Głównym i najbardziej palącym problemem socjalistów i komunistów jest niesprawiedliwy podział dóbr w społeczeństwie. Choć niewątpliwie jest to jeden z problemów współczesnego (i nie tylko) świata, to jednak skutek poszukiwania tzw. „sprawiedliwości społecznej” jest nam znany z krajów, gdzie komunizm został wprowadzony. Jego zachodnia denominacyjna forma współczesna, która ma miejsce tuż za Odrą, również nie świadczy o jego skuteczności, realności czy sensowności, a jednak nadal ludzkość nie potrafi się z niej otrząsnąć. Po tylu latach od śmierci Marksa, Lenina i Stalina jest wiele krajów, gdzie nadal komunizm ma się dobrze, a jego słabsza wersja nazywana socjalizmem dominuje lub odgrywa ważną rolę na większej części globu. Skąd bierze się siła tej idei i gdzie należy szukać genezy tej myśli? Jak to się dzieje, że świat nie przeciwstawia się tak zbrodniczej ideologii?
W mojej opinii dzieje się tak, ponieważ jest ona nie tylko konsekwencją logiczną przyjęcia oświeceniowych dogmatów, ale również ulegania wszechogarniającemu nas prawu entropii. By jednak zrozumieć jak to możliwe, że ludzie wierzą w pewne dogmaty mimo wszelkich oznak, że są one błędne, musimy wyjść z pozycji małpy. Powoli i beztrosko skacząc na czworaka po gałęziach, musimy zacząć spoglądać w dół. Bardzo ważne jest to, że wzrok należy kierować w dół, ponieważ w przyszłości wielu ludziom wejdzie to w krew – by równać w dół. Następnie należy zeskoczyć z drzewa i spróbować stanąć w pozycji wyprostowanej. Dla zwierzęcia nawykłego do skakania po drzewach i wcinania bananów jest to nie lada wyzwanie, więc musimy dać sobie nieco czasu na ten proces. Na koniec musimy zacząć gubić sierść i w pewnym momencie zauważyć, że straciliśmy również ogon, a przecież samice z naszego plemienia zawsze preferowały kalekich samców (w końcu jako tacy byliby traktowani pierwsi bezogonowi). Teraz stoimy wyprostowani zupełnie niezdatni do walki o przetrwanie poza cywilizacją i dopiero zaczynamy ją budować. Nasz mózg oraz nasz intelekt jest efektem przypadkowych mutacji i jako taki nie jest nastawiony by być logicznym. Jak każda mutacja służył, zgodnie z teorią doboru naturalnego, przetrwaniu, więc musiał dawać jakąś przewagę. Gdy jednak spojrzymy na 3-miesięcznego bobaska z różową i aksamitnie miękką skórą, oraz 3-miesięcznego wilka tuż obok niego dla porównania, to rodzi się pytanie o to czemu ewolucja miałaby systematycznie odbierać człowiekowi systemy i narządy do adaptacji. Czy gdyby bobasek urodził się ze szponami, zdolnością do utrzymywania równowagi i gibkością kota, to nie mógłby mieć rozwiniętego mózgu? Profesor Alvin Platinga, amerykański filozof, udowodnił w sposób logiczny, że naturalizm (zredukowany do materializmu) i teoria ewolucji się wzajemnie wykluczają (Alvin Planting – Warrant and Proper Function). Naturalizm w tym rozumieniu zakładał, że nie istnieje Bóg, a wszystkie procesy na świecie można wyjaśnić przy pomocy praw opisywanych lub możliwych do opisania w przyszłości przez człowieka. Jeśli nikt nie sterował procesem ewolucji, to jedynym kierunkiem, który mogliśmy obrać jako małpy skaczące z drzewa było przetrwanie. Tutaj z pomocą przychodzi nam kanadyjska filozof Patricia Churchland, wypowiadając się na temat mózgu i ewolucji: „Sprowadzając rzecz do sedna, układ nerwowy umożliwia organizmowi skuteczną realizację czterech P: pożywiania się, przemieszczania, pokonywania przeciwników oraz prokreacji. Zasadniczym zadaniem, jakie pełnią na co dzień układy nerwowe jest kierowanie części ciała tam, gdzie powinny się one znaleźć, aby organizm mógł przetrwać […] Udoskonalenia w zakresie kontroli sensomotorycznej przynoszą korzyść ewolucyjną: bardziej wyrafinowany sposób reprezentowania jest korzystny o tyle, o ile jest włączony w sposób życia organizmu i zwiększa szanse organizmu na przetrwanie. Prawda, czymkolwiek by ona nie była, jest najmniej ważna.„ (Alvin Planting – Warrant and Proper Function, s. 225-226)
Alvin Plantinga wychodząc z podobnego założenia zauważył, że ludzki mózg oraz jakkolwiek nie pojmowany umysł (czy też tożsamy z procesami chemicznymi zachodzącymi w mózgu, czy też nadrzędny wobec mózgu i nieredukowalny do procesów chemicznych) nie może być narzędziem wiarygodnym. Skoro zatem niewiarygodne narzędzie – odmałpi mózg – konstruuje jakąś teorię samopoznawczą, która głosi, że sam jest efektem losowym i nieukierunkowanym na poszukiwanie prawdy (przez swoją budowę) to jednocześnie podważa efekt tego myślenia. Z kolei to podważenie, bez podważenia naturalizmu jest niemożliwe do podważenia. Przy takiej pętli samopodważających podważań jako małpa, która skoczyła z drzewa z wyrazem twarzy totalnego idioty drapiemy się po włochatej (jeszcze!) głowie i zastanawiamy jak to w końcu jest. Z pomocą wówczas wkracza profesor Mirosław Dakowski, który używa szczytu ludzkiego rozumu do wyjaśnienia problemu ewolucji – czyli matematyki (http://www.dakowski.pl). Opierając się na książce Freda Hoyla Matematyka ewolucji dokonał wyliczeń, które w świetle współczesnej wiedzy na temat czasu powstania wszechświata, udowadniają, że ewolucja nie miała czasu zajść od momentu stworzenia wszechświata! Sam autor również doszedł do podobnych wniosków i stąd też zrodziły się naturalistyczne odruchy by znaleźć jakieś wytłumaczenie racjonalne w ramach naturalistycznych dogmatów. Jedynym wyjściem, które widzieli naukowcy było ingerowanie w życie na ziemi przez Inteligencję Kosmiczną. Trudno było jednak poważanym naukowcom wysnuwać podobne postulaty bez narażania się na śmieszność. Ponadto wracając do okresu istnienia świata, jeżeli istnieje on zbyt krótko by wyewoluował człowiek, to kiedy miałaby wyewoluować Inteligencja Kosmiczna?
Drapiąc się nadal po tej włochatej głowie (nadal!) dochodzimy do wniosku, że Anno Domini 2018 nie możemy pochodzić od małpy, bo tak mówi nam brutalna i niezawodna matematyka. Spoglądamy, więc w górę pytając zatem o to czy Zegarmistrz Światła Purpurowy nadal jest tylko postulatem wiary oraz religii, czy zwyczajnie jest jedyną logiczną koniecznością, wynikającą ze znajomości wiedzy? A co możemy zrobić, gdy całe dotychczasowe życie byliśmy zatwardziałymi ateistami, wierzącymi w naturalistyczny rozum i dogmat sprawiedliwości społecznej?
Przychodzi nam zamienić drapanie się po włochatej głowie na rwanie włosów z głowy, głośne łkanie i odrzucanie jak najdalej od siebie tych kłaków. Całe życie, wszystkie nasze walki, wszystkie polemiki i cała nauka oraz filozofia życia okazały się być bezwartościową dogmatyczną ułudą dziecinnego umysłu. Cóż, teraz jedyną deską ratunku, która może uchronić ego od totalnego zniszczenia jest doktrynerska i amoralna obrona naturalizmu. Większość materialistów odrzucając wartości wyższe kierowało się określonym interesem osobistym, konstruując aprioryczną hierarchię wartości. Częściej była to niemoralna z katolickiego punktu widzenia hierarchia niż moralna, ale pewnie bywały i takie. Z pewnością jednak nie jest taką doktryna komunizmu, która stała się religijną wiarą w bezosobowego boga złożonego ze sprawiedliwości społecznej i równości. Łatwo można zauważyć, że najwięksi zbrodniarze ludzkości popełniali swoje zbrodnie w imię dobra skonstruowanego w aprioryczny sposób przez odmałpi rozum. Jako (już łysa) małpa stwierdziliśmy (albo podświadomość stwierdziła za nas), że jedynym sposobem na zachowanie jakiejkolwiek samooceny wyższej niż absolutne zero, jest trwać nadal przy starym systemie wartości. Udowadniając więc, że ewolucjonizm jest słuszny, zaczynamy wierzyć w błędne aksjomaty uczonych i na ich podstawie konstruujemy teorie, które mają uzasadniać moralnie nasze postępowanie. Stąd rodzi się konieczność wiary w dogmatyczny ewolucjonizm, a z kolei ewolucjonizm w ramach rewanżu promuje tę właśnie wiarę jako jedyną słuszną tworząc swoiste perpetum-mobile. Psychologiczne wyjaśnienie jest jednak tylko częścią prawdy. Wobec naturalistów działa również niczym sprzężenie zwrotne sam naturalizm. Komuniści, którzy są nieomal zobowiązani do obrony naturalizmu oraz ewolucjonizmu, by nie popaść w brak logicznej spójności, stanowią przedłużenie na sferę społeczną fizycznego prawa entropii.
Druga zasada termodynamiki głosi, że każdy układ izolowany dąży do stanu równowagi, w którym entropia osiąga maksimum. Nie oznacza to ni mniej, ni więcej, niż stwierdzenie, że najbardziej równomierny rozkład energii w danym układzie izolowanym oznacza taki, w którym energia osiąga równą wartość we wszystkich jego elementach. Zatem w senie dosłownym człowiek w swoim środowisku osiągnie pełnię entorpii, jej maksymalną wartość, gdy rozłoży się w glebie na proste związki organiczne (lub jeszcze bardziej!). Tak, bowiem prawo entropii traktuje organizmy żywe, które jedynie wchłaniając inne organizmy żywe są w stanie przeciwstawić się prawu entropii przez jakiś czas. W końcu bowiem, każdy organizm ulegnie naciskowi czasu i umrze pomimo spożywania substancji organicznych i umierając ulegnie prawu entropii. W takim rozumieniu, choć prawo entropii jest jak najbardziej prawem natury, to jest ono przeciwstawne wobec życia. Stanowi ono siłę, która dąży do tego by złożoność biochemiczną organizmów sprowadzić do maksymalnie prostych związków, by w układzie wyrównała się energia.
Przenosząc prawo entropii i II zasadę teromodynamiki w sferę społeczną (na przekór tej małpoludzkiej kreaturze z powyrywanymi włosami) otrzymamy dziwne podobieństwo z komunizmem. Wszak i prawo entropii i komunizm dążą do wyrównania różnic. Entropia usuwa różnice energetyczne w układzie izolowanym, komunizm do wyrównania różnic społecznych w izolowanych państwach. Ta pierwsza jest „sprawiedliwa”, bo rozdaje energię po równo, ta druga również, ponieważ „rozdaje dobra po równo”. Skutkiem tej pierwszej jest uproszczenie rzeczywistości z jej bogatej złożoności, skutkiem tej drugiej jest zubożenie społeczeństwa w jego ekonomicznym i intelektualnym wymiarze. Jedna jest odpowiedzialna za śmierć organizmów żywych, druga ma na swoich rękach krew milionów ludzi. Entorpia jest zatem pewnym prawem, które nas wszystkich otacza i od którego nie ma ucieczki. Jest jedynie odroczenie wyroku na pewien czas. Komunizm z kolei jest analogicznym prawem wniesionym na pole społeczne przez umysły nieświadome poziomu prymitywizmu swojej myśli. Myśl komunistyczna, rozumiana jako przedłużenie prawa entropii jest nie tylko przedludzka, ale również przeciwna życiu jako takiemu. Cechuje ją prymitywna żądza mordu, której nawet nie można określić jako złej, ponieważ reprezentuje ślepą i naturalną siłę pozbawioną świadomości. Jedyne zło jakie popełnia należałoby zatem nazwać złem niewinności, najbardziej prymitywnym poziomem zła, które jest charakterystyczne dla zwierząt mordujących się nawzajem w celu przeżycia. Nie mając świadomości, ani umysłu zdolnego posiadać jakiekolwiek moralne struktury poznawcze „umysł” taki czyni zło w sposób niezawiniony. W podobny sposób działały umysły myślicieli komunistycznych i marksistowskich, które przesiąknięte do cna tą pierwotną siłą tworzyły swoje utopie. Każdy z nich miał światły umysł jeśli chodzi o myślenie filozoficzne, jednak energia, która zmuszała ich do wykorzystania filozoficznego warsztatu, była z gruntu przeciwna życiu. W taki sposób powstało filozoficznie złożone uzasadnienie najprymitywniejszej z prymitywnych idei. Idei, która charakteryzuje świat chemii i przyrody nieożywionej.
Zło może działać jedynie pod pozorami dobra. Szatan w Piśmie Świętym jest nazywany ojcem kłamstwa („bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44)) nie bez powodu. Zło nie ma mocy sprawczej ani motywacyjnej samo w sobie. Zawsze celem jest dobro. Tylko dobro może wywołać działanie. Psychopata mordujący dla przyjemności działa w myśl dobra własnego (wydzielenie dopaminy i odczucie przyjemności), Hitler konstruując teorię „oczyszczania rasy” działał w myśl ewolucyjnego dobra ludzkości, Stalin siłą wprowadzając komunistyczne założenia walczył o dobro w myśl „sprawiedliwości społecznej”. Nie jest możliwe wskazanie zła, którego efektem nie byłaby jakakolwiek forma dobra. Ten fakt jest nieomal dosłownym przełożeniem II prawa termodynamiki do sfery moralnej. Każdy czyn zła przynosi komuś jakąś korzyść, choć czasem może być trudna do zauważenia lub zwyczajnie fałszywa. Jeśli wrócimy zatem do ojca kłamstwa to zrozumiemy, że w rzeczywistości zło nigdy nie jest jednoznaczne i zawsze jest szare. Zło nigdy nie jest czarne. Prawdziwa rzeczywistość nie składa się również, jak chcieliby marksiści z samych odcieni szarości, które umożliwiają przesuwanie granicy moralności. Prawdziwa rzeczywistość jest biało szara, a nasza granica tolerancji dla jej ciemnych odmian stanowi swego rodzaju moralny odpowiednik poziomu entropii.
Komunizm i marksizm jako doktryny naturalistyczne są z gruntu ahumanistyczne, a nawet antyhumanistyczne. Sprowadzając człowieka do poziomu homo sapiens sapiens traktują go właśnie jak nieco bardziej rozwiniętą małpę, za nic mając jego godność i wartość. By jednak móc realizować swoje plany, zmuszeni są do zasłonienia się dobrem oraz nałożenia swoim działaczom i wyznawcom na oczy czarnych przepasek, które uniemożliwią im ujrzenie w tym homo sapiens sapiens czegokolwiek więcej. Tego czegoś, co nie pozwala nam pociągnąć za spust, czy sięgnąć po nóż w ataku na bezbronnego.
To coś co tkwi w drugim człowieku można skutecznie przysłonić, doskonale opisał to znany psycholog Philip Zimbardo w Efekcie Lucyfera – odwołując się do ojca kłamstwa. Najważniejszym narzędziem psychologicznym, które pozwala cywilizowanemu człowiekowi (w cywilizacji łacińskiej w myśl doktryny prof. Konecznego) na zabicie nieznajomego człowieka niestanowiącego zagrożenia, jest dehumanizacja. Taka psychologiczna blokada, która nam zabrania kogoś zabić tkwi w samym słowie człowiek. Świetnie rozumiał to Hitler, świetnie rozumieli to również przedstawiciele Kominternu i dziś również świetnie rozumieją to psychologowie. Hitler szafował określeniem „podludzie”, by odróżnić niechętne mu rasy od „ludzi”, a nawet poszedł o krok dalej i wyodrębnił za Nitzschem „nadludzi” potęgując ten efekt na niespotykaną dotychczas skalę. Komintern z kolei utożsamił całe zło z mitycznymi „faszystami”, odrywając pojęcie od Włoskiego ruchu i demonizując je grzechami wszystkich zbrodniarzy tego świata. Łatwiej jest zabić „podludzia”, czy „faszystę” niż „człowieka”.
Można, by teraz zapytać czy zatem homo sapiens sapiens już nie jest swego rodzaju dehumanizacją? Można by zapytać czy człowiek faktycznie jest redukowalny do określenia jego taksonomii na podstawie i tak już zdewaluowanej teorii o ewolucji? Ja jednak uważam, że jeżeli ojciec kłamstwa podpowiada, by odejść od nazywania człowieka „człowiekiem” i zaciera ręce, czując zapach wzbierającej fali krwi, to nie muszę szukać odpowiedzi. Człowieka nie można zredukować do biologicznej taksonomii, jak chcieliby naturaliści i materialiści, człowieka nie można zredukować do homo oeconomicus, jak chcieliby komuniści i dogmatyczni kapitaliści. Człowiek zawsze pozostanie stworzeniem odzwierciedlającym obraz Boga i zawsze, nawet w najgorszym upodleniu, będzie w sobie nosił tę boską cząstkę, która tkwi w słowie „człowiek” i sprawia, że nie można go bezkarnie zniewolić, upokorzyć, czy zabić.
Jaka jest zatem odpowiedź na pytanie zadane w tytule? Oczywiście dwojaka. Komunizm musi dehumanizować człowieka, by realizować swoje utopijne cele. Z kolei filar komunizmu zawarty w dogmatycznym ewolucjonizmie, który jest również jego wspólną cechą z narodowym socjalizmem, musi być przezeń wspierany, bo bez niego upadnie. Sam ewolucjonizm w obliczu współczesnej wiedzy nie może przetrwać w świecie nauki, bez dogmatycznych wyznawców. Zatem komunizm jest zarówno koniecznością tonącego ewolucjonizmu i jego konsekwencją, jak i dehumanizacją człowieka i odebraniem jego godności.
W pewnym momencie tekstu powyżej, został pewien małpolud z powyrywanymi włosami, przez którego oczy patrzyliśmy na współczesny świat. Jednak skóra tego małpoluda była mi tak przebrzydła, że bez większych oporów, a nawet z radością porzuciłem go jak wąż wyblinkę. Mam nadzieję, że w podobny sposób będą w stanie postąpić ludzie, którzy poszukują Prawdy i również, niczym wyblinkę, porzucą błędne przekonania dotyczące ewolucjonizmu wtłoczone przez szkołę.
Bibliografia:
Biblia Tysiąclecia – Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Nowy Testament, wyd.Pallottinum, 2000
Hoyle F., Matematyka ewolucji, Megas, 2007
Nitzsche F., Tako rzecze Zaratustra, Wydawnictwo Vesper, 2006
Plantinga A., Warrant and Proper Function, Oxford University Press, 1993
Zimbardo P. G., Efekt Lucyfera, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2008
Mirosław Dakowski [online], [dostęp 22.03.2018], dostępny w World Wide Web: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=42&Itemid=48



























“Stalin siłą wprowadzając komunistyczne założenia walczył o dobro w myśl „sprawiedliwości społecznej”” Tekst bardzo filozoficzny a rzeczywistość jest prostsza. Stalin naprawdę walczył o swoją władzę. Ogłupianie propagandą o “sprawiedliwości społecznej” było jednym ze środków, podobnie, jak rozbudowany system represji służb, podobnie, jak system Gułagów, który przez niewolniczą pracę więźniów dawał państwu Stalina środki na militaryzację. Komunizm upadł dlatego, że w końcu doszedł do władzy ktoś kto naprawdę w komunizm wierzył, kto rzeczywiście był ogłupiony propagandą komunistyczną. Był nim Gorbaczow. Gorbaczow przyznaje, że kiedyś wierzył w komunizm, pisał wypracowanie w szkole: “Stalin – nasza bojowa sława”. Stalin mówił do polskich komunistów, że gdyby nie jego siły, to Polacy by ich wyrżnęli. A wychowany w propagandzie komunistycznej Gorbaczow wierzył, że w “bratniej, socjalistycznej” Polsce i innych podobnych krajach, jest system sprawiedliwości społecznej. W miarę dochodzenia do coraz wyższej władzy zaczął dostrzegać różnice, między tym, co mu wpajano od młodości pod względem ideologicznym a rzeczywistością. Dlatego wymyślił (jego ekipa)”pieriestrojkę” i “głasnost”, która miała w założeniu usunąć to, co jest niezgodne z oficjalną ideologią komunistyczną. Więc, między innymi już by nie prowadził interwencji zbrojnej w Polsce. Według oficjalnej ideologii to “lud pracujący” Polski sam chciał “socjalizmu”, więc radzieckie czołgi nie są potrzebne do jego utrzymania. Stalin zdawał sobie sprawę, że oficjalna ideologia to brednia dla ogłupiania ludu i że w Polsce to ogłupianie niezbyt działa. (Mówił w tym sensie, że do Polaków pasuje socjalizm, jak do krowy siodło). A Gorbaczow wierzył, że polski “lud pracujący” sam chce “socjalizmu”. Elity PZPR nie były głupie z własnego egoistycznego punktu widzenia. Wiedząc, że już nie stoją za nimi radzieckie czołgi, zaczęli być w strachu. Więc postanowili się dogadać z “Bolkiem” (który niestety miał rzeczywiste poparcie w Polsce) przy okrągłym stole i się nomenklatura partyjna przekształciła w czerwonych biznesmenów. Żona Kwaśniewskiego zrobiła interesiki na “Polisie”. Wielu pzpr-owców się zrobiło tym, co dawniej według oficjalnej propagandy nazywali “wyzyskiwaczami”. To byli oportuniści. Kiedyś mieli talony na luksusowe dobra konsumpcyjne a w nowym systemie się uwłaszczyli by mieć kasę.
Tekst dla mnie osobiście przerażający! Dlaczego? Bo tą “lekką” odmianę komunizmu czyli socjalizm mamy teraz w pełnej krasie! A jednak to nadal komunizm! A podobno skończyliśmy z tym tworem! Niestety odłam tego raka pozostał. Nawet gorzej – ludzie wybrali, by ten rak się rozwijał! Nie chcę żadnego komunizmu ani jego odmian!! Dlaczego tego ludzie nie rozumieją wybierając rządzących? Czy są tą małpą, która zeszła z drzewa i nie wiedzą co mogą zrobić?
Jeżeli dzisiaj mamy socjalizm to ja jestem dalajlamą. Należy zaznaczyć, że socjalizm to jest pojęcie wieloznaczne, ale to, co jest rdzeniem dla wszystkich socjalizmów to wspólnotowość – kolektywizm. Na dzień dzisiejszy nie widzę wśród Polaków tego atrybutu, jesteśmy społeczeństwem zatomizowanym i mocno indywidualistycznym. Gdyby panował w Polsce narodowy socjalizm w ogólnym znaczeniu tego słowa jako połączenie silnego poczucia wspólnoty i tożsamości narodowej mającej jeszcze szerszy kontekst, a nie w znaczeniu hitlerowskim to kondycja polskiego narodu byłaby w o wiele lepszym stanie. Nazizm nie był zły dlatego, że był socjalistyczny tylko z powodu szowinizmu, który jest widoczny również u wielu “narodowych liberałów” (z niejednym jak się dyskutuje to ma się wrażenie że w sytuacji konfliktu narodowościowo-cywilizacyjnego mordowaliby muzułmanów, Ukraińców itd.)
Cóż tutaj można by toczyć długą i pustą dyskusję o cechach socjalizmu i kapitalizmu, które mamy w kraju oraz tego co jest czynnikiem decydującym. Nie będąc specjalistą w tej dziedzinie, zwykle zadowalam się stwierdzeniem, że mamy obecnie mieszankę jednego i drugiego systemu. Dogmatycy jednej i drugiej strony będą twierdzili inaczej. Mi w zupełności wystarcza znajomość wad obu systemów, by wiedzieć, że należy poszukiwać alternatywy. Pozdrawiam.
Kurwa, człowiek nie pochodzi od małpy a ma z nią wspólnego przodka!
Czytanie ze zrozumieniem kuleje? Nie było czasu na zajscie ewolucji od poczatku wszechświata. Życie nie mogło wyewoluować, bo nie miało na to czasu. Proszę przeczytać przytoczone źródła i je obalić, albo przestać przedstawiać swój brak kultury za zasłoną anonimowości. Jesteśmy cywilizowanymi ludźmi, choć czasem chce się przyznać, że ktoś inny pochodzi od małpy…