„Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej.” – kardynał Stefan Wyszyński w 1953 r.

Współcześnie mówi się o upadku tradycyjnych wartości, a wraz z nim o wzroście znaczenia ateizmu w obecnym świecie. W Polsce ten problem rozwija się wolniej niż w innych krajach europejskich, natomiast istnieje on w realnym wymiarze. Obserwujemy coś w stylu „walki o prawa” dla niewierzących. Nie wiadomo jednak przeciwko czemu się oni buntują, gdyż w Polsce nie ma obowiązku wyznawania katolicyzmu, ponieważ nie jest ona państwem wyznaniowym. Należy przyznać jednak, że wierzący biorą czynny udział w życiu społecznym Polaków. Ateiści natomiast w naszej kulturze różnią się od katolików jedynie brakiem wiary i niekultywowaniem pobożnego życia w Kościele, lecz nikt ich nie zmusza do takiej egzystencji.

Skąd więc bierze się u nich bunt wobec religii w przestrzeni publicznej? Przede wszystkim z wyewoluowania słowa „ateista”. Zaczęło ono oznaczać osobę broniącą wolności, dumną ze swej „odmienności”. Przypomina to obronę swego rodzaju „wartości ateistycznych”. Choć takie wyrażenie zdaje się być oksymoronem, zaczyna się rodzić w podświadomości lewicowych liberałów. Katolicy uznają Boga za najwyższą wartość, a niewierzący nie, więc ateizm to jakby brak tego jednego ideału bez zastępowania go innym, choć reszta wartości u ateisty może być oczywiście jak najbardziej poprawna i pozytywna.

Tak więc dziś część ludzi opowiada się po stronie walki z ujawnianiem religijności w społeczeństwie, ponieważ Zachodnia Europa wpoiła im „tolerancyjny” model systemów wartości, w których religia jest sprawą na tyle osobistą, że nie powinno się o niej mówić na głos. Nigdy nie zrozumiem osób, które na siłę wmawiają sobie, że Boga nie ma, czytając książki z pseudodowodami na brak Jego istnienia. Same sobie wyrządzają krzywdę, gdyż niewiara jest dla nich nienaturalna. Jednak osobie, która w Boga nie wierzy z samego faktu niemocy wiary, nie powinno przeszkadzać egzystowanie społeczeństwa o charakterze katolickim, a wręcz przeciwnie, powinna zdawać sobie sprawę z wagi aspektu religijnego w tożsamości narodowej.

W naszej, polskiej tożsamości katolicyzm jest szczególnie ważny, choć zdarza się nam o tym zapominać. To religia odegrała kluczową rolę w naszej historii, poczynając od wczesnego średniowiecza – od chrztu Mieszka w 966 roku, który uchronił świeżo powstałe państwo przed walkami z już chrześcijańskim zachodem, przez rozbiory, skończywszy na powojniu i roku 1989, aż po dziś dzień. W końcu, jedną z pierwszych spisanych polskich pieśni jest „Bogarodzica” śpiewana podczas walki z Krzyżakami pod Grunwaldem w 1410 roku. Jednak to są oczywistości, o których każdy wie, a dużo osób mówi, że to przeszłość i że społeczeństwo wyewoluowało. Zanurzmy się więc w mniej oczywiste szczegóły, w wydarzenia późniejsze, mające ogromny wpływ na teraźniejszość. Wspomniane już rozbiory były odzwierciedleniem sytuacji politycznej w Europie, w której w tym okresie powstawało coraz więcej ruchów antykatolickich. Sprawiała to nie tylko reformacja, ale i powstawanie pierwszych lóż  masońskich, które jak powszechnie wiadomo istniały jako organizacje parareligijne również po to, aby niszczyć Kościół. Polska okazała się silną jego ostoją, dlatego postanowiono zniszczyć ją wspólnymi siłami. Istnieje proste uzasadnienie tej tezy. Jędrzej Giertych pisze w książce „Tragizm losów Polski”, że po rozbiorach władca Hiszpanii, która ówcześnie było silnie katolicka, napisał list do króla Francji, będącej tego samego wyznania, z prośbą o pomoc dla Polski, państwa również katolickiego, natomiast władcy protestanccy, pochodzący z Niemiec, pisali listy gratulacyjne do króla pruskiego, tak skutecznie niszczącego Polskę. Ktoś może powiedzieć, że Austria, jeden z zaborców, była katolicka. Owszem, była, natomiast w jej interesie w ogóle nie leżały rozbiory, co było widać po decyzji odstąpienia od nich w 1793 roku. Najprawdopodobniej jedyną motywacją decyzji z roku 1772 była obawa przed zbytnim wzmocnieniem terytorialnym Prus, coś na kształt potrzeby równowagi sił, zwłaszcza że Austria była znacznie osłabiona po wojnie siedmioletniej.

Zaś podczas już samych zaborów Polskę ratował katolicyzm obecny w tożsamości narodowej. To właśnie moment, kiedy powstało hasło „Polak-katolik”, dziś tak nielubiane i tępione z powodu nieznajomości jego pochodzenia. Naród używał tego określenia po to, aby odróżniać się od zaborców, w ten sposób się jednoczył i ludzie nie odcinali się od niego bez względu na to, czy są wierzący, czy nie. Religia była wśród nich tak obecna, że tradycje katolickie, czy takie określenia były uznawane przez ogół społeczeństwa. Inaczej sprawa się miała w zaborze austriackim, gdzie nie używano tego hasła głównie ze względu na to, że Austriacy byli katolikami, natomiast Polacy reprezentowali różne wyznania. Pozwolę sobie zauważyć, że to tam z zachowaniem tożsamości było najciężej podczas rozbiorów, tam powstali Stańczycy, którzy uważali, że władzy austriackiej trzeba się poddać, natomiast było to spowodowane prawdopodobnie również i tym, że na tych terenach funkcjonowało najwięcej swobód politycznych przez długi czas, co spowodowało postawę uległości.

Gdy przyszedł czas na sformułowanie koncepcji odzyskania niepodległości, na arenie politycznej pojawił się Roman Dmowski, który nie od początku miał takie poglądy, z jakimi zwykło się go kojarzyć. Z samego początku krytykował Kościół, jednak z biegiem czasu dojrzewając i analizując specyfikę polską sam doszedł do wniosku, że kraj ten bez katolicyzmu nie istnieje, choć był osobą na poły niewierzącą. Wiemy jedynie tyle, że przed śmiercią przystąpił do spowiedzi. Dmowskiego pozwolę sobie postawić tu za przykład osoby, która przedkłada dobro narodu nad swoje „ja” i w kwestii polskiej zapominał o swojej niewierze czy o tym, że nie kultywował codziennych modlitw. Przyjął on postawę prokatolicką, aby zachować tożsamość Polaków i zjednoczyć ich w obliczu wyzwania jakim było odzyskanie państwa. Tak się stało, stworzył naród ze społeczeństwa tak spolaryzowanego, że w pewnym momencie brakowało w nim klasy średniej, była szlachta i klasa pracująca, a klasę średnią reprezentowali głównie Żydzi jako handlarze. Dmowski wraz z resztą Obozu Narodowego stworzył z różnych warstw jeden spójny organizm, krzewiąc wartości katolickie, lecz domagając się zarazem reform.

Podobna sytuacja miała miejsce w okresie po 1945 roku, kiedy to wojna w zachodniej Europie się skończyła, lecz w Polsce panował komunizm. W 1980 roku powstała Solidarność, która skupiała ludzi tak naprawdę o różnych poglądach religijnych, ale ludzie się z ateizmem nie obnosili. Znam osobiście przykłady osób niewierzących, które mówiły, że razem z manifestantami chodziły na msze i śpiewali z nimi „Boże coś Polskę”. Zaznaczę, że w tej kwestii wiele dała działalność dwóch wielkich Polaków, kardynała Stefana Wyszyńskiego, aresztowanego w 1953 roku przez UB, głoszącego, że „Polska może żyć własnymi siłami, własnymi mocami, rodzimą kulturą wzbogaconą przez Ewangelię Chrystusa i przez czujne, rozważne działanie Kościoła. Polska może żyć tu, gdzie jest, ale musi mieć ku temu moc.”oraz Jana Pawła II, który gromadził podczas swoich kazań ogromne ilości Polaków, wychowując młodzież.

Należy sobie zadać pytanie, w jakim stopniu nasza tożsamość jest rozwinięta i znając tę polską specyfikę zastanowić się, czy jesteśmy na tyle dojrzali, aby stwierdzić, iż antykatolicyzm jest demoralizujący i dla Polaków pełen hipokryzji. Wiemy, że w Polsce żyją grupy etniczne o różnym pochodzeniu. Choćby polscy Tatarzy, którzy czują się częścią naszej kultury, ponieważ nie odrzucają pewnych tradycji, uznają Polskę za katolicką, natomiast oni sami są akceptowani jako muzułmanie – warto użyć tu słowa „zasymilowani”, ponieważ nie każdy chce się przyjąć w społeczeństwie o odmiennej kulturze. Jest bardzo ważny warunek bycia Polakiem. Jest nim rozumienie znaczenia Kościoła dla Polski, docenianie jego istnienia, choć nie trzeba być jego członkiem i zgadzać się we wszystkich sprawach, ale antykatolicyzm jest czymś, co może zniszczyć nasz naród, jeśli tylko pozwolimy tej postawie się rozwinąć.

 

2 KOMENTARZE

  1. Skomentuję tylko ustęp o polskich Tatarach.
    W dniu dzisiejszym polscy Tatarzy są Polakami z niewielką domieszką krwi tatarskiej, a nie Tatarami. Trzeba pamiętać, że gdy osiedlali się w PL kilka wieków temu, to osiedlali się żołnierze, sami mężczyźni. Czyli już pierwsze pokolenie polskich Tatarów było w 50% Polakami, gdyż z braku innych możliwości żenili się z miejscowymi Polkami. Dzisiaj domieszka krwi tatarskiej jest już tak nikła, że u większości już dawno zanikły wszelkie geny “azjatyckości”.
    Kwestionuję również pewność, że ten islam w polsko-tatarskim wydaniu zasymilował się u nas. Dotychczas po prostu nie miał żadnych możliwości dołączenia do “wielkiej islamskiej wspólnoty”. Dzisiaj niestety ma, i dowodzi tezy, że islam NIGDY się nie asymiluje. W dniu dzisiejszym polska jest jedynie starszyzna tatarska, zbyt stara na zmiany. Obecnie na 5 tys polskich Tatarów (w-g oficjalnej statystyki) aż 3 tys jest już w Lidze Muzułmańskiej (praktycznie cała młodzież). Po raz pierwszy w historii imamowie “polskich” Tatarów “uczą się zawodu” w Arabii Saudyjskiej. Można się domyślić, czego tam się nauczą (“studia” trwają 3 lata).
    Czy w świetle tych faktów autorka dalej twierdzi, że “polscy Tatarzy” są znakomitym przykładem współżycia katolików z islamem i asymilacji ludu islamskiego? Wystarczyła namiastka możliwości, a momentalnie islamska “etniczna” ludność “polska” (genetycznie bardziej polska niż tatarska) po kilku wiekach “izolacji” od światowego islamu natychmiast w 60% zdradziła kraj, który ich gościł kilka stuleci i przeszła na stronę śmiertelnego wroga.

    • Nie jestem za islamem w Europie, ponieważ ta zawsze była chrześcijańska, nie jestem też za przyjmowaniem islamskich imigrantów, ale naszym Tatarom trzeba przyznać, że są Polakami i odmówić im tego nie śmiem, a profesor Selim Chazbijewicz, polski Tatar ostrzegał Polaków przed imigrantami i nawoływał do rozsądku. Poza tym miałam okazję rozmawiać z polskimi Tatarami. Mówią po polsku a swoją polskość uznają za kwestię oczywistą. A co do tego, że nie mieli okazji, nie zgodzę się. Nie widzę u nich złych zamiarów. Po prostu w kwestii imigrantów islamskich chodzi o to, że są z innej cywilizacji, wrogiej nam, a polscy Tatarzy już dawno nie mają z nią stycznością, jedynie kontynuują swoją religię. Oczywiście zaznaczę, że w artykule nie chodziło mi o to, że islam jest łatwo zasymilować z naszym światem chrześcijańskim. Często jest to wręcz niewykonalne jak np. przy sprawie już wspomnianych uchodźców. Przy okazji zapraszam do głębszego zapoznania się z informacjami na temat wspomnianego Selima Chazbijewicza 🙂 pozdrawiam

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię