Rok 2016 właśnie dobiegł końca. Z pierwszym dniem stycznia zwykle dokonujemy nie tylko postanowień odnośnie przyszłości, ale również rzucamy okiem w przeszłość, by ocenić miniony rok. Warto również spojrzeć na miniony rok pod kątem bilansu przelanej krwi. Warto zrobić to śmiało i z odwagą, na głos, mówić prawdę wbrew powszechnej poprawności politycznej. To chrześcijańska krew barwi dziś wody rzek i oceanów, a Ci, którzy ją przelewają, pozostają bezkarni. Nie mówię tego jako chrześcijanin, lecz przemawiam tutaj przy pomocy jedynego narzędzia, uwielbionej przez współczesnych prawdy obiektywnej, czyli statystyki.

Wyobraź sobie, że wstałeś właśnie rano i szykujesz się do wyjścia do pracy. Włożyłeś ubrania i zacząłeś robić śniadanie. Właśnie w tym czasie zginął jakiś chrześcijanin tylko za to, że wierzy w Chrystusa. Nim zdążysz zjeść śniadanie i wypić poranną kawę, zginie kolejnych dwóch lub trzech chrześcijan za krzyżyk zawieszony na piersi. Podczas porannej toalety kolejnym dwóm jakiś muzułmanin poderżnie gardło, a nim wyjdziesz do pracy, szkoły czy na uczelnie to pozbawionych życia zostanie kolejne kilka osób. Jeśli zwrócimy uwagę na fakt, że każdy z tych zamordowanych był czyimś ojcem, synem lub mężem, zauważymy, jak szerokie kręgi zatacza tragedia. I nie mówimy tutaj o wyjątkach, lecz o twardych regułach współczesnego świata! Jak podaje Centrum Studiów nad Nowymi Religiami w 2016 roku zginęło 90 tysięcy chrześcijan. Nasz Dziennik z kolei podaje szacunkowe liczby prześladowanych Chrześcijan na 500 do 600 tysięcy.

Wyobraź sobie teraz, że po 8 godzinach w pracy rzucasz okiem na zegarek obliczający liczbę zamordowanych chrześcijan, a ten wskazuje liczbę większą o 80 niż rankiem. Siadasz wygodnie przed telewizorem, żeby się zrelaksować, i na kanale sportowym trafiasz na zawody w pływaniu. Podziwiasz piękny basen oraz sportowców walczących o podium. Teraz wyobraź sobie, że woda, która go wypełnia, zmienia się w krew. Żadna jednak z osób z trybun ani żaden pływak nie dostrzega zmiany, jaka miała miejsce przed twymi oczami. Wszyscy nadal obserwują pływaków szykujących się do startu, jak gdyby nigdy nic. Możesz uznać, że za bardzo ubarwiam rzeczywistość, ale fakty są takie, że nie jest to żadne ubarwienie. Przeciętny człowiek ma ok. 5l krwi, a zamordowanych ludzi za wiarę w Chrystusa było ok. 90 tysięcy, więc rachunek nie jest trudny.

Gdybyś zobaczył taki obrazek w telewizji, pewnie byłbyś zszokowany lub uznałbyś to za kiczowatą scenę z horroru. Niestety takim horrorem jest życie we współczesnym świecie. Chrześcijaństwo w oparciu o Biblię stworzyło najdoskonalszy system moralny, jaki kiedykolwiek powstał i teraz przez jego zawiłości jesteśmy skazani na wyginięcie. Ludzie, którzy dziś krzyczą o tolerancji i ciskają w przeciwników klątwami takimi jak „rasista” czy „ksenofob”, swoją tolerancję i podstawy moralności wzięli właśnie z Biblii. Dziś każdy Polak, nawet jeśli jest ateistą, jest wychowywany w kulturze chrześcijańskiej i uczy się systemu moralnego, który wywodzi się właśnie z Biblii. Niestety w momencie, gdy człowiek odbiega od Biblii i próbuje w oderwaniu od Boga i wiary budować moralność, jest skazany na błądzenie. Nie istnieje bowiem moralność bez aksjomatu religijnego. Jeśli jednak będziemy oddalać się od Boga i starać się nadal pozostać „dobrymi ludźmi”, to skazujemy się na powolną, lecz nieuchronną degenerację naszej moralności, która przyznaje nam boskie prawo do określania dobra i zła na podstawie własnych kryteriów. Nie inaczej jest z ludźmi, którzy w imię poprawności politycznej krzyczą głośno o tolerancji wbrew zdrowemu rozsądkowi. Rozeznanie dobra i zła u takich ludzi przechodzi w paniczne unikanie zła zamiast skupienia na czynieniu dobra. W takim momencie człowiek, by nie okazać się „złym”, nie może odwołać się do religii, księdza czy poszukać odpowiedzi w modlitwie. Może tylko zaryzykować podjęcie jakiejś decyzji zgodnie z własnym osądem, który z racji niepewności będzie miał zwyczajną tendencję do unikania zabarwienia kojarzonego ze złem, jak np. „nietolerancja”. Niestety tolerowanie zła nie jest przez chrześcijaństwo popierane, więc, by móc żyć w zgodzie z Bogiem, musimy walczyć ze złem. Nie da się jednak walczyć z wrogiem-widmem. By podjąć prawdziwą walkę ze złem, musimy je głośno nazwać, jak egzorcysta przy wyganianiu demona.

Dziś największą winą naszej zachodniej mentalności jest poprawność polityczna, która nie pozwala nam walczyć ze złem. Demon, którego imienia nie znamy, nie zostanie wypędzony z opętanego i podobnie jest w psychologii, gdzie wyparte problemy nadal oddziałują na psychikę i dopóki ich nie nazwiemy, nie będziemy mogli dokonać skutecznej terapii. Dlatego na mocy danych statystycznych będących narzędziem prawdy obiektywnej należy podkreślić następujące fakty: chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą wyznaniową na świecie, największym wrogiem religii chrześcijańskiej jest Państwo Islamskie jako oficjalna organizacja oraz islam jako religia. Jednak wróg przejawia się dzisiaj dwojako. Jedna jego twarz jest straszna i ma ostre kły ociekające krwią wyznawców Chrystusa, a druga to twarz naszych braci, którzy pobłądzili w naszej kulturze popadając w tolerancję islamskiego terroru i poprawności politycznej.

Pierwsza z tych dwóch twarzy jest na razie daleko od nas, ale z każdym rokiem zbliża się coraz bardziej. Zalała już naszych zachodnich sąsiadów i wielkimi zębami kłapie tuż przed naszymi granicami. Jednak by jej kły mogły zatopić się w ciałach Polskich wyznawców Chrystusa, potrzebne jest sprawne działanie naszych zagubionych braci i zdrajców Ojczyzny. Jeśli wystarczająco długo elity intelektualne, media i rząd będą hołubiły tolerancji to prawdopodobnie i my poczujemy, co znaczy obserwować śmierć rodaków za wiarę. W Nowy Rok mieliśmy okazję przeżyć prolog do rzezi, jaka ma szansę stać się naszym udziałem, jeśli my nie będziemy zwalczać poprawności politycznej. Polak rzekomą kradzież dwóch butelek napoju przypłacił życiem. Zaszlachtowany jak zwierzę w swoim własnym kraju za wręcz gówniarski wybryk przez muzułmanów.

Podkreślić należy, że nie powinniśmy jak na razie wykonywać żadnych agresywnych ruchów w stronę ludności islamskiej na terenach Polski. Nie powinniśmy także dawać się ponieść agresji ani gniewowi. By wyjść obronną ręką z sytuacji, w której znajduje się współczesna Europa, musimy wykorzystać w pełni nasze zdobycze cywilizacyjne i zmobilizować wszystkie siły, by wygrać mocą naszej kultury z zalewem islamu. Wygrażanie muzułmanom, obrażanie ich na forach i tradycyjny hejting nie obronią nas przed nożem islamskiego terrorysty, a wręcz zbliżą go do naszego gardła. W jaki sposób? Bardzo prosto. Nasz gniew zostanie wykorzystany do tego, by fałszywie ukazać, że my również jesteśmy prymitywami! Nie możemy pozwolić, by wrogowie Polski zbijali polityczny kapitał na śmierci Polaka! Musimy demaskować wszelkiego rodzaju zagrożenia płynące z islamu, musimy wykazywać na podstawie obiektywnych danych (statystyk) wyższość cywilizacji łacińskiej nad islamską i starać się nawrócić naszych braci, którzy pobłądzili w wierze czy też kwestiach moralności.

Gniew i zacietrzewienie musimy zostawić przedstawicielom kultury niższej, która chce nas zniszczyć brutalną siłą. Chrystus ukazał nam swoim życiem inną drogę do osiągnięcia dominacji, odwołując się do boskiej cząstki ukrytej w duszy każdego człowieka. To do niej musimy przemawiać jako katolicy i jako Polacy. Jeśli po naszej stronie będziemy mieli ducha Polskości, to bez problemu powstrzymamy islamską nawałnicę. Wrogowie jednak będą walczyć o to, by wyciągnąć z nas to, co najgorsze, jak szatan – poprzez podstęp. Kto wie, ile kapitału politycznego zbije lewica cytując nasze komentarze pod artykułami o śmierci 21-letniego Daniela z Ełku? Kto wie, ilu ludzi o niesprecyzowanych poglądach dzięki temu namówią na tolerancję stosując grę na emocjach? Kto wie, ilu tolerancyjnych ludzi jeszcze potrzeba Polsce, by sprowadzić muzułmanów do naszej Ojczyzny?

Większość z nas tego wieczoru będzie mogła zrelaksować się w wannie pełnej gorącej wody. Zamykając oczy wśród pary i z zaczerwienioną od ciepłej wody skórą mało kto pomyśli o mordowanych ludziach w imię religii chrystusowej. Inaczej by było, gdybyśmy jednak po otwarciu oczu spostrzegli, że wannę po brzegi wypełnia nie parująca woda, lecz gęsta krew naszych bliskich, a my relaksujemy się w oparach mordu. By takie wizje pozostały niedorzecznością, musimy walczyć z własnym gniewem, kulturą islamu oraz nienawiścią do rodaków, którzy zbłądzili. A nie sposób wygrać tej wojny bez wsparcia ze strony Boga.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię