Gdy rzucimy okiem na historię Polski zauważymy, że pierwszą istotną datą, o której się mówi na lekcjach historii, jest 966 rok, czyli tzw. Chrzest Polski. Historia naszego kraju, wbrew temu, co sądzą tzw. „rodzimowiercy”, rozpoczęła się wraz z jego chrystianizacją, co jest widoczne zarówno w wydarzeniach historycznych (bitwy, wojny, sojusze), jak i dziełach sztuki, które wychodziły spod rąk polskich artystów na przestrzeni wieków. Przez ponad milenium Polacy z pokolenia na pokolenie przekazywali sobie zarówno wartości, jak i tradycje wyrosłe na biblijnej podstawie. Cały system wartości współczesnego Polaka, niezależnie od jego podejścia do Boga i wiary, opiera się na katolickich korzeniach, bo nasza rodzima kultura jest na wskroś przesiąknięta katolicyzmem. Co więcej, aksjomat religijny w postaci Boga i Jego nakazów jest podstawą etyki i moralności każdego Polaka. Oprócz sumienia, które mówi nam intuicyjnie, który czyn jest zły, a który dobry, wszystkie bardziej skomplikowane dylematy moralne rozwiązuje za nas Biblia. Bez tej księgi zupełnie logicznym stałoby się podejście makiawelistyczne i stosowanie podstępu jako naturalnego środka do celu. Ponadto czyn zły, który byłby dokonany bez świadków, również pozostawałby zupełnie logicznym rozwiązaniem w momencie, gdyby przynosił nam zyski. W świecie, w którym nie byłoby etyki chrześcijańskiej, nie moglibyśmy zaufać nikomu, bo wartością nadrzędną byłby egoistyczny cel materialny, który przyćmiewałby wszystkie głosy sumienia.

Niestety w dzisiejszych czasach obserwujemy plon działalności komunistów w postaci tendencji ateistycznych. Wiara jest stawiana w opozycji do nauki, co zdaje się być kompletną bzdurą, a młodzi ludzie, zgodnie z mechanizmem konformizmu społecznego, wypisują się ze szkolnej religii, gdy tylko mają taką możliwość. Następnie pojawia się pustka w życiu młodego człowieka w sferze transcendentnej, której rozwój jest niezbędny do osiągnięcia szczęśliwego życia. Niestety antagonistyczne nastawienie do religii zawęża możliwość spostrzeżenia przyczyny swojego nieszczęścia w sferze duchowej, a wszechobecna reklama nakierowuje młodego człowieka na konsumpcyjny styl życia. Wartością nadrzędną, zamiast Boga i Honoru, staje się Pieniądz, który ma jakoby zapewnić nam szczęście i dostatek. Taka zamiana wartości sprawia, że część ludzi zajmuje się konsumpcyjnym stylem życia i hedonistycznymi przyjemnościami, nim zdąży stworzyć swój własny kręgosłup moralny. W takiej sytuacji dobrym staje się takie zachowanie, które zbliża nas do osiągnięcia bogactwa lub pozwala zaspokoić swoje hedonistyczne potrzeby. Niestety w myśl takiego systemu wartość taka, jak Honor, staje się nic nieznaczącym słowem, Bóg staje bajką taką, jak każda, a drugi człowiek zmienia się w szczebelek do celu, po którym trzeba przejść, by osiągnąć więcej. Jeśli więc odrzucimy Boga, nim wartości katolickie wsiąkną w nasze postępowanie, to prawdopodobnie nasza moralność będzie sukcesywnie ulegała regresji, aż do poziomu moralności systemu Hammurabiego w myśl zasady „oko za oko”, a wartość drugiego człowieka będzie malała. Pozwoli nam to świetnie odnaleźć się w konsumpcyjnym świecie, osiągnąć bogactwo i zupełnie wyciszyć sumienie, aż w końcu przestaniemy słyszeć je w ogóle.

Proces ateizacji nie przebiega jednak nigdy kompletnie. Zawsze w człowieku, który w dzieciństwie został ochrzczony i przeżył sakrament Komunii Świętej, zostaje coś z katolika. U takich ateistów wtórnych zwykle dostrzegalny jest uraz do wiary. Niezależnie od tego, czy ateista rozstał się z wiarą przez jakieś złe przeżycia (niemiły katecheta, spowiednik odmawiający rozgrzeszenia, trudność w wyznawaniu grzechów etc.), czy po prostu odszedł od wiary ze względu na brak żywej wiary (łaski), to zwykle możemy zaobserwować zjawisko „nawracania na niewiarę”. Ateista tłumaczy innym ludziom swoją niewiarę racjonalnymi motywami, próbuje przekonać wierzących do swoich argumentów. Dla osoby wierzącej obowiązkiem jest próbować nawrócić ateistę, co zwykle kończy się długimi i zaciętymi dyskusjami, które skutkują bezproduktywnym konfliktem. Co ciekawe nawracanie należy do obowiązków katolika, a znajdziemy to spisane na stronicach Biblii, natomiast ateiści nie mają swojego odpowiednika Biblii, w myśl którego spisany były nakaz „nawracania na niewiarę”. Odruch nawracania i przekonywania innych do swoich poglądów na religię, który widzimy u ateistów, nie mogący mieć swojego podłoża w nauce, która stawiana jest w opozycji do wiary, musi swoje podłoże mieć gdzieś indziej. Motywacji, które kierują ateistami, możemy znaleźć wiele. Od czynników psychologicznych, takich jak chęć dominacji („ja mam rację, a twoja wiara jest zwykłą bajką”), po czynniki głęboko zakorzenione w polskiej świadomości, a będącej plonem antykatolickiej propagandy sianej za czasów PRL’u.

Cała postawa moralna i wszystkie podstawy etyczne współczesnego pokolenia młodych ateistów nadal wywodzą się z Biblii, co, w połączeniu z brakiem wiary, daje groteskową karykaturę prawdziwej moralności. Wyrzut w kierunku religii, Boga i Wiary sprawia, że większość ateistów przyjmuje zawistną postawę pełną wrogości i jadu zarówno wobec osób wierzących, jak i instytucji czy doktryn. Poprzez takie nastawienie znacznej części społeczeństwa powstają różne stereotypy, takie jak: „mohery”, „księża pedofile” czy „wierzący na pokaz”. Oczywiście Kościół jest wspólnotą ludzi, więc nigdy nie będzie doskonały, a katolicy, jak wszyscy inni, popełniają błędy, jednak religia nakazuje im walczyć ze złem, które tkwi w każdym z nas, i przepraszać za popełnione grzechy oraz poprawiać swoje zachowanie z każdym dniem. Każdy z powyższych stereotypów wyrósł na gruncie prawdziwych przesłanek, które jednak dotyczą niewielkiego procenta społeczności katolickiej. Co ważne, żaden z nich nie pojawił się w świadomości ludzi oddolnie ze względu na inicjatywę poszczególnych jednostek, a został wykreowany przez mass media, które były i są przesiąknięte po dziś dzień wrogami zarówno Wiary, jak i Polski. Poprzez wpływy komunistów i innych grup społecznych, których celem jest osłabianie tożsamości narodowej Polaków, propaganda komunistyczna i antykatolicka jest obecnie zupełnie żywa, a od czasów PRL’u różni się tylko i wyłącznie swoją ostentacyjnością. Dziś propaganda podawana nam jest z większą subtelnością i ostrożnością, więc duża część społeczeństwa ulega tej iluzji, która powielana jest zarówno przez gazety, jak i stacje telewizyjne czy rozgłośnie radiowe.

Kolejnym ciekawym zjawiskiem, jakie możemy zauważyć u byłych katolików, jest przyjmowanie roli sędziego. Większość ateistów w rozmowach z katolikami w końcu rozpoczyna od sądzenia Kościoła i rozmówcy. Ta agresywna postawa, której celem jest odwrócenie człowieka od wiary lub wywołanie poczucia winy, jest w oczywisty sposób nieetyczna, o czym mówi Ewangelia wg św. Mateusza: „3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? 4 Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? 5 Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata”. (Mt 7, 1-6). W świecie wykreowanym przez etykę katolicką, ocenianie i obwinianie drugiego człowieka jest postępowaniem nieetycznym, ponieważ każdy powinien sam w swoim sumieniu ocenić swoje uczynki i znaleźć dla siebie odpowiednią formę pokuty. Sugestia, że druga osoba nie zdaje sobie sprawy ze zła, które uczyniła, jest w tym momencie formą obrazy, która szczególnie dotyka osoby pielęgnujące sferę sacrum.

Efekt degeneracji postkatolickiej, w którym zawiść, uraza i jad nakazuje ateistom zwalczać Wiarę, który wykorzystuje do tego nie tylko podstawy etyczne zawarte w Biblii, ale także manipuluje wyrzutami sumienia i pokorą katolików, jest plagą, z którą prawdziwi wierzący muszą walczyć. Walka taka nie jest równa i nie jest łatwa. Jednak odpowiedź na pytanie, jak możemy podejmować rękawice rzucone przez ateistów jako katolicy i wychodzić z tego pojedynku zwycięsko, jest jedna: po chrześcijańsku. Nie musimy zawsze mieć racji, pokora nakazuje nam przyznać się do niewiedzy na wielu licznych polach. Nie musimy wiedzieć, że Bóg istnieje, bo wystarczy nam wiara. Zamiast dyskutować z ateistami i toczyć spory winniśmy poprzez swoje zachowanie. Powinniśmy pokazać im działalność Boga, który poprzez Ducha Świętego pozwoli nam walczyć ze złem bez uciekania się do zła. Swoją postawą, czynem i słowem powinniśmy dawać świadectwo żywej wiary. Dziś, w dobie kryzysu wiary u wielu młodych ludzi, niezłomna i radykalna wiara jest jedyną formą walki ze wzrastającą ateizacją społeczeństwa. Tylko ludzie wybitni, gotowi do poświęceń i znoszenia cierpienia z pokorą, a jednocześnie pełni godności i dobra, mogą zainspirować innych do wiary. Każdy z katolików w dzisiejszych czasach stoi na polu bitwy, a jedynym naszym orężem jest wiara.

2 KOMENTARZE

  1. Bardzo ciekawy artykuł z trafnymi diagnozami. Jednak pomija pewien istotny aspekt, który mnie interesuje – co Pan powie na temat wtórnych ateistów broniących Kościoła katolickiego i cywilizacji chrześcijańskiej przed ateistami atakującymi tę instytucje i tę spuściznę?

    • Uważam, że takie osoby są ludźmi ponadprzecietnie inteligentnymi ze względu na plastyczności swoich poglądów (w myśl przeciwieństwa skłonności do stereotypizacji), ponieważ naturalną reakcją człowieka jest przekonywanie innych, że samemu posiada się pogląd będący prawdą – czyli u ateistów twierdzenie, że Boga nie ma i walka z jego wyznawcami jako z osobami głupszymi (oczywiście tu można wstawić inną negatywną cechę np: niespełna rozumu, naiwnymi, zacofanymi etc). Z kolei ateista broniący Kościoła to osoba, która siłą rzeczy musiała wybić się ponad podstawową reakcję odruchową w postaci ataku na osoby o innych poglądach i która potrafi patrzeć szerzej, myśleć logicznie i docenia wartości rodzimej kultury. Oczywiście to też jest pewne uogólnienie, ale sądzę, że osoba która nie poddaje się reakcjonizmowi i potrafi bronić inne osoby pomimo odmiennych poglądów zasługuje na szacunek. W końcu prawda jest taka, że wiara jest kwestią subiektywną i nikt nie ma co do niej racji, można mieć tylko wiarę albo jej nie mieć. Ci którzy rozumieją tą podstawową subiektywność potrafią docenić dorobek Kościoła bez względu na to czy sami wierzą czy nie, a obrona katolików, którzy są teraz w defensywie jest w mojen ocenie postępowaniem rycerskim, więc kieruję wyrazy szacunku w stronę takich osób.
      Pozdrawiam serdecznie

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię