W drugiej połowie XX wieku popularność w niektórych kręgach katolickich zyskało pojęcie “Kościoła otwartego”. Podjęto różne zabiegi zmieniające dotychczasowe formy działalności Kościoła i sposoby ewangelizacji, zaczęto nawet naginać doktrynę wiary. To wszystko miało otworzyć Kościół na środowiska wobec niego obojętne, czy nawet wrogie. Pewne wydarzenia pokazują jednak jak bardzo proces ,,otwierania” Kościoła uzależnił go od opinii publicznej.
W sobotę 12 września 2015 w Krakowie odbył się organizowany przez Brygadę Małopolską ONR Marsz Victorii Wiedeńskiej. Początkowo miała go poprzedzić Msza święta w kościele karmelitów. Gospodarze świątyni po naciskach ze strony ,,Tygodnika Powszechnego” cofnęli jednak zgodę na odprawienie nabożeństwa. Ta sytuacja może dziwić, gdyż przed ubiegłorocznym marszem Msza św. odbyła się bez przeszkód. W tym roku jednak uroczystości cieszyły się dużo większym zainteresowaniem ze względu na problem islamizacji Europy, który obecnie jest mocno nagłaśniany. Nie sposób było uciec od tego tematu przy okazji obchodów rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej. Co zrozumiałe, tego typu inicjatywom towarzyszy wielkie zainteresowanie mediów i opinii publicznej.
Podobne zdarzenia, gdy księża odmawiali działaczom narodowym odprawienia mszy lub przyjęcia zamawianych przez nich intencji zdarzały się także w przeszłości w innych miastach. Takie przypadki przywodzą na myśl słowa św. Piotra z Dziejów Apostolskich wypowiedziane przed Sanhedrynem – ,,trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Niestety, niektórzy duchowni ulegają dziś opinii środowisk antyklerykalnych lub kościelnych ,,piątych kolumn” takich jak ,,Tygodnik Powszechny” tak bardzo, że niekiedy odmawiają spełnienia podstawowej posługi duszpasterskiej. Czy tak ma wyglądać otwartość Kościoła? Wychodzi on dziś z inicjatywą do ludzi, którym daleko jest do Boga i którzy odrzucają chrześcijańską moralność. To dobrze, bo na tym też polega ewangelizacja. Dlaczego jednak zamyka się na niektóre środowiska ludzi wierzących, uznających katolicki światopogląd i chcących żyć według zasad Ewangelii? Narodowcy wiele razy stawali i stają po stronie Kościoła w sprawach moralnych takich, jak aborcja, związki homoseksualne czy zapłodnienie in vitro. Są po tej samej stronie barykady, atakowani przez lewicowe środowiska. W ostatnich latach coraz więcej zwolenników idei narodowej identyfikuje się z katolicyzmem, uczestniczy w różnych inicjatywach duszpasterskich, a nawet samemu je inicjuje. Nie zachęcają do tego na pewno takie zdarzenia jak to z Krakowa. Narodowcy duchowo uformowani pewnie z tego powodu od Kościoła się nie odsuną, ale jakże wielu jest tych ,,letnich”, którzy potrzebują duszpasterskiego kierownictwa. Nie chodzi tu o żadną idealizację środowisk narodowych. Ich przedstawiciele, jak wszyscy, popełniają błędy, ale jeśli duchowni je dostrzegają, to tym bardziej powinni się nad tymi ludźmi pochylić. Postawa ,,przyjdźcie jak się zmienicie” może pozwoli uniknąć kilku nieprzychylnych artykułów prasowych, ale może obciążyć kapłanów odpowiedzialnością za zbawienie wielu dusz. Duchowieństwu chyba bardziej powinno zależeć na tym drugim.
Warto też w tym miejscu wspomnieć o wkładzie w rozwój katolicyzmu ideowych poprzedników współczesnych nacjonalistów. W XX-leciu międzywojennym to narodowa młodzież była ,,motorem napędowym” polskiego Kościoła. Jej przywiązanie do religii katolickiej uwydatniało się szczególnie po 1927 r., kiedy to wydana została broszura ,,Kościół, naród i państwo” autorstwa Romana Dmowskiego. Idee lewicowe wśród polskiej młodzieży zyskiwały w tym czasie nikłe poparcie. Większość identyfikowała się ze światopoglądem narodowo-katolickim. Znalazło to wyraz chociażby w organizacji akademickich pielgrzymek na Jasną Górę, w tym tej szczególnej z 1936 r., kiedy to złożono Akademickie Śluby Jasnogórskie.
Narodowcy są potrzebni Kościołowi także dziś. To środowisko to już nie, tak jak kilka lat temu, garstka pasjonatów. Dziś jest to coraz bardziej popularny ruch zyskujący siłę przebicia w społeczeństwie. Są to ludzie ideowi, wyróżniający się z wychowanej przez III RP i zachodnie media masy wyznawców portali społecznościowych, fast foodów i dyskotek. W zepsutym świecie szczególnie potrzeba ludzi wierzących w ideały i gotowych poświęcić wiele dla ich obrony. Jest to wyjątkowo ważne w dobie demonów atakujących Polskę – islamizacji i laicyzacji. Być może niedługo przyjdzie czas, że naszą cywilizacje trzeba będzie bronić nie tylko słownie, ale i fizycznie. Czy zrobi to Szymon Hołownia, który na łamach, a jakże, ,,Tygodnika Powszechnego”, przekonuje, że ,,zachowanie przy życiu siebie, swoich dzieci, istnienia Polski i dziedzictwa kulturowego” miałoby być przeszkodą do zbawienia? Czy podejmie się tego sympatyczna skądinąd, ale dość naiwna oazowa młodzież brzdąkająca na gitarach? A może starsze panie z kółek różańcowych (z całym szacunkiem do nich, ale wiek nie na wszystko pozwala)?
Na szczęście w Kościele cały czas jest miejsce dla zwolenników idei narodowej. Są księża, którzy identyfikują się z naszym środowiskiem i choć nie zawsze chcą się z tym afiszować, to jednak są pełni szczerych intencji. Narodowcy są mile widziani na wielu uroczystościach patriotyczno-religijnych, niekiedy sami je inicjują. Warto podać tu przykład Pielgrzymki Młodzieży Narodowej na Jasną Górę czy Pielgrzymki Narodowych Sił Zbrojnych do Kałkowa. Wspomnieć należy też o Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasną Górę, gdyż liczne grono kibiców identyfikuje się z ideą narodową. Środowiska narodowe lokalnie współpracują też z niektórymi organizacjami katolickimi, takimi jak Civitas Christiana, Stowarzyszenie ,,Fides et Ratio” czy Fundacja PRO – prawo do życia.
Tekst niniejszy nie ma na celu wyłącznie krytyki Kościoła. Jest on raczej wyrazem troski o naszą Matkę i Nauczycielkę, a także o miejsce w niej narodowców. Pozostaje mieć nadzieje, że ważne wydarzenia jakie będą miały miejsce w naszej Ojczyźnie w przyszłym roku – 1050. rocznica Chrztu Polski i Światowe Dni Młodzieży – będą sprzyjały odbudowaniu więzi między Kościołem, a zwolennikami idei narodowej.
Filip Bator


























