Gdy zszywamy ze sobą materiały o różnych fakturach i kolorach, wcale nie powstaje jeden materiał, a nietypowa aplikacja, w której każdy kawałek wygląda, jakby nie wiedział, co robi obok tych innych. Do tego nieumiejętnie wykonane szwy szybko się rozlatują, prując się na całej długości. Różnorodne materiały mogą tu posłużyć za pewną analogię do narodów europejskich, a słaby ścieg i szwy możemy w takim układzie porównać do federacji ogólnoeuropejskiej, która jest dążeniem Unii Europejskiej.
Po zakończeniu II wojny światowej powstała na kontynencie specyficzna sytuacja, w której narody Europy poczuły potrzebę zsolidaryzowania się i pracy nad zapobieganiem kolejnym wojnom. Unia Europejska od samego początku była uważana za przedsięwzięcie chrześcijańskie. Jednak czy forma federacji, jako ingerującej w decyzje innych pastw na każdej płaszczyźnie, pasuje do specyfiki łacińskiej? Czy religia chrześcijańska jest naprawdę respektowana w tym kontynentalnym sojuszu?
Kultura europejska nie ma w swej naturze federacjonizmu, który jest obecnie najpopularniejszą koncepcją w Unii. Charakter naszej cywilizacji jest jednak narodowy, a wielonarodowe państwa w większości przypadków się nie sprawdzały. Rozpadały się, zostawiając do tego gospodarkę w opłakanym stanie, jak w przypadku Monarchii Austro-Węgierskiej. Zaznaczam, że jest tak w kulturze łacińskiej, aby nie mylić sytuacji z Ameryką, gdzie USA jest państwem zbudowanym na koncepcji federacyjnej. Jednak tam się ona sprawdza, ponieważ społeczeństwo ma tam poczucie amerykańskości, a nie stricte przynależności do narodu, jako że wyrosło na wspólnych interesach budzących się od momentu walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych oraz okresu przed nią. Nie była to walka o tożsamość narodową, a o wyzwolenie się spod polityki kolonialnej Wielkiej Brytanii stawiającej wobec kolonizatorów coraz większe wymagania, między innymi ściągała z nich coraz większe podatki. Stąd stali się oni jednym społeczeństwem. W Europie nie wytworzyło się nic na podobny kształt w masowej skali, choć podobna sytuacja miała miejsce w Królestwie Niderlandów w 1830 roku, jednak były to odosobnione przypadki. Nie ma więc podstaw, aby sztucznie łączyć narody wbrew ich woli i naturze.
Taki bardzo ścisły sojusz i solidarność miałyby podstawę w jednym przypadku. Europa potrzebuje siły do walki z obcym najeźdźcą, jakim jest radykalny islam nieakceptujący zasad chrześcijańskich. Jednak i tu okazuje się, że państwa nie są w stanie współpracować ze sobą, bowiem Niemcy są bardzo ochoczy nie dość, że do przyjmowania imigrantów w swoje progi, to jeszcze nakazywania innym krajom robienia tego samego. W Europarlamencie był dyskutowany pomysł przepisu nakazującego przyjęcie dużej liczby „uchodźców” pod karą bardzo wysokiej grzywny liczonej od każdego z osobna nieprzyjętego Syryjczyka. W takim układzie nie da się funkcjonować. Rozbieżność działań jest zbyt duża i występuje w zbyt ważnych sprawach, aby je ze sobą pogodzić.
Kolejnym przykładem na destrukcyjny charakter Unii Europejskiej dla Polski jest fakt nierównych sił w sojuszu. Jako że państw nie łączą wspólne interesy, te o zbliżonych dążeniach łączą się w podsojusze, osłabiając tym samych resztę państw członkowskich. Liczymy na każdorazową pomoc i wierzymy w czystość intencji mocarstw europejskich, a jeśli przypomnimy sobie choćby kilka faktów z naszej polskiej historii, dojdziemy do wniosku, że tak naprawdę zawsze nasz kraj mógł liczyć jedynie na siebie, ewentualnie na pomoc Węgier, czy innych mniejszych państw. Jednak one nie zaliczają się do mocarstw europejskich, o których mowa, gdyż nie decydują one w tak dużym stopniu o losach UE. Pomoc Wielkiej Brytanii wobec Polski we wrześniu roku 1939 ograniczyła się do zrzucania ulotek na ulice, a jeszcze wcześniej, w czasach zaborów, Francja, obiecując pomoc w powstaniu styczniowym, również nie wykazała się żadną działalnością na rzecz dotrzymania tej obietnicy. Przykłady można by było mnożyć.
O znaczeniu głosu państwa w Europarlamencie, czy innych organach Unii, decyduje silna gospodarka, spryt polityków, zmowy z innymi państwami oraz siła na arenie międzynarodowej. Nie spełniamy w znacznej części tych warunków. Dlatego właśnie należy się odciąć od wpływów wielkich mocarstw, które w niczym nam nie pomogą, ponieważ nasze interesy nie są ich interesami. W federacji nigdy nimi nie będą. Nie ma takiej możliwości, aby wszystkie kraje na kontynencie miały wspólne dążenia, podczas gdy zawsze wytworzy się między nimi rywalizacja, która zresztą jest normalna i naturalna dla państw europejskich, a wynika z historii. Błędne jest twierdzenie, że skoro borykamy się z podobnymi problemami, to obieramy wspólne plany, więc i realizować je możemy wspólnie. Błąd pojawia się już w drugim stwierdzeniu. Plany wcale się są wspólne, ponieważ niektóre państwa, chcąc rozwiązać problemy, ograniczają się do zrzucenia ich na inne, słabsze, czy też mniej samodzielne kraje.
Jacek Kuroń wypowiedział się o idei Unii Europejskiej w następujących słowach: „Dla mnie zjednoczona Europa to maleńki przystanek na drodze do zjednoczonego świata.” Pytanie jednak brzmi: Czy naprawdę chcemy zjednoczenia całego świata? Czyż nie z powodu odrębności toczyły się wojny? Gdyby wszyscy ludzie świata mogli się zjednoczyć, nie wybuchałoby tyle wojen, które choć okrutne, służą tu jako dowód na niemożność zjednoczenia ogólnoświatowego i odrębność państwową. Czyż nie o wolność kraju walczyliśmy w historii Polski choćby podczas rozbiorów? Gdyby jedność z innymi państwami była dla nas pożądanym celem, zgodzilibyśmy się na rozbiory. germanizację, rusyfikację, potem sowietyzację…



















TERESA SUTOWICZ







Ciszej nad tą trumną. Piewcy UE, mogą już śpiewać co najwyżej swój hymn, tzn. Międzynarodówkę.
A jakie jest podobieństwo, między USA a Królestwem Niderlandów 1930 r.? W ogóle nastąpił wówczas bunt katolickich Belgów przeciw władzy protestanckich Holendrów. Tam wówczas czynnik wyznaniowy był silniejszy od pokrewieństwa etnicznego. Flamandowie naprawdę mówią dialektem języka holenderskiego. A wówczas wspólnie z frankojęzycznymi Walonami chcieli się odłączyć. W każdym razie Niderlandy to nie jest imigracyjny kraj. A w USA kolonizatorzy zagarnęli ziemie Indian. Nie jest też prawdą, że w USA nie ma konfliktów etnicznych. Tyle, że często nie wiążą się one z jednoczesnym konfliktem terytorialnym. USA jest też mieszanką cywilizacji. Dominuje tam jednak cywilizacja anglosaska, łącznie z systemem prawnym conglo.