Wielu współczesnych ludzi ogranicza swe poszukiwania szczęścia i spełnienia do sfery somatycznej, ceniąc przede wszystkim wartości witalne i materialne. Panuje przeto kult ciała, a największym pragnieniem jednostek jest życie wygodne i wypełnione przyjemnościami, najlepiej bez domieszki jakichkolwiek przykrości. Za jedną z głównych dróg umożliwiających samorealizację uważa się zaś seks i erotykę. Przyjemność zmysłowa jest oczywiście rodzajem dobra, dlatego też nieustannie jej poszukujemy. Jesteśmy wszak istotami sensytywnymi, a to zdaje się usprawiedliwiać zabiegi, jakie podejmujemy w trosce o naszą kondycję biofizyczną. Już Arystoteles zauważył, że osoba, która unikałaby wszelkich przyjemności, stałaby się niewrażliwa, a jej rozwój nie mógłby przebiegać prawidłowo. Jednakże dodawał, iż ktoś, kto pozwalałby sobie na korzystanie z wszystkich możliwych przyjemności, rychło doprowadziłby się do rozwiązłości. Zalecał więc postawę umiarkowaną, polegającą na unikaniu skrajności, takich jak hedonizm czy ascetyzm. W dzisiejszym świecie, szczególnie w kulturze Zachodu, odchodzi się jednak od rad Stagiryty. Adherenci liberalnego indywidualizmu, upatrując swego szczęścia w sferze osobistej i dążąc do zaspokojenia potrzeb zmysłowych, absolutyzują seks i erotykę, które stają się dla nich czymś w rodzaju bożków. Więzi międzyludzkie, na przykład małżeńskie, rodzinne czy przyjacielskie, uznają za przeszkody na drodze ku samorealizacji. Zaangażowanie na rzecz wspólnoty lokalnej, narodowej czy religijnej postrzegane jest jako zbędny balast, utrudniający prowadzenie preferowanego przez wiele jednostek zabawowego, infantylnego i nieodpowiedzialnego stylu życia. Egzystencja człowieka współczesnego – jak zauważył Gabriel Marcel, a za nim Erich Fromm i Jan Paweł II – ukierunkowana jest raczej na „mieć”, niż „być”, co skutkuje plagą konsumpcjonizmu, który trywializuje ludzkie życie, a w dalszej kolejności katalizuje proces atrofii wartości wysokich (estetycznych, moralnych i religijnych).

Skoncentrowaniem na przyjemności zmysłowej odznaczają się również zachowania i praktyki homoseksualne, których propagowanie w przestrzeni publicznej, zwłaszcza przez niektóre media, staje się nieodłącznym elementem współczesnej mentalności. Tymczasem aktywność homoseksualna – wykluczająca z aktu płciowego możliwość przekazania daru życia, a w związku z tym sprzeczna z prawem naturalnym – jest rodzajem poważnej deprawacji, moralnie nagannej. Rzecz jasna homoseksualizm rozumiany jako pewna orientacja czy predyspozycja, często uwarunkowana niezależnymi od jednostki czynnikami społeczno-kulturowymi, nie może być przyczyną dyskryminacji dotkniętych nim osób. Człowiek o skłonnościach homoseksualnych, podobnie jak każda inna osoba, jest nosicielem danej mu wraz z zaistnieniem jego bytu godności, co sprawia, że zasługuje na szacunek, a także wsparcie ze strony społeczeństwa, które powinno pomóc mu w odkryciu właściwej tożsamości seksualnej – na przykład poprzez skierowanie na specjalną terapię mającą na celu wzbudzenie u niego pociągu do płci przeciwnej. Przy czym naruszenia godności osoby o skłonnościach homoseksualnych nie stanowi ograniczenie niektórych jej praw, jak na przykład prawa do adopcji dziecka, pełnienia funkcji wychowawcy młodzieży czy zaciągnięcia się do armii. Praktyki homoseksualne są bowiem zachowaniami nieuporządkowanymi, stąd osoby, które się ich dopuszczają, zanim zaczną mieć wpływ na formowanie innych jednostek, zarówno w życiu rodzinnym, jak i w placówkach oświatowych, same muszą najpierw przezwyciężyć własne problemy, wyrzekając się upodobania do osób tej samej płci.

Ponowoczesność, w której kładzie się nacisk na zmysłowe aspekty ludzkiej płciowości, czemu towarzyszy zresztą propagowanie hedonistycznego stylu życia, odznacza się wysokim stopniem akceptacji i poparcia dla postaw homoseksualnych. Co więcej, postawy takie zyskują dziś nie tylko akceptację i tolerancję, ale są wręcz reklamowane, a dzięki przekazom medialnym i artystycznym następuje ich ekspansja. Dlatego wśród głównych przyczyn homoseksualizmu wymienia się czynniki społeczne i rodzinne, ale też kulturowe. I tak na przykład do homoseksualizmu wśród mężczyzn prowadzić mogą problemy rodzinne, jak choćby nieobecność ojca lub brak jego zainteresowania synem, a w przypadku kobiety prawdopodobieństwo wystąpienia skłonności homoseksualnych wzrasta wtedy, gdy w okresie dzieciństwa jej relacje z matką były zaburzone. Jednak bardzo ważne są również pojawiające się w przestrzeni publicznej wzorce kulturowe. Media, zwłaszcza te o profilu rozrywkowym, promując homoseksualizm zaszczepiają u młodych ludzi przekonanie, że pociąg do osób tej samej płci nie jest czymś moralnie nagannym, lecz wręcz przeciwnie – stanowi postawę oryginalną i zasługującą na akceptację, a być może nawet na pochwałę. Ci, którzy nie są zwolennikami ideologii gender i ruchów LGBT oraz sprzeciwiają się eugenicznym postulatom feministek pragnących, aby prawo zezwalało na zabijanie ludzi w okresie prenatalnym, zwłaszcza tych obciążonych wadami dziedzicznymi i poważnymi schorzeniami, uważani są za przedstawicieli „ciemnogrodu”. Przy czym działania środowisk przychylnych postawom homoseksualnym i genderyzmowi nie ograniczają się do zwykłego agitowania na rzecz wyznawanych przez nie poglądów, lecz polegają także na stosowaniu przemocy, manipulacji i kłamstwa.

Problem ten ukazał w wywiadzie udzielonym 27 września 2017 roku Radiu Maryja przez ks. prof. Dariusza Oko z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Filozof przytoczył sprawę wycofania z księgarni internetowej Polskiego Wydawnictwa Naukowego książki Beaty Wieczorek „Homoseksualizm. Przegląd światowych analiz i badań. Przyczyny, objawy, terapia, aspekty społeczne”. Powstająca przez pięć lat praca, stanowiąca przegląd najnowszych badań psychologicznych i społecznych na temat zjawiska homoseksualizmu, ukazała się w 2017 roku nakładem Frondy. Co ciekawe, Beata Wieczorek to pseudonim, gdyż autorka, obawiając się ewentualnych ataków na siebie i swoją rodzinę, wolała nie ujawniać prawdziwych danych. Treść książki niewątpliwie nie licuje z modną dziś polityczną poprawnością, która przyzwala na szykanowanie wyłącznie białych heteroseksualnych mężczyzn, katolików i ludzi niepełnosprawnych, zaś nawet najdrobniejszy żart dotyczący feministek lub zwolenników ideologii gender nakazuje surowo karać wszelkimi możliwymi sposobami. W pracy Beaty Wieczorek nie zabrakło bowiem uwag o wysokiej szkodliwości społecznej agresywnego propagowania homoseksualizmu. Przedstawiciele środowisk LGBT, niezainteresowani racjonalnym dyskursem i rzeczową argumentacją, nie podjęli merytorycznej dyskusji naukowej, lecz bardzo szybko wszczęli starania o zaprzestanie dystrybucji książki. Oświadczyli oni, że nie życzą sobie, aby rzekomo homofobiczna praca sprzedawana była przez Polskie Wydawnictwo Naukowe, które natychmiast uległo ich dyktatowi. Ks. prof. Dariusz Oko twierdzi, że działania takie można określić mianem „homopropagandy” i „homoterroru”. Środowiska LGBT, zamiast dyskutować z wysuwanymi przeciwko nim tezami, wolą uciekać się do metod policyjnych i zamykać usta tym, którzy myślą inaczej niż oni.

Ich postawa w oczywisty sposób zagraża wolności nauki. Wszak aby ta ostatnia mogła się realizować naukowiec dysponować musi, jak dowodzi w eseju „O wolności nauki” logik i filozof Kazimierz Ajdukiewicz, swobodą wyboru zagadnień naukowych i odpowiedniej do ich rozwiązywania metody oraz wolnością myśli i wolnością słowa. Tymczasem działania zwolenników ideologii gender, feministek i działaczy środowisk LGBT bardzo często zmierzają do wprowadzenia ustawowych ograniczeń, które zakazywałyby nieprzychylnych im wypowiedzi, także na kartach dzieł naukowych. Jeżeli zaś nie zdołają oni zakneblować ust swym oponentom drogą legislacyjną, to starają się zdyskredytować ich za sprawą oszczerstw rozsiewanych w przestrzeni publicznej. I tak na przykład osoby prezentujące w kwestiach obyczajowych poglądy konserwatywne, przedstawiane są jako jednostki ksenofobiczne czy homofobiczne. Nietolerancja i agresja są jednak określeniami, które bardziej pasują do scharakteryzowania tych, którzy stronią od rzeczowej dyskusji i dążą do ograniczenia swobody wypowiedzi osób o odmiennych przekonaniach. Chociaż więc orędownicy rewolucji kulturowo-obyczajowej dużo mówią o tolerancji i pokoju, to jednak w ich wydaniu hasła te okazują się być wyłącznie czczymi frazesami.

2 KOMENTARZE

  1. Homoseksualizm męski to dla mnie obrzydliwość a nie “przyjemność zmysłowa”. Tyle, że są ludzie z wadą. Według mnie to się bierze stąd, jak w okresie poczęcia organizm zrobił jedną płeć ale jakoś tak w pewnym okresie mieszały się opcje i coś z drugiej zostało. Jedna kobieta uważała, że homoseksualiści to najlepiej się zachowujący mężczyźni, bo dbają o siebie (wygląd, unikanie niechlujstwa itd.), jak kobiety. Ona znała jakiegoś homoseksualistę. A więc nieraz tworzy się jedna płeć a ma coś z drugiej i to nie tylko orientację seksualną ale i nieraz pewne inne cechy psychiczne. Ale dla takich, jak ja, którzy nie są obciążeni tą wadą, homoseksualizm męski jest obrzydliwością. Jednak według religii seks bez ślubu z tymi przysłowiowymi “blondynkami”, to też grzech. Więc od strony moralnej ci, co nie są w związkach małżeńskich, mają taki sam problem, jak homoseksualiści.

    • Oj nie, sypianie z “blondynkami” to zupełnie nie ta kategoria. Homoseksualizm to jeden z trzech grzechów wołających o pomstę do nieba. Niemniej jednak i jedno i drugie jest grzechem ciężkim.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię