W sakramencie bierzmowania otrzymujemy od Ducha Świętego siedem darów: Dar Mądrości, Rozumu, Rady, Męstwa, Umiejętności, Pobożności oraz Bojaźni Bożej. Z nich jednak wyłania się, metaforycznie rzecz ujmując, ósmy dar. Zaznaczam, iż nazywam go tak nie dlatego, aby podważać zasady tomizmu, a jedynie po to, żeby przedstawić, jak bardzo nasze życie i ideały łączą się z tymi cnotami.
Człowiek w życiu postępuje dobierając środki do osiągnięcia celu, który sobie powziął. Pytanie tylko, czy każdy go ma? Cel kojarzy mi się z jakimś wyższym dobrem, a nie tylko doczesnym beneficjum, albowiem takowe szybko umiera. Dajmy przykład materialisty, który chce pozyskać wyższą sumę pieniędzy, zdobyć większe zarobki poprzez wpuszczenie na rynek jakiegoś nowego dobra. Robi to. Dostaje za to kolejne zyski do dotychczasowego kapitału. I co dalej? Pewnie przekroczy próg podatkowy albo zainteresuje się nim urząd skarbowy. Nie znaczy to, że nie należy dbać o swój kapitał, ale nie może on być celem ostatecznym, ponieważ po jego zdobyciu zostajemy jakby bez niego. Możemy wtedy sobie postanowić, że osiągniemy jeszcze większe zarobki, a potem jeszcze większe, i jeszcze większe… Z mojej perspektywy, nie jest to właściwy cel. Nie twierdzę, że jedynym słusznym celem jest tylko duchowy rozwój, ale jest on znaczący dla człowieka idei. Natomiast zawsze ważne jest, aby realizować wartości, które mogą przetrwać więcej niż jedno życie. Nawet dorobek materialny można przekazać bliskim. Gdy zaś egoista umiera nie przejmując się rodziną, jego majątek jest zwykle przez nią dzielony, często odbywają się przy tym kłótnie, a z samymi pieniędzmi coraz ciężej sobie poradzić. Czym innym jest sytuacja, w której celem jest mądre zabezpieczenie rodziny na przyszłość z miłości i troski o nią.
Czego potrzebujemy do obrania właściwych ścieżek? Mądrości i rozumu. Zaś do ich realizowania – umiejętności i rady. Do niezbaczania z dróg pod wpływem napotykanych trudności potrzeba męstwa, a do uwzględniania Boga oraz wartości w swoich planach – bojaźni Bożej i pobożności. Podążając jedynie myślami o swoich finansach, nie zważając na pozostawiane dziedzictwo, stajemy się tzw. lemingami. Można więc wysnuć dosyć przewrotny wniosek, że bezideowość może być wynikiem niekorzystania z Darów Ducha Świętego. Można też uznać, przyjmując tę definicję celu jako trwałego dziedzictwa, że nie każdy go ma. Skoro doszliśmy do tego, co jest potrzebne do obrania celu i idei, widzimy, że jest to kwestia świadomości. Wiemy już, że trzeba do tego dojrzeć. Podpowiada nam to sama istota bierzmowania, które nazywa się inaczej sakramentem dojrzałości. Cnoty można otrzymać i wykształcić dopiero z czasem. Możemy też stwierdzić, że gdy już się pojawią, wtedy wolno się nazwać człowiekiem dojrzałym. To zaś sprawia, że w moich rozważaniach o związku między Darami Ducha Św. a ideałami w życiu mogę zaryzykować tezę, iż o dojrzałości świadczą również odpowiednie priorytety i poznawanie ich w dążeniach człowieka.
Czym jest właściwy cel? Skoro, aby dobrze go wybrać potrzebujemy pomocy Ducha Świętego, to on sam nie może stać z Nim w sprzeczności. Tak więc musi zakładać dbałość o to, co Bóg nam dał. Nie dał nam przecież liberalnych wartości nakazujących tolerancję niemoralnych zachowań, jako przejaw szacunku wobec drugiego człowieka, ponieważ jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Nie dał nam także kosmopolitycznych wartości dążących do zaniku odrębności narodowych, zresztą naturalnych i koniecznych, niosących za sobą skądinąd wzajemny szacunek społeczności różniących się między sobą i zdających sobie z tego sprawę. To, co Bóg nam dał, to wiara, rodzina i w końcu naród. W zgodzie z tymi wartościami powinniśmy wyznaczać sobie nasze cele, ścieżki na całe życie. Bóg chce, abyśmy przekazywali kolejnym pokoleniom to, co w narodzie najlepsze, jeśli będziemy tego chcieli i dalej będziemy żyć w zgodzie z katolicyzmem, zawsze będziemy obficie darzeni Jego łaskami, bo dba On o swoje dzieła, a więc i o nas, i o Polskę. Oznacza to pewną zależność między rozsądkiem, wartościami narodowymi, religią… Głupotą jest mówienie, że katolik nie może dbać o odrębność swojego kraju od innych, utożsamiając to z szowinizmem. To Bóg ją dał, co zresztą jest zawarte w Biblii, w opowieści o Wieży Babel, gdzie pomieszał on ludziom języki. Naszym celem powinno być zatem dbanie również o język ojczysty.
Doszłam tu do kolejnej tezy, mianowicie takiej, że aby wybrać cele należy znać Pismo Święte, ponieważ w nim zawiera się wola Boska. Jeśli ktoś nie wierzy w Boga, powinien za wartość pożądaną uznać to, co uznaje społeczeństwo w swych korzeniach. W cywilizacji łacińskiej będzie to się równać z tym, co zawarto w Biblii. Jest to najbardziej zgodne z rozwojem cywilizacji europejskiej, dorastającej w duchu chrześcijaństwa, a uznawanie jego wartości jest rozwojowe dla człowieka, ponieważ ta religia szczyci się poszanowaniem moralności połączonej z miłością i dbałością, z której wynika to, do czego ciągle wracam, czyli działanie zgodne z interesami narodu.
Czasem wydaje się różnym ludziom, że mają w życiu odmienne cele, ale stwierdzając tak, często się mylą. Zwykle obierają wspólny cel ostateczny, którym może być szczęście narodu. Człowiek, który głosi, iż kraj powinien być wielonarodowy, ponieważ myśli, że tak będzie żył w większym poszanowaniu, również może mieć dobro narodu jako cel, jak i ten, kto głosi słuszność państwa narodowego ze względu na jego spoistość. Kwestia różnicy pojmowania interesu narodowego wynikająca czasem z różnicy mentalności, braku wiedzy i fałszywego przeświadczenia o nietolerancji w społeczeństwach jednolitych etnicznie, a nie nieuznawania ojczyzny w swoim systemie wartości przez jedną ze stron. Dopóki różnica polega tylko na tym, można szukać wspólnego celu i próbować zestawić wzajemne dobra intelektualne, aby dojść do porozumienia. Gorsza sytuacja jest w momencie, w którym systemy wartości różnią się diametralnie i wzajemnie wykluczają. Jeśli jedna strona jest konserwatywna, a druga walczy o prawa mniejszości seksualnych, to nie dość, że nigdy nie dojdą do konsensusu, to jeszcze należałoby zwalczać tak liberalne dążenia, ponieważ, jak już wyjaśniłam, taki cel jest sprzeczny z korzeniami naszej cywilizacji i nienaturalny dla ludzkości, a więc powszechnie można go uznać za szkodliwy.
Człowiek wyróżnia się od innych istot tym, że wykształcił różne systemy wartości i potrafi myśleć zgodnie z nimi, umie stawiać sobie cele wyższe, umieszczać je ponad indywidualnymi, w przeciwieństwie do zwierząt posługujących się jedynie instynktem przedłużania gatunku. Korzystajmy więc rozsądnie i z cnót, które posiadamy, i z naszego wiecznie rozwijającego się intelektu, o który zawsze tak dbaliśmy jako naród. Może to przynieść długotrwałe korzyści mentalne, duchowe, wiążące się z samodoskonaleniem, narodowe, ale też te przyziemne – społeczne i gospodarcze.



























Trochę przesada że to Dar Ducha Świętego…
Tekst chyba nie został przez Pana/Panią przeczytany. Już w pierwszym akapicie wyjaśnione jest, że użyta PRZENOŚNIA śluży podkreśleniu związku między Ideą, celem, a tym, co mamy od Boga oraz zaznaczeniu konieczności obierania opisanej w tekście drogi Polaka w zgodzie z wolą Boską
“…Mądrości, Rozumu, Rady, Męstwa, Umiejętności, Pobożności oraz Bojaźni Bożej”. Tak sobie myślę: przecież taki eurogłupek lewak nie ma żadnego z tych darów. No dobra, czasami ma umiejętność. Czasami.