Ostatnie wybory regionalne we Francji dały poważny sukces Frontowi Narodowemu, w co najmniej 6 z 13 regionów partia Marine Le Pen wygrała wybory, zaś telewizyjne sondaże wskazały na ponad 40-procentowy wynik Marine i jej siostrzenicy Marion Maréchal na północy i południowym wschodzie Francji. Na razie tyle jeśli chodzi o wyniki, 13 grudnia odbędzie się druga tura wyborów, które będą ostatnimi wyborami przed planowanymi na 2017 rok wyborami prezydenckimi i pierwszymi odbywającymi się w czasie wprowadzenia stanu wyjątkowego po zamachach terrorystycznych w Paryżu. Wbrew niewielkiemu zainteresowaniu Francuzów wybory do władz regionów i parlamentów są bardzo istotne, ponieważ uprawnienia rad na tym szczeblu są ogromne – decydują o rozwoju gospodarczym danego regionu, szkolnictwie średnim, transporcie, kulturze, pomocy finansowej dla służby zdrowia, lokalnych mediach oraz kształceniu zawodowym.

Tu jednak nie będzie kolejnych zachwytów i och-achów nad tym, jak to Francja się po tylu latach neokonserwatywnej, a potem socjalistycznej władzy budzi, że jest nadzieja, iż dawna Matka Kościoła wyzwoli się z jarzma masońskiego, liberalnego, islamskiego i syjonistycznego dyktatu. Sam osobiście jestem pod wrażeniem sukcesu Frontu Narodowego, ale w niniejszym tekście będzie coś w rodzaju krytyki pozytywnej „light-nacjonalizmu” Frontu Narodowego. Pojęcie krytyki pozytywnej zaczerpnąłem z pracy „Ku krytyce pozytywnej” napisanej w 1962 roku przez historyka, eseistę i francuskiego nacjonalistę Dominique’a Vennera. W swojej publikacji on zanalizował błędy opozycji narodowej w działaniach OAS oraz wprowadzając skrupulatny podział na nacjonalistów i „narodowców” dążył do uczynienia nowej drogi do stworzenia monolitycznej i hierarchicznej organizacji nacjonalistycznej, opartej na hierarchii, dyscyplinie, jednolitości światopoglądowej, oddaniu za Sprawę oraz orientacji w otaczającym ich świecie – czyli wartości, które uczynią każdego człowieka możnym do stania się Politycznym Żołnierzem. Mianowicie zostanie nakreślony temat, dlaczego „nacjonalizm” Frontu Narodowego w wersji light nijak się ma do narodowego radykalizmu.

Liberalizm moralny

Nacjonalizm zawsze był i jest przeciwny liberalizmowi w jakiejkolwiek formie, ponieważ jest to antyludzka i antynarodowa ideologia szkodząca dobru drugiego człowieka. Szczególnym tego przykładem jest stosunek Marine Le Pen do aborcji, w którym ona bardzo mocno lawirowała. W 2008 roku na falach katolickiego Radia Courtoisie jasno powiedziała, że nie popiera zabijania nienarodzonych dzieci, natomiast teraz o 180 stopni zmieniła swoje zdanie i w chwili obecnej nie widzi nic złego w legalizacji aborcji, ujęła tę kwestię w bardzo zawiły sposób, że prawne zakazanie zabijania nienarodzonych dzieci nie jest możliwe, ponieważ to naród ma decydować, a „większość Francuzów nie popiera zakazu aborcji”. Czyli występuje swoisty precedens, przewodnicząca partii politycznej odwołującej się do spuścizny powojennego, francuskiego ruchu narodowego nie widzi nic w zabijaniu nienarodzonych dzieci, byleby wola większości narodu była zachowana.

Nasze zaś stanowisko w sprawie aborcji jest jasne, jesteśmy zdecydowanie przeciw jakiejkolwiek legalizacji aborcji, ponieważ niezależnie od okoliczności jest to zabójstwo! Zabójstwo mającego przyjść na świat dziecka, i niezależnie od argumentacji liberałów, marksistów, feministek i wszystkich innych zasługuje na bardzo surową karę (nawet na karę śmierci) dla lekarzy, którzy wycierają gęby przysięgą Hipokratesa, by potem zdjąć ubabrane we krwi rękawice, umyć ręce i policzyć pieniądze, jakie zarabiają na tym procederze. Sprzeciw wobec aborcji na świecie jest wyrażany w każdej formie, od pikiet i masowych protestów w obronie życia organizowanych wspólnie przez nacjonalistów europejskich i środowiska antyaborcyjne w Europie po formy zbrojnego oporu – co czynią bojownicy różnych komórek antyaborcyjnego ruchu zbrojnego w Stanach Zjednoczonych Ameryki (od zadymiania zakładów aborcyjnych po zamachy bombowe i zabójstwa „babykillerów”).

Dalej, stosunek do pedalstwa. Oficjalnie Front National nie popiera legalizacji „małżeństw jednopłciowych”, które rząd Francois Hollande’a wprowadził rok temu, jednak można zauważyć bardzo niepokojący trend, mianowicie na tę partię zaczęło głosować coraz więcej pedałów. Dlaczego? Zaczęło się od wyborów prezydenckich w kwietniu 2012 roku, kiedy na Marine Le Pen w samym Paryżu głosowało 26% gejów, kilka lat później nastąpił swoisty „coming out” 22 – letniego Francuza, Matthieu Chartraire’go, który ujawnił, iż jest otwartym zwolennikiem Frontu Narodowego. Ponadto swoisty fenomen dot. poparcia francuskich narodowców przez LGBT jest uargumentowany groźbą wzrostu islamskiego ekstremizmu we Francji, on bowiem bezwzględnie tępi wszelkie przejawy pedałowania. Ten fenomen wyjaśnił żyjący w Bordeaux gejowski bloger Patrick McCarthy na przykładzie swojego miasta: „Aż do 2005 roku to było bardzo przyjazne miasto dla gejów. Pary homoseksualne mogły otwarcie chodzić po ulicy trzymając się za ręce bez żadnych problemów. Jednak, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, pięciu gejów zostało zamordowanych. Oskarża się o to społeczność muzułmanów w Bordeaux, od kiedy część z takich przestępstw została popełniona przez ludzi o arabskim pochodzeniu”. I to jest kolejny paradoks, partia w celu zbicia kapitału politycznego nie waha się przed sięgnięciem po elektorat promujący degeneracje moralną i społeczną, byleby Francja nie stała się islamskim krajem. Tym bardziej, że przypominają się słowa lidera Szwedzkich Demokratów, Jimmiego Akessona sprzed 5 lat: „Żałujemy iż w ostatnich latach niektóre osoby w naszej partii wypowiadały się w sposób nie do zaakceptowania o homoseksualistach jako grupie. Korzystając z okazji chciałbym przeprosić za te wypowiedzi i jasno zaznaczyć, iż jakiekolwiek opinie uwłaczające godności osób LGBT nie mają źródeł w programie partii i naszym światopoglądzie”. To już jest coś gorszego niż paradoks, to jest katastrofa.

FN a obóz lewicowy

Doskonale to można zobaczyć na przykładzie ruchów skrajnie lewicowych w Europie, których poparcie legitymizuje Marine Le Pen. Wystarczy wspomnieć wybory parlamentarne w Grecji tego roku, gdzie udzieliła poparcia Koalicji Radykalnej Lewicy (czyli de facto partii SYRIZA) słowami: „W Europie podział przebiega wzdłuż linii przeciwników totalitaryzmu Unii Europejskiej oraz jej kolaborantów. Jestem całkowicie konsekwentna. To nie czyni ze mnie aktywistki lewicowej! Nie zgadzamy się z ich całym programem, zwłaszcza z planem imigracyjnym. Jednak ucieszyłoby nas ich zwycięstwo.”. Jej zdaniem radykalna lewica znacząco wzmocni obóz eurosceptyczny, pomimo iż SYRIZA opowiada się za pozostaniem Grecji w strefie euro. Co więcej, ona dała bardzo wyraźnie do zrozumienia, iż nie dostrzega trzeciej siły politycznej, jaką jest narodowo – radykalny Złoty Świt, mówiąc, że „w krajach takich jak Hiszpania i Grecja, gdzie nie ma odpowiednika Frontu Narodowego, naszą rolę odgrywa skrajna lewica.”. Nacjonalizm w wersji NR z kolei nie powinien wchodzić w żadne kompromisy i układy z ugrupowaniami „lewicy” i „prawicy”, ponieważ raz – taka ideologiczna dychotomia jest w praktyce nieaktualna biorąc pod uwagę zbieżność niektórych postulatów bądź ich wzajemne przenikanie, dwa – narodowy radykalizm nie jest mutacją, wersją ani formą innej ideologii, trzy – odrzuca szufladkowanie ideowe dzieląc po prostu scenę polityczną na demoliberalny System i jego wrogów oraz cztery – obie te strony, „lewicowa” i „prawicowa” tworzą ten sam System, z którym jesteśmy zobowiązani walczyć.

Jej wypowiedzi pochwalne dla SYRIZY można zatem uznać za swoistego rodzaju kpinę z medialnego cyrku pod tytułem kłótnia lewicy z prawicą oraz próbę pozyskania lewicowego elektoratu na własnym, francuskim podwórku. Tu można również przywołać wywiad z 9 kwietnia 2013 roku dla telewizji Russia Today, gdzie określiła postać nieżyjącego już od 2 lat prezydenta Wenezueli, Hugo Chaveza, mianem „patriotycznego komunisty”, co jest bardzo mocnym nadużyciem, ponieważ po pierwsze – patriotyzm i komunizm pojęciowo są tak bliskie jak „monarchiczna demokracja”, „chrześcijańskie pedalstwo” czy „narodowy liberalizm”, a po drugie – trudno określić postać Chaveza w kryteriach zero – jedynkowych biorąc pod uwagę jego politykę w Wenezueli oraz obronę jej suwerenności wobec dyktatu USA, Izraela i ponadnarodowego globalizmu.

Dodatkowo niedostrzeganie potencjału greckiego ruchu narodowo – rewolucyjnego, autentycznie dążącego do wyzwolenia swojej Ojczyzny z władzy bankierów, liberałów, kapitalistów i syjonistów, ruchu zdobywającego poparcie wśród obywateli (czego znakiem jest utrzymywanie się na trzecim miejscu w parlamencie) i nieskalanego żadnymi układami jest niczym innym, jak przejawem krótkowzroczności ze strony Marine Le Pen, skoro kibicowała skrajnie lewicowemu ruchowi (dwuznacznie ustosunkowanemu do Unii Europejskiej).

Viva la Israel!

Już samo to powinno stawić naprzeciw siebie Front Narodowy rządzony przez Marine i resztę co poważniejszych nacjonalistów europejskich. To niestety bardzo dobrze obrazuje podział nacjonalizmu europejskiego na dwa obozy – w ramach pierwszego obozu mieszczą się ugrupowania i partie oparte o myśl narodowo – radykalną, prawo do silnego państwa narodowego, antysyjonizm, antymaterializm, antyglobalizm oraz obronę tradycyjnych Wartości (do takich możemy zaliczyć Obóz Narodowo – Radykalny, Jobbik, Forza Nuova, Złoty Świt, hiszpański Ruch Społeczno – Republikański, Falangi Hiszpańskie), a z drugiej strony mamy obóz „light-nacjonalizmu” oparty na nurtach liberalnych, syjonistycznych i skutkowych (tu można wskazać z kolei holenderską Pima Fortuyna, Partię Wolności Geerta Wildersa, Duńską Partię Ludową, Szwedzkich Demokratów i English Defence League, a od długiego czasu – także Front Narodowy Marine Le Pen).

W połowie lipca 2015 roku Marine Le Pen spotkała się z przedstawicielami lobbystycznej grupy „Europa-Izrael” w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, w trakcie spotkania z założycielem Europejskiego Parlamentu Żydów i ukraińskim oligarchą, Wadimem Rabinowiczem, zapewniła, iż Front Narodowy nie propaguje antysemityzmu, skrytykowała ruch bojkotu izraelskich towarów oraz walkę Palestyńczyków z żydowskim okupantem uznając te postawy za przejaw rasizmu wobec Żydów. Po zakończeniu spotkania zaś wspólnie z przedstawicielem Żydów podpisała oświadczenie, w którym uznaje antysemityzm za raka współczesnej Europy. Pomimo dwuznacznej postawy członków organizacji syjonistycznej (część z nich zbojkotowała to wydarzenie oraz domagała się sprostowania stanowiska Front National ws. Izraela i konfliktu syryjskiego) już same te fakty wskazują na to, że Marine Le Pen skręca na mocno prosyjonistyczne tory. Wcześniej już widać było pewne kroki poczynione w tym kierunku, ponieważ obecna przewodnicząca FN w 2012 roku udzieliła wywiadu dla Żydów francuskich, wcześniej zaś zapisała się do grupy francusko – izraelskiej w Parlamencie Europejskim.

Warto również wspomnieć o tym, że Front Narodowy za Marine Le Pen zajmował bardzo niejasne stanowisko ws. konfliktu izraelsko – palestyńskiego, w 2012 roku szefowa FN zapewniała o swoim poparciu dla palestyńskiej walki o wolność i opowiadała się za zawarciem porozumienia dla społeczności religijnych w Jerozolimie, jednak część polityków opowiedziała się przeciw uznaniu przez Paryż niepodległości Palestyny (m.in. Gilbert Collard uważający, że to da zielone światło dla „terrorystycznej” działalności Hamasu, czy Aymeric Chauprade, który otwarcie popierał politykę Izraela wobec Palestyny), co też zaczyna stawiać znak zapytania o stosunek „narodowców” francuskich do syjonizmu. Za taką postawę Le Pen jest ustawicznie krytykowana – w 2011 roku właśnie za taką postawę ugrupowanie opuścił współpracownik jej ojca, Farid Smahi, który oskarżył szefową Frontu o starania na rzecz finansowania go przez Tel – Awiw, podobne zarzuty stawiali jej antysyjoniści skupieni wokół reżysera Alaina Sorala oraz co ważne, bardzo krytyczne wobec niej są nie tylko dotychczasowi współpracownicy Frontu Narodowego, ale i inne nacjonalistyczne organizacje francuskie – Groupe Union Defense, Renoveau Francais oraz Front Obrony Francji.

Nasze, narodowo – radykalne stanowisko w tej sprawie jest bardzo proste i czytelne. Nie zamierzamy bronić liberalnych wartości „cywilizacji Zachodu”, pseudowartości wywodzących się z czasów Oświecenia, a które są zagrożone teraz przez masową imigrację i w związku z tym różne ruchy chcą bronić liberalizmu u podstaw z błogosławieństwem Izraela. Tym bardziej, iż postrzeganie Izraela jako bastionu „cywilizacji zachodniej” przed islamem jest niczym innym jak usprawiedliwianiem licznych zbrodni syjonistycznego tworu na narodzie palestyńskim, który walczy o niepodległość od dziesiątek lat. Żadnych wojen za Izrael! Nie dla niszczenia Narodów przez syjonistów!

Tradycja – laickość państwa

Marine Le Pen chce bronić Francji i Europy przed napływem imigrantów i islamizacją, ale czyni to z pozycji nie chrześcijańskiego dziedzictwa, ale świeckich tradycji państwa, zapoczątkowanych w 1905 roku wprowadzeniem rozdziału Kościoła od państwa francuskiego. W wywiadzie z marca 2014 roku dla „Associated Press” zapowiedziała dalszą sekularyzację regionów, w których Front Narodowy uzyska większość w referendum przewidzianym na 23 oraz 30 marca minionego roku. W swoim programie obiecała odcięcie wszelkich organizacji o charakterze religijnym od państwowych pieniędzy, czyli radykalną modyfikację ówczesnego prawa francuskiego, przewidującego zakaz finansowania organizacji religijnych z budżetu państwa w sytuacji, gdy ich praca jest zbieżna z interesami państwa. Rok temu w miastach francuskich, gdzie merami w wyniku wyborów samorządowych zostali przedstawiciele Frontu Narodowego, zapowiedziano przywrócenie dań zawierających wieprzowinę w stołówkach szkolnych. Sama Marine skomentowała fakt troską o zachowanie laickości państwa, które w obliczu masowej imigracji, wzrostu konwersji na islam oraz powolnego katolickiego odrodzenia Francuzów może być w poważnych opałach.

„Francuzi absolutnie nie rozumieją tych nie tylko absurdalnych, co głupich i ograniczonych przepisów i zasad laïcité. Tym samym zabijamy naszą tradycję i chrześcijańskie korzenie.” – to są z kolei słowa przywódczyni Frontu dotyczące sporu o szopki bożonarodzeniowe. To świadczy o kolejnej niekonsekwencji jej poglądów, skoro jej ugrupowanie opowiada się za utrzymaniem rozdziału religii od państwa, a ona odwołuje się do chrześcijańskich korzeni Francji. My zaś w przeciwieństwie do niej chcemy pozostać wierni religijnym Wartościom i dążyć do Boga, który jest najważniejszym celem każdego z nas, w związku z czym polski nacjonalizm nie może oderwać się od katolickiej, łacińskiej spuścizny Polski, ponieważ to zniszczy samą istotę naszego narodu (zgodnie ze słowami Romana Dmowskiego z broszury „Kościół, naród i państwo” z 1927 roku).

Podsumowanie

Narodowy radykalizm powinien walczyć z wszelkimi nurtami zbliżonymi do ruchów populistycznych – liberalizmem, sekularyzmem, syjonizmem oraz zwalczać w swoim łonie wszelkie odchyły w tę stronę. Przykład Frontu Narodowego, który od powstania w 1972 roku z narodowo – rewolucyjnej, autentycznie antysystemowej organizacji stał się jej karykaturą za rządów Marine Le Pen, stanowi dobitny przykład, do czego może doprowadzić jakikolwiek mariaż nacjonalizmu z antynarodowymi nurtami. Jest jednak w tym ciemnym tunelu pewne światełko nadziei – coraz silniejszą pozycję w FN stopniowo osiąga wnuczka Jean Marie Le – Pena, Marion Maréchal, ona z kolei uzyskała 40% głosów w regionie PACA (Prowansja – Alpy – Lazurowe Wybrzeże) w wyborach regionalnych we Francji i jest w swoim światopoglądzie pod wpływem dziadka. Może to dać nadzieję na to, iż Front National zrewiduje swoją obecną politykę i ideologię oraz wróci na radykalne, nacjonalistyczne tory.

Adam Busse

7 KOMENTARZE

  1. Moje przemyślenia są dokładnie takie same, z tą różnicą, że i autor nic nie wspomniał o putinofilskiej gębie FN, także tego spod znaku wnuczki JMLP. Niestety, ale żaden nacjonalista, nie może popierać neo-bolszewickiego reżimu Putina. Można mieć różne opinie na temat ukraińskiego nacjonalizmu,ale w konflikcie na Ukrainie, nacjonalista może popierać tylko i wyłacznie stronę ukraińską, ponieważ Rosja walczy nie z Ukrainą, ale właśnie z “faszyzmem”, czyli nacjonalizmem. Dla przypomnienia, w rosyjskich więzieniach znajduje się kilkuset, jeśli nie ponad 1000 czy 1500 rosyjskich nacjonalistów, z Aleksandrem Biełowem na czele. Skoro Marine Le Pen oraz jej bratanica idzie pod rękę z Putinem, to znaczy, że pluje w twarz rosyjskim nacjonalistom.
    Wielki JMLP mimo wszystko uważa, że trzeba być rozsądnym i racjonalnym, mam nadzieje, że jego wnuczka także taką będzie. FN to mimo wszystko jednak nacjonalizm, podobnie jak grecki Złoty Świt, Prawy Sektor/VO Svoboda, Jobbbik, Nordfront czy jakikolwiek inny. Każdy prawdziwy nacjonalista, potrafi odróżnić nacjonalistę 100% od takiego pseudo lub szowinistę.

    • Bardzo słuszna uwaga odnośnie putinofilskiej gęby Front National, jednak niestety to jest charakterystyczne w zachodniej Europie dla niektórych ugrupowań (nie tylko FN). Szczególnie popularna teza o Putinie jako ostatnim obrońcy białej Europy przed liberalizmem i “żydostwem”, co jest bzdurą biorąc pod uwagę to, co się dzieje pod jego władzą w Federacji Rosyjskiej 🙁

  2. … No właśnie. Polecam ten świetny artykuł wszystkim wiążącym nadzieję z FN. Dodatkowo ruch ten jest proputinowski (co nie znaczy: prorosyjski, gdyż to nie to samo). Na nic dobrego bym wię nie liczył.

  3. Wg. ostatnich danych, FN nie zdobył ani jednego regionu. Najlepiej to narzekać i liczyć, że wolność sama przyjdzie. Widać więc wyraźnie, że w 2017 roku, MLP nie zdobędzie władzy, a żabojady dalej będą żyć tymi swoimi demoliberalnymi bzdurami.
    I przyznam szczerze, ze spodziewałem się tego, pranie mózgów jakie odbywa się w Europie Zachodniej jest już tak potężne, że chyba nic ich nie uratuje. Chyba jedynie nacjonalistyczna rewolucja, ale taka jest możliwa jedynie na Węgrzech lub na Ukrainie albo w Rosji.

    • Tekst ten ukazał się w momencie, gdy miała miejsce pierwsza tura wyborów regionalnych we Francji, stąd te wyniki wyborcze brały pod uwagę pierwszą turę. Natomiast, co jest prawdą, w drugiej turze Front National przegrał i nie uzyskał mandatów w żadnym z regionów.

    • Porównywanie FN do Korwinów jest śmieszne. Widać wyraźnie, że mainstreamizacyja FN nie przynosi spodziewanych rezultatów. Inna sprawa, że polityczny system Francji jest podobnie jak brytyjski, tak skonstruowany, że mainstream będzie rządził zawsze. FN jest mimo wszystko ruchem nacjonalistycznym, to, że MLP go zmieniła, pod wpływem swojego zastępcy, pokazało, że stary Le Pen miał i ma rację. Trzeba iść drogą radykalną, nie iść na kompromisy, chyba, że cyniczne.
      Jedynym ruchem politycznym, który wszedł w mainstream a nie idzie na kompromis jest Złoty Świt. Jobbik powoli idzie drogą FN. Ale trzeba pamiętać, że Szwedzcy Demokraci zaczynali jako ruch pokroju obecnego Nordfrontu, czyli Nordyckiego Ruchu Oporu. Nie mam złudzeń, Złoty Świt nie zdobędzie władzy, podobnie jak Nordfront, na drodze demokratycznych wyborów.
      FN warto popierać, ponieważ jego zwycięztwo i przejęcie władzy, daje realną szansę na zniszczenie UE, wszak Francja, obok Niemiec to trzon Eurokołchozu. Anglia może wyjść z UE, Polska też, Hiszpania, Szwecja, nawet Włochy. Bez Francji lub bez Niemiec, UE przestaje istnieć.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię