Ostatnim czasem miałem przyjemność brać udział w proteście przeciwko przyjmowaniu do Polski imigrantów z Bliskiego Wchodu. Tak się złożyło, że stałem naprzeciwko tłumu „młodzieżówki” KOD’u i trzymałem w rękach tablicę z datą, miejscem oraz liczbą ofiar jednego z zamachów terrorystycznych, które miały miejsce w tym roku. Oczywiście nasz protest był kontrą do bluźnierczego happeningu „Jezus też był uchodźcą”, z którym postkomuna jeździ po całej Polsce. W trakcie naszego protestu byłem świadkiem niesamowicie rzadkiego wydarzenia jakim jest błąd w matrixsie.
Jak wyglądają błędy w matrixie wie każdy, kto obejrzał ten kultowy film. Zaczyna się od poczucia deja vu, które zwiastuje zmiany w otaczającej rzeczywistości. I u mnie zaczęło się podobnie. Stojąc z tablicą w ręku uśmiechałem się szyderczo do miłośników ubogacania kulturowego i byłem święcie przekonany, że już to kiedyś przeżyłem. Już kiedyś próbowałem ludziom przemówić do rozsądku. Nie można sprowadzać uchodźców, jeśli nie ma się możliwości ich zweryfikowania. Nie można ryzykować życia Polaków dla wyznawców pedofila. Nie można w końcu sprowadzać ludzi z Bliskiego Wschodu czy Afryki, dopóki nie sprowadzimy do kraju repatriantów z Kresów Wschodnich. Otrząsnąłem się i spróbowałem sobie przypomnieć, czy ktokolwiek z moich adwersarzy kiedykolwiek odbił choć jeden z tych argumentów. Nie dałem rady.
Błędy w matrixie wiążą się również z tym, że pojawiają się podczas majstrowania w rzeczywistości, która nas otacza. Nie inaczej i było przede mną. Na ekranie, który miłośnicy ubogacania kulturowego rozstawili na środku oświęcimskiego rynku, zaczęły pojawiać się zdjęcia. Zdjęcia budziły grozę. Jednak nie ze względu na straszną zawartość, a ze względu na ich bezczelność. Autorzy sięgnęli propagandowego szczytu (czy raczej dna). Byłem pod ogromnym wrażeniem, jak można być tak bezczelnym, żeby tak dużą dawkę propagandowego przekazu pokazać opinii publicznej i jeszcze zapraszać na taki happening ludzi. Myślę, że osoba, która wyświetlała te obrazki musiała sama czuć wyrzuty swojego zakneblowanego i kwilącego sumienia. Na zdjęciach bowiem pojawiały się nieomal same pokaleczone dzieci. Smutek, cierpienie, rozpacz i desperacja to emocje, jakie widzieliśmy na twarzach nieomal samych dzieci. Nawet moje serce zupełnie nieczułe na propagandę KOD’u zabiło szybciej z powodu empatii wobec cierpiących dzieci. Co dopiero musieli czuć członkowie kodotworu?! Ich uczucie spełnienia dobrego, chrześcijańskiego uczynku wbrew wszystkim otaczającym ich faszystom musiało zostać zaspokojone. W końcu kto by nie przyjął takich biednych, niewinnych i cierpiących dzieci. Tylko zaściankowy ciemogród i prymitywna cebulandia może chcieć, by w Polsce nie było uchodźców. Patrzyłem na tych ludzi, którzy uczestniczyli w happeningu i widziałem, że w swojej głupocie pozostają przy dobrych intencjach. Większość z nich była po prostu „pożytecznymi idiotami”, którzy nie zauważyli błędu w matrixie i nie zdecydowali się na czerwoną pigułkę.
Stojąc i czując odruchy wymiotne wywołane zbyt dużą dawką propagandy, zacząłem zastanawiać się, jakim cudem ci ludzie nie dostrzegają faktów. W końcu większość imigrantów to mężczyźni w wieku poborowym. Wielokrotnie media podawały sytuacje incydentów gdy rzekome dziecko okazywało się być dojrzałym mężczyzną. Wszystkie obecne zamachy terrorystyczne były dokonane przez muzułmanów. W głowie nie mieściła mi się perspektywa, z jakiej trzeba patrzeć, by tych faktów nie dostrzegać. Jednak w ramach otwartości umysłu starałem się kombinować. Prężyłem umysł i dokonywałem mentalnej gimnastyki, gdy nagle przede mną wyrosła pani o blond włosach i niezidentyfikowanym wyrazie twarzy. Może jeszcze nie podjęła decyzji, jaki wyraz twarzy chce przybrać. Na pewno przybrała na siebie KODowską tabliczkę z jakimś propagandowym tekstem i zaczęła świecić mi latarką w twarz. Prawdopodobnie chciała onieśmielić faszystę, ksenofoba i rasistę. Szeroko się do owej pani uśmiechnąłem prosząc, by oświetliła raczej tablicę, jeśli już tak ofiarnie stara się pomóc w promocji naszego sprzeciwu. Wówczas nastąpiła rzecz niesamowita. Przez twarz pani z kodotworu przebiegła cała mieszanka emocji, która wyglądała niesamowicie. W przeciągu kilku sekund przeżyła więcej emocji niż jestem w stanie nazwać. Nim na twarz przywróciła swoją firmową maskę można było dostrzec, że matrix wpłynął na jej emocje. Ta chwila totalnego chaosu mimicznego świadczyła o tym, że jednak w środku jest osoba zdolna do trafnego osądu sytuacji. Szybko jednak opanowała swoje odruchowe reakcje i zawstydzona odwróciła się do nas tyłem.
Wiedziałem, że powodem jej wstydu było doznanie emocji, który do siebie nie dopuszczała, a raczej których nie dopuszczał do niej matrix, w którym żyła. W końcu matrix tworzy cały jej świat. Oplata swoimi mackami oraz programami jej bliskich, kolegów i koleżanki, znajomych i współpracowników. Określa jej światopogląd i dyktuje właściwe emocje. Wskazuje sens życia i markuje prawdę. Pozwala zaspokoić potrzebę niesienia pomocy i bycia dobrym człowiekiem. Nie można zniszczyć tak potężnego systemu jednym zdaniem lub jednym protestem. Można jednak poprzez sprowokowanie prawdziwych emocji przebić się przez ten beton zalewający ludzki umysł i wskazać, że istnieje świat poza matrixem.
Gdyby istniały pigułki jak te w matrixie, to jestem przekonany, że znakomita większość społeczeństwa wybrałaby pigułki niebieskie. W końcu łatwiej jest żyć w świecie prostym, gdzie nie trzeba się zgłębiać w poznawanie faktów przed osądem moralnym. W końcu łatwiej jest żyć w świecie pięknego kłamstwa niż brudnej prawdy. No i w końcu brudna prawda jest o wiele brudniejsza niż się o tym popularnie sądzi.



























