Eugenika dążyła do oczyszczenia rasy z jednostek chorych, słabych i schorowanych, a stawiała sobie za cel szczytne dążenie do przyśpieszenia ewolucji naszego gatunku. Dziś eugenika jest stosowana w odmienny sposób, zupełnie po cichu i w białych rękawiczkach, a jej cel jest o wiele bardziej prozaiczny – zysk.
Psychoeugenika stosowana to w moim rozumieniu grupa manipulacji i wpływów psychicznych, które skutkują reakcjami fizjologicznymi jednostek słabszych, które zmniejszają ich szanse na dożycie starości, osiągnięcie życiowego sukcesu, szczęśliwe życie i pozostawienie zdrowego potomstwa. Słowo “stosowana” oznacza nic więcej ponad to, że na co dzień spotykamy się z jawnymi dowodami na realność psychoeugeniki. Nim więc przejdziemy do powiązania, w jaki sposób polityk mówiąc słowa dzisiaj może nas nimi zabić nim dożyjemy emerytury, musimy wyjaśnić jak działa reakcja stresowa.
W momencie wystąpienia jakiegoś stresora poprzez szereg reakcji hormonalnych wydzielane są m.in.: glikokortykoidy, czyli substancje, które odpowiedzialne są za lwią część całego zamieszania. Glikokortykoidy wraz ze współczulnym układem nerwowym sprawiają, że w momencie zagrożenia jesteśmy zdolni do osiągnięcia niesamowitej szybkości czy też siły. Jeśli jednak jakiś stresor wymyka się spod kontroli i oddziałuje na nas całymi miesiącami, a później latami, to nasz organizm płaci za to słoną cenę. Ceną tą może być miażdżyca, zawały serca, cukrzyca, otyłość, nadciśnienie, wrzody żołądka, spadek libido etc. Zgodnie z badaniem GUS 46% zgonów w Polsce jest spowodowanych chorobami kardiologicznymi, a na większość z nich miał wpływ stres!
Jako społeczeństwo starzejące się borykamy się z problemem emerytur, których liczba wzrasta przy jednocześnie spadającej liczbie ludzi pracujących. Dla rządu i ludzi, którzy na tym systemie emerytalnym mogą zarobić jest to poważny kłopot, z którym należy sobie poradzić. Jednak dziś już nie ma społecznego przyzwolenia na obozy koncentracyjne i dzięki Bogu znika również powoli przyzwolenie na aborcję. Zatem rządzący (nie mam na myśli, tylko obecnego rządu) musieli znaleźć sposób na zmniejszenie populacji biednych, co nie do końca było celem pierwszych eugenistów, a zatem i metody musiały się zmienić. Wiadomo, że pozbycie się najtańszej siły roboczej jest nieopłacalne, a wręcz niemożliwe. Skoro odpada eksterminacja to co można zrobić, by wyeksploatować, a nie pozwolić się rozmnożyć i skrócić życie o tyle, by nie marnować pieniędzy na emerytury. No i tutaj zaczyna się zabawa z psychofizjologią. Wystarczy narazić ludzi na taką ilość stresorów by te skróciły życie ludzi biednych, chorych i słabych do czasu tuż przed emerytalnego. Całe życie będą wówczas pracowali na emeryturę, której nigdy w życiu nie dostaną. Oczywiście nawet potężna grupa największych specjalistów na świecie nie byłaby w stanie kontrolować długości życia ludzi poprzez stres, tak by nastawić czas śmierci na 62 rok życia. Są jednak narzędzia, które wywołują u większości ludzi przewlekły stres, który prowadzi do wyżej wymienionych objawów, a przy tym zwiększa ryzyko występowania chorób psychicznych, tendencję do popadania w nałogi i osłabia odporność organizmu.
Pierwszym czynnikiem, który powoduje przewlekły stres jest łańcuch społeczny. Badania na małpach naczelnych udowodniły, że zawsze osobnik najniżej położony ma podwyższony poziom glikokortykoidów, czyli możemy mówić, że jest wiecznie zestresowany. Oczywiście by przenieść wyniki badań na ludzi musimy uwzględnić psychikę i wpływ subiektywnej percepcji rzeczywistości. Zatem poziom przewlekłego stresu wynikającego z umiejscowienia najniżej w łańcuchu społecznym nie będzie zależał od tego, czy rzeczywiście, ktoś jest bezrobotnym albo kimś pracującym najniżej możliwie w społeczeństwie, ale od tego, czy postrzega się jako ktoś na dnie społeczeństwa. Teraz zatem rodzi się pytanie jak sprawić by się tak czuł? Oczywiście można wręczyć mu do ręki „umowę śmieciową” ze stawką poniżej minimalnej krajowej by nie miał żadnych wątpliwości. Można też promować ludzi sukcesu w mediach i lansować bogaczy. Niech biedak wie, że jest biedny, a jego życie nie wygląda tak jak powinno. Niech pracuje by w końcu się wzbogacić. I niech ta praca przebiega w ciągłym stresie z powodu życia na dnie. Niech nawet jak się dorobi, nie zobaczy swojej emerytury. Niech umrze po kilkudziesięciu latach ciężkiej pracy w nieustannym stresie. Niech zostawi nieliczne potomstwo, które będzie miało równie podobny schemat życia, jak on.
Kolejnym zjawiskiem, które znacząco zwiększa śmiertelność ludzi jest samotność. Współcześnie obserwujemy potężne machiny manipulacji dążące do polaryzacji społeczeństwa za wszelką cenę. Pomimo zupełnie płytkich metod, jakie stosują politycy, większość z nas nie jest w stanie uchronić się przed ich wpływem, bo działają zwykle poniżej naszej świadomości. Dzięki polaryzacji i opluwania tożsamości narodowej, obrzydzania symboli narodowych poprzez okrzykiwanie ich faszystowskimi sprawia, że poczucie wspólnoty zdecydowanie słabnie. Opluwanie tradycyjnych wartości i Kościoła dodatkowo atomizują społeczeństwo sprawiając, że ludzie, którzy będą zbyt słabi w wierze i będą mieli zbyt słabe kręgosłupy moralne w końcu zostaną sami. Bez wsparcia ze strony parafii, bez wsparcia ze strony rodaków, bez wsparcia za strony żadnej grupy społecznej, bo nie zostaną żadne inne grupy społeczne poza współpracownikami – czyli grupami interesu. Jeśli do tego dodamy wzrastające spłycanie kontaktów społecznych wywołane przeniesieniem znajomości do sieci to zauważymy, że w efekcie tworzymy człowieka podwójnie zestresowanego. Po pierwsze świadomością życia na dnie społecznym, a po drugie samotnego i bez wpływu na otaczającą go rzeczywistość.
W biznesie ceniona jest magia małych liczb, bo z nikłego procenta można wynosić często milionowe zyski. Nie inaczej jest w momencie, gdy mówimy o pieniądzach płynących na ubezpieczenia, wyzysk pracowników, którzy nie mają poczucia, że mogą coś zmienić w otaczanej rzeczywistości. Nie inaczej jest, gdy pracownicy muszą zgadzać się na najgorsze umowy śmieciowe, bo inaczej umrą z głodu i zgadzają się na zwyczajne odroczenie wyroku do pięćdziesiątki i śmierci na zawał. Jednocześnie płacą za tę łaskę pańską całym życiem pracy.
Fakt, sugestia, że politycy w polskim rządzie potrafiliby myśleć tak dalekosiężnie i działać w tak zgrany sposób na tak wielką skalę korzystając z tak skomplikowanego mechanizmu zakrawa na ponury żart rodem z filmu sci-fi. Jednak wszystkie wyżej wymienione przeze mnie zjawiska występują powszechnie i każdy z nas może je zaobserwować. Obserwując statystyki widzimy też, jak ładnie tuczone jest społeczeństwo amerykańskie, w którym zapewne występują podobne mechanizmy. Z roku na rok coraz więcej osób choruje, a ilość otyłych osób rośnie od lat. Nawet jeżeli nie jest to działanie celowe, tylko zwyczajny skutek uboczny nieudolnego systemu to nadal jego ofiarami jesteśmy my i 46% Polaków, którzy zmarli w zeszłym roku w znacznej mierze zginęli właśnie przez ten mechanizm.
Obronić się przed wpływem stresu, zwłaszcza gdy się jest w kiepskiej sytuacji materialnej jest niezwykle ciężko. Musimy budować silny obraz samego siebie, wierzyć w to, że jednak żyjemy tak jak powinniśmy zgodnie z planem, jaki przygotował dla nas Bóg wśród rodaków, którzy będą dla nas oparciem w trudnych chwilach. Musimy walczyć z tym, by nie przyjąć wizerunku sukcesu takiego, jakim promują go media. Musimy w końcu dostrzec, że mamy moc kreowania rzeczywistości wokół i zamiast biernie się wypalać podczas szarpania się przez życie za najniższą krajową, skupić się na tworzeniu świata takim, jakim chcielibyśmy go widzieć. Nie możemy grać kartami, jakie dostaliśmy, bo to karty dla wielu przegrane. Musimy więc zmieniać reguły gry. Może wówczas uda nam się wyjść z tej zaklętej pętli psychoeugeniki stosowanej.




























Bardzo dobry tekst, ciekawe wnioski
Mało kto wie że taki mechanizm funkcjonują, by nas wyniszczać za życia. Świetny artykuł!