Wstęp
Ostatnie lata dla kibica Wisły Kraków są bardzo ciężkie i frustrujące. Wisła jako klub zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym ponosi głównie porażki. Ostatni realny sukces został osiągnięty w 2011 roku, kiedy Biała Gwiazda zdobyła swoje ostatnie mistrzostwo Polski (trzynaste w swojej historii). Kolejne lata to miejsca zaledwie w środku tabeli, przy czym w ciągu ostatnich dwóch lat Krakowianie niebezpiecznie coraz bardziej zbliżają się do strefy spadkowej. Również w kwestiach organizacyjnych klub nie stoi, delikatnie mówiąc, najlepiej. Poważne zadłużenie, kiepskie relacje z miastem, rozkradanie klubu przez Sharksów, przegrywane procesy z byłymi zawodnikami i trenerami i brak perspektyw większego rozwoju spowodowały, że Wisła bardzo dużo straciła na swoim wizerunku. Właściwie jedynym pozytywem z lat 2011-2020 jest fakt, że Biała Gwiazda nadal występuje w Ekstraklasie i z niej nie spadła. W dalszej części felietonu przeanalizuję sytuację w klubie i postaram się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego do tego doszło.
Geneza
W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego jeszcze wieku, po upadku systemu komunistycznego w Polsce, Wisła znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, jak i sportowej. Milicja Obywatelska (od 1990 roku Policja Państwowa) z powodu transformacji systemu przestała finansować Wisłę, która aby przetrwać musiała ratować się sprzedażą zawodników (na przykład sprzedażą Kazimierza Moskala w 1990 roku do Lecha Poznań). Ponadto klub starali się wspomagać lokalni przedsiębiorcy tacy, jak Piotr Voigt oraz Piotr Skrobowski. Biała Gwiazda zaznała również spadku w 1994 roku (powróciła do I ligi1 po dwóch latach w 1996 roku)2.
Przełom nastąpił pod koniec 1997 roku, kiedy właściciel firmy Tele-Fonika Bogusław Cupiał (na początku razem ze Stanisławem Ziętkiem oraz Zbigniewem Urbanem) przejął Wisłę, która niemal z miejsca sprowadziła kilkunastu wyróżniających się polskich zawodników (na przykład Radosława Kałużnego, Krzysztofa Bukalskiego, Ryszarda Czerwca, Kazimierza Węgrzyna, Grzegorza Kaliciaka, a w kolejnych latach Tomasza Frankowskiego, Arkadiusza Głowackiego, Marcina Baszczyńskiego, Kamila Kosowskiego, Macieja Żurawskiego, Pawła Brożka, Mirosława Szymkowiaka czy Radosława Sobolewskiego). Okres ten w ciągu kilkunastu lat został okraszony zdobyciem ośmiu tytułów mistrzowskich (1999, 2001, 2003, 2004, 2005, 2008, 2009, 2011), dwoma Pucharami Polski (2002, 2003), Superpucharem Polski (2001), Pucharem Ligi (2001) oraz niezłymi występami w Europejskich Pucharach (warto przywołać tu pamiętne mecze z AC Parmą, Lazio Rzym, Schalke 04 Gelsenkirchen, Realem Saragossa, Realem Madryt, FC Barceloną czy Interem Mediolan). Szczytowym osiągnięciem było dojście do 1/8 finału Pucharu UEFA w sezonie 2002/03. Niemniej nawet w tamtym okresie Cupiał jako właściciel popełniał błędy. Brakowało długofalowej wizji rozwoju klubu, trenerzy byli zwalniani pod byle pretekstem (nawet wtedy, kiedy Wisła była na pierwszym miejscu w tabeli). Pieniądze inwestowane w klub były w ramach pożyczki, co powodowało lawinowy wzrost zadłużenia, przez co niemal rokrocznie bilans budżetowy Wisły był na minusie. Niezbyt dbano o młodych zawodników, a do tego sam Cupiał otaczał się po części osobami, którym niezbyt zależało na dobru drużyny, lecz bardziej na własnym interesie3. Obok niezłych występów w Europejskich Pucharach klub zanotował również kompromitujące porażki (na przykład z Levadią Tallin, Vitorią Guimaraes, Dynamem Tbilisi, Karabachem Agdam czy Valarengą Oslo). Głównym celem Cupiała był awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, którego nigdy nie udało się osiągnąć, choć dwukrotnie Wisła się o ten awans otarła, tj. w 2005 i 2011 roku. Przyczyn było wiele: pech w losowaniu (Real Madryt, FC Barcelona), osłabienia kadrowe (Anderlecht Bruksela), zlekceważenie rywala (Levadia Tallin), a także błędne decyzje sędziego (Panathinaikos Ateny).
Gwoździem do trumny tamtej silnej Wisły okazał się dwumecz z APOEL-em Nikozja z 2011 roku, kiedy szansa awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzów została zaprzepaszczona na kilka minut przed końcem meczu rewanżowego. Cupiał stracił wówczas nadzieję, że kiedykolwiek uda się ten awans zrealizować. Dochodziły do tego również problemy finansowe samej Tele-Foniki i w odpowiedzi Cupiał niemal całkowicie zakręcił kurek z pieniędzmi, natomiast budżet klubu zaczął coraz bardziej uginać się pod ciężarem bardzo wysokich wynagrodzeń (jak na polskie warunki) zawodników. Okres 2011-2016 był już jedynie czasem wegetacji, a Wisła popadła w przeciętność zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym (opóźnienia w wypłatach dla pracowników, obniżki pensji, przegrywane procesy sądowe, wysokie koszty utrzymania stadionu, brak silnego sponsora)4. Trudno się zatem dziwić, że najwyższym miejscem w lidze, jakie udało się osiągnąć w tamtym okresie była zaledwie piąta lokata w 2014 roku. Warto też zauważyć, że coraz bardziej do głosu dochodziły osoby związane z Sharksami i opanowanym w dużej mierze przez nich Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków (SKWK). Objawiło się to w największym stopniu podczas konfliktu z zarządem klubu w 2014 roku, kiedy po fiasku rozmów w sprawie tzw. złotówki od biletu, ludzie powiązani z Sharksami (na czele z Damianem D.) obrzucili w odpowiedzi boisko racami podczas meczu derbowego z Cracovią, a następnie podczas kolejnego domowego meczu z Ruchem Chorzów z okolic restauracji również poleciały w stronę stadionu flary i race5. Tamten kilkumiesięczny konflikt zakończył się ostatecznie zwycięstwem SKWK i zwolnieniem ówczesnego prezesa klubu Jacka Bednarza, przez co ci pierwsi stopniowo umacniali wpływy w klubie aż do 2018 roku.
Kolejny ważny moment w dziejach klubu miał miejsce w lipcu 2016 roku, co zakończyło się jedną z największych kompromitacji. W lipcu 2016 roku po niemal dziewiętnastu latach Bogusław Cupiał sprzedał Wisłę Jakubowi M.. Bardzo szybko jednak dowiedzieliśmy się, że ten drugi okazał się oszustem i nie został dokładnie zweryfikowany przez Tele-Fonikę, co osłabiło jej wizerunek. Początkowo Jakub M. spotkał się zarówno z zawodnikami, jak i sztabem szkoleniowym zespołu, obiecując złote góry i nowych sponsorów. Niemniej w ciągu kilku najbliższych dni zaczęły wychodzić na jaw jego przekręty i oszustwa. Jako pierwszy wspomniał o tym Maciej Żurawski, którego żona została przez Jakuba M. oszukana. Jakub M. podrobił bowiem jej dowód osobisty w celu wyłudzenia pieniędzy. Jakub M. oprócz wyłudzeń, fałszował również dokumenty, a nawet dyplom za wykształcenie (w rzeczywistości nie ukończył studiów wyższych). Wyłudził również z samego klubu około 500 tysięcy złotych (trzeba jednak przyznać, że później w większości te środki oddał). W wyniku tych doniesień współpracę z Jakubem M. zerwał Marek Citko6.
Wówczas do akcji weszło Towarzystwo Sportowe Wisła, które od 2015 roku było zarządzane de facto przez ludzi związanych z bojówką Sharksów na czele ze słynnym Pawłem M. pseudonim „Misiek”, który 1998 roku rzucił nożem w Dino Baggio podczas meczu Wisły z Parmą co na rok wykluczyło Białą Gwiazdę z europejskich rozgrywek. Pierwszym krokiem ku temu było przejęcie siłowni w 2013 roku. W ciągu kolejnych dwóch lat bojówka stopniowo zwiększała swoje wpływy, zastraszając opornych pracowników przez co ci zmuszeni byli do odejścia z klubu. Ostatecznie Sharksi przejęli de facto władzę w klubie podczas wyborów nowego zarządu TS-u w 2015 roku, zmuszając do odejścia Piotra Wawrę, który został przymuszony do likwidacji sekcji futsalu. Wcześniej wraz z innym zasłużonym działaczem Wisły Ludwikiem Mięttą–Mikołajewiczem przyczynili się do wprowadzenia „Miśka” do klubu)7.
Ostatecznie po kilkudniowych negocjacjach Towarzystwo Sportowe Wisła przejęło piłkarską spółkę wraz z dniem 22 sierpnia 2016 roku. Z całą pewnością Jakub M. był na rękę TS, który dzięki temu mógł odegrać rolę „wybawiciela klubu”. Według mnie istnieje spore prawdopodobieństwo, że Jakub M. mógł być „słupem” Sharksów, choć nie ma na to bezpośrednich dowodów. Co ciekawe bardzo sceptyczny wobec przejęcia piłkarskiej Wisły był „Misiek”, który widział, że koszty utrzymania przekraczają możliwości TS. Niemniej grupa osób związana z Sharksami (na czele z Grzegorzem Z.„Zielakiem” oraz Damianem D.) oraz z SKWK (szczególnie Robert S., były prezes SKWK oraz wiceprezes TS Wisła, później został oskarżony o wyłudzenie podatku VAT i udział w zorganizowanej grupie przestępczej8) nie dała za wygraną, licząc na większe potencjalne pieniądze, które można by wyprowadzić z klubu9. Prezesem klubu została Marzena S. (z zawodu była adwokatem, broniła między innymi „Miśka” w sądzie, a także brała udział w organizacji UEFA Euro 2012)10. W pierwszych miesiącach pozornie wydawało się, że jest coraz lepiej, choć nadal pracownicy nie mogli mówić o płynności wynagrodzeń. Sportowo natomiast Wisła po fatalnym początku sezonu, zdołała zająć 6. miejsce w sezonie 2016/17, a rok później powtórzyła tę lokatę. Szybko jednak zaczęło wychodzić prawdziwe oblicze nowych właścicieli klubu. Zawierano umowy z podejrzanymi podmiotami (na przykład osławiona umowa Wisły z firmą żony „Zielaka” w ramach której klub stracił około 1 mln złotych11), rosły zaległości finansowe, nie płacono Magistratowi za wynajem stadionu, a ponadto zarząd klubu zafundował sobie kilkukrotną podwyżkę (zdaniem Szymona Jadczaka, część z tej podwyżki inkasowali Sharksi12) oraz do tego nadmiernie rozszerzono kadrę drużyny. Dodajmy również do tego fakt, że wiceprezesem klubu był niejaki Damian D., o którym już wcześniej wspomniałem i który był blisko powiązany z Sharksami. Ta radosna „twórczość” skończyła się całkowitym brakiem środków na utrzymanie drużyny, a ponadto w lecie 2018 roku Wiśle groziło wyrzucenie z własnego stadionu przy Reymonta. Kolejnym kijem wbitym w mrowisko był reportaż Szymona Jadczaka w „Superwizjerze” w TVN z września 2018 roku, który ukazywał powiązania klubu z Sharksami. Ponadto policja zaczęła odnosić pewne sukcesy w walce z bojówką, aresztując najważniejsze osoby związane z Sharksami (w tym „Miśka” i „Zielaka”), a także zaprzyjaźnioną bojówką Ruchu Chorzów Psycho Fans13. Pętla wokół Sharksów coraz bardziej zaczynała się zaciskać, natomiast władze klubu nie potrafiły merytorycznie odnieść się do zarzutów postawionych przez Jadczaka. W międzyczasie Marzena S. pozorowała rozmowy z kolejnymi podmiotami (w tym między innymi Paulem Bragielem)14.
To nie był jednak koniec kompromitujących wydarzeń dla klubu. W listopadzie 2018 roku ofertę zakupu klubu złożyła firma Noble Capital Partners (jej kapitał wynosił około 350 tysięcy funtów! [sic!]15), na której czele stał Matts Hartling. Mimo iż oferta ta była absurdalna i każdy z odrobiną zdrowego rozsądku przeczuwał wówczas, że pachnie szwindlem, władze klubu podjęły rozmowy16. Tymczasem Wisła zmierzała do całkowitego upadku, a piłkarze nie otrzymywali wynagrodzeń od kilku miesięcy. Na początku grudnia 2019 roku fiaskiem zakończyła się próba przejęcia klubu przez Wiesława Włodarskiego (właściciela firmy FoodCare), Wojciecha Kwietnia (właściciela sieci aptek „Słoneczna”) oraz Rafała Ziętka, ponieważ audyt wykazał mnóstwo nieprawidłowości17. Niedługo później (tj. 18 grudnia 2018 roku) została jednak zawarta „umowa” z innym podmiotami, tj. wcześniej wspomnianym Noble Capital Partners oraz Alelega Luxemburg (właścicielem jego miał być rzekomo Vanna Ly)18. Od samego początku uważałem tą transakcję za podejrzaną z racji niemożności znalezienia informacji na temat tej dwójki, a jeżeli już jakieś były, to od razu wzbudzały duży niepokój. Najśmieszniejsze i najbardziej absurdalne w tej sytuacji jest to, że akcje klubu wówczas zostały całkowicie oddane Vannie Ly i Hartlingowi. Moim zdaniem Marzena S. chciała po prostu jak najszybciej pozbyć się ciążącego balastu, jakim była dla niej wtedy Wisła. Warunkiem ostatecznej finalizacji tej transakcji miało być wpłacenie do 28 grudnia 2018 roku 12 mln złotych przez Vannę Ly na konto klubu. Oczywiście do takowej nie doszło, a Vanna Ly rzekomo miał mieć zawał serca podczas lotu do Stanów Zjednoczonych. Bilans rządów TS dla Wisły SA był tragiczny – miliony złotych wyprowadzanych z klubu, wzrost zadłużenia (do ponad 80 mln złotych), brak wynagrodzeń dla zawodników, a stan finansowy konta klubu wynosił pod koniec 2018 roku 51 tysięcy złotych (sic!)19. W styczniu 2019 roku nastąpił pewien przełom, gdy do akcji włączyli się Jakub Błaszczykowski, Jarosław Królewski oraz Tomasz Jażdżyński, którzy początkowo udzielili pożyczki klubowi o wysokości 4 mln złotych. Ponad rok później oficjalnie przejęli oni piłkarską Wisłę z rąk Towarzystwa Sportowego. Początkowo prezesem klubu był Rafał Wisłocki, następnie w czerwcu 2019 roku został nim Piotr Obidziński (którym był niemal przez rok i odszedł w atmosferze kłótni). Obecnie prezesem klubu jest Dawid Błaszczykowski, brat Jakuba.
Obecna sytuacja w klubie
Właściciele
Jak wiemy, od stycznia 2019 roku klub jest zarządzany przez tzw. trio – Jarosława Królewskiego, Jakuba Błaszczykowskiego oraz Tomasza Jażdżyńskiego. Bilans ich niemal dwuletnich rządów nie jest zbyt korzystny. Niewątpliwie zasługą wyżej wymienionej trójki jest fakt, że przynajmniej na razie byt Wisły w Ekstraklasie został uratowany. Kolejnym plusem jest też niewielki spadek zadłużenia klubu. Jednak liczba minusów ich rządów jest całkiem spora. Widoczny jest spadek jakości sportowej drużyny (w momencie przyjścia rzeczonej trójki Wisła była ligowym średniakiem), który objawia się kiepskimi wynikami w lidze (większość meczów stoi na bardzo słabym piłkarsko poziomie, a drużyna w poprzednim sezonie broniła się przed spadkiem z Ekstraklasy, notując przy tym upokarzającą serię 10 porażek ligowych z rzędu i zajmując najgorsze od 1994 roku zaledwie 13. miejsce w tabeli) oraz coraz większymi kompromitacjami w Pucharze Polski (odpadnięcia z takimi „tuzami” jak II-ligowy klub Błękitni Stargard Szczeciński czy III-ligowy KSZO Ostrowiec Świętokrzyski). Wisła pod wodzą trio sprowadza całkiem sporo zawodników, niemniej problem polega na tym, że większość z nich to tzw. piłkarski szrot (tutaj warto wymienić takie nazwiska jak Fatos Beciraj, Rafał Janicki, David Niepsuj, Chuca, Jean Carlos Silva). Duża część sprowadzanych zawodników jest na „tu i teraz” i jest w dość zaawansowanym wieku. Nowych zawodników, którzy coś wnieśli pozytywnego do jakości drużyny można policzyć zaledwie na palcach jednej ręki, przy czym większości z nich już w klubie nie ma (na przykład Vukan Saviciević, Alon Turgeman i Sławomir Peszko). Przeraża mnie również brak sensownej wizji rozwoju klubu i zbytnie uzależnienie finansów Wisły od jej kibiców. Doprowadziło to chociażby do absurdalnie wysokich cen karnetów, które są najwyższe w Polsce (nawet Legia Warszawa jako mistrz Polski sprzedaje je taniej), co wyraźnie odbiło się na wynikach ich sprzedaży. Do tego należy dodać niską jakość piłkarską drużyny.
Jarosław Królewski, kiedy obejmował klub zarzekał, że dzięki jego znajomościom klub znajdzie poważnego sponsora, którego po niemal dwóch latach rządów jak nie było tak nie ma. Co prawda klub zdołał zawrzeć kilka umów z kilkoma podmiotami (na przykład z Dasta Invest, Nowak Mosty20, ASTOR21), które to jednak firmy już wcześniej kręciły się wokół Wisły. Właściciele niektórych ze wspomnianych marek, jak na przykład firmy Dasta Invest, są zaś kibicami Białej Gwiazdy. Trio tak naprawdę nie poszerzyło więc znacznie grona finansowych partnerów Wisły, a przynajmniej sponsorem podwawelskiego klubu nie stał się żaden biznesowy potentat. Takowym nie jest też oczywiście Kawasaki Robotics – trzeba wszakże zaznaczyć, że jest to podmiot reprezentowany przez wymienioną już polską firmę ASTOR, a nie główne ogniwo japońskiego krezusa. Przykre jest również to, że klub nie posiada obecnie restauracji, przez co pozbawia się kolejnych możliwości dochodu. Również w kwestii sprzedaży pamiątek klubowych sytuacja nie przedstawia się najlepiej, a Wisła nie posiada nawet swojego oficjalnego klubowego piwa, które byłoby powszechnie sprzedawane (dystrybuowane od jakiegoś czasu piwo „Wiślackie” wypuszczane jest pod egidą stowarzyszenia Socios, które deklaruje, że na sprawy związane z Wisłą przekazuje jedynie część dochodu ze sprzedaży tego trunku). Tutaj należałoby podjąć większy nacisk, aby rozwinąć sieć sklepików wiślackich (kiedyś taki punkt funkcjonował między innymi w Miechowie). Dobrym pomysłem byłoby też stałe dystrybuowanie klubowego napoju energetycznego. Zawsze, kiedy jestem w innych regionach Polski, zastanawiam się, dlaczego energetyki Legii Warszawa czy Lecha Poznań nabyć można w większości sklepów spożywczych Mazowsza czy Wielkopolski, a w Małopolsce próżno jest szukać napoju sygnowanego przez Białą Gwiazdę – takie rozwiązanie byłoby przecież żyłą złota.
Nie podoba mi się również to, że zwłaszcza Jarosław Królewski zbyt dużą uwagę przywiązuje do mediów społecznościowych typu Twitter i Facebook, reagując nawet na najmniej istotne sprawy (w rodzaju kłótni pomiędzy kibicami na Twitterze). Również niedawne publiczne wyciąganie brudów pomiędzy byłym prezesem klubu Piotrem Obidzińskim i Królewskim w mediach społecznościowych było bardzo szkodliwe dla wizerunku klubu.
Sam wielokrotnie uczęszczając na mecze Białej Gwiazdy zauważyłem, że stadion jest słabo uprzątnięty i mocno zaniedbany, a próba robienia PR przez władze klubu, że pomalowano trzy schodki uważam za niepoważne. Moim zdaniem można by było zaproponować kibicom pomoc w sprzątaniu stadionu w zamian za darmowe wejściówki. Jestem przekonany, że na tym klub sporo by zyskał, a chętnych do dbania o czystość obiektu w ramach swoistego wolontariatu nie zabrakłoby. Trzeba tylko kogoś, kto byłby gotów tak prostą akcję koordynować. Niestety nikt w klubie nie kwapi się do jej przeprowadzenia.
Klubowi nie pomagają również kiepskie relacje z miastem, które powodują, że wciąż Wisła nie potrafi dogadać się z krakowskim Magistratem w sprawie korzystnych warunków wynajmu stadionu. Niestety nie zapowiada się w tej kwestii żaden przełom, tym bardziej, że władze Krakowa niezbyt ufają włodarzom Wisły i nie traktują ich jako poważnych partnerów do rozmów22.
Słabo również na Wiśle wygląda szkolenie młodzieży oraz stan akademii piłkarskiej i również uważam, że tutaj należałoby położyć większy nacisk na ich rozwój (z niezłym skutkiem w Polsce realizują to Lech Poznań i Zagłębie Lubin, a i na terenie Krakowa młodzież woli wybierać szkółki Garbarni bądź Hutnika, które postarały się o lepszą infrastrukturę).
Z całą pewnością przejęcie klubu przez tzw. trio jest dla tworzących je osób bardzo korzystne ze względów wizerunkowych. W przypadku Jarosława Królewskiego i jego firmy Synerise jest to moim zdaniem aż nadto widoczne, ponieważ jeszcze dwa lata temu był postacią stosunkowo mało znaną. Dzisiaj jest personą rozpoznawalną przez większość kibiców w Polsce. Innymi słowy, trio – może poza Jakubem Błaszczykowskim – buduje sobie, przynajmniej jak na razie, kosztem Wisły reklamę.
Kibice
Problem z kibicami Wisły jest niestety taki, że moim zdaniem są zbyt mało krytyczni wobec tego, co wyprawia się wokół klubu. Nawet jeżeli piłkarze zagrają bardzo slaby mecz, to krytykę można co prawda zauważyć, ale jest ona zbyt krótkotrwała i nie trafia w sedno, ograniczając się do narzekania na szkoleniowca bądź tego czy innego piłkarza. Zauważyłem również, że często jeżeli ktoś w większym stopniu spróbuje skrytykować zarząd, to duża część kibiców Wisły reaguje agresją i próbuje insynuować, iż te osoby są rzekomo na pasku albo Cracovii, albo Szymona Jadczaka, co oczywiście jest absurdalne. Spora część kibiców również nie potrafi wyciągać wniosków z błędów przeszłości. Wielu z kibiców Wisły wcześniej broniło Jakuba M., Marzenę S. czy Vannę Ly, obecnie niemal bezkrytycznie popiera natomiast Jarosława Królewskiego (przy czym ostatnio krytyka jest coraz bardziej widoczna). Moim zdaniem kibice powinni patrzeć w większym stopniu na ręce każdemu zarządowi i nie ufać mu bezgranicznie. Ciekawą próbą była akcja kilkunastu kibiców Wisły, która sprzeciwiła się polityce władz klubu, jak i cenom karnetów23. Nie mam podstaw, aby jako kibic Wisły uważać, że za tą akcją stoi Cracovia. Sam rozmawiając z niektórymi kibicami Wisły dostrzegam, że również zauważają sporą część problemów poruszonych w tamtym tekście.
Zarzuty można mieć również do stowarzyszenia Socios Wisła (powstało w pażdzierniku 2018 roku), które nie reagowało na to, jak klub był rozkradany przez Sharksów i Marzenę S. i nie wydało chociażby oświadczenia potępiającego ich rządy. Związany z tym stowarzyszeniem Robert Sermak do końca bronił zaś dyletantów z TS, utrzymując, że ufał w ich dobre intencje. Również absurdem było dopłacanie do niezwykle wysokiego kontraktu (jak na możliwości Wisły) Marcina Wasilewskiego24, który piłkarsko do klubu niewiele wniósł. Kilkadziesiąt tysięcy złotych, jakie miesięcznie inkasował, było całkowicie nietrafionym wydatkiem, gdyż za podobne pieniądze mógłby grać we Wiśle ktoś z przyszłością.
Trener
Obecnie trenerem drużyny jest Artur Skowronek (był nim przynajmniej w momencie pisania tych słów), który jako trener niestety nie ma większych sukcesów (największe to 3. miejsce w I lidze ze Stalą Mielec)25. Początkowo co prawda, kiedy przyszedł jako nowy trener po zwolnieniu Macieja Stolarczyka, gra drużyny nieco się poprawiła (obstawiam tutaj raczej efekt tzw. nowej miotły), jednak obecnie widać, że nie ma pomysłu na zespół (choć prawdę mówiąc, nie trzeba było być piłkarskim ekspertem, aby przewidzieć taki obrót spraw już w chwili jego zakontraktowania). Objawia się to złym ustawianiem taktycznym drużyny, błędnym w dużej mierze doborem personalnym podstawowej jedenastki meczowej oraz słabym przygotowaniem kondycyjnym zawodników do sezonu. Sam uważam, że powinien podać się do dymisji, niemniej z drugiej strony nie tylko on jest tutaj problemem i samo jego zwolnienie raczej da niewielki efekt (poza efektem tzw. nowej miotły w kilku pierwszych meczach).
Piłkarze
Jest to kolejny problem. Wisła obecnie stała się synonimem klubu bez większych aspiracji, który płaci całkiem nieźle (przykład Rafała Janickiego czy Macieja Sadloka, którzy zarabiają po 600 tysięcy złotych rocznie26), jak na swoje możliwości. Stąd całkiem sporo przeciętnych i słabych piłkarzy jest skłonnych przyjść do Wisły, ponieważ ta stała się symbolem bylejakości. Im również nie obrywa się stosunkowo zbyt wiele, a kibice zwalają winę głównie na kolejnych trenerów. Od lat panuje u nas zwyczaj „zagłaskiwania” piłkarzy. To paradoksalne, ale niezwiązany emocjonalnie z Białą Gwiazdą najemnik, ma u nas swoisty immunitet, przez który nie można takiego jegomościa ostrzej skrytykować nawet po tym, jak zhańbi barwy, które reprezentuje (czyniąc to za horrendalne, jak na polskie warunki, wynagrodzenie). Moim zdaniem to jest błąd, ponieważ taka postawa powoduje, że zawodnicy mogą sobie pozwolić na więcej. Bardzo nie podoba mi się również to, że władze klubu nie wyciągają wobec zawodników żadnych większych konsekwencji po kolejnych nieudanych występach (najbardziej być może rzuciło się to w oczy po największej klęsce klubu na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, jaką był mecz z Legią [0:7] z poprzedniego roku). Należałoby wreszcie skonstruować kontrakty zawodników tak, aby jedynie około 30-50% pensji mieli zagwarantowane, a resztę musieliby „podnieść” na boisku (poprzez ilość występów, liczbę bramek, asyst, udanych interwencji itd.).
Sytuacja w TS Wisła
Po zmianach w klubie na przełomie 2018 i 2019 roku, pozbyto się części osób formalnie powiązanych z Sharksami bądź SKWK, jednak sytuacja w Towarzystwie Sportowym nadal jest bardzo trudna. Jej obecny prezes Rafał Wisłocki sam brał współudział w oddaniu Wisły SA tak szemranym osobom, jak Vanna Ly czy Matts Hartling. Obecnie żadna drużynowa sekcja nie gra na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Olbrzymim upokorzeniem jest, moim zdaniem, brak licencji dla drużyny koszykarek (najbardziej utytułowana sekcja klubu, 25-krotne mistrzynie Polski) w Basket Liga Kobiet. Już przed sezonem 2019/20 koszykarki z olbrzymim trudem otrzymały licencję. W sezonie 2020/21 koszykarski będą występować jedynie w I lidze w całkowicie juniorskim składzie, ponieważ władze TS nie zdołały się dogadać z żadnym poważniejszym sponsorem27.
Smutnym symbolem stanu, w jakim znajduje się Towarzystwo Sportowe jest to, jak wygląda już 70-letnia hala Wisły, która jest przestarzała i zaniedbana. Moim zdaniem obecne władze klubu powinny podać się do dymisji, a nawet rozważyć ogłoszenie upadłości i rozpoczęcie wszystkiego od nowa.
Co zrobić, aby Wisła wróciła na właściwy szlak rozwoju?
Aby Wisła powróciła na właściwą drogę, to moim zdaniem należałoby podjąć następujące kroki, o których już po części wspomniałem we wcześniejszych sekcjach felietonu:
a) położenie większego nacisku na szkolenie młodzieży i rozwój akademii piłkarskiej, a docelowo doprowadzenie do powstania własnego – nie jak dotąd, jedynie wynajmowanego od Gminy Myślenice – centrum szkoleniowo-treningowego, które mogłoby stać się „fabryką” uzdolnionych piłkarsko młodzieżowców, na wzór Legia Training Center;
b) większy nacisk na marketing klubowy;
c) zmiana zasady konstrukcji kontraktów – jedynie 30-50% pensji powinna być zagwarantowana, a reszta musiałaby zostać podniesiona na boisku (poprzez liczbę występów, minut gry, liczby udanych interwencji, bramek, asyst itp.);
d) większa dbałość o porządek stadionu – tutaj moim zdaniem dobrym pomysłem byłoby, aby zaproponować kibicom pomoc w jego sprzątaniu w zamian za darmowe wejściówki;
e) odtworzenie klubowej restauracji oraz inicjatywa powołania muzeum;
f) rozwój sieci sklepików wiślackich, które oprócz modnej i dobrze zaprojektowanej odzieży oraz innych interesujących pamiątek stale oferowałyby między innymi klubowe napoje energetyczne, izotoniki, a być może również wodę mineralną (także w małopolskich miejscowościach poza Krakowem, albowiem Wisła zawsze była klubem całego regionu);
g) pójście na większe ustępstwa w rozmowach z władzami Krakowa odnośnie stadionu i zagospodarowania jego okolic, a docelowo dążenie do stania się operatorem obiektu, który zaopatrzony jest w ogromne przestrzenie umożliwiające organizowanie konferencji, imprez okolicznościowych czy wynajmowania lokali pod biura lub sklepy;
h) jeszcze większy nacisk w poszukiwaniu poważnego sponsora;
i) zastosowanie sensownej polityki cenowej w sprawie pamiątek klubowych, karnetów i biletów – należałoby również położyć większy nacisk na zróżnicowanie cen w zależności od jakości sektora (dzięki temu obok droższych wejściówek na miejsca z najlepszą widocznością, mniej zamożny kibic mógłby nabyć tańsze bilety/karnety, na co pozwala odpowiednio pojemny stadion ze zróżnicowanymi sektorami);
j) zmiana polityki transferowej – większy nacisk na szukanie młodych i utalentowanych zawodników grających w Ekstraklasie, I, II i III lidze. Wisła sprowadza za dużo przeciętnych obcokrajowców;
k) w przypadku Towarzystwa Sportowego – podanie się do dymisji obecnego zarządu lub ogłoszenie upadłości i rozpoczęcie wszystkiego od nowa.
Podsumowanie
Wszystko, co powyżej przedstawiłem, powoduje, że przyszłość Wisły nie rysuje się w najlepszych barwach. Z dawnych sukcesów i świetności pozostały jedynie zgliszcza i wspomnienia. Wisła Kraków SA jest w bardzo trudnej sytuacji zarówno pod względem organizacyjnym, jak i sportowym. Obecnie nie widać perspektyw, aby klub się z tego podźwignął i zaczął znowu osiągać jakiekolwiek sukcesy, a ostatnie występy drużyny są w dużej mierze frustrujące i upokarzające dla jej kibiców. W szczególności ostatnie mecze Wisły z tego sezonu pokazują to w sposób dobitny (na przykład spotkania z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski [1:2] oraz z Wisłą Płock [0:3]).
Jeszcze gorsza sytuacja jest w Towarzystwie Sportowym Wisła, które de facto jest bankrutem i nie posiada żadnej sekcji sportowej na ekstraklasowym poziomie. Moim zdaniem, jeżeli nie nastąpią realne zmiany w zarządzaniu klubem (lub zmiana na sensownego właściciela), to niestety wcześniej czy później może zakończyć się to upadkiem klubu i jego degradacją z Ekstraklasy także w przypadku sekcji piłkarskiej. Jest jednak cień szansy, aby ten niepokojący trend odwrócić. Lecz wymaga to pracy u podstaw. Wisła musi zyskać przede wszystkim solidne fundamenty, którymi dysponuje każdy profesjonalny klub z ambicjami. Choć cała społeczność skupiona wokół Białej Gwiazdy – kibice, właściciele i piłkarze – zdają się w ostatnich latach postępować tak, jakby pogodzili się z tym, że mamy tolerować przeciętność, bylejakość i brak sukcesów, zadowalając się małymi rzeczami, to Wisła jest jednym z tych nielicznych polskich klubów, który stale musi być na topie, walcząc o najwyższe laury w kraju i dobre prezentowanie się na arenie międzynarodowej. Musi zapanować u nas większy krytycyzm, a każdy sezon bez trofeum musi być traktowany jako porażka. Nie ma jednak dotąd żadnych choćby przebłysków, które zwiastowałyby to, że za jakiś czas Biała Gwiazda powróci na należne jej miejsce. Trzeba uczynić wszystko, aby trzynastokrotni mistrzowie Polski zaczęli w końcu choć o krok przybliżać się do odzyskania świetności.




























Artykuł nie zgadzający się z rzeczywistością . Po pierwsze nazywanie ,, szrotem” w obecnym sezonie Chuci czy Jean Carlosa , gdzie pierwszy pojawiał się w drużynie kolejki kilkukrotnie i oboje grają dobrze jest trochę śmieszny . Wisła przedstawiła plany zagospodarowania terenu wokół stadionu na m.in sklepik klubowy czy muzeum . Stadion od początku był w bardzo złym stanie i w tej kwestii nic się nie zmieniło . Patrząc w jakiej sytuacji była Wisła zimą w 2019 to , gdyby nie Jakub Błaszczykowski , Jarosław Królewski i Tomasz Jażdzyński to klub by grał w 4 lidze i taka jest prawda . Co do sponsora to prawda ale gdy Macron został sponsorem technicznym , Piotr Obidziński przyznał ( już po całej aferze z jego odejściem ) że to był świetny interes na top 2 maksymalnie top 3 w ekstraklasie pod względem finansowym jeżeli chodzi o sponsora technicznego . Jedynie mogę się zgodzić co do marketingu oraz bazy treningowej bo to leży. Pozdrawiam