wiele krajów, nawet tych zachodnich nie ma ochoty tego przyjmować na klatę. Nie tylko takie kraje jak Francja, Włochy, Hiszpania, Grecja czy Portugalia, ale nawet i Dania czy Szwecja. Dopóki Europa jest na usługach amerykańskich i panują tu amerykańskie wpływy kulturowe, dopóki tak będzie.
Zauważmy na koniec, że Rosja również ma siła narzucony multikulturalizm, tyle, że o zabarwieniu sowieckim. Putin co raz musi doprowadzać do porządku “niepokornych nacjonalistów” takich jak Żyrinowski czy Rogozin
Ja polecam tekst Mariana Kowalskiego o morsach i multi-kulti. To doskonale obrazuje faktyczny problem. Dopóki społeczeństwo jest syte i opływa w luksusy to mu wisza takie kwestie jak nielegalna imigracja czy też islamizacja. Wzrost nastrojów antyimigracyjnych to dopiero okres po kryzysie ekonomicznym 2008 roku.