„Opamiętaj się rodaku – Polska tylko dla Polaków” to hasło, które po mającej miejsce w Poznaniu 81. rocznicy powstania Obozu Narodowo-Radykalnego w odświeżonej formie ponownie zagościło na wielu manifestacjach organizowanych przez polskich nacjonalistów, także z innych niż ONR organizacji. Upowszechniło się zwłaszcza w okresie, gdy pod znakiem zapytania stało przyjęcie przez Polskę imigrantów tudzież uchodźców z krajów Bliskiego Wschodu. Od początku budziło kontrowersje w mainstreamie. Lewactwo krzyczało o faszyzmie mając przed oczami demonstracje z lat ’90, nierzadko kończących się starciami z oponentami politycznymi. Na fali marazmu u początku nowego stulecia wypadło z użycia, by wreszcie wrócić w chwale i ku zdziwieniu wielu, przestało wywoływać konsternacje liberalnych mediów.
Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Nie raz różni przedstawiciele środowisk tolerancyjnych parafrazują je mówiąc „Polska dla Polaków, Anglia dla Anglików i Polaków”. Próbują przy okazji także zarzucić hipokryzję nacjonalistom. Czy mają rację?
Oczywiście, że nie. Nacjonaliści jako zwolennicy separatyzmu rasowego, ale też narodowego, zdecydowanie sprzeciwiają się migracji wielkich rzesz ludzi, niezależnie od tego czy są oni tej samej narodowości, rasy itp. Oznacza to, że w idealnym dla narodowych radykałów świecie w Polsce mieszkaliby Polacy, w Anglii Anglicy, a w Senegalu Senegalczycy. Analogicznie Europa powinna być dla Europejczyków, Afryka dla Afrykanów, a Azja dla Azjatów itp.
Wspominam o tym także dlatego, że przy okazji mających miejsce w ubiegły weekend licznych manifestacji ONR zwracających uwagę na ogromny napływ mieszkańców Ukrainy do Polski, inspirowany przez wielki kapitał i rząd Prawa i Sprawiedliwości, ponownie pojawiły się hasła o Polsce i pracy w niej tylko dla Polaków, które napotkały krytykę rozmaitych środowisk. Tym razem jednak w ich krytykę włączył się także głos ugrupowań prawicowych. Uważnych obserwatorów sceny politycznej zupełnie to nie dziwi. Wynika to z tego, że liberalni ekonomicznie politycy, dziennikarze i inne autorytety to tak na prawdę usłużne pachołki wielkich, ponadnarodowych korporacji. Argumentują oni potrzebę ściągnięcia Ukraińców do Polski z powodu możliwości braku „rąk do pracy” w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Poniekąd mają nawet rację, marginalny albo zwyczajnie ujemny przyrost naturalny pozostaje faktem, któremu nikt rozsądnie myślący nie będzie zaprzeczał. Wobec tego rzeczywiście za X lat w Polsce może wystąpić deficyt pracowników produkcyjnych. O specjalistów bym się nie martwił. Oni zarabiają znacznie lepiej, więc znajdą się chętni na powrót do kraju na wolne stanowiska, gdzie dodatkowo będą mogli wynegocjować sobie satysfakcjonujące warunki, które będą w zakresie tolerancji pracodawców. Dodatkowo znaczna część polskich emigrantów XXI wieku z chęcią wróciłaby do kraju, gdyby zapewniono im tu porównywalne z zachodnimi pensje. O wiele gorzej wygląda sytuacja z pracownikami najniższego szczebla. Żaden pracodawca w obecnie panującym systemie nie podniesie nagle dwukrotnie pensji przykładowej sprzątaczce. W związku z tym o wiele częściej sięgać będą po Ukrainki i Ukraińców, dla których najniższa dopuszczalna przez polskie prawo pensja, stanowić będzie i tak znaczną podwyżkę w porównaniu z tym co oferują im pracodawcy w ojczyźnie.
Ktoś zapyta, co takiego złego w podmianie mieszkańców istniejących państw na inne narodowości? W końcu wielu czołowych guru prawicy, m.in. Janusz Korwin-Mikke, wprost deklarowało się jako wrogów państw narodowych. Odpowiedzią są braki podwyżek wynagrodzeń oraz asymilacji, co w niedalekiej przyszłości spowoduje wzrost napięć społecznych. Marginalna mniejszość oczywiście przyjmie prawa, kulturę, obyczaje czy nawet mentalność tubylców, ale większość tego nie zrobi. Dotyczy to zarówno Murzynów z Afryki, różnych odłamów muzułmanów z Bliskiego Wschodu oraz mieszkańców Ukrainy.
Wielu publicystów zwraca uwagę na podobieństwa, tj. słowiańskie korzenie obu narodów, podobne położenie geograficzne czy ten sam kolor skóry. Przeciwstawiają to wyłącznie trudnej historii, sprowadzając temat naszych relacji. także historycznych, niemal wyłącznie do ludobójstwa na Wołyniu. Obie strony znacznie uproszczają tematykę. Oczywiście język polski łatwiej opanować będzie Ukraińcom niż Syryjczykom. Posługiwanie się jakąś mową nie oznacza jednak asymilacji. Przecież gangi imigrantów w Zachodniej Europie także potrafią używać mowy tubylców. Główną przeszkodą nie będą zdarzenia na Wołyniu trzy pokolenia temu czy chęć odebrania jednemu państwu przez drugie jakiejś części terytorium, ale mentalność towarzysząca imigrantom z Ukrainy.
Zarówno w Polsce, jak i u wschodniego sąsiada okres wasalny wobec Związku Sowieckiego wykształcił specyficzny sposób myślenia, postrzegania świata oraz załatwiania rozmaitych spraw. Oparty jest on przede wszystkim na łapówkarstwie na szeroką skalę, braku szacunku dla dóbr wspólnych, pogardzie dla osób o gorszym położeniu materialnym zarówno prywatnie jak i zakładach pracy, gdzie objawia się to nierzadko mobbingiem wobec podwładnych. Ktoś powie, że zarówno Polacy, jak i wschodni sąsiedzi mieli prawie trzydzieści lat na wypracowanie nowej mentalności. W większości udało się to mieszkańcom kraju nad Wisłą, ale nie powiodło się obywatelom kraju nad Donem. Do tego dochodzą kwestie takie jak tworzenie się enklaw zamieszkanych wyłącznie przez pracowników z Ukrainy. Obecnie pojawiają się już pierwsze symptomy tego zjawiska. Pracodawcy koszarują swoją „tanią siłę roboczą” w kilku mieszkaniach w jednym bloku. Nie ulega wątpliwości, że wraz ze zwiększaniem się ich liczby, powstaną osiedla zamieszkałe wyłącznie przez imigrantów. Słusznie zauważył na kongresie cywilizacyjnym im. Feliksa Konecznego kol. Filip Paluch, że łatwo jest zasymilować kilka tysięcy osób podobnych kulturowo, lecz zrobienie tego wobec znacznie ponad miliona osób jest niemożliwe. Powstała mniejszość zacznie się ubiegać o swoje prawa socjalne, polityczne itp.
Co więcej państwa nienarodowe, oparte wyłącznie o chęć generowania zysku przez wąską grupę osób często mających z krajem jedyny związek w postaci zakładów pracy posiadanych na jego terytorium, nie mają podstaw do trwałego funkcjonowania. Sama Ukraina jako państwo także wskazuje, dlaczego kraj powinien być narodowy. Ostatecznie przecież to rosyjska mniejszość narodowa posłużyła za pretekst do zajęcia Krymu czy Donbasu przez Rosjan. Paradoksalnie kilkadziesiąt lat wcześniej to m.in. ukraińska mniejszość i obrona jej praw stanowiły casus belli do ataku ZSRS na II RP. Także obecnie niemal wszystkie państwa byłego ZSRS boją się, że ogromna mniejszość rosyjska na ich terytorium posłuży państwu Putina do zaatakowania ich w sposób taki sam jak zrobił to z Ukrainą. Do tej pory Polska nie miała takich problemów, gdyż mniejszości na jej terytorium były zaledwie odsetkiem procentowym ogółu mieszkańców kraju. Dodatkowo mieszkali w różnych częściach kraju, przez co nie mogli tworzyć enklaw, gett.
Mieszkańcy państw jednolitych narodowościowo łatwiej się integrują, nawiązują współpracę, dbają o wspólne dobro czy własne interesy. Wynika to z takiej samej mentalności, wspólnej historii narodowej czy stworzonych przez lata więzi społecznych. Z tych też powodów łatwiej będzie im stanąć w obronie Ojczyzny, kiedy ta zostanie zaatakowana przez ościenne mocarstwo. Widać to po raz kolejny na przykładzie Ukrainy, która była słabo zintegrowana wewnętrznie, przez co dużo osób wykorzystało wojnę do emigracji na zachód. Zaskakujące, że zrobili to przede wszystkim mieszkańcy zachodniej, nieogarniętej wojną części tego kraju. Prawdą jest, że podczas II wojny światowej także wielu Polaków emigrowało, jednak wtedy była to zdegenerowana warstwa wyższa, głównie politycy, a obecnie Ukrainę opuszczają pracownicy najniższego szczebla.
Podsumowując, państwo narodowe jest w tej chwili optymalną formą samoorganizacji narodu. Nie zmienią tego liberalne frazesy, które mają na celu zmylić Polaków i pomóc jeszcze bardziej wywindować zarobki osób żyjących z ciężkiej pracy ich pracowników. Analogiczne lewicowe brednie o multikulti nie sprawdziły się i wobec fiaska tego co zauważyła już większość społeczeństwa, w tym tekście skupiłem się na innych aspektach obrony państwa narodowego. W związku z powyższym, Polacy powinni optować za stworzeniem w kraju warunków do powrotu setek tysięcy rodaków z ostatniej fali emigracji oraz działać na rzecz zaprzestania sprowadzania niekontrolowanych, ogromnych ilości imigrantów od południowo-wschodniego sąsiada.




























Powyższa mapa nie szanuje integralności Serbii. Nie może służyć za ilustrację do obrony państwa narodowych. Narodu “kosowskiego” w sensie etnicznym nie ma. I akurat z tym się zgadza i strona serbska i albańska. Wydarcie przez NATO Serbii Kosowa i Metohiji, z powodu obecnej większości tam kolonistów albańskim (łącznie z terenami na której ci ostatni nie stanowią większości) jest realizacją idei Sorosa a nie państwa narodowego.
Dawno nie widziałem tylu manipulacji w tak krótkim tekście. Wierzę, że Autor jeszcze zdoła rzetelnie opracować temat po zapoznaniu się z wieloma źródłami pochodzącymi z różnych stronnictw.
Dobrze by było, wskazać te manipulacje wpierw. Ja jakoś ich nie widzę.
Nie trzeba podnosić stawek dwukrotnie. Wystarczy o 500zł. I znajdą się Polacy do pracy.