Wstęp

Ostatnie lata dla kibica Wisły Kraków są bardzo ciężkie i frustrujące. Wisła jako klub zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym ponosi głównie porażki. Ostatni realny sukces został osiągnięty w 2011 roku, kiedy Biała Gwiazda zdobyła swoje ostatnie mistrzostwo Polski (trzynaste w swojej historii). Kolejne lata to miejsca zaledwie w środku tabeli, przy czym w ciągu ostatnich dwóch lat Krakowianie niebezpiecznie coraz bardziej zbliżają się do strefy spadkowej. Również w kwestiach organizacyjnych klub nie stoi, delikatnie mówiąc, najlepiej. Poważne zadłużenie, kiepskie relacje z miastem, rozkradanie klubu przez Sharksów, przegrywane procesy z byłymi zawodnikami i trenerami i brak perspektyw większego rozwoju spowodowały, że Wisła bardzo dużo straciła na swoim wizerunku. Właściwie jedynym pozytywem z lat 2011-2020 jest fakt, że Biała Gwiazda nadal występuje w Ekstraklasie i z niej nie spadła. W dalszej części felietonu przeanalizuję sytuację w klubie i postaram się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego do tego doszło.

Geneza

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego jeszcze wieku, po upadku systemu komunistycznego w Polsce, Wisła znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, jak i sportowej. Milicja Obywatelska (od 1990 roku Policja Państwowa) z powodu transformacji systemu przestała finansować Wisłę, która aby przetrwać musiała ratować się sprzedażą zawodników (na przykład sprzedażą Kazimierza Moskala w 1990 roku do Lecha Poznań). Ponadto klub starali się wspomagać lokalni przedsiębiorcy tacy, jak Piotr Voigt oraz Piotr Skrobowski. Biała Gwiazda zaznała również spadku w 1994 roku (powróciła do I ligi1 po dwóch latach w 1996 roku)2.

Przełom nastąpił pod koniec 1997 roku, kiedy właściciel firmy Tele-Fonika Bogusław Cupiał (na początku razem ze Stanisławem Ziętkiem oraz Zbigniewem Urbanem) przejął Wisłę, która niemal z miejsca sprowadziła kilkunastu wyróżniających się polskich zawodników (na przykład Radosława Kałużnego, Krzysztofa Bukalskiego, Ryszarda Czerwca, Kazimierza Węgrzyna, Grzegorza Kaliciaka, a w kolejnych latach Tomasza Frankowskiego, Arkadiusza Głowackiego, Marcina Baszczyńskiego, Kamila Kosowskiego, Macieja Żurawskiego, Pawła Brożka, Mirosława Szymkowiaka czy Radosława Sobolewskiego). Okres ten w ciągu kilkunastu lat został okraszony zdobyciem ośmiu tytułów mistrzowskich (1999, 2001, 2003, 2004, 2005, 2008, 2009, 2011), dwoma Pucharami Polski (2002, 2003), Superpucharem Polski (2001), Pucharem Ligi (2001) oraz niezłymi występami w Europejskich Pucharach (warto przywołać tu pamiętne mecze z AC Parmą, Lazio Rzym, Schalke 04 Gelsenkirchen, Realem Saragossa, Realem Madryt, FC Barceloną czy Interem Mediolan). Szczytowym osiągnięciem było dojście do 1/8 finału Pucharu UEFA w sezonie 2002/03. Niemniej nawet w tamtym okresie Cupiał jako właściciel popełniał błędy. Brakowało długofalowej wizji rozwoju klubu, trenerzy byli zwalniani pod byle pretekstem (nawet wtedy, kiedy Wisła była na pierwszym miejscu w tabeli). Pieniądze inwestowane w klub były w ramach pożyczki, co powodowało lawinowy wzrost zadłużenia, przez co niemal rokrocznie bilans budżetowy Wisły był na minusie. Niezbyt dbano o młodych zawodników, a do tego sam Cupiał otaczał się po części osobami, którym niezbyt zależało na dobru drużyny, lecz bardziej na własnym interesie3. Obok niezłych występów w Europejskich Pucharach klub zanotował również kompromitujące porażki (na przykład z Levadią Tallin, Vitorią Guimaraes, Dynamem Tbilisi, Karabachem Agdam czy Valarengą Oslo). Głównym celem Cupiała był awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, którego nigdy nie udało się osiągnąć, choć dwukrotnie Wisła się o ten awans otarła, tj. w 2005 i 2011 roku. Przyczyn było wiele: pech w losowaniu (Real Madryt, FC Barcelona), osłabienia kadrowe (Anderlecht Bruksela), zlekceważenie rywala (Levadia Tallin), a także błędne decyzje sędziego (Panathinaikos Ateny).

Gwoździem do trumny tamtej silnej Wisły okazał się dwumecz z APOEL-em Nikozja z 2011 roku, kiedy szansa awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzów została zaprzepaszczona na kilka minut przed końcem meczu rewanżowego. Cupiał stracił wówczas nadzieję, że kiedykolwiek uda się ten awans zrealizować. Dochodziły do tego również problemy finansowe samej Tele-Foniki i w odpowiedzi Cupiał niemal całkowicie zakręcił kurek z pieniędzmi, natomiast budżet klubu zaczął coraz bardziej uginać się pod ciężarem bardzo wysokich wynagrodzeń (jak na polskie warunki) zawodników. Okres 2011-2016 był już jedynie czasem wegetacji, a Wisła popadła w przeciętność zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym (opóźnienia w wypłatach dla pracowników, obniżki pensji, przegrywane procesy sądowe, wysokie koszty utrzymania stadionu, brak silnego sponsora)4. Trudno się zatem dziwić, że najwyższym miejscem w lidze, jakie udało się osiągnąć w tamtym okresie była zaledwie piąta lokata w 2014 roku. Warto też zauważyć, że coraz bardziej do głosu dochodziły osoby związane z Sharksami i opanowanym w dużej mierze przez nich Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków (SKWK). Objawiło się to w największym stopniu podczas konfliktu z zarządem klubu w 2014 roku, kiedy po fiasku rozmów w sprawie tzw. złotówki od biletu, ludzie powiązani z Sharksami (na czele z Damianem D.) obrzucili w odpowiedzi boisko racami podczas meczu derbowego z Cracovią, a następnie podczas kolejnego domowego meczu z Ruchem Chorzów z okolic restauracji również poleciały w stronę stadionu flary i race5. Tamten kilkumiesięczny konflikt zakończył się ostatecznie zwycięstwem SKWK i zwolnieniem ówczesnego prezesa klubu Jacka Bednarza, przez co ci pierwsi stopniowo umacniali wpływy w klubie aż do 2018 roku.

Kolejny ważny moment w dziejach klubu miał miejsce w lipcu 2016 roku, co zakończyło się jedną z największych kompromitacji. W lipcu 2016 roku po niemal dziewiętnastu latach Bogusław Cupiał sprzedał Wisłę Jakubowi M.. Bardzo szybko jednak dowiedzieliśmy się, że ten drugi okazał się oszustem i nie został dokładnie zweryfikowany przez Tele-Fonikę, co osłabiło jej wizerunek. Początkowo Jakub M. spotkał się zarówno z zawodnikami, jak i sztabem szkoleniowym zespołu, obiecując złote góry i nowych sponsorów. Niemniej w ciągu kilku najbliższych dni zaczęły wychodzić na jaw jego przekręty i oszustwa. Jako pierwszy wspomniał o tym Maciej Żurawski, którego żona została przez Jakuba M. oszukana. Jakub M. podrobił bowiem jej dowód osobisty w celu wyłudzenia pieniędzy. Jakub M. oprócz wyłudzeń, fałszował również dokumenty, a nawet dyplom za wykształcenie (w rzeczywistości nie ukończył studiów wyższych). Wyłudził również z samego klubu około 500 tysięcy złotych (trzeba jednak przyznać, że później w większości te środki oddał). W wyniku tych doniesień współpracę z Jakubem M. zerwał Marek Citko6.

Wówczas do akcji weszło Towarzystwo Sportowe Wisła, które od 2015 roku było zarządzane de facto przez ludzi związanych z bojówką Sharksów na czele ze słynnym Pawłem M. pseudonim „Misiek”, który 1998 roku rzucił nożem w Dino Baggio podczas meczu Wisły z Parmą co na rok wykluczyło Białą Gwiazdę z europejskich rozgrywek. Pierwszym krokiem ku temu było przejęcie siłowni w 2013 roku. W ciągu kolejnych dwóch lat bojówka stopniowo zwiększała swoje wpływy, zastraszając opornych pracowników przez co ci zmuszeni byli do odejścia z klubu. Ostatecznie Sharksi przejęli de facto władzę w klubie podczas wyborów nowego zarządu TS-u w 2015 roku, zmuszając do odejścia Piotra Wawrę, który został przymuszony do likwidacji sekcji futsalu. Wcześniej wraz z innym zasłużonym działaczem Wisły Ludwikiem Mięttą–Mikołajewiczem przyczynili się do wprowadzenia „Miśka” do klubu)7.

Ostatecznie po kilkudniowych negocjacjach Towarzystwo Sportowe Wisła przejęło piłkarską spółkę wraz z dniem 22 sierpnia 2016 roku. Z całą pewnością Jakub M. był na rękę TS, który dzięki temu mógł odegrać rolę „wybawiciela klubu”. Według mnie istnieje spore prawdopodobieństwo, że Jakub M. mógł być „słupem” Sharksów, choć nie ma na to bezpośrednich dowodów. Co ciekawe bardzo sceptyczny wobec przejęcia piłkarskiej Wisły był „Misiek”, który widział, że koszty utrzymania przekraczają możliwości TS. Niemniej grupa osób związana z Sharksami (na czele z Grzegorzem Z.„Zielakiem” oraz Damianem D.) oraz z SKWK (szczególnie Robert S., były prezes SKWK oraz wiceprezes TS Wisła, później został oskarżony o wyłudzenie podatku VAT i udział w zorganizowanej grupie przestępczej8) nie dała za wygraną, licząc na większe potencjalne pieniądze, które można by wyprowadzić z klubu9. Prezesem klubu została Marzena S. (z zawodu była adwokatem, broniła między innymi „Miśka” w sądzie, a także brała udział w organizacji UEFA Euro 2012)10. W pierwszych miesiącach pozornie wydawało się, że jest coraz lepiej, choć nadal pracownicy nie mogli mówić o płynności wynagrodzeń. Sportowo natomiast Wisła po fatalnym początku sezonu, zdołała zająć 6. miejsce w sezonie 2016/17, a rok później powtórzyła tę lokatę. Szybko jednak zaczęło wychodzić prawdziwe oblicze nowych właścicieli klubu. Zawierano umowy z podejrzanymi podmiotami (na przykład osławiona umowa Wisły z firmą żony „Zielaka” w ramach której klub stracił około 1 mln złotych11), rosły zaległości finansowe, nie płacono Magistratowi za wynajem stadionu, a ponadto zarząd klubu zafundował sobie kilkukrotną podwyżkę (zdaniem Szymona Jadczaka, część z tej podwyżki inkasowali Sharksi12) oraz do tego nadmiernie rozszerzono kadrę drużyny. Dodajmy również do tego fakt, że wiceprezesem klubu był niejaki Damian D., o którym już wcześniej wspomniałem i który był blisko powiązany z Sharksami. Ta radosna „twórczość” skończyła się całkowitym brakiem środków na utrzymanie drużyny, a ponadto w lecie 2018 roku Wiśle groziło wyrzucenie z własnego stadionu przy Reymonta. Kolejnym kijem wbitym w mrowisko był reportaż Szymona Jadczaka w „Superwizjerze” w TVN z września 2018 roku, który ukazywał powiązania klubu z Sharksami. Ponadto policja zaczęła odnosić pewne sukcesy w walce z bojówką, aresztując najważniejsze osoby związane z Sharksami (w tym „Miśka” i „Zielaka”), a także zaprzyjaźnioną bojówką Ruchu Chorzów Psycho Fans13. Pętla wokół Sharksów coraz bardziej zaczynała się zaciskać, natomiast władze klubu nie potrafiły merytorycznie odnieść się do zarzutów postawionych przez Jadczaka. W międzyczasie Marzena S. pozorowała rozmowy z kolejnymi podmiotami (w tym między innymi Paulem Bragielem)14.

To nie był jednak koniec kompromitujących wydarzeń dla klubu. W listopadzie 2018 roku ofertę zakupu klubu złożyła firma Noble Capital Partners (jej kapitał wynosił około 350 tysięcy funtów! [sic!]15), na której czele stał Matts Hartling. Mimo iż oferta ta była absurdalna i każdy z odrobiną zdrowego rozsądku przeczuwał wówczas, że pachnie szwindlem, władze klubu podjęły rozmowy16. Tymczasem Wisła zmierzała do całkowitego upadku, a piłkarze nie otrzymywali wynagrodzeń od kilku miesięcy. Na początku grudnia 2019 roku fiaskiem zakończyła się próba przejęcia klubu przez Wiesława Włodarskiego (właściciela firmy FoodCare), Wojciecha Kwietnia (właściciela sieci aptek „Słoneczna”) oraz Rafała Ziętka, ponieważ audyt wykazał mnóstwo nieprawidłowości17. Niedługo później (tj. 18 grudnia 2018 roku) została jednak zawarta „umowa” z innym podmiotami, tj. wcześniej wspomnianym Noble Capital Partners oraz Alelega Luxemburg (właścicielem jego miał być rzekomo Vanna Ly)18. Od samego początku uważałem tą transakcję za podejrzaną z racji niemożności znalezienia informacji na temat tej dwójki, a jeżeli już jakieś były, to od razu wzbudzały duży niepokój. Najśmieszniejsze i najbardziej absurdalne w tej sytuacji jest to, że akcje klubu wówczas zostały całkowicie oddane Vannie Ly i Hartlingowi. Moim zdaniem Marzena S. chciała po prostu jak najszybciej pozbyć się ciążącego balastu, jakim była dla niej wtedy Wisła. Warunkiem ostatecznej finalizacji tej transakcji miało być wpłacenie do 28 grudnia 2018 roku 12 mln złotych przez Vannę Ly na konto klubu. Oczywiście do takowej nie doszło, a Vanna Ly rzekomo miał mieć zawał serca podczas lotu do Stanów Zjednoczonych. Bilans rządów TS dla Wisły SA był tragiczny – miliony złotych wyprowadzanych z klubu, wzrost zadłużenia (do ponad 80 mln złotych), brak wynagrodzeń dla zawodników, a stan finansowy konta klubu wynosił pod koniec 2018 roku 51 tysięcy złotych (sic!)19. W styczniu 2019 roku nastąpił pewien przełom,