Szafowanie stereotypami jest prymitywne. Wrzucanie kogoś do takiej szufladki jak “lewak” wszelako mówi wiele o osobie szafującej stereotypem. Wszak słowo „lewak” ma pewne silne powiązania skojarzeniowe z zestawem określonych cech, które sprawiają, że ciężko osobę zakwalifikowaną jako „lewak” o posiadanie zdrowego rozsądku. Dlatego szafowanie taką klątwą powinno być ściśle kontrolowane, ale… Zaraz, chwila – lewica sprzeciwia się wszelakim formom ograniczania wolności, a w szczególności wolności słowa. Korzystając zatem z broni, wręczonej mi do ręki przez masochistycznego przeciwnika, pozwolę sobie jednak na swobodne szafowanie tym stereotypem.
Za co chciałbym podziękować jakkolwiek definiowanym „lewakom”? Lista tego jest bardzo długa jednak pierwszą rzeczą, za którą chciałbym im podziękować jest utwierdzanie mnie w przekonaniu, że nie mam powodu do wątpienia w swój intelekt. Gdy zwykle rozważam jakiś problem, ujmuję go wielotorowo, wieloaspektowo. Staram się od niego zdystansować, by w następnej chwili wczuć się w obiekt i poznać też uczucia, które mogą mi pomóc odnaleźć właściwe rozwiązanie z sytuacji problemowej. Takie podejście powoduje namnażanie się pytań w nieskończoność i właściwie skazuje mnie na wieczne powątpiewanie w jakość swojej wiedzy. Jednak gdy wątpię zbyt długo i nie jestem pewien, czy moje myśli idą w dobrym kierunku, sprawdzam, co powiedzą na ten temat lewaki. Im głośniejszy jazgot ludzi zepsutych wolnością negatywną, tym bliżej obiektywnego dobra podchodzę. Im bardziej moje tezy drażnią ludzi o wysokim stopniu poprawności politycznej tym bardziej jestem przekonany o tym, że zbliżam się do istoty problemu. W końcu psychologia zna ten schemat nie od dzisiaj. Im bliżej jesteśmy źródła problemu tym silniej reaguje podświadomość, starając się przy użyciu mechanizmów obronnych oddalić nas od niego.
Kolejną rzeczą, za którą dziękuję, o ironio, drogim lewakom jest motywacja. Tak, to właśnie oni mnie motywują do nauki, bo myśli, które stanowią podstawowe idee lewicy wyrosły na fundamencie Biblii. Dogmat, który mówi o równości każdego człowieka, o zgrozo, powstał na skutek błędnej interpretacji Biblii. Mimo tego, że Bóg do każdego przemawia indywidualnie, to jednak Pismo Święte nie przedstawia Boga, który toleruje grzech i przymyka oko na słabości ludzi. Boskie miłosierdzie nie jest lewackim miłosierdziem, które de facto jest obrazem słabości, którą lewaki przyoblekają w szaty dobroci. „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. Tak moi mili – KARZE. Intuicyjne zaprzeczenie doktrynie nadstawiania, nie tylko drugiego policzka, ale i obu pośladków, zaprowadziło mnie do odkrycia prawdy o Bogu. Rzecz jasna nie prawdy ostatecznej, a jedynie jej niewielkiej namiastki, ale czuję, że te herezje, które głoszą politycy i lewaki, sprawiły, że zrobiłem kolejny niewielki kroczek w stronę poznania Boga.
Walka. Bitwa. Wojna. Czyli rzeczy, które od zawsze pociągały mężczyzn są w dzisiejszych czasach czymś przebrzydłym, prymitywnym i niemoralnym. Jednak współczesna rzeczywistość nie jest wolna od walk i walki te nie są bynajmniej prymitywne. Współczesna wojna to wojna o „rząd dusz”. Współczesna wojna to walka w głowach ludzi, gdzie głównymi graczami są politycy, marketingowcy i mass media. Lewacy będą mówić, jak bardzo wystrzegają się wojny i jak bardzo powinniśmy być tolerancyjnymi. Będą to jednak robić w sposób zaprzeczający ich ideom. W sieci będą rzucać klątwami jak szamani plemienni. Faszysta, rasista, ksenofob. Pomagasz dzieciom w opasce z falangą – jesteś obrzydliwą osobą wykorzystującą pomoc dla celów politycznych! W końcu zawsze mogłeś w tej opasce nic nie robić i się nie wychylać. Najlepiej jakbyś zakładał ją w ogóle w szafie, żeby tylko nie urazić czyjejś poprawności politycznej i nie poruszyć drażliwego stereotypu zaszczepionego w polskiej mentalności przez aparat komunistyczny. Za co tutaj dziękuję lewakom? Za to, że mogę walczyć na płaszczyźnie intelektualnej. Za to, że mogę nieustannie toczyć bitwę, w której odpada wszystko, co zbędne, a pozostaje tylko prawda. Dzięki temu ogniowi, jakiemu poddaje mnie presja lewicy, która nadal dominuje w społeczeństwie mam szansę odrzucić to co fałszywe. Mogę przepuścić przez sito potężnej krytyki wszystkie swoje pomysły i koncepcje, a w ten sposób zbliżyć się do tego, co prawdziwe, piękne i dobre – czyli do Boga.
Jako faszysta, rasista i ksenofob czuję się uprawniony do szafowania szufladkami takimi jak ojkofobowie i lewacy, zniżając się do ich poziomu (bo inaczej nie miałbym z kim walczyć). A po chrześcijańsku nie uważam, że są niepotrzebni. Przeciwnie. Uważam, że stanowią idealne narzędzie w sprawnych i zręcznych rękach Najwyższego, dzięki któremu można lewaków opisać parafrazując słowa Goethego – „są częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc wiecznie czyni dobro”.




























Lewactwo to po prostu marksiści i marksistowscy liberałowie, nie mający żadnych związków z tradycyjną lewicą tj. liberalnymi korporacjonistami (typu John Stuart Mill, twórca klasycznego Liberalizmu)oraz socjal-demokracją.
Lewactwo chce wywracać wszystko do góry nogami, “na lewą stronę”, odwrotnie niż to powinno normalnie wyglądać. To tak jak z ubraniami, prasować winno się na lewą strone, po to, by ubranie, na prawą stronę, lepiej wyglądało.
Zróbmy sobie teraz porównanie, z prasowaniem. Lewactwo jest właściwie takim “lekiem”, które celowo wywraca wszystko na lewą strone, po to, aby ludzie wiedzieli jak się należy zachowywać, na zasadzie odwracania tego, co lewactwo robi. Problem leży w tym, że z przyczyn historycznych, jakimi jest zwycięstwo lewactwa, w II wojnie światowej, lewactwo, tj. marksiści i liberałowie (współcześni)faktycznie dominuje i rządzi do tej pory. Stąd sprzątanie i naprawianie tego wszystkiego co te gnidy zrobiły zajmie “skrajnej prawicy”, faktycznie wolnościowcom-godnościowcom i narodowcom, korporacjonistom (korporacjonizm to nic innego jak wolność i godność, traktowane łącznie), długie dekady, myślę, że jakieś 50-100 lat, co najmniej.
Lewica nie dominuje w społeczeństwie, ona po prostu głośniej krzyczy i dlatego ją słychać. Tak samo jak homoseksualiści nie dominują w społeczeństwie, chociaż ich krzyki o prawa jakie mają małżeństwa są głośniejsze, niż krzyki małżeństw o prawa, jakie mają geje i lesbijki.