Jednym z głównych aspektów polityki ugrupowań lewicowych i postępowych w ostatnich dekadach, niesionym wręcz na sztandarach, jest promocja idei kosmopolityzmu oraz multikulturalizmu. Poglądy te rozpatrywane czysto teoretycznie w niektórych ujęciach ich aksjologicznej podbudowy budzić mogą poczucie sprzeczności. Z jednej strony ucieczka od uznania jakichkolwiek odrębności kulturowych czy politycznych. Z drugiej wręcz wymuszanie konieczności istnienia takiego zróżnicowania w ramach jednej społeczności. Podobne schematy myślenia przekładane są także na szczebel między cywilizacyjny. Dylematy dogorywającej w Polsce lewicy pozostawmy jednak jej samej. Uznanie istnienia osobnych kultur, jak i wizja ich funkcjonowania oraz wzajemnych relacji, zwykle w ramach narodów i państw, z punktu widzenia nacjonalizmu wydaje się nie wymagać szerszej rozprawy. Rzadziej jednak możemy się spotkać z podobnymi rozważaniami ściśle na gruncie cywilizacji. Takie ujęcie może się stać tym bardziej interesującym w dobie narastania konfliktu właśnie między cywilizacyjnego i religijnego na świecie.
Czym jest cywilizacja? Z jednej strony czynnikiem różnicującym ludzkość, a z drugiej metodą kształtowania ustroju życia zbiorowego. Mamy tutaj jednocześnie do czynienia z rozpadem i syntezą. Wnioskujemy z tego, że faktem jest nierówność między ludźmi choćby biologiczna czy wynikająca z odmiennej tradycji, ale także zawiązywanie między nimi relacji, które odpowiednio ukształtowane i rozwinięte mimo różnic w pewnych ustępach wytworzą lud, społeczność, bądź też najwyższą formę zbiorowości jaką jest społeczeństwo. Kolektywy te z kolei wysiłkiem pracy pokoleń, tak duchowym, jak i materialnym stworzyć mogą swój odrębny sposób zorganizowania – cywilizację. Wielkim błędem (na szczęście coraz rzadziej występującym) jest stawianie znaku równości między cywilizacją a rasą. Wystarczy tu jako przykład podać chrześcijaństwo, stanowiące istotę cywilizacji łacińskiej, które poprzez swój uniwersalistyczny charakter obejmuje społeczności wielu ras. Jest to również dowód na to, iż cywilizacja jest największą jednostką kulturową wykraczającą poza granice państw. Obejmuje w swoim szerokim spectrum jednostki niższego rzędu, które są sposobem adaptacji cywilizacji przez węższy zbiór ludzi, wspólnej narodowości czy państwowości. Pozostańmy jeszcze przy cywilizacji łacińskiej. Niezaprzeczalnie jest ona fundamentem dla naszej polskiej kultury, ale również francuskiej czy angielskiej. Mimo tego zbieżnego podłoża ukształtowanego na bazie antycznego Rzymu przez etykę Kościoła Katolickiego i wykształtowania pewnych wspólnych ram postępowania i norm prawnych, to w jakim stopniu przeniosła dorobek cywilizacji na własnych grunt dana kultura, m.in. pod wpływem doświadczeń historycznych, stanowi punkt je różnicujący. Wynika z tego, że osobne kultury mimo często znacznych różnic, mogą czy wręcz muszą ze sobą koegzystować. Zawdzięczamy to wspólnemu mianownikowi – cywilizacji. Uściślając, kultury mogą także w określony sposób ze sobą rywalizować, oddziaływać, czy nawet przenikać. Jednak takie stany rzeczy będą zwykle efektem wykorzystania kultury, jako narzędzia politycznego, a nie samobieżną czynnością. Na zgoła odmiennej płaszczyźnie należy zestawiać i rozpatrywać analogiczne sytuacje w ramach samych cywilizacji.
Czy możliwa jest integracja bądź symbioza między cywilizacjami? Zdecydowanie nie. Określone normy, moralność oraz wszystko co z nich wynika, a stanowi o idei jednej cywilizacji będzie wykluczać się ze swoimi odpowiednikami w innej cywilizacji. Mnogość płaszczyzn, na których możemy rozpatrywać sposób organizowania i oddziaływania stwarza pole do popisu przy punktowaniu zasadniczych różnic, które przyczynią się do potwierdzenia postawionej tezy. Różne okresy powstania, diametralnie inne etapy i kierunki rozwoju, religie, specyficzne cechy ludów to czynniki nieco bardziej ogólne. Bardziej szczegółowe rozpatrywanie niezgodności dotyczyć może np. praw (publicznych i/lub prywatnych) na jednej bądź dwóch płaszczyznach, skłaniania się ku samorządności lub totalitaryzmowi życia zbiorowego, będącym wynikiem przyjętej formy sprawowania władzy, a także metod rozwiązywania przez nią problemów – w sposób organiczny lub mechaniczny. To tylko kropla w morzu potencjalnych różnic. A należy również zwrócić uwagę, że im niżej w hierarchii zbiorowości, tym przestrzeganie bądź adaptacja tych zasad przez jednostkę może nieść jeszcze bardziej zróżnicowane efekty. W pewnym stopniu przejawia się to u muzułmanów. Często stawia się znak równości między cywilizacją islamską i arabską. Jest to znaczne nadużycie. Głównie z racji wielu odłamów Islamu różnie interpretujących Koran i przekładających to na codzienność. Stąd trafnym jest twierdzenie, iż nie wszystko co muzułmańskie należy do cywilizacji arabskiej i odwrotnie. Społeczności muzułmańskie opierające się na fundamentalistycznych średniowiecznych wskazaniach własnej religii, kreują cywilizację niemal w pełni sakralną. Dla cywilizacji odrębnych, innych kultur, wyznań, z racji swego ekspansywnego i na swój sposób agresywnego charakteru, niesie ona liczne zagrożenia. Wynika to także z pewnych naleciałości cywilizacji turańskiej. Jest to doskonale widoczne na przykładzie Państwa Islamskiego, zorganizowanego mechanicznie na charakter wojskowy. Jedynym celem stała się budowa siły militarnej i poszerzanie zakresu terytorialnego swoich wpływów.
Wspomniane wcześniej zagrożenia przyjmują więc niestety coraz częściej formę prześladowań i eksterminacji. Zwłaszcza tam, gdzie muzułmanie stanowią znaczny odsetek ludności, jak np. w Syrii, Nigerii czy Egipcie. Podobnych przypadków na szeroką skalę ciężko się obecnie jeszcze dopatrzeć w Europie. Wynika to jednak z faktu, iż osoby wyznania islamskiego odnosząc się do ogółu stanowią zwykle nie więcej niż kilka procent. Jednak stopień ich wewnętrznego zorganizowania, a z drugiej strony brak skłonności do asymilacji odbija się coraz szerszym echem na kontynencie. W tej chwili przejawia się to głównie w działalności przestępczej: napadach, rabunkach, gwałtach. Zdarzają się jednak również zabójstwa. Udział w przestępczości wśród ludności muzułmańskiej w krajach Europy Zachodniej czy Skandynawii jest nawet kilkunastokrotnie większy niż wskazywałby na to procent jaki stanowi ona wśród rdzennych mieszkańców poszczególnych państw. Taki stan rzeczy nie pojawił się nagle, a trwa już 2-3 pokolenie. Z tego co możemy zaobserwować, prawdziwym będzie stwierdzenie, że tylko i wyłącznie przybiera on na sile. Zarówno mniejsze grupy imigrantów w latach 60. ubiegłego wieku, jak i kolejne, coraz większe fale napływowe w kolejnych dekadach udowodniły, iż ludy pochodzące z Afryki i Azji nie chcą, bądź nie są zdolne do jakiejkolwiek asymilacji i przyswojenia lub choćby przestrzegania norm cywilizacyjnych Europy. Zdarzają się oczywiście przypadki osób, które zaprzeczą tak postawionej tezie, jednak będą to tylko i wyłącznie wyjątki potwierdzające regułę. Różnice na tle społecznym, wyrażające się w odmiennej budowie społeczeństwa: istnieniu i uporządkowanej hierarchizacji poziomej społeczeństwa lub jej braku, zakresie swobód obywatelskich, przyznaniu praw kobietom, a także wiele innych kwestii, które można by tu przytoczyć, utwierdzają nas w przekonaniu, że synteza cywilizacji jest niemożliwa. Państwowość w naszym otoczeniu musi być oparta na gruncie etyki i moralności łacińskiej. Niemożliwy jest tutaj jakikolwiek kompromis. Każdy przypadek nieprzyswajania tych zasad przez osoby z obcych kręgów cywilizacyjnych jest tak naprawdę agresją i próbą destrukcji naszej tożsamości. Zewnętrzne zagrożenia na nią spadające, w przypadku braku reakcji obronnej prędzej czy później doprowadzą do jej rozpadu. W tym przypadku, jak w mało którym najlepszą obroną jest atak. Niekoniecznie militarny, fizyczny, ale atak w postaci walki o przywrócenie na odpowiednie miejsce poczucia naszej świadomości i moralności cywilizacyjnej. Odejście od tej reguły prowadzić będzie do realizacji najgorszych scenariuszy, których nie raz doświadczyła cala Europa, jak i ściśle nasz kraj w swojej ponad tysiącletniej historii.
Cywilizacja stosująca względem innych zasadę równości skazana jest na nieuniknioną porażkę. Jak mówi dawna sentencja łacińska: vivere militare est – życie jest walką. Dochodzimy do wniosku, iż walką szczególnie ważną i konieczną na płaszczyźnie cywilizacji. Zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną koniunkturę stosunków w polityce międzynarodowej i kolejną muzułmańską falę migracyjną z Afryki i Bliskiego Wschodu na kontynent europejski. Zapewne i my Polacy już wkrótce odczujemy na własnej skórze, w bardziej bezpośredni sposób to z czym spotykają się od lat na ulicach własnych miast rodowici Francuzi, Szwedzi czy Anglicy. Nie stoimy jeszcze na straconej pozycji. Musimy zdać sobie jednak sprawę z potrzeby walki o własną tożsamość. Żadne rozwiązanie pośrednie nie będzie skuteczne. Uratować nas może tylko szeroki i słyszalny odzew oraz wspólna batalia w obronie Polski i Europy. W obronie cywilizacji łacińskiej.
Piotr Puciński


























