Temat kryzysu imigracyjnego i jego wypadkowych rezultatów nadal nie schodzi z czołówek mediów głównego ścieku. Aktualnie mamy do czynienia z bodaj największą z fal imigrantów, jaka powoli zalewa zachodnią i południową Europę. Część krajów Unii Europejskiej na czele z Francją i Niemcami już musi zmagać się z rosnącymi roszczeniami socjalnymi, wzrastającą skalą przestępczości ze strony imigrantów, wzrostem konwersji białych mieszkańców na islam oraz wydawać pieniądze z budżetu publicznego na, choć częściowe rozwiązanie tych problemów. Niektóre rozwiązania, takie jak zwiększenie patroli policyjnych i wojskowych na ulicach europejskich miast, wprowadzanie stanów wyjątkowych, które miały w teorii zapewnić bezpieczeństwo, w praktyce nie sprawdziły się i skutkują stopniowymi ograniczeniami swobód obywatelskich. Wymownym tego przykładem była seria zamachów bombowych w Brukseli sprzed około miesiąca, w których mimo stanu wyjątkowego i „teoretycznego” zapewniania o bezpieczeństwie islamscy ekstremiści zabili kilkadziesiąt (w tym jedną obywatelkę Polski) i ranili ponad 200 osób.

Jaka natomiast była reakcja społeczna na zamachy w Belgii? Można było zobaczyć samemu na własne oczy w Internecie. Ustawianie belgijskich barw na profilówkę na Facebooku, deklaracje władz o zwiększeniu walki z terrorem, organizowanie „marszu przeciw terroryzmowi” (który i tak został odwołany z racji zagrożenia terrorystycznego) oraz… 27 marca. Tego dnia policja brutalnie spacyfikowała kilkuset nacjonalistów i kibiców piłkarskich, którzy postanowili uczcić ofiary zamachów i wyrazić spontaniczny sprzeciw wobec kryzysu imigracyjnego i islamizacji swojego kraju. Warto przypomnieć, iż ok. ¼ mieszkańców belgijskiej stolicy to muzułmanie, wielu z nich walczy w szeregach Państwa Islamskiego, a partie islamskie wprost domagają się wprowadzenia szariatu jako prawa nadrzędnego nad państwowe.

Podobnie było w przypadku zamachów w Paryżu z 2015 roku, stolicy kraju, który w bieżącym roku jest gospodarzem mających się rozegrać mistrzostw Europy w piłce nożnej. Ważnym elementem tej skomplikowanej układanki jest wskazanie na beneficjentów obecnego kryzysu, których polityka tylko potwierdza, iż polityka imigracyjna poniosła zdecydowane fiasko. Jednym z nich jest Unia Europejska. W marcu br. na dwudniowym szczycie w Brukseli wypracowano plan przyjęcia ok. 72 tysięcy imigrantów, wg Donalda Tuska (szefa Rady Europejskiej) Polska miałaby przyjąć prawie 5 tysięcy osób. Ponadto została zawarta umowa z Turcją, na której mocy od 20 marca 2016 roku wszyscy nielegalni imigranci, którzy z Turcji dostali się do Grecji, mają być z powrotem odsyłani do obozów dla uchodźców na tureckim terytorium. W zamian za to Ankara zadeklarowała przekazanie 3 mld euro wsparcia budżetu na ten cel oraz przyspieszenie rozmów w sprawie akcesji do Unii Europejskiej.

Brukselski dyktat jest nie tylko beneficjentem kryzysu imigracyjnego, który postawił Europę nad przepaścią, ale także współodpowiedzialnej za to polityki multikulturalizmu. Na ten temat napisano już bardzo wiele, tu warto wypunktować rezultaty tego szaleństwa. Wzrastająca liczba gwałtów na białych Europejkach, odbieranie dzieci przez instytucje państwowe za sprzeciw ich rodziców wobec multikulti, uruchamianie multietnicznych szkół m.in. w Niemczech i Wielkiej Brytanii, wprowadzanie przez rząd Francois Hollande’a nauczania arabskiego i języków afrykańskich we francuskich szkołach, faworyzowanie imigrantów przy przyznawaniu świadczeń socjalnych kosztem rdzennej ludności (vide Holandia, gdzie 70% somalijskich imigrantów żyje z zasiłków), patrole islamskie na ulicach Londynu, Berlina, Brukseli i innych większych metropolii, egalitaryzm skutkujący stawianiem na równi wartości cywilizacji łacińskiej ze światem islamu, „antyrasistowskie” spędy, tuszowanie przez policję spraw związanych z przestępstwami dokonywanymi przez imigrantów (po to, by… nie wzbudzić nastrojów antyimigranckich w narodach europejskich) oraz zaostrzanie prawa karnego wobec przeciwników multikulti i przyjmowania imigrantów do Europy.

Rządy krajów Unii Europejskiej popierały również rewolucje w świecie arabskim sprzed 5-6 lat, interwencje zbrojne w Libii, Syrii, Iraku (obalenie i zamordowanie Muammara Kaddafiego, Saddama Husajna, nieustanne wspieranie rebeliantów i islamistów w celu obalenia władzy Baszara al-Assada w imię „wolności, demokracji i praw człowieka”), czym przyczyniły się do destabilizacji regionu i zwiększenia tym samym napływu imigrantów do krajów europejskich. Nie zważa się powszechnie na to, iż tam mogą rosnąć w siłę wpływy wahhabickich grup terrorystycznych (z lokalnymi odłamami al-Kaidy i ISIS na czele), których agenci i sympatycy przenikają bez żadnej kontroli do Europy, czego skutkiem jest wzrastający terror oraz zamachy terrorystyczne (vide Paryż, Bruksela).

Równolegle polityka multikulti i wspierania imigrantów idzie w parze ze stopniową laicyzacją Europy. W ostatnim czasie wzrosła liczba dewastacji cmentarzy i kościołów, profanacji obrazów, figur maryjnych i Najświętszego Sakramentu, świątynie są zamykane lub przerabiane na meczety, skateparki, dyskoteki czy domy kultury. Mają miejsce tendencje zniżkowe osób wierzących w religię chrześcijańską przy jednoczesnym wzroście konwersji mieszkańców Europy na wiarę w Allaha. Niestety, ale za błędną politykę włodarzy unijnych i własnych rządów, nie zapłaci z nawiązką nikt inny jak zwykli Europejczycy. Naszym obowiązkiem jest obrona Wiary i wartości cywilizacji łacińskiej przed mariażem rządów Unii Europejskiej, demoliberalnych władz państwowych oraz walka z następstwami multikulturalizmu i napływu obcych kulturowo imigrantów do naszego kontynentu.

Adam Busse

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię