Naród polski przez ostatnie ćwierćwiecze był nieustannie karmiony obietnicami lepszego jutra. Było to zawsze obwarowane koniecznością poświęcenia naszego „dzisiaj”. Mówiono nam, że dzieli nas przepaść w stosunku do Europy Zachodniej, że musimy stale „zaciskać pasa” i godzić się na warunki narzucane nam przez tych, dla których horyzontalnym celem była europeizacja Polski. Wzrastającym kosztom życia nie towarzyszyła proporcjonalna podwyżka pensji. Owszem, w 2016 roku nie jeździmy już fiatem 125, tylko zachodnimi Volkswagenami. Na półkach w sklepach mamy dostęp do znacznie szerszej oferty niż było to na początku lat 90. Mamy też możliwość swobodnego przemieszczania się i podejmowania pracy na terenie krajów członkowskich Unii Europejskiej. Jednakże życie przeciętnego Polaka nadal dzieli przepaść w porównaniu do przeciętnego obywatela zachodniej Europy.
Polska stała się rezerwuarem stosunkowo taniej siły roboczej i państwem, które jest podwykonawcą dla bardziej zaawansowanych technologicznie krajów Europy Zachodniej. Efektem tego stanu rzeczy była i ciągle jest masowa emigracja naszych rodaków do Wielkiej Brytanii, Niemiec i krajów skandynawskich. To tam, nasi rodacy szukają godnej płacy za swoje kompetencje i wykonywaną pracę. Państwo polskie przez ostatnich 28 lat nie wytworzyło warunków rozwoju i godnego życia, a jedynie umożliwiło Polakom poszukiwanie takich warunków na zachodzie. Nie ma znaczenia czy mówimy o rządzie PiS, PO, SLD czy AWS. Wszyscy oni zawiedli i nie spełnili pokładanych w nich nadziei na tzw. lepsze jutro. Rolą elit rządzących jest mieć zawsze na względzie dobro swoich rodaków. Niestety, nasze elity nie reprezentują Polaków, a interesy polityczno-ekonomiczne kolonizujących Polskę państw i potężnych korporacji. Jako rzekome sukcesy przedstawiane są kolejne „inwestycje” korporacji, które przenoszą swoje fabryki podzespołów do Polski. Nie dzieje się tak bynajmniej, z racji chęci zrobienia dobrze Polakom, którzy po „Wielkiej Mistyfikacji” – znanej jako przejście od gospodarki centralnie planowanej do gospodarki kapitalistycznej – pozostają praktycznie bez własnych firm zdolnych konkurować na światowym rynku przewagą technologiczną, jakościową czy skalą. Dzieje się tak, bo zagraniczne korporacje widzą w Polsce i Polakach współczesnych murzynów, którzy za znacznie niższe pieniądze wykonają pracę, jakiej nie podjąłby się żaden Francuz, Niemiec czy Anglik. Fakty są takie, że polscy politycy zrobili wszystko, żeby wpisać potencjał naszego kraju w zaplanowaną dla Polski rolę w międzynarodowym podziale pracy. Krótko mówiąc – „nasi” politycy, od 27 lat, realizują koncepcję podporządkowania swoich rodaków interesom państwowych i korporacyjnych graczy, którym zależy na nałożeniu kagańca na polski potencjał gospodarczy.
Idealnym przykładem człowieka, który swoje życie związał z potężnymi instytucjami finansowymi, których korzyści nie są zbieżne z interesami narodowymi, jest urzędujący wicepremier oraz minister rozwoju i finansów p. Mateusz Morawiecki, który jeszcze do niedawna pełnił funkcję prezesa zarządu w Banku Zachodnim WBK należącym do grupy Santander. To właśnie p. Morawiecki wzywał pracujących za granicami Polaków do powrotu do ojczyzny, jednocześnie nie robiąc nic, żeby nasi rodacy mieli do czego wracać. Późniejsze działania wicepremiera, jak i całego rządu, jasno pokazały, o co tak naprawdę chodziło. W apelu p. Morawieckiego nie było troski o naszych rodaków, których III RP zmusiła do emigracji zarobkowej, tylko troska o interesy kapitalistów. Utrzymanie relatywnie niskiego poziomu płac jest kwestią przetrwania, ale nie zwykłych Polaków, tylko wielkich korporacji i rodzimych wyzyskiwaczy, którzy za nic mają wspólnotę. Lawinowo rosnąca ilość przyjmowanych do Polski emigrantów z Ukrainy wpisuje się w globalną politykę kapitalistów. Sprowadzanie ludzi do roli siły roboczej, która to porusza się ponad granicami za pracą, jest sprzeczne z prawem narodów do życia na własnej ziemi, wśród swoich rodaków. Polityka prowadzona przez rząd PiS-u prowadzi do sytuacji, w której homogeniczna etnicznie Polska będzie musiała sobie radzić z olbrzymią mniejszością narodową, której przecież trudno odmówić prawa do kultywowania tożsamości, religii, języka etc. Co za tym idzie, kiedy napływowa ludność okrzepnie stanie się potencjalnym beneficjentem przywilejów socjalnych, a idąc dalej – odrębnym środowiskiem o, być może, własnych aspiracjach politycznych, które to będą musiały znaleźć odzwierciedlenie w apelach politycznych polskich partii politycznych. Liczna mniejszość ukraińska to także problem przestrzegania prawa pracy, z którym i tak nigdy w Polsce nie było zbyt dobrze. Wyzyskiwani pracownicy ze wschodu, nieświadomi swoich praw pracowniczych to idealne narzędzie nacisku na niewygodnych polskich pracowników, których będzie można zastąpić „mniej kłopotliwymi” pracownikami z Ukrainy.
W interesie zarówno Polaków, Ukraińców, jak i innych narodów leży powstrzymanie szalonego pędu globalnych korporacji i ich rządowych marionetek do stworzenia świata ludzi wykorzenionych, pozbawionych ojczyzny, których życie sprowadza się do bycia trybikiem w machinie kapitalizmu. Naszą rolą, jako polskich nacjonalistów, jest przestrzegać przed konsekwencjami antynarodowej polityki prowadzonej przez rząd. Nie jest naszą rolą rozwiązywanie problemów innych narodów, tylko zadbanie o to, żeby nasi rodacy mogli godnie żyć i pracować w swojej ojczyźnie. Dlatego już dzisiaj zapowiadamy, że ONR będzie patrzył na ręce władzy i piętnował dotychczasową politykę migracyjną PiS-u. Celem każdego, kto w sercu ma Polskę i Polaków powinno być zadbanie, aby to nasi rodacy tworzyli realny wzrost gospodarczy, który powinien przekładać się na bogacenie się polskich rodzin, a nie potężnych korporacji.




























Świetny artykuł, porusza bardzo ważne problemy!
Racja, co do tego, że nie należy sprowadzać Ukraińców do Polski. To wiąże się również z zagrożeniem dla Przemyśla itd. A co do tego, by były niwelowane różnice w zamożności Polaków i krajów Europy Zachodniej, to jest trudna sprawa. Ten kto pierwszy wymyślił nowe technologie ma z tego korzyści. Część zysków inwestuje w opracowywanie i wdrażanie jeszcze nowszych technologii i znów ma z tego korzyść, a biedniejszych zatrudnia jako robotników. Teoretycznie nikt nie broni Polakom tworzyć grup kapitałowych, finansujących opracowanie i wdrażanie nowych technologii. Same politechniki w Polsce stoją z tego, co wiem na wysokim poziomie. Natomiast ilość patentów na mieszkańca jest mniejsza nie tylko od krajów Europy Zachodniej ale też od Czech, Węgier. Kiedyś w zaborze pruskim jakoś Wielkopolanie umieli się organizować, by przetrwać. A teraz jest z tym problem. Dużo wykształconych inżynierów woli pracować na Zachodzie, bo tam ma o wiele większą kasę, niż tu tworzyć firmy od podstaw. Tej ideologii narodowej, niestety w znacznej części polskiego współczesnego społeczeństwa nie ma. Tylko nieliczni będą woleli służyć Polsce od o wiele większej kasy na Zachodzie. Podobnie jest z piłkarzami. Polska liga jest kiepska, bo lepsi piłkarze wolą zagraniczne kluby, gdzie dostają o wiele większą kasę. Przez nich i te zagraniczne kluby zarabiają i kółko się zamyka.
Z całym szacunkiem dla przedmówcy ale muszę zwrócić pewną uwagę.
Grać trzeba tym co się ma, gdyż nie ma możliwości zmiany kart. A prawda jest taka, że strat demograficznych poniesionych przez ostatnie 15 lat w większości nie da się już odrobić.
Społeczeństwo się starzeje a w samej Anglii do szkół chodzi ponad 150 tyś naszych dzieci, które być może wrócą nad Wisłę ale tylko jeśli sytuacja nad Wisłą będzie lepsza niż nad Tamizą co jest mało prawdopodobne w perspektywie 10 lat. Więc musimy spojrzeć prawdzie w oczy i znaleźć realne wyjście, zamiast nadymać się ideologią.
Polityka imigracyjna nie może zostać odwołana, a granice zamknięte. Wtedy ugrzęźniemy w kosztach socjalnych starego społeczeństwa skutecznie hamując perspektywy rozwoju. Powszechna robotyzacja też tego nie uratuje.
Potrzebna nam plan który będzie mądry, długofalowy i realizowany z żelazną konsekwencją.
Polityka powinna być oparta o zasady:
– selekcja – aby przyjmować głównie młodych, pragnących się osiedlać, podatnych na naszą retorykę historyczną, preferencyjnie tych którzy mają polskie korzenie.
– Indoktrynacja – od początku należy szczepić im wartości które będą spajać ich z narodem polskim.
– asymilacja – wszelkie wsparcie powinno być tak ukierunkowane aby możliwie przyspieszyć asymilację, uniemożliwić tworzenie społeczności imigranckich, oraz wydalać z kraju tych którzy nie rokują pozytywnie pomimo zastosowania dwóch poprzednich kroków.
W przypadku ograniczenia wolnego przepływu ludzi w europie, należy ograniczyć dostęp do rynku pracy, oraz obwarować go wymogami np. 5 letni okres przejściowy, testy i egzaminy z asymilacji kulturowej, procedura stałego pobytu opata o badanie kompatybilności społecznej.
Dodatkowo wsparcie dla studentów zagranicznych można by było obwarować lojalnościową umową, wymagającą od studenta odpracowania studiów – preferowane gałęziach najmocniej dotkniętych brakami kadrowymi.
Od autora: Jestem inżynierem, pracuję w Polsce choć mogę wyjechać na zachód na kontrakt za 5x lepsze pieniądze. Jedyne co mnie trzyma to cicha nadzieja że kiedyś będzie lepiej. Niestety skutecznie ją podgryza widok ludzi którzy wolą filozofować nad ideologią, zamiast pracować nad konstruktywnymi rozwiązaniami.
Panie Aleksandrze,
Bardzo słuszna postawa, choć zapewne ZNACZNIE ŁATWIEJ I SKUTECZNIEJ byłoby ją przeforsować, gdyby pomysł usłyszeli zgromadzeni w sejmie. Być może TRZEBA JEDNAK się zjednoczyć z partią (czy kołem parlamentarnym), która taki sam pogląd reprezentuje, choćby w tej sprawie.
A co do zatrudniania obcych:
Kiedyś, w firmowej rozmowie usłyszałem, że przedsiębiorcy wolą jednak Polaków. Bo Ukracha trzeba nauczyć języka, trzeba nauczyć, że przed robotą się nie pije, ale za to myje. Biznesmeni chcą Polaków, ale ich zwyczajnie nie ma. Drodzy kapitaliści, już Wam daję radę: nie ma ZA TE PIENIĄDZE, należy podnieść płace. Nie opłacało by się wtedy? A przepraszam, a co mnie to obchodzi? Henry Ford nie sępił na wypłatach, a stał się światowym potentatem. Wiecie, co należy zrobić, prawda?