Ostatnimi czasy polską opinię publiczną zdominowała tematyka dotycząca zmiany prawa aborcyjnego, która podzieliła skutecznie polskie społeczeństwo, postawiła przeciwko sobie i doprowadziła do pompowanego przez demoliberalne media karczemnego cyrku w postaci „czarnych protestów”. Protestów, w których brali najczęściej udział ludzie, którzy nie wiedzieli, przeciw czemu mają protestować, a jedynie ukazać swoją prymitywną wręcz nienawiść wobec partii rządzącej. Symbolami takiego prymitywizmu ze strony części Polaków były zamieszki w Poznaniu, za które nie są odpowiedzialni ci, których skrajna lewica systematycznie oskarża, ani narodowcy, ani kibice Kolejorza, ale… uczestnicy „czarnego protestu”. W Warszawie naprzeciw tysiącom zwolenników aborcji na Placu Zamkowym stanęło wielu obrońców życia, aktywistów pro-life, którzy byli obrzucani wyzwiskami, lżeni, szykanowani oraz zagłuszani. Rząd Prawa i Sprawiedliwości zaś ostatecznie ugiął się i dopuścił do utrzymania status quo, czyli zachowania „kompromisu”, trwającego od lat 90. XX wieku. Ten przykład pokazał bardzo trafnie hipokryzję środowisk lewicowych, które ujawniły swoją prawdziwą twarz tolerancji, równości, wolności słowa i kulturalnej wymiany poglądów – za pomocą uprawianej samo przez się mowy nienawiści względem obrońców życia.

W międzyczasie narasta w społeczeństwie sprawa dotycząca traktatu CETA, który został niestety przyjęty przez polski Sejm. We wrześniu tego roku jeszcze wydawało się, że rozmowy w sprawie przyjęcia tej umowy załamały się, jednak inicjatywę podjęła Kanada przy zupełnie niejednoznacznej postawie większości krajów europejskich. 27 października CETA może zostać przyjęta na szczycie Unii Europejskiej, do tego czasu będą trwać na pewno dość intensywne rozmowy. W Europie od długiego czasu trwają protesty przeciw przyjęciu CETA oraz TTIP (którego sprawa obecnie przycichła, mimo poparcia tych traktatów przez polskie władze), w Słowacji, Niemczech oraz będą miały miejsce w Polsce (w tym organizowane przez Obóz Narodowo – Radykalny). Jak bardzo jest to ważne, pokazuje szereg potencjalnych zagrożeń, jakie mogą wyniknąć z przyjęcia ustawy: bezpowrotna dewastacja środowiska naturalnego, zalanie polskiego rynku żywnościowego żywnością z Kanady o znacznie niższej cenie i zarazem gorszej jakości, wprowadzenie do powszechnego handlu żywności genetycznie modyfikowanej (bez potrzeby ich oznaczania), ujednolicenie standardów pozataryfowych oraz dot. bezpieczeństwa żywności (przykładowo: nie będzie trzeba oznaczać produktów GMO, umowa ponadto nie gwarantuje zachowania „zasady ostrożności”), obniżenie jakości rynku rolnego, sukcesywne dopuszczanie środków fitosanitarnych, zakazanych w UE, oraz dzięki temu zagraniczne firmy i korporacje będą mogły pozywać Polskę za wprowadzenie ograniczeń do wybranych produktów o różnorodnej jakości (w oparciu o system ICS – Investment Court System). Ponadto w ciągu najbliższych sześciu lat może zniknąć ponad 200 tysięcy miejsc pracy, co będzie wiązało się również ze spadkiem płac dla pracowników o około 1350 złotych miesięcznie.

Mimo przyciszenia sprawy Transatlantyckiej Umowy w dziedzinie Handlu i Inwestycji, nadal warto pamiętać o analogicznych zagrożeniach, jakie niesie za sobą traktat TTIP. Obie te umowy mają utworzyć transatlantycką strefę wolnego handlu, ponadto trzeba zaznaczyć, że one nie są tylko paktami gospodarczymi, lecz mają normować sfery życia społecznego, co samo przez się już stanowi kolejny etap globalizacji, której się sprzeciwiamy. Maria Świetlik dla portalu „Money.pl” zaznaczyła, że konsekwencją wynikającą z przyjęcia umów TTIP i CETA będzie między innymi „(…) przeniesienie prawa do podejmowania decyzji z poziomu obywateli, władz sądowych, a nawet rządów krajowych na poziom ciał eksperckich i lobbingowych, działających w ramach współpracy regulacyjnej. W myśl umowy TTIP to one będą wydawać opinię o tym, czy jakieś ustawodawstwo powinno zostać przyjęte. A będą to robić, przyglądając się przede wszystkim jednej kategorii, czy będzie to korzystne dla interesów zagranicznych inwestorów. Kwestie społeczne, korzyści dla obywateli, ochrony środowiska czy zdrowia będą musiały ustąpić generowaniu zysków korporacji.” To tylko pokazuje, co nam grozi, a przestrogą powinien być Meksyk, którego władze w latach 90. podpisały umowę NAFTA ze Stanami Zjednoczonymi, co w praktyce doprowadziło do zrujnowania rodzimego przemysłu rolniczego. Niepokojącym sygnałem dla Europy jest zapis umowy zakazujący państwu wprowadzenia regulacji ograniczających wielkość banku, cyt. Marcina Wojtalika, eksperta z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności: „To narzędzie do pogłębiania mechanizmu globalizacji rynków finansowych, które dotychczas istniały – i jak pokazał światowy kryzys – zawiodły. W tym samym rozdziale [mowa o 13. rozdziale umowy CETA] jest również mowa o nieograniczaniu kapitału zagranicznego w instytucjach finansowych.”

Jednym z istotnych zagrożeń wynikających z traktatu TTIP może być też zagrożenie ochrony danych osobowych, jeśli traktat umożliwi śledzenie zachowania użytkowników w sieci bądź udostępnianie danych służbom specjalnym. To będzie zagrożeniem dla zachowania prywatności obywateli oraz wolności słowa. Roland Zarzycki uważa w opinii dla „Forbes.pl”, że „Z analizy znanej już treści umowy CETA wynika, że może się też pojawić zapis, który de facto umożliwia blokowanie użytkownikom pewnych stron internetowych, uznanych na przykład za propagujące terroryzm. To już poważna ingerencja w wolności obywatelskie.” Najwcześniej pod koniec bieżącego roku mają zostać zamknięte ostatnie tury negocjacji ws. traktatu. Jeśli okaże się, że dotyczyły one nie tylko zakresu handlu i inwestycji, będą musiały ją ratyfikować wszystkie parlamenty europejskie. Natomiast, jeśli chodzi o CETA, to po głosowaniu Rady Unii Europejskiej ma w przeciągu następnych kilku miesięcy nastąpić głosowanie Parlamentu Europejskiego. Następnie CETA ma częściowo wejść w życie na początku 2017 roku, po tym fakcie musi nastąpić głosowanie w narodowych parlamentach krajów członkowskich.

Pomimo organizowanych w Polsce protestów, które się odbędą w najbliższym czasie, poziom wiedzy społeczeństwa na temat zagrożeń wynikających z ich ewentualnego przyjęcia nie jest dość wysoki. Jednak liczę, że te protesty przyniosą wymierny odbiór wśród polskiego społeczeństwa, i pobudzą do działania. Ponad 100 tysięcy osób podpisało petycję do rządu przeciwko przyjęciu traktatów TTIP i CETA. Czy rząd Beaty Szydło, który jest daleki od reprezentowania naszych interesów, ugnie się pod presją społeczną? Czas pokaże.

Adam Busse

 

 

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię