Poniższy tekst jest polemiką z artykułem Bartosza Mingę pt.” Dlaczego (nie) z lewicą?”, który ukazał się na portalu kierunki.info.pl.

Chciałabym zacząć od zakończenia i niejako podsumowania tekstu pt. “Dlaczego (nie) z lewicą?”, ponieważ to w nim ujęte jest sedno artykułu. Autor tekstu zaznacza, że nawet taktyczny sojusz z lewicą nie jest możliwy, ponieważ są oni zatwardziałymi “antyfaszystami” i z tym się niestety zgodzę, dodam nawet więcej, że w swoim antyfaszyzmie zatracili pojęcie rzeczywistości i potrafią wszystkiemu, co narodowe przypiąć łatkę faszyzmu, ale my nie jesteśmy bez winy, w kwestii zbyt łatwego klasyfikowania i demonizowania lewicy, nie ustępujemy im kroku. Antyfaszyzm lewicy jest porównywalny do naszego “antykomunizmu”, który wielu z nas zasłania normalne postrzeganie świata. Nie mówię tu o racjonalnym antykomunizmie, skierowanym przeciwko rzeczywiście komunizującym grupom (czy w ogóle mamy z takimi do czynienia obecnie to już inna kwestia) lub historycznym, 13 grudnia i 1 marca nawet ja krzyczę, na co dzień wyśmiewane hasła. Historyczny antykomunizm nie jest na tyle istotnym zagadnieniem, żeby przeznaczać na niego pozostałe 363 dni w roku. Jednak antykomunizm naszego środowiska w jego najpowszechniejszej formie jest skierowany przeciwko niemalże całemu światu i wykracza daleko poza granice, jakie powinny obowiązywać przy poruszaniu tematów historycznych. Komunistyczne są dla wielu z nas środowiska feministyczne, ekologiczne, wszelkich odcieni antykapitalistyczne, a nawet osoby niepełnosprawne, ponieważ “chcą nie pracować i żyć na socjalu”. Natomiast komunizm jako panujący ustrój skończył się w Polsce wraz z otworzeniem “szafy Kiszczaka” lub według innej szkoły zaczął się ponownie za rządów PIS-u- “reindustrializacja to socjalizm”. Brzmi to, jak nieśmieszny żart? Również bardzo bym chciała, żeby nim był.

Wracają do meritum, myślę, że sojusz z lewicą jest możliwy, ale wyłącznie w sprawach, w których mamy zbieżne postulaty, nie chodzi tu o żadne ustępstwa, ale zjednoczenie sił w sprawach, które tak samo postrzegamy-wbrew pozorom może być ich całkiem sporo. Myślę, że po wyłączeniu spraw światopoglądowych, skupiając się wyłącznie na kwestiach gospodarczych z lewicą jest jak najbardziej nam po drodze. Podobny, niepisany “sojusz” występuje już od wielu lat z prawicą, dotyczy on obrony wartości katolickich i narodowych, co nie jest równoznaczne z naszym przechodzeniem na pozycje prawicowe tylko współdziałanie w tych kwestiach, które nas łączą. Nie zrozumieniem istoty tego sojuszu i bezrefleksyjnym, czysto teoretycznym, roztopieniem nas w mnogości ruchów prawicowych, jakie miało miejsce w przeszłości, można wytłumaczyć wspomniane, przez Bartosza Mingę na początku tekstu, oburzenie wobec haseł antykapitalistycznych, które pojawiły się na rocznicowym marszu Obozu Narodowo-Radykalnego w Poznaniu. Od tego czasu wiele się zmieniło, zyskaliśmy na wyrazistości i już nie da nas się tak łatwo nigdzie zaklasyfikować, mamy odrębność, której utracenia nie powinniśmy się obwiać współpracując również z lewicą – wręcz przeciwnie. Dodatkowo pragnę tu zaznaczyć, że mówiąc o współpracy z lewicą czy prawicą i płynących z tego korzyściach mam na myśli wyłącznie tę część sceny politycznej stojącej nie tylko poza systemem, ale wręcz naprzeciwko niego.

Obecnie lewica przeżywa wewnętrzny kryzys, nawet jako obserwator z zewnątrz mogę jednoznaczne stwierdzić, że lewica dziś zapomniała, czym być powinna i zamiast walczyć o prawa pracownicze czy lokatorskie zajęła się, w swojej większości, obroną praw różnej maści degeneratów i zboczeńców. Z ruchu masowego, ludowego przeszła na salony zamykając się w teoretycznych dywagacjach. Ich miejsce dziś zajęli nacjonaliści, co również sami często zauważają. Zauważają to szczególnie Ci, którzy dążą do wewnętrznego oczyszczenia swoich szeregów i powrotu na właściwe tory polskiej lewicy. Szybko to jednak nie nastąpi, ale kiedyś musi. Do tego czasu myślę, że lewica nie tylko dojrzeje do przekonania, że sojusz z nacjonalistami jest niezbędny, ale również sama w sobie zacznie zbliżać się do idei prawdy tj. idei narodowego radykalizmu. Miejmy nadzieję, że do tego czasu my również dorośniemy i wyzbędziemy się infantylnego antykomunizmu oraz będziemy umieć współpracować z innymi, często nawet z pozoru “egzotycznymi” środowiskami, zachowując swoją podmiotowość, ale wypełniając wspólne cele, ponieważ jak bardzo trafnie zauważył Bartosz Mingę: “Niemal cały świat opanowany jest przez kapitalizm i to on jest źródłem większości aktualnych problemów. ” i to właśnie kapitalizm jest dziś naszym największym wrogiem i to do walki z nim musimy zbierać sojuszników.

Autor tekstu użył sformowania, z którym nie mogę się zgodzić: “narodowy radykalizm nie uznaje tzw. „walki klas”, w której jest się wrogiem pracodawcy lub zatrudnionych.”, samo istnienie zjawiska walki klas w systemie kapitalistycznym jest niezaprzeczalne, chociaż w naszym kraju, jak to miało już miejsce w przeszłości jest słabiej odczuwalne niż w innych rejonach świata( przyczyn szukać należy w historii, jak i w stosunkach własnościowych kapitału, który często należy w naszym kraju do obcych). Jak już przed wojną pisał Marian Reutt “Błędem byłoby powiedzieć, że walki klas nie ma. W dzisiejszym ustroju ona jest i nawet natężenie jej w niektórych wypadkach wzrasta. Wynika to z samych właściwości ustroju kapitalistycznego, w którym są wyzyskiwacze i wyzyskiwani.”. Fakt uznawania istnienia zjawiska walki klas, nie sprawia, że musimy od razu stawać jednoznacznie i konsekwentnie po stronie pracodawcy lub pracownika i walczyć w interesie jednej z grup. Powinniśmy jednak kierować się zasadą sprawiedliwości i oprócz promowania zjawiska solidaryzmu społecznego, bronić tej zasady w codziennych, konkretnych sytuacjach – opowiadając się po stronie tego, który ma rację, a który zazwyczaj nie ma środków gwarantujących słyszalność postulatów.

Kończąc klasycznie chciałabym przypomnieć, że narodowy-radykalizm jest wolny od sztywnych podziałów na prawicę i lewicę, jego bogactwo wewnętrzne nie pozwala zamknąć go w żadnej z tych form. Narodowy-radykalizm z tych dwóch tradycji czerpię to, co najlepsze- i to właśnie stanowi o jego sile. Nie możemy bać się panicznie lewicy i wszystkiego, co z nią związane, bo również od z niej wiele czerpiemy i wiele jej zawdzięczamy. Nie zamknięci w doktrynach, otwarci na świat, ale wierni bezwzględnym wartościom musimy walczyć o wprowadzanie w życie naszych postulatów, ponieważ tylko tak zbudujemy Wielką Polskę!
Maria Pilarczyk

3 KOMENTARZE

  1. Muszę się zgodzić z autorką co do walki klas w kapitalizmie, no bo przecież w socjalizmie masy robotnicze wyrżną sierpami niedobrych burżujów, więc fizycznie walki klas być nie może.

    • Na szczęście ONR nie jest partią polityczną, żeby MUSIAŁ mieć opracowaną koncepcję gospodarczą, ale z tego co widać myśl gospodarcza tej organizacji idzie naprzód. Niestety nawet jeśli ktoś wspomni na szerszym forum o koncepcjach pośrednich, przeciwnych materializmowi, zostaje niesłusznie wyśmiany przez ograniczonych wielbicieli socjalizmu czy kapitalizmu.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię