Wśród zatrzęsienia polskich kolęd i pastorałek jedna wyróżnia się szczególną wartością poetycką i teologiczną. „Bóg się rodzi” to pieśń, w której każdy wers przedstawia nam głęboką treść o wcieleniu Syna Bożego. Zapraszamy na serię artykułów, w których będą pojawiały się krótkie komentarze do poszczególnych wersów tej kolędy.
Bóg się rodzi
Pierwszy wers królowej polskich kolęd zdawałby się być najprostszym. Świętujemy przecież Boże Narodzenie, więc oczywistym jest, że chodzi o to, iż rodzi się Bóg. Czy jednak uświadamiamy sobie, co to dokładniej oznacza?
Zewnętrzny obraz tego faktu znamy doskonale: stajenka, Józef i Maryja, zwierzęta, aniołowie ogłaszający pasterzom nowinę. Już z tym wiąże się wiele symboli skłaniających do refleksji, takich jak brak miejsca w gospodzie czy objawienie Mesjasza pasterzom i poganom. Skupmy się jednak na tej fundamentalnej tajemnicy, jaką jest fakt, że oto Bóg staje się Człowiekiem, że Logos (z greki: słowo, rozum, ale również, a może przede wszystkim – ostateczna przyczyna istnienia świata) staje się Ciałem.
Wszedł między lud ukochany,
dzieląc z nim trudy i znoje
Narodzony w Betlejem Jezus nie jest tylko ciałem, w które przybrał się Bóg, jego postać nie jest jedynie awatarem służącym temu, byśmy jako ludzie mogli wchodzić z Nim w interakcję. Bóg w osobie Jezusa Chrystusa faktycznie przyjął ludzką naturę, stąd całe jego życie, praca, cierpienie i śmierć były autentycznym ludzkim doświadczeniem, a nie iluzją, za którą kryłby się Wszechmocny, którego nic nie może skrzywdzić.
Dlatego Narodzenie Pańskie to nie tylko atmosfera towarzysząca cudowi narodzin, ale i wielka tajemnica wcielenia Boga, wcielenia, którego celem jest cierpienie i śmierć. Kościół w swej mądrości wyrywa nas z sentymentalnego nastroju już drugiego dnia Świąt. W kalendarzu liturgicznym 26 grudnia to święto św. Szczepana – pierwszego męczennika. Dzień po narodzinach Dzieciątka w stajence stajemy w obliczu męczeństwa, kamienowania i śmierci za wiarę w Bóstwo Chrystusa. Wspaniale perspektywę tę wskazuje nam jedna z kolęd:
Dziecino Święta, czemu drżysz i z taką trwogą patrzysz się
Czy już przed sobą widzisz krzyż na purpurowym nieba tle?
Jeszcze nie czas o Panie nasz,
o nie płacz nie, błagamy Cię…
Czemu tak smutny uśmiech Twój, a oczka mgły przesłania cień
Powiedz, odpowiedz, Jezu mój, czy Ci męczeństwa widny dzień.
Jeszcze nie czas, o Panie nasz,
o nie płacz nie, błagamy Cię…
Bóg nie staje się człowiekiem na początku stworzenia. Nie żyje po ludzku między Adamem i Ewą, gdy ci w rajskim ogrodzie zaznają radości. Nie, Chrystus, jak pięknie ujmuje to inna pieśń, dzieli z nami wygnanie. Zwróćmy uwagę na słowo wygnanie. Przypomina nam ono, że wszelkie cierpienie i zło istniejące na świecie mają źródło w grzechu, w akcie nieposłuszeństwa wobec Boga. Chrystus więc, choć sam od grzechu wolny (jako że nie może być nieposłuszny sam sobie), przyjmuje na siebie skutki grzechu. Dlatego Jego śmierć, w odróżnieniu od śmierci innych ludzi, ma moc nas zbawić. Jest Ofiarą doskonałą złożoną z Osoby, której śmierć jest od początku do końca wyborem woli i w której naturze nie ma konieczności cierpienia i umierania.
Następujące po Narodzeniu Pańskim wspomnienie św. Szczepana pokazuje nam również, że Chrystus narodził się na świecie, byśmy my mogli narodzić się dla Nieba. Bez przyjścia Chrystusa śmierć Szczepana byłaby tylko tragicznym przykładem ludzkiego bestialstwa i nienawiści. W kontekście wcielenia i zbawczej męki, staje się ona obrazem najgłębszej wiary i największej wierności, które dają nadzieję na życie wieczne.


























