Wyobraź sobie sytuację, w której jesteś członkiem mniejszości chrześcijańskiej w kraju islamskim. Mieszkasz w miejscowości, stanowiącej skupisko twoich współbraci – razem się modlicie, razem uczestniczycie we mszy świętej, wspólnie rozwiązujecie problemy dnia codziennego. Wiedziecie w miarę spokojne życie, a muzułmanie mieszkający w pobliskich miasteczkach i wioskach są albo przyjaźnie, albo obojętnie do was nastawieni – w końcu koegzystujecie tak już wiele stuleci. Pewnego dnia wszystko jednak się zmienia. Miasteczko, w którym mieszkasz napadają islamscy radykałowie. Mordują wszystkich bez opamiętania, gwałcą, torturują, rozstrzeliwują starców, kobiety, dzieci, niemowlęta rozbijają o mury. To niestety nie fikcja… To rzeczywistość, z którą stykają się chrześcijanie w Asyrii – starożytnej krainie położonej w północnym Iraku – oraz innych miejscach zajętych przez Państwo Islamskie.

Dowiedziałem się o nich dzięki koledze, który podesłał mi link do ich strony i zapytał co o nich myślę? Nie wiedziałem nic. Byli dla mnie jedną wielką niewiadomą. Zacząłem więc czytać, poznawać, w końcu udało mi się nawiązać z nimi kontakt i zadać kilka pytań.

Nazywają się Dwekh Nawsha, co – jak sami mówią – po aramejsku, czyli w języku, którym posługiwał się Jezus oznacza „Ci, Którzy się Ofiarowali” i są jedną z grup tzw. milicji Asyryjskich Chrześcijan – organizacji militarnych, mających na celu obronę ludności chrześcijańskiej przed terrorystami z Pastwa Islamskiego. Ich symbolem jest tarcza z flagą Asyrii, na której widnieje nazwa organizacji oraz dwa skrzyżowane kałasznikowy. Co sprawiło, że chwycili za broń? „Gdy Daesh (inne określenie ISIS, przyp. aut.) postanowiło sięgnąć po naszą ziemię, wybraliśmy broń i walkę z nimi. Miało to miejsce 11 sierpnia 2014r.”. Od tamtej pory ich szeregi stale się rozrastają – nie tylko o asyryjskich chrześcijan. W strukturach tej organizacji walczą nie tylko miejscowi chrześcijanie: „Jesteśmy asyryjskimi chrześcijanami. Mamy katolików i prawosławnych. (…) W naszych szeregach walczą także obcokrajowcy z różnych krajów”. Szukając wiadomości o Dwekh Nawsha trafiłem na informacje o ochotnikach z Wielkiej Brytanii, USA, Francji, czy Australii. Biorą udział w walkach przeciwko ISIS, patrolują terytorium wokół Niniwy (miasta będącego ich główną siedzibą), bronią swoich rodzin i dobytku. Uczestniczyli między innymi w operacji mającej na celu odbicie Mosulu z rąk Pastwa Islamskiego, wspierając wojska kurdyjskie. Skąd czerpią siły do walki z tak licznym i niebezpiecznym wrogiem? Na to pytanie odpowiedzieli mi, że to wiara i ufność w Boga kierują ich i prowadzą w codziennym działaniu, ale poza tym każdy ma też swój własny powód. Ochotnicy wymieniają między innymi chęć przeciwstawienia się barbarzyńcom z ISIS, czy też poczucie obowiązku względem braci chrześcijan, którym grozi stałe niebezpieczeństwo.

A miejscowi? Miejscowi nie chcą, aby ich rodziny spotkało to, co napisałem na początku. Wśród materiałów dotyczących Dwekh Nawsha natrafiłem na zdjęcia pomordowanych przez islamistów chrześcijan. Publikacja opatrzona była ostrzeżeniem, że oglądać je mogą tylko osoby pełnoletnie i o mocnych nerwach. Nie była przesadzona. Ukrzyżowani mężczyźni, dół wypełniony ciałami kobiet, obok drugi, podobny, tyle że wypełniony trupami dzieci. Mężczyzna trzymający na rękach ciało pozbawionej głowy dziewczynki – mogła mieć góra trzy latka. To wszystko dzieje się naprawdę. Wydawałoby się, że problem ten nie powinien nas dotyczyć, bo przecież Asyria leży tak daleko. Jednak warto pamiętać, że nasi politycy poparli i wsparli działania, które obudziły demona, jakim jest Państwo Islamskie. Demona, który swoją żądzę krwi skierował przeciw naszym braciom w wierze. Przedstawiciel Dwekh Nawsha, z którym rozmawiałem wspomina, że społeczność chrześcijańska w Iraku przed 2003 rokiem stanowiła 4% ogółu ludności zamieszkującej ten kraj. Teraz jest ich znacznie mniej. Czego potrzebują? Broni, wyposażenia, pieniędzy, leków, lekarzy… W zasadzie wszystkiego, poza wiarą i odwagą, bo pod tym względem są po prostu bogaci.
Gdy zapewniłem mojego rozmówcę, że Polacy modlą się za swych braci w krajach ogarniętych wojną z islamistami odpowiedział: „Niech Was Bóg błogosławi!”. To jedna z tych sytuacji, gdzie człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę z potęgi modlitwy, tego jak wiele ona znaczy i jak wiele może zdziałać.

Na swojej stronie Dwekh Nawsha publikuje zdjęcia ludzi z całego świata, którzy zapewniają ich o swej modlitwie. Pora, abyśmy i my wsparli tych, którzy swój los „zawdzięczają” także nieodpowiedzialnym, pozbawionym sumienia i wyobraźni, polskim politykom. Przynajmniej ja czuję taki moralny obowiązek.

Piotr Hrabski

2 KOMENTARZE

  1. Dobry artykuł. Teraz zachęciłbym autora do napisania coś więcej nt. “nasi politycy poparli i wsparli działania, które obudziły demona, jakim jest Państwo Islamskie”. Bo to może być ciekawe!

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię