Los gimnazjum jest już przesądzony. 9 stycznia prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę przywracającą 8-letnią szkołę podstawową, 4-letnie licea ogólnokształcące oraz 5-letnie technika. W miejsca zasadniczych szkół zawodowych powstać mają natomiast dwustopniowe szkoły branżowe. Pomysł likwidacji gimnazjów spodobał mi się od samego początku. W niniejszym artykule postaram się uzasadnić krótko swoje stanowisko, a także poruszyć przy tym kilka innych zagadnień związanych z edukacją.

Artykuł ten piszę nie tylko z punktu widzenia osoby, która była kiedyś uczniem gimnazjum, ale również z punktu widzenia osoby, która w czasie praktyk studenckich miała okazję wcielić się w rolę nauczyciela. Pomysł likwidacji gimnazjów podobał mi się od początku. W końcu każdy z nas słyszał niejednokrotnie, że ten typ szkoły jest wylęgarnią wszelkiego zła i jak najszybciej należy go zlikwidować. Jakkolwiek stwierdzenie takie jest nieco przesadzone, to jest w tym również sporo prawdy. Wielu pedagogów podkreśla, iż młodzież gimnazjalna znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Młodzi ludzie trafiają w końcu do zupełnie nowego środowiska, poznają zupełnie nowych nauczycieli, a często również zupełnie nowych kolegów. Do tego dochodzi również obawa przed czymś nowym, obawa czy poradzą sobie na wyższym poziomie edukacji. Ogromne znaczenie ma tu również tak zwany okres buntu, każdy z nas z własnego doświadczenia pamięta chyba, czym się to objawia. Młody człowiek, który znajduje się w nowym środowisku, chce za wszelką cenę zostać zauważony, chce zdobyć akceptację. Może wiązać się to na przykład z chęcią posiadania nowych, drogich ubrań, kosmetyków, nowoczesnych telefonów komórkowych itp. Ktoś mógłby powiedzieć jednak, iż likwidacja gimnazjów niczego tu nie rozwiąże – młodzież zawsze się buntowała i będzie się buntować. Oczywiście, jest w tym sporo prawdy. Zauważyć trzeba jednak, iż dawniej „dorosłym” stawało się dopiero po skończeniu szkoły podstawowej i rozpoczęcia edukacji w liceum. Teraz „dorosłymi” stają się osoby w wieku lat trzynastu, którym do dorosłości brakuje jednak bardzo wiele. I na pewno nie jest to jeszcze czas na weekendowe wyjazdy z kolegami, papierosy, alkohol czy nawet farbowanie włosów lub makijaż. Z punktu widzenia pedagogicznego wprowadzenie gimnazjów wydaje się być kompletną porażką. Oczywiście, ich likwidacja nie rozwiąże wszystkich problemów, jednak, według mojej opinii, w znaczący sposób ułatwi walkę z nimi.

Osobnym problem jest kwestia poziomu wiedzy u uczniów. Z wykształcenia jestem historykiem, więc skupię się tu przede wszystkim na mojej dziedzinie wiedzy. I tu wnioski wyciągnięte z moich doświadczeń są niestety bardzo pesymistyczne – wiedza historyczna kuleje na wszystkich poziomach edukacji. W tym miejscu warto przypomnieć dyskusję dotyczącą ilości godzin historii w szkole (dyskusja ta rzecz jasna dotyczyła i dotyczyć powinna wszystkich przedmiotów, ja pozwolę sobie jednak ograniczyć swoje rozważania do mojej dziedziny wiedzy). Chodzi tu przede wszystkim o dotychczasową przerażająco małą ilość godzin w szkołach średnich. Plusem wydawało się być to, iż w pierwszej klasie uczeń miał szansę zapoznać się szczegółowo z historią XX wieku. Z drugiej strony jednak warto zauważyć, iż do tej pory styczność z historią tego okresu miał tylko i wyłącznie w szkole podstawowej (o ile nauczyciel zdążył przerobić cały materiał), kiedy materiał siłą rzeczy był o wiele bardziej okrojony. Ponadto uczeń, który nie wybierał historii jako przedmiotu rozszerzonego, uczył się przedmiotu według następujących bloków: „Europa i świat”, „Język, komunikacja i media”, „Kobieta, mężczyzna i rodzina”, „Nauka”, „Swojskość i obcość”, „Gospodarka”, „Rządzący i rządzeni”, „Wojna i wojskowość”, „Ojczysty Panteon i ojczyste spory” (przy czym nauczyciel wybierał tylko część z tych bloków). System taki wprowadzał ogromny chaos. Uczeń na jednej lekcji mógł przerabiać temat dotyczący najnowszej historii Polski (z bloku „Ojczysty Panteon i ojczyste spory”), na następnej zaś przyswajać wiedzę dotyczącą taktyki militarnej Aleksandra Wielkiego (z bloku „Wojna i wojskowość”). Wprowadzenie ośmioletniej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum może rozwiązać tu problem. Nauczyciel będzie miał do dyspozycji odpowiednią ilość godzin na w miarę dokładne omówienie wszystkich istotnych wydarzeń historycznych, liceum powinno być tu czasem na przypomnienie oraz uzupełnienie wiadomości.

Poruszając temat związany z edukacją warto zwrócić uwagę na jedną istotną rzecz. Jako narodowo- katoliccy radykałowie nie możemy zapominać o funkcji, którą w szkole powinna pełnić historia. Nie ulega wątpliwości, iż powinna ona uformować Polaka-katolika. Dlatego w podstawie programowej  (bez względu na to, czy mowa tu o wiedzy na poziomie podstawowym czy rozszerzonym) nie może zabraknąć podstawowych zagadnień z historii Kościoła oraz z historii Polski. Bardzo podobnie jest w przypadku wiedzy o społeczeństwie. Nie możemy pozwolić na to, aby w przyszłości liberalny nauczyciel wpajał naszym dzieciom przekonanie o demokracji jako najlepszym z możliwych ustrojów czy zbawiennej roli Unii Europejskiej, a nacjonalizm mylił z szowinizmem. Przede wszystkim jednak  nie pozwólmy na wyrzucenie ze szkół lekcji religii. Pamiętajmy, że nie istnieje coś takiego jak bezstronność światopoglądowa w edukacji. Szkoła będzie albo szkołą katolicką, wychowującą ucznia w duchu szacunku do religii katolickiej i do narodu polskiego, albo szkołą laicką, wpajającą niechęć do tych wartości.

 

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię