Do restauracji w Zabrzegu pod Czechowicami wchodzi 46-letni milicjant i oddaje śmiertelny strzał w plecy siedzącemu przy stoliku mężczyźnie. W śledztwie uznano go za chorego psychicznie… i przeniesiono do Komendy Powiatowej w Raciborzu. Było to 1 XII 1947 r. a ofiarą funkcjonariusza był niespełna trzydziestoletni kpt. Henryk „Bartek” Flame, były NSZ-owiec, który po ujawnieniu się na mocy amnestii nie mógł być karany przez sądy za swoją partyzancką działalność.
Flame, syn powstańca śląskiego, jako młody lotnik walczył we wrześniu ’39 w Brygadzie Pościgowej – obronie przeciwlotniczej Warszawy. Najpierw zmuszony do lądowania przez niemiecki ostrzał, a następnie zestrzelony pod Stanisławowem przez Sowietów, przedostał się w konwoju paliwa lotniczego na Węgry. Tam został internowany i trafił do obozu jenieckiego w Austrii, skąd, dzięki niemiecko brzmiącemu nazwisku i zaolziańskiemu pochodzeniu, został zwolniony. Po powrocie w rodzinne strony zatrudnił się na kolei, chcąc uniknąć poboru do Wehrmachtu i nawiązał kontakt z ZWZ-AK. Do oddziału Armii Krajowej w okolicach Wisły i Baraniej Góry dołączył po otrzymaniu powołania do armii niemieckiej jesienią 1943 r. Po rozpadzie oddziału na dwie części Henryk Flame został dowódcą jednej z nich, a wkrótce wstąpił w szeregi Narodowych Sił Zbrojnych.
Działalność partyzancką oddziału przerwał rozkaz Dowództwa NSZ z 12 II 1945 r. nakazujący wstąpić do Milicji Obywatelskiej. Tak też się stało a „Bartek”, jako oficer a następnie komendant posterunku w Czechowicach, formował grupę żołnierzy gotowych przejść do antykomunistycznego podziemia. Gdy po dwóch miesiącach w MO rozpoczęto proces oczyszczania z elementów niepewnych, a grupa komendanta Flame dostała rozkaz stawienia się w komendzie wojewódzkiej w Katowicach, podjęto decyzję o tworzeniu grup leśnych Okręgu Śląskiego NSZ, których dowódcą został właśnie „Bartek”. Zorganizowano 16 oddziałów partyzanckich, w tym jeden w okolicach Baraniej Góry, którym dowodził Flame.
To największe, liczące ponad 300 dobrze uzbrojonych żołnierzy, zgrupowanie partyzanckie na Śląsku Cieszyńskim przeprowadziło ok. 340 akcji zbrojnych. Najbardziej spektakularnym sukcesem była defilada umundurowanych partyzantów w Wiśle. Dokonano wielu likwidacji agentury komunistycznej i akcji bojowych przeciwko MO i Polskiej Partii Robotniczej. W drugim półroczu 1946 r., podając się za emisariuszy NSZ z zachodu, zgrupowanie zinfiltrowali agenci Urzędu Bezpieczeństwa. Doprowadzili oni do pochwycenia i zamordowania na terenie Opolszczyzny około 200 partyzantów pod pozorem przerzucania ich do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Resztki zgrupowania dotrwały w podziemiu do 11 marca 1947 r., gdy się ujawnili przed Urzędem Bezpieczeństwa. Jak już wiemy nie zagwarantowało to „Bartkowi” bezpieczeństwa ze strony władzy „ludowej”.
Aleksandra Przegalińska




























Trzeba pamiętać. Smutna lektura i nie wiadomo co powiedzieć. Szkoda młodego życia. Wartościowy człowiek, zniszczony w tak bezsensowny sposób. Jak to jest, że dziś znajdują się ludzie, którzy nie potrafią uszanować pamięci o tych, którym przyszło żyć w tak tragicznych czasach, i którzy kochali Polskę, jak nikt prawie teraz nie potrafi.