Fakt historyczny, z którym najczęściej kojarzone są Kielce, to niewątpliwie wydarzenia z 4 lipca 1946 r. Powszechnie jest ono nazywane pogromem kieleckim. Określenie to jednak nie jest do końca trafne. Sugeruje bowiem podobieństwo zbrodni kieleckiej do pogromów ,,ludowych”, dokonywanych wyłącznie przez ludność cywilną, co w tym wypadku jest sporym zafałszowaniem.
Najpierw zwróćmy uwagę na kontekst tamtych wydarzeń. Polska po 1945 r. znalazła się w orbicie wpływów Związku Sowieckiego. Nowemu okupantowi zależało na tym, aby pokazać, że kraje Bloku Wschodniego są państwami słabymi i niezdolnymi do suwerennej polityki. Wykorzystano do tego metodę podsycania antysemickich nastrojów. Po upadku hitleryzmu każdy akt przemocy wobec Żydów budził w społeczności międzynarodowej szczególne potępienie. W pierwszych latach powojennych większość incydentów antyżydowskich nie spotykała się z większym zainteresowaniem komunistycznych władz. Śledztw w tych sprawach zwykle w ogóle nie podejmowano lub były błyskawicznie umarzane. Trudno oprzeć się wrażeniu, że miało to być zachętą do kolejnych aktów agresji. W społeczeństwach Europy Wschodniej pojawiła się też zapomniana niemal legenda
o rytualnych mordach dokonywanych przez Żydów na polskich dzieciach. Na przykład na Węgrzech rozsiewały ją najczęściej osoby, które niespodziewanie pojawiały się w danej miejscowości, a po doprowadzeniu do antyżydowskich rozruchów, znienacka znikały. Można więc mniemać, że byli to zawodowi prowokatorzy. Kulminacją tego typu zdarzeń była zbrodnia kielecka. Wcześniej w Polsce dochodziło też do mniejszych zajść antysemickich, np. w 1945 r. obrzucono kamieniami krakowską synagogę. Warto nadmienić, że zdarzenia te miały podobny przebieg jak pogromy dokonywane w tym czasie na Słowacji i na Węgrzech. Sugeruje to, że te akty to część szeroko zakrojonej akcji. Zwykle zaczynało się właśnie od plotki o Żydach wytaczających krew z polskich dzieci. Przypomina to charakterystyczne dla Rosji, znane już od czasów carskich, dokonywane przez władzę przerzucenie niezadowolenia społecznego z niej na Żydów. Żydzi, jako przedstawiciele handlu i rzemiosła pasowali dobrze do roli ,,kapitalistów” i ,,wrogów władzy ludowej”. Należy także wspomnieć, że dużą część ówczesnego aparatu partyjnego w Polsce stanowili Żydzi przybyli z ZSRS. Nie jest tajemnicą, że wzbudzali oni niechęć, nie tylko w społeczeństwie jako okupanci, ale także wśród działaczy komunistycznych, którzy przetrwali wojnę. Powodem tego, oprócz obawy o utratę pozycji i wpływów, był obecny wśród ,,starych” komunistów antysemityzm. Pamiętali oni antyżydowskie czystki w Komunistycznej Partii Polski przeprowadzone na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych. Wiele mówi fakt, że przedstawicielem antysemickiej frakcji w KPP był Władysław Spychaj-Sobczyński, w czasie pogromu szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach.
Jak zatem wyglądały zajścia w Kielcach? Trudno odtworzyć ich dokładny przebieg, ponieważ proces po pogromie nie zmierzał do wyjaśnienia zbrodni, o czym więcej w dalszej części artykułu. Oprócz tego akta ubeckie z tego okresu spłonęły (prawdopodobnie nieprzypadkowo) w 1988 r. Z relacji świadków i raportów różnych osób i organizacji wiadomo, że wszystko zaczęło się 1 lipca. Tego dnia z domu wyszedł ośmiolatek Henryk Błaszczyk. Wrócił po dwóch dniach. Wieczorem, wraz z ojcem, sąsiadem i jego szwagrem udał się na komisariat milicji. Tam chłopiec miał zeznać, że dwa dni wcześniej spotkał go mężczyzna, który wręczył mu 20 zł i paczkę, którą polecił zanieść do kamienicy przy ul. Planty 7/9 zamieszkałej przez Żydów. Tam miał być przetrzymywany w piwnicy (podczas gdy piwnicy w ogóle tam nie było) wraz z innymi polskimi dziećmi. Według niego, Żydzi zabili ich wcześniej jedenaścioro. Jemu samemu udało się zbiec. Mimo zgłoszenia tak ważnej sprawy, mężczyznom kazano przyjść ponownie następnego dnia. Już ten fakt może świadczyć, że mord był wcześniej przygotowywany na 4 lipca. Wspomniana czwórka zrobiła tak, jak im polecono. Następnie wraz z grupą funkcjonariuszy udali się na Planty. Zaskakiwać może wyjątkowo duża, jak na zwykły patrol, liczba milicjantów (według różnych źródeł, od 12 do 14). Można więc uważać, że szykowali się oni do większej akcji. Poza tym, zmierzając na Planty, funkcjonariusze zachęcali przechodniów do pójścia z nimi. Na miejscu młody Błaszczyk wskazał przypadkowo napotkanego Żyda, jako tego, który miał mu wręczyć paczkę. Milicjanci zatrzymali mężczyznę. W tym czasie wokół tego miejsca zaczął gromadzić się tłum gapiów. Milicja zaś zaczęła się domagać od Żydów wpuszczenia do kamienicy w celu dokonania rewizji. W tym samym czasie na Plantach pojawił się oddział UB i wojska, oddzielając kordonem gromadzącą się tam ludność. Funkcjonariusze MO kontynuowali swoją akcję. Nie zostali jednak wpuszczeni do środka, zatem postanowili wedrzeć się tam siłą. Po krótkim czasie padły strzały. Na ich dźwięk do domu wtargnęła część ubeków, żołnierzy i milicjantów trzymających kordon, a za nimi grupa cywilów (a może funkcjonariuszy po cywilnemu?) Za chwilę z domu wyniesiono trzech zamordowanych milicjantów. W tym momencie zaczęła się właściwa część pogromu. Kolejni Żydzi byli zabijani i wyrzucani przez okna. Podobnie robiono z rannymi, których dobijano na ulicy. Kamienica była też cały czas ostrzeliwana. W pewnym momencie na Plantach zjawił się prokurator Sądu Okręgowego w Kielcach Jan Wrzeszcz z zamiarem uspokojenia sytuacji i żądaniem przekazania sprawy w ręce prokuratury. Komendant UB Witold Kuźnicki odmówił jednak wykonania polecenia. Wrzeszcz swoją interwencję przypłacił życiem – zmarł krótko po wyjściu z więzienia. Na miejsce nie zostali także dopuszczeni księża z parafii katedralnej oraz salezjańskiej, którzy udali się tam w celu opanowania zamieszek.
Kolejna faza pogromu miała miejsce po południu. Wtedy na Planty przybyła grupa robotników z pobliskiej fabryki ,,Ludwików”. Nie bez znaczenia jest fakt, że kierownik działu kadr w zakładzie był także komendantem kieleckiego ORMO. Robotnicy byli uzbrojeni m.in. w pręty i żebra od kaloryferów. Mimo znacznej liczby przedstawicieli służb państwowych na miejscu zbrodni, udało im się wejść do kamienicy i uczestniczyć w morderstwie. Nie wiadomo właściwie, kim owi pracownicy byli. Nie jest znane ani jedno nazwisko. Prawdopodobnie byli oni zatrudnieni w fabryce na krótko przed pogromem, a zaraz po nim zwolnieni. Zajścia na Plantach zakończyły się ok. godz. 15, kiedy na miejsce przybył oddział słuchaczy ze szkoły WUBP. Rozpoczęto wywożenie ofiar i rannych. Nie obyło się także bez grabieży dokonanej w kamienicy przez funkcjonariuszy. Odarto nawet z ubrań zwłoki zamordowanych. W wyniku pogromu zginęło 37 Żydów i 3 Polaków. Tego samego dnia w Kielcach i okolicach dochodziło także do pojedynczych ataków na osoby narodowości żydowskiej, głównie na tle rabunkowym.
11 lipca rozpoczął się proces oskarżonych o udział w zbrodni. Był to drugi (po tzw. procesie szesnastu) w powojennej Polsce proces pokazowy. Na jego podstawie nie można wyciągać żadnych wniosków co do rzeczywistego przebiegu zbrodni. Dość powiedzieć, że najprawdopodobniej ani jedna osoba skazana nie była winna mordu na Żydach! Nikt także spośród tych, którzy oblegali kamienicę, ostrzeliwali ją lub wdarli się do środka nie stanął przed sądem. Tylko dwaj milicjanci, winni jedynie kradzieży, otrzymali wyroki śmierci. Widać, że oskarżeni zostali dobrani według konkretnego klucza. Większość z nich była przedstawicielami rzemiosła i drobnego handlu, czyli, zdaniem komunistów, wrogami. Skazano m.in. Józefa Kuklińskiego, żołnierza AK, więźnia trzech obozów koncentracyjnych, Józefa Jurkowskiego i Henryka Szymkiewicza – również akowców – oraz Józefa Pokrzywińskiego, członka Narodowych Sił Zbrojnych. Co więcej, oskarżeni w czasie rozprawy wyglądali na zastraszonych. Wcześniej przeszli brutalne śledztwo. Adwokaci biorący udział w procesie o tym, że będą w nim uczestniczyli, dowiedzieli się wieczorem dnia poprzedniego. Nie mieli oni możliwości wglądu w akta sprawy. Wyroki śmierci wykonano już następnego dnia. Otrzymało je 9 z 12 oskarżonych. Pozostałych skazano na karę pozbawienia wolności. Co interesujące, w czasie procesu nie przesłuchano ani ośmioletniego Henryka Błaszczyka, ani jego ojca Walentego. Nie zachował się także protokół z przesłuchania Żyda, którego miał wskazać chłopiec jako tego, który wręczył mu paczkę. W kolejnych miesiącach odbyły się procesy milicjantów i ubeków, którzy uczestniczyli w pogromie lub go przygotowywali. Otrzymali oni kary więzienia lub degradacji na niższy stopień. W uzasadnieniu wyroku z pierwszego procesu stwierdzono, że za pogrom odpowiadają ,,siły reakcyjne” i ich mocodawcy z rządu londyńskiego. Dlatego też zdecydowano się skazać wspomnianych wcześniej przedstawicieli podziemia niepodległościowego. Reżimowa prasa oskarżała o mord żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia ,,Wolność i Niezawisłość”, Armii Krajowej, andersowców, harcerzy oraz członków Polskiego Stronnictwa Ludowego. Tymczasem podziemie zbrojne w tamtym czasie nie miało możliwości dokonania tak szeroko zakrojonej akcji. Największe struktury niepodległościowe operujące w okolicach Kielc zostały bowiem rozbite na przełomie 1945 i 1946 r. O podsycanie nastrojów antysemickich oskarżono też przedstawicieli duchowieństwa. W tym miejscu warto wspomnieć opisaną wcześniej interwencję kapłanów, w tym proboszcza parafii katedralnej ks. Romana Zelka, która miała doprowadzić do przerwania mordu. Trzy dni po pogromie w kieleckich kościołach odczytano odezwę potępiającą zajścia. 11 lipca wydano kolejny komunikat diecezji, w którym pogrom nazwano ,,zbrodnią wołającą o pomstę do Boga”. Ubolewanie z powodu wydarzeń kieleckich w rozmowie z zagranicznymi dziennikarzami wyraził także prymas August Hlond. Bardzo ważnym dokumentem jest list biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka do ambasadora USA w Polsce, Arthura Bliss Lane’a, w którym przekonywał on o udziale służb państwowych w zbrodni. Pismo to przedstawiało tezy zawarte w raporcie komisji powołanej przez hierarchę do zbadania okoliczności mordu. Można powiedzieć, że biskup, mimo że w trakcie pogromu nieobecny w Kielcach, sam stał się jego ofiarą. Za swoją zdecydowaną postawę zapłacił wieloletnim więzieniem i chorobą, która doprowadziła do jego śmierci.
Kto zatem jest odpowiedzialny za pogrom? Śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej zakończone w 2004 r. nie potwierdziło żadnej z hipotez. Wiadomo jednak, że IPN zawsze, w mniejszym czy większym stopniu, był zakładnikiem rządzących sił politycznych. Natomiast kwestie żydowskie, szczególnie tak kontrowersyjne, w III RP są przedmiotem szczególnej troski niezależnie od tego, kto jest u władzy. W powszechnej świadomości funkcjonuje pogląd, że zbrodni dokonał kielecki ,,motłoch”. Ta wersja jest też dziś powtarzana przez środowiska lewicowe (prawica też niekiedy od niej nie stroni). Przyczyną mordu miał być rzekomy antysemityzm obecny w polskim powojennym społeczeństwie. Zwróćmy jednak uwagę, że nastroje antysemickie były umiejętnie podsycane przez ówczesną władzę. Polska była też jedynym krajem okupowanym przez III Rzeszę, gdzie za pomoc Żydom groziła kara śmierci, a mimo to wydała najwięcej ,,sprawiedliwych wśród narodów świata”. Czy więc nienawiść do Żydów mogła być aż tak silna, że doprowadziła do tak straszliwej zbrodni? Co więcej, przy ul. Planty w trakcie mordu zgromadzone były liczne formacje służb państwowych – wojsko, milicja, Korpusy Bezpieczeństwa Publicznego, Urząd Bezpieczeństwa, żandarmeria wojskowa, straż więzienna, uczniowie szkół MO i UB, grupa oficerów bezpieki przybyłych z Warszawy oraz radzieckich doradców wojskowych (dlaczego akurat wtedy byli w Kielcach?). Niewielki teren przed kamienicą zapełniony był więc funkcjonariuszami. Tłum zgromadzony na pobliskiej ul. Sienkiewicza był oddzielony kordonem, który zabezpieczał karabin maszynowy. Przy domu cały czas trwała kanonada. Czy więc któryś ze zwykłych cywilów byłby zdolny do tak wielkiego ryzyka, aby przedrzeć się w sąsiedztwo budynku? Warto także wspomnieć o tym, kim byli zamordowani Żydzi. Większość z nich pochodziła ze Związku Sowieckiego i w Kielcach była tylko tymczasowo, w drodze do Palestyny, gdzie przewidywano powstanie państwa Izrael. Ci zajmowali jednak tylko jedną klatkę kamienicy i to właśnie w niej dokonano zbrodni. Żydzi zamieszkali w drugiej klatce byli funkcjonariuszami służb państwowych i urzędnikami. Ta część budynku pozostała nietknięta. Sekcja zwłok potwierdziła także, że większość ofiar zginęła od ran postrzałowych lub została przebita bagnetami. Pytanie brzmi, skąd u cywilów wzięłaby się broń i bagnety. Te wnioski jasno sugerują, kto stał za rzezią.
Dlaczego komunistycznej władzy miałoby zależeć na pogromie? Powodów może być kilka. Pierwszy to motyw propagandowy. Cztery dni wcześniej odbyło się sfałszowane przez władzę referendum ludowe. Natomiast 4 lipca w Norymberdze rozpatrywano sprawę zbrodni katyńskiej. Mord w Kielcach mógłby więc w łatwy sposób odwrócić uwagę zagranicznej opinii publicznej od tych niekorzystnych dla komunistów faktów. Stalinowi zależało też zapewne na masowej ucieczce Żydów z Polski, co z resztą miało później miejsce. Była to metoda na pozbycie się ,,elementu kapitalistycznego”, jaki w dużej mierze stanowili Żydzi – kupcy, rzemieślnicy, kibucnicy. Być może exodus Żydów ze Wschodniej Europy miał też pomóc w utworzeniu państwa Izrael, za którego twórcę i protektora uznano by Stalina. Mogło także chodzić o odwrócenie się od Polski sojuszników zachodnich – USA, Francji i Wielkiej Brytanii oraz zrównanie Polski z hitlerowskimi Niemcami. Dodatkowo pojawia się tu również wspomniana na początku kwestia przedstawienia Polaków jako niezdolnych do zachowania porządku we własnym kraju, przeżartego przez ,,reakcyjne bandy” i antysemicko nastawione duchowieństwo. Dla Moskwy istotne było zapewne też utrzymanie w szachu Żydów zajmujących stanowiska w państwowym aparacie.
Reasumując, można powiedzieć, że w 1946 r. dokonano w Kielcach dwóch zbrodni. Pierwszą była masakra ludności żydowskiej, a kolejną mord sądowy ze wszystkimi swoimi konsekwencjami. Ofiar tzw. pogromu jest jednak jeszcze więcej. Są nimi mieszkańcy Kielc, przez dziesięciolecia niesłusznie oskarżani o jego dokonanie. Jak pisze Krzysztof Kąkolewski, autor książki ,,Umarły cmentarz”, bodaj najbardziej rzetelnej pozycji na temat zbrodni kieleckiej: ,,Wątpię, czy gdziekolwiek na świecie jest miasto tak obciążone winą, tak zniesławione, dotknięte tak wielką pogardą”. Ten stan umacniają tylko politycy, publicyści i rozmaici działacze od lewej do prawej, którzy nieustannie przepraszają za to wszystko w imieniu kielczan. Oby kiedyś przyszedł czas, że upadnie i ten element jakże popularnej w III RP pedagogiki wstydu.



























