Wasza [własna] dzielność, groza bezpośredniego niebezpieczeństwa i miłość ojczyzny bardziej was zachęcą, niezwyciężona moja młodzi, niż moje słowa. Dziś za łaską bożą a wstawieniem się św. Wawrzyńca miecz wasz zetrze bałwochwalstwo Pomorzan i ich rycerską dumę!”
Słowa Bolesława Krzywoustego do rycerzy polskich przed walką z Pomorzanami wg “Kroniki Polskiej” Galla Anonima.
Mogłoby się wydawać, że każdy katolik jest przez Ewangelię i naukę Jezusa skazany na bycie pacyfistą. Taki pogląd wynika tylko i wyłącznie z niewiedzy. Załóżmy jednak, że faktycznie każdemu z katolików zostaje tylko przepraszać za to, że żyje i dać się zabić przy pierwszej możliwej okazji, bez najmniejszej próby obrony. Konsekwencje takiego założenia byłyby przerażające. Czy można sobie wyobrazić równie absurdalną scenę, gdy mężczyzna zamiast stanąć w obronie swojej ukochanej po prostu bawi się w praktykującego pacyfistę nadstawiając policzek… swojej lubej?
Katolicyzm jest niesamowicie pragmatyczny i sensowny. Gdy w naszych rozważaniach dochodzimy jednak do jakichś dziwactw to znaczy, że albo popełniliśmy błąd, ale któregoś elementu układanki po prostu nie rozumiemy. Jak zatem rozumieć problem wojny? Punktem wyjścia w problemie wojny są relacje międzyludzkie. Te natomiast powinniśmy w pierwszej kolejności rozważać w kategoriach sprawiedliwości. Czym jest sprawiedliwość? Oddaniem każdemu tego co mu się należy. I co niby z tego wynika?
Ojczyzna i Naród wszczepiły w nas, przez naszych rodziców, kulturę, język i tożsamość. Dały nam podstawy naszego bytu i te materialne i te duchowe. Długu, który nieświadomie zaciągnęliśmy w czasie naszego dorastania, nie da się spłacić w żaden sposób. Zatem zawsze powinniśmy dbać o naszą Ojczyznę i nasz Naród i je pielęgnować dla nas samych, wszystkich przyszłych pokoleń, jak i wszystkich przeszłych ze względu na szacunek dla ich ofiarności i pamięci. Ojczyznę ze względu na dobra duchowe, cywilizację, kulturę, natomiast Naród za nasze pokrewieństwo między rodakami (należy jednak brać też pod uwagę pokrewieństwo duchowe ze względu na chrzest i wspólną wiarę), gdyż czy jest On czymś innym poza rodziną rodzin? Można śmiało powiedzieć, że brak patriotyzmu jest wręcz pogwałceniem czwartego przykazania. Co zatem jeśli wróg zapuka do bram?
Czymś naturalnym jest, że istnieje hierarchia miłości. Wynika ona z różnej stopnia poczucia odpowiedzialność za poszczególnych ludzi. Mąż jest przede wszystkim odpowiedzialny za żonę, dzieci, rodzinę, Ojczyznę, Naród i Kościół, a dopiero w dalszej kolejności za innych ludzi i wspólnoty. Możemy z tego wywodu wyciągnąć prosty wniosek. Skoro jesteśmy bardziej odpowiedzialni za swój Naród, niż za inny, to znaczy że gdy jakiś zabłąkany Niemiec z całą Rzeszą innych mu podobnych przypałęta się pod nasze granice w celach stworzenia kolejnego Generalnego Gubernatorstwa, to cnotą jest tego Niemca wraz z całą jego kompanią po prostu zastrzelić. Jednak należy dodać, że aby obrona kraju była godna katolika należy kompletnie wyzbyć się przy tym nienawiści (lecz niekoniecznie uczucia gniewu, który bywa mobilizujący, ale powinien podążać za rozumem), a kierować się miłością do swych bliskich i chęcią ich obrony.
Wyszliśmy od sprawiedliwości i do niej wróciliśmy. W przypadku wojny należy każdemu oddać to co mu się należy, czyli poświęcenie Ojczyźnie i Narodowi, obronę bliskim, a wrogom parę kilogramów ołowiu lub zubożonego uranu. Gdyby ktoś jeszcze miał jakieś wątpliwości to odsyłam do samego Nowego Testamentu, na przykład do rozmowy żołnierzy ze świętym Janem Chrzcicielem: “Pytali go też i żołnierze: «A my, co mamy czynić?» On im odpowiadał: «Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie».” Łk 3, 14. Jak widzimy w przeciwieństwie do humanistycznych krzykaczy i wszelkiej maści pacyfistów – Pismo Święte, a tym samym Kościół Katolicki, nie ma problemu z kwestią wojny.
Ave Christus Rex!
Krzysztof Zaborek



























Wiedziałem! Bardzo dobrze przeczytać w mądrym wywodzie potwierdzenie tego, że słodki śpiew dziewczynek i babci w kościele gdy niestety nie można udać się na Mszę Trydencką to nie sęk katolicyzmu jak to się próbuje wciskać. Dziękuję i ofiaruje swą modlitwę za autora.