Nacjonalizm jako pogląd polityczny skłania nas do snucia wizji państwa idealnego. Wielka Polska, o której marzymy i do której dążymy, ma swoje cechy, zasady życia społecznego, cele i drogi ich realizacji. Często formułujemy tę wizję w postaci “dziennika ustaw”, wypisując po kolei prawa i regulacje zgodne z naszymi wyobrażeniami. Co więcej, niektórym wydawać się może, że drogą do Wielkiej Polski jest sukcesywne “przepychanie” przez parlament, jak nie tych najważniejszych, to przynajmniej małych, ustaw, by za kilkanaście lat obudzić się w państwie zorganizowanym po naszemu.
Narodu nie pisze się atramentem. Stworzenie ustawodawstwa narodowego nie zagwarantuje nam uzdrowienia stosunków społecznych, solidaryzacji Polaków i zorganizowania się naszego społeczeństwa w zdrowy i silny naród. Jeśli zabraknie społecznego poparcia i rzeczywistej woli reform w szerszych kręgach Polaków, nasza misja zakończy się fiaskiem. Jeśli idea wielkości Polski będzie wyłącznie spisana w prawnych paragrafach, a nie będzie żyła w sercach ludzi, stanie się wypaczeniem nacjonalizmu. Wszak ideałem dla nacjonalisty nie jest nacjonalizm sam w sobie, ale naród, któremu nacjonalizm ma służyć. Zakładając nawet, że taka polityka odniesie swój sukces i państwo nabierze charakteru katolickiego i narodowego, jednak stanie się to ze względu na zręczność polityczną czy poparcie dla jednostkowych postulatów, nie będzie to wcale Polska narodowa i katolicka.
Naszym celem ma być Polska dla Polaków, a nie Polska dla narodowców. Nie możemy dążyć do ziszczenia się naszych politycznych fantazji, bez względu na faktyczny stan narodu. Patrząc z podziwem na dwa państwa zeszłego stulecia – Hiszpanię pod wodzą gen. Franco i Portugalię prof. Salazara – nie zapominajmy co stało się z nimi po śmierci wyżej wymienionych. Tam właśnie udało się długo utrzymać państwa narodowo-katolickie, ale nie udało się utrzymać katolickich narodów. System istniał, ale był jak garnitur, w który ubiera się martwe ciało do trumny. Enklawy katolicyzmu i tradycji, w kilka lat przedzierzgnęły się w liderów “postępu”.
W błędzie jest ten, kto twierdzi, że dziś potrzeba nam zdobyć elektorat i wprowadzić do parlamentu kilku- czy kilkunastoosobową grupę narodowców, by tam walczyli o dobre ustawy, lub zdobywali popularność dla siebie i partii przed kolejnymi wyborami. Jest to droga prosta, zbyt prosta by na jej końcu znaleźć prawdziwe odrodzenie narodowe. Jednocześnie jest drogą wyboistą, z powodu pokus i mechanizmów parlametarnych. Do wprowadzenia prawdziwej zmiany na lepsze potrzebna jest głęboka odnowa moralna narodu, na którą złożą się: wzmocnienie tożsamości i wspólnotowości Polaków, solidarność, odejście od materializmu i konsumpcjonizmu, nawrócenie religijne, odbudowa etosu Polaka i etosów zawodowych, itd.
Czy tego chcemy, czy nie – jest to zadanie dla nas, młodzieży narodowej, młodzieży katolickiej. My musimy obudzić serca i dusze Polaków, wyniszczone przez materializm oraz zapatrzone w perspektywę kariery i konsumpcji. Łączymy dwie rzeczywistości, które nadają sens działaniu – wierzymy, że nasz cel jest pozą ziemską realnością, że ten świat to tylko początek naszego życia, a przy tym nie lekceważymy go, lecz jesteśmy zdeterminowani zmieniać go na lepsze, bo przecież ta chwila, którą tu spędzamy, jest chwilą próby. Przy tym nie popadamy w indywidualizm, doceniając znaczenie wspólnot i nasze obowiązki względem innych. Gdy to odrodzenie moralne stanie się faktem w naszych szeregach i w coraz szerszych kręgach społecznych, wytworzy się społeczna potrzeba dostosowania do niego całego życia publicznego i instytucji państwowych. Wówczas dopiero państwo narodowe będzie miało swoich pełnoprawnych obywateli, a nie przypadkowych poddanych lub wewnętrznych wrogów.
Oczywiście, nie liczę na oddolne zmobilizowanie 36 milionów narodowców, którzy przez aklamację ukonstytuują Katolickie Państwo Narodu Polskiego. Możliwym jest raczej rozszerzenie obozu narodowego do kilkunastu tysięcy działaczy-nacjonalistów sensu stricto, tworzących think-tanki, stowarzyszenia zawodowe, instytucje kulturalne, media. Jeśli przy tym odbędzie się odnowa ducha narodowego u choćby dziesiątej części Polaków, jeśli wzrośnie wspólnotowość i zaangażowanie społeczne, jeśli będzie z kim budować “nowy ład” – to będzie moment na walkę o elektorat.
Michał Ciesielski



























Nie zgadzam się, że chęć i potrzeba zdobycia elektoratu TERAZ są błędne. Elektorat takowy to nasz nacjonalistyczny głos w parlamencie. To decyzyjne poparcie dla niezmordowanej pracy oddolnej wielu. Wyobraźcie sobie, gdyby ministrem spraw wewnętrznych był Narodowiec, a nie kanalia pokroju Sienkiewicza. Czyż nie było by nam wszystkim łatwiej? A tak to, aresztowania, szykanowania, itd. Działalność oddolna bez wsparcia odgórnego jest pracą syzyfową. Tak uczy historia. A swoją drogą, to bardzo dobry artykuł, nie zgadzam się, ale szanuję za wysoki poziom.