Ekonomia jest dziś nauką lekceważoną. Dlaczego właściwie podchodzić do niej poważnie, skoro nie potrafi rozwiązać podstawowych problemów naszych społeczności? Ciągle narzekamy na wysoki wskaźnik bezrobocia, niskie płace, często odwracamy się tyłem do ludzi, którzy ciężką pracą doszli w swoim życiu do dobrobytu, przynajmniej tego materialnego, a nasza kiepska sytuacja finansowa często jest pretekstem do znienawidzenia tej nauki i odsunięcia jej w „ciemny kąt”. Zjawisko to niestety nie tyczy się tylko i wyłącznie słynnych już „lemingów”, ale również ludzi, którzy chcą kierować uwagę Narodu na właściwe problemy, a nie te często wyimaginowane w telewizyjnym odbiorniku. Istnieje wiele ciekawszych nauk uważanych powszechnie za bardziej użyteczne, które udowodniły swoją wartość i przydatność. Zamiast czytać artykuły o tematyce gospodarczej, lepiej zainteresować się najnowszym modelem telefonu komórkowego, który już niebawem będzie dostępny na rynkach europejskich albo zabłysnąć w towarzystwie opowieścią o tym, co tym razem wymyślili „amerykańscy naukowcy”. Niektórzy z nas, myśląc o tej nauce, wyobrażają sobie sterty cyferek i skomplikowanych modeli, gdy tymczasem jest ona nauką społeczną, której logiczne wnioski i implikacje są dostępne dla każdego, kto zechce poświęcić czas na jej rozważanie. Nie jest prawdą stwierdzenie, że ekonomia nie ma do powiedzenia nic w kwestii realnych problemów i realnego życia. Separacja przeciętnego człowieka od tej nauki pozwala rządzącym na czynienie w gospodarce tego, co im się tylko podoba, wskazując w razie czego na poszczególne sylwetki ekonomicznych „autorytetów” tak chętnie pokazywanych przez media finansowane kapitałem zagranicznym jako usprawiedliwienie swoich poczynań. Zaburzona zostaje tutaj również podstawowa kontrolna funkcja społeczeństwa obywatelskiego. W jaki sposób chcemy powiedzieć „sprawdzam” ludziom odpowiedzialnym za politykę gospodarczą, jeżeli nie wiemy, na czym ona polega?
Jedną z „odnóg” ekonomii, która wskazuje na jej społeczny charakter jest ekonomia behawioralna – ta dotycząca ludzkich potrzeb. Zrobienie z gospodarki papierowego statku, który konstruowaliśmy jako dzieci i pozostawienie jej samej sobie na tafli wody nie jest dobrym pomysłem. W artykule pt. „Efektywna Polityka Gospodarcza”, wyjaśnione zostały konsekwencje nieskrępowanego kapitalizmu i konieczności wystąpienia luk popytowych w związku z jego istnieniem. Nie oznacza to jednak, że z owym zjawiskiem mamy do czynienia obecnie. Oczywiście zupełnie inną kwestią jest fakt powszechnie istniejącej już działalności para bankowej, która w zasadzie nie ma już nic wspólnego z podstawowymi zadaniami, jakie miały mieć przed sobą wielkie marmurowe budowle zwane bankami i która z kapitalizmem, siłą rzeczy, musi być kojarzona. Uświadamianie skutków nieskrępowanego kapitalizmu ma na celu powstrzymanie realnego zagrożenia, jakim stał się on w naszym kraju, zawładnąwszy masą młodych umysłów szukających prawdy głównie w internecie. W naturze człowieka leży szukanie szybkich i prostych rozwiązań, dróg na skróty. W naturze człowieka leżą też pewne prawa dotyczące konsumpcji. Odpowiednie działania mogą sprawić, że nasza natura będzie gospodarczą słabością państwa, niekoniecznie rządzących w danej kadencji. Nadmierne „luzowanie ilościowe” i zwyczajne „przejadanie” pieniędzy to główna przyczyna dzisiejszych problemów. Jeżeli pieniądze przeznaczane na zasiłki socjalne dla rodzin powodują rzeczywisty wzrost dzietności, stają się naszym aktywem będącym inwestycją długoterminową. Jeżeli zostaną skonsumowane bez tegoż efektu, to z punktu widzenia ekonomii są najzwyczajniej w świecie „przejedzone” i w najlepszym razie powodują delikatne pobudzenie gospodarcze będące wynikiem różnicy między krańcową skłonnością do konsumpcji osób zamożniejszych i biedniejszych. Kwestia takiej polityki jest problemem społecznym, który zawsze powinien być przedmiotem wnikliwej debaty, a śmiech części polityków w naszym parlamencie na wieść o tym, że w dalszym ciągu pewna część polskich dzieci nie dojada, powinna wzbudzać nasz smutek, politowanie i zażenowanie. Dlatego należy zaznaczyć, że powyższy wywód ekonomiczny na ten temat ma charakter czysto akademicki, a niekoniecznie wiążący.
Głównym motywem postępowania ludzi jest chęć zaspokojenia danej potrzeby. Nie jest w tej chwili ważne, czy mówimy o satysfakcji z przebiegnięcia pięciu kilometrów, czy o satysfakcji ze zjedzonego jabłka. Nie ma żadnej miary satysfakcji, prócz pewnej subiektywnej oceny. Po co w takim razie zajmować się czymś czego nie można zmierzyć? Jeden wniosek można uczynić jednak wnioskiem uniwersalnym. Każdy człowiek preferuje mieć daną „satysfakcję” teraz, a nie w jakimkolwiek momencie przyszłości. Wolimy mieć satysfakcję ze zjedzonego jabłka teraz, a nie za 5 minut. Jeżeli człowiek rezygnuje z konsumpcji czegoś na co ma ochotę „teraz”, to tylko dlatego, że spodziewa się osiągnąć większą satysfakcję w przyszłości. Gdyby człowieka nie ograniczała preferencja czasowa i jedyną preferencją determinującą jego działania było posiadanie jak największej ilości dóbr, to zawsze wybierałby on produkcję przynoszącą największą ilość dóbr w stosunku do włożonej w ich produkcję energii, bez względu na to, ile czasu musiałby czekać na jej owoce. Na przykład Robinson Crusoe, zamiast najpierw skonstruować sobie sieć rybacką, zacząłby od razu budować trawler, gdyż jego użycie z ekonomicznego punktu widzenia jest bardziej wydajną metodą połowu. Ponieważ nikt nie działa w ten sposób, to oczywiste jest, że człowiek musi nadawać odcinkom czasu o tej samej długości różną wartość w zależności od tego, czy są one bliżej czy dalej od momentu, w którym działająca osoba podejmuje wyzwanie. Rezygnacja z dobra teraz musi być poparta chęcią czegoś więcej w czasie późniejszym. Pierwsi myślący ludzie, czując głód, na pewno wyżej cenili zjedzenie zwierzyny w danym momencie, a nie za 15 minut. To, co mogłoby ich skłonić do oszczędzania, to przekonanie, że jeśli nie zjedzą jej teraz i zaoszczędzą odpowiednio dużo żywności na czas, w którym skonstruują nową, lepszą broń, w przyszłości mogą spodziewać się większych łowów i przy okazji nie umrą z głodu w czasie, który poświęcą na pracę nad nowym wynalazkiem. Takie działanie nazywamy budowaniem kapitału. Przykładem pierwszego kapitału mógł być na przykład ostry grot z kamienia używany jako narzędzie łowieckie. Ile w naszym otoczeniu jest ludzi niecierpliwych? Ludzi, którzy kierują się doraźną możliwością zysku, zapominając o długofalowym wyznaczonym wcześniej celu? Budowanie kapitału na każdej płaszczyźnie jest zajęciem czasochłonnym. Jak widać ekonomia może nieść tutaj swoją naukę mówiącą o tym, że ewentualna droga na skróty musi skończyć się niepowodzeniem, jeżeli nie zbudujemy silnych i stabilnych podstaw pod dalszy rozwój. Dzięki oszczędzaniu zaczyna się proces akumulacji kapitału, który prowadzi do rozwoju. Jeżeli stopa preferencji czasowej jest niska, oszczędności będą relatywnie duże, zaś proces akumulacji kapitału szybki. Jeżeli człowiek ceni konsumpcję w danym momencie o wiele bardziej, niż tą za jakiś czas (wysoka preferencja czasowa), to aby zaoszczędzić, musi być przekonany, że w przyszłości zbierze większe profity, niż człowiek o niższej preferencji czasowej. Wysoka preferencja czasowa ogranicza więc ilość oszczędności. Stopa procentowa będzie w takim razie subiektywną ceną informującą „za ile” ludzie są w stanie odstąpić od konsumpcji teraz. Zdecydują się na to tylko ci, którzy dostrzegą w tym szansę na profit w długim okresie czasu. Co ciekawe, „stopień preferencji czasowej zaczyna się od zera i może sięgać nieskończoności; oba ekstrema, zarówno zero, jak i nieskończoność uniemożliwiają jakiekolwiek ludzkie działanie”[1]. Ponieważ preferencja czasowa nie może spaść do zera, stopa procentowa także nie może być na zerowym poziomie. Teorii tej przeczą fakty, z jakimi mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie. W czasie ostatniego kryzysu FED potrafił zaproponować ujemne stopy procentowe (podobną sytuację mieliśmy ostatnio również w Szwajcarii, choć w tym przypadku miało to związek z celową manipulacją kursem walutowym, a nie presją konsumpcyjną)! Kto z nas nie chciałby kredytu, na którym tak naprawdę zarobimy? Sytuacja ta pokazuje, jak wielka jest różnica między odpowiedzialnym luzowaniem ilościowym, które „wypełnia” luki w niewystarczającej konsumpcji, a szaleńczą pogonią za głosami wyborców. Co dzieje się, kiedy bank centralny zwiększa mechanicznie podaż pieniądza? Dodatkowy pieniądz powoduje że stopa procentowa spada. Przedsiębiorcy zostają oszukani, co wyjaśnia ich późniejsze problemy. Stwarza się bowiem wrażenie, iż wzrosła podaż zaoszczędzonych funduszy, które można śmiało zainwestować. Przedsiębiorcy, wprowadzeni w błąd przez bankową inflację, wierzą, że istnieje więcej zaoszczędzonych funduszy, niż w rzeczywistości. Biorą tani kredyt, co powoduje wzrost cen w obszarze objętym konsumpcją. Rosną ceny dóbr kapitałowych. Nowe inwestycje zostają rozpoczęte, jednak nie zostaną terminowo dokończone (efekt drogi na skróty). Działania banków spowodowały zatem, że preferencja czasowa wygląda na niższą, niż jest w rzeczywistości.
Czy wszystkie niekorzystne procesy wynikające z tej nieodpowiedniej polityki byłyby możliwe przy zachowanym standardzie złota? Zakładając, że ktoś odkrywa złoża złota i postanawia je wydobywać bezpośrednio z ziemi, działalność ta w długim okresie przyniesie zysk równy stopie procentowej. Z biegiem czasu prowadzenie takiej działalności musi jednak stać się coraz mniej opłacalne, gdyż pieniądz rozcieńczy siłę nabywczą. Wydobywanie złota będzie trwać do momentu, w którym wartość wydobytego złota będzie równa kosztom poniesionym przy jego wydobyciu. Wydobycie złota, w przeciwieństwie do mechanicznego dorabiania pieniędzy, wiąże się z określonymi kosztami i trudami. Jest to jednak zaleta, ponieważ niemożliwe staje się wtedy szybkie i niebezpieczne zwiększenie jego podaży. Osiągnięcie tej cechy przez pieniądz papierowy, którego wartość opiera się na zaufaniu i umowie społecznej, jest możliwe tylko przy odpowiedzialnej polityce. Równocześnie pomysły liberałów polegające na oparciu wartości pieniądza na konkretnych dobrach rzadkich nie jest po prostu efektywne i nie zapewnia maksymalnego możliwego poziomu zatrudnienia.
Wiara w prostą ekonomię jest wiarą zgubną. Jest ona dziedziną specyficzną. Oprócz ciągłej dbałości o jej wymiar etyczny, musimy pamiętać również o jej aspekcie czysto technicznym. Ekonomia nie potrafi zaproponować spójnej wizji świata, dlatego wielu przeciętnych ludzi machnie na nią ręką. Ostatecznie to oni są przegrani, kiedy rzucają cegłami w okna banków, popełniają masowe samobójstwa, tak jak miało to miejsce 24 października 1929 roku, bądź płaczą nad rozlanym mlekiem w postaci niespłaconego kredytu w obcej walucie. Nie dość, że tacy ludzie nie potrafią ocenić obiektywnie otaczającej ich rzeczywistości, to za skutki ich niewiedzy płacimy potem wszyscy. Z drugiej strony musimy pamiętać, że obserwując rzeczywistość należy odrzucić tak zwaną hipotezę racjonalnych oczekiwań mówiącą, że podmioty gospodarcze nie reagują na zjawiska gospodarcze po fakcie, ale z pewnym wyprzedzeniem. Dlatego tak ważne dla każdego społeczeństwa jest posiadanie autorytetów w każdej dziedzinie życia społecznego.
[1]
[1] A.Budnikowski, Międzynarodowe stosunki gospodarcze, Warszawa 2006, str.54-55



























