Ewa została stworzona w granicach bujnego piękna rajskiego ogrodu. Adam jednak, jak pamiętacie, został stworzony poza Rajem, w dzikiej przestrzeni. Zapis naszych początków w drugim rozdziale Księgi Rodzaju przedstawia to wyraźnie. Mężczyzna został powołany do życia na zewnątrz, w nieoswojonej części stworzenia. Dopiero potem zostaje zaprowadzony do Edenu. I odtąd chłopcy nigdy nie czują się dobrze w domu, a mężczyźni cierpią na nieuleczalną tęsknotę odkrywania. Tęsknimy za tym, a kiedy to zrealizujemy, zaczynamy żyć naprawdę. John Muir powiedział, że kiedy mężczyzna wychodzi w góry, wraca do domu. Serce mężczyzny pozostaje w głębi nieoswojone, i tak jest dobrze. Nasza płeć potrzebuje odrobiny zachęty. Reszta przychodzi naturalnie, jest wrodzona jak zamiłowanie do map. W 1260 roku Marco Polo wyruszył, by szukać drogi do Chin. Słynny Hannibal przekroczył Alpy, Scott i Amundsen ścigali się do bieguna południowego, a Peary i Cook współzawodniczyli o zdobycie bieguna północnego. Magellan żeglował na zachód i opłynął przylądek Ameryki Południowej mimo ostrzeżeń, że wraz z załogą spadnie z krańca ziemi, a Huck Finn, lekceważąc podobne groźby, wyruszył w dół Missisipi. Powell szedł wzdłuż Kolorado do Wielkiego Kanionu, mimo że nikt nigdy wcześniej tego nie zrobił i wszyscy mówili, że tego się zrobić nie da.
Przygoda, z nieodzownym ryzykiem i dziką przestrzenią, stanowi tęsknotę głęboko wpisaną w duszę mężczyzny. Męskie serce potrzebuje miejsca, w którym nic nie jest prefabrykowane, wzorcowe, odtłuszczone, zapięte na zamek błyskawiczny, koncesjonowane, podłączone, podgrzane w mikrofali. Gdzie nie ma terminów, telefonów komórkowych ani spotkań zarządu. Gdzie jest miejsce dla duszy. Gdzie, wreszcie, geografia wokół nas koresponduje z geografią naszego serca. Popatrzcie na bohaterów biblijnego tekstu: Mojżesz nie spotyka Boga żywego w centrum handlowym. Znajduje Go (albo zostaje przez niego znaleziony) gdzieś na pustkowiach Synaju, z dala od wygód Egiptu. To samo odnosi się do Jakuba, który odbył swoje zapasy z Bogiem nie w salonie na sofie, ale gdzieś w oazie, na wschód od Jabboku, w Mezopotamii. A gdzie wielki prorok Eliasz wyszedł, by odzyskać swoją moc? Na pustynię. Podobnie jak Jan Chrzciciel i jego kuzyn Jezus, którego na pustynię wyprowadził Duch.
Bez względu na to, czego konkretnie szukali ci odkrywcy, szukali przede wszystkim siebie samych. Głęboko w sercu mężczyzny są wyryte pewne podstawowe pytania, na które nie sposób znaleźć odpowiedzi przy kuchennym stole. Kim jestem? Z czego jestem zrobiony? Do czego jestem przeznaczony? To lęk trzyma mężczyznę w domu, gdzie wszystko jest schludne, uporządkowane i pod kontrolą. Jednak odpowiedzi na jego najgłębsze pytania nie można znaleźć w telewizji albo w lodówce. Tam, na palących pustynnych piaskach, zagubiony w pozbawionych szlaku przestrzeniach, Mojżesz otrzymał swoją życiową misję i cel. Został wezwany, powołany do czegoś wielkiego, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał. O wiele poważniejszego niż bycie dyrektorem technicznym albo „księciem Egiptu”. Ciemną nocą, pod obcymi gwiazdami, Jakub otrzymał nowe imię, swoje prawdziwe imię. Przestał być utalentowanym negocjatorem handlowym, a stał się tym, który mocował się z Bogiem. Dla Chrystusa próba pustyni jest w swej istocie sprawdzianem Jego tożsamości. „Jeśli jesteś tym, za kogo cię uważamy…”. Jeśli mężczyzna ma kiedykolwiek poznać, kim jest i do czego jest przeznaczony, musi wyruszyć w podobną wędrówkę. Musi na nowo odnaleźć swe serce.
Tryb życia, jaki prowadzi współczesny mężczyzna, jest sprzeczny z tym, co podpowiada mu serce, i z tajnikami jego duszy. Niekończące się godziny przed ekranem komputera, sprzedawanie butów w pasażu, spotkania, notatki, telefony. Świat biznesu – w którym większość mężczyzn żyje i umiera – wymaga od mężczyzny, żeby był efektywny i punktualny. Polityka przedsiębiorstw nastawiona jest jeden cel: aby zaprząc mężczyznę do pługa i sprawić, żeby produkował. Jednak dusza nie chce być zaprzężona! Tęskni za pasją, za wolnością, za życiem. Jak powiedział D.H. Lawrence: „Nie jestem mechanizmem”. Mężczyzna musi czuć rytm ziemi, musi mieć pod ręką coś namacalnego – ster, widły, młot, łopatę albo karabin. Czy mężczyzna potrafi spędzać całe dnie tak, aby zawsze mieć czyste i przycięte paznokcie? Czy o tym właśnie marzy chłopiec?
Społeczeństwo nie potrafi zdecydować się, jaki właściwie powinien być mężczyzna. Ostatnie lata poświęciło na przedefiniowanie męskości w coś bardziej wrażliwego, bezpiecznego, dającego się kierować, no cóż, coś bardziej kobiecego, i teraz karci mężczyzn za to, że nie są mężczyznami. „Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni” – to często występujące pytanie, w programach telewizyjnych i książkowych nowościach. To wy kazaliście im być kobietami, można by im postawić taki zarzut. Rezultatem jest wymieszanie płci w stopniu, w jakim nigdy dotąd w historii tego nie doświadczano. Skąd mężczyzna ma wiedzieć, że jest mężczyzną, skoro jego najważniejszym celem ma być zwracanie uwagi na maniery?
No i jeszcze, niestety, jest Kościół, zarówno powszechny jak i zbory kościoły protestanckie. Chrześcijaństwo takie, jakie jest obecnie, wyrządziło nam kilka niewybaczalnych krzywd. Biorąc wszystko pod uwagę, myślę, że większość mężczyzn w Kościele uważa, iż Bóg postawił ich na tej ziemi, by byli dobrymi chłopcami. Problem z mężczyznami, mówi się nam, polega na tym, że oni nie potrafią dotrzymywać obietnic, być duchowymi przywódcami, rozmawiać z żonami ani wychowywać dzieci. Ale jeśli naprawdę się postarają, mogą zdobyć ten wzniosły zaszczyt i zostać miłymi chłopcami. Właśnie taki mamy wzór dojrzałości mężczyzny – chrześcijanina. Naprawdę Miłego Faceta. Nie palimy, nie pijemy ani nie przeklinamy; to znaczy nie robimy akurat tego, co czyni z nas mężczyzn. Teraz pozwólcie, że was zapytam, mężczyźni: Czy w dzieciństwie, kiedykolwiek chcieliście zostać Miłym Chłopcem? A wy drogie panie, czy książę z waszych snów był mężny i dziarski, czy tylko miły?
Robert Bly narzeka w Żelaznym Janie: „Niektóre kobiety pragną pasywnego mężczyzny, jeśli w ogóle pragną mężczyzny; Kościół potrzebuje pokornych mężczyzn – zwanych księżmi; uniwersytet potrzebuje konformistów – zwanych pracownikami etatowymi; korporacja zgłasza zapotrzebowanie na pracowników umiejących pracować w zespole… jałowych, bezwłosych, nijakich ludzi”. Wszystko to razem wzięte stanowi coś w rodzaju ekspansji świata zachodniego wymierzonej w męską duszę. I z tego powodu serce mężczyzny ciągnie w góry, lasy, w miejsca odległe. Kobiety o tym wiedzą i narzekają, że nie mają przystępu do serc swych mężczyzn. Mężczyźni także o tym wiedzą, ale często nie potrafią wyrazić, dlaczego to serce utracili. Wiedzą, że ich serce uciekło, ale nie potrafią złapać tropu. Kościół kręci głową i zastanawia się, dlaczego nie może zjednać dla swoich programów więcej mężczyzn. Odpowiedź jest prosta: Nie zapraszamy mężczyzn, aby poznawali swe serca i żyli z ich głębi.




























Strzal w dziesiatke.
Swietne pytania.
Robert Bly w swoje ksiazce pt.Zelazny Jan swietne pisze o mezczyznie,o jego drodze.
Ja czesto biegam.
Wybieram nieznane trasy.
Tak zaspakajam moj glod przygody.
Nie wiem co moge zastac na tej trasie.
Pracuje fizycznie.Z wyboru raczej niz z koniecznosci.
Pewna Kobieta ostanio mi zarzucila,ze nie w moim spiewaniu lagodnosci.
Bo piosenki tez pisze. A,co?.
A Ja nie chce spiewac lagodnie tylko tak jak czuje.
Wiem jedno.Moje doswiadczenie mi mowi,ze najczesciej wyrzekalem sie meskosci dostosowujac sie do czyichs oczekiwan,badz jakichs norm.
Dzis tego unikam.
Wybieram przygode bycia soba.
Pozdrawiam.
Świetny artykuł i niezwykle odkrywczy. Codziennie ubierajac koszulę do pracy marzę o tym by wyrzucić wszystkie telefony, laptopy, komputery i wyruszyć by zasmakować życia poznając siebie wraz ze swoim powołaniem. Gratuluje wglądu, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie widocznej działalności Ducha Świętego! Pozdrawiam.
“Nie palimy, nie pijemy ani nie przeklinamy; to znaczy nie robimy akurat tego, co czyni z nas mężczyzn” – przeklinanie, picie i palenie czyni z nas mężczyzn?? nie sądzę, mężczyznę czyni mężczyzną odpowiedzialność i dbanie o swój naród, rodzinę i wartości.