“Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust.”

 Apokalipsa świętego Jana 3, 15-16.

Każdy, kto jest częścią naszego ruchu, każdy, kto chce być członkiem naszego Obozu, każdy, kto chce nieść razem z nami Polsce odrodzenie, powinien wziąć sobie do serca te słowa. Wyrywam je z Pisma Świętego i, nie odrzucając pierwotnego znaczenia, wskazuję nowe, koherentne właśnie do pierwotnego. Jak pisał Ś.P. Jan Mosdorf, jesteśmy obozem wielkiej wiary, konkretnej, katolickiej wiary. Znaczenie powyższego cytatu jest nam znane. Wiemy, że albo jesteśmy wierzący, albo nie. Kompromis w tej fundamentalnej kwestii jest najgorszym, co może człowiek wybrać. Jest to dla naszego Pana obrzydliwe. Niech każdy “letni” mi wybaczy, bo nie mogę jako katolik napisać inaczej.

Na marszach, manifestacjach czy nawet w rozmowach między sobą rzucamy hasło “Wielka Polska Katolicka”. Często deklarujemy się jako katoliccy radykałowie, bądźmy więc tymi radykałami, bądźmy gorący! Bez kompromisów, bez relatywizmu, bez fałszu wobec siebie i innych. Tacy powinniśmy być. Tacy musimy być i dla nas samych, bo to o nasze Zbawienie idzie. Lecz tacy musimy być także dla tych, którzy Ojczyznę przejmą po nas. Nie zbudujemy naszej umiłowanej Wielkiej Polski, jeśli budować będziemy na piasku “tego świata”, a nie na skale Pana Boga i Kościoła.

Tu przejdę do sedna sprawy, mianowicie do budowania Wielkiej Polski. Wiemy, jak to wygląda na co dzień. To nie marsze i rocznice, to nie manifestacje i uroczystości. Wymienione rzeczy to tylko ta najbardziej widoczna dla społeczeństwa część. Część ukryta jest o wiele mniej spektakularna. Każdy członek Obozu Narodowo-Radykalnego wykuwa Wielką Polskę w regularnej, systematycznej pracy nad sobą samym. Prowadzi życie wierne dewizie “Bóg, Honor, Ojczyzna”. Formuje się ideowo, fizycznie i duchowo. Jest to proces trudny, dla wielu zbyt trudny. Są jednak w Polsce ludzie, którzy mają na tyle sił fizycznych i duchowych, by sprostać ścieżce narodowego radykała. W tym tekście nie wzywam do porzucania rodzin, domów oraz życia Ideą i dla Idei. Nie wzywam do działania dla Narodu, kiedy się będzie chciało. Powiem jedynie, że jeśli chcemy działać, to działajmy zawsze według schematu:

  1. Robię to, co konieczne.
  2. Robię to, co pożyteczne.
  3. Robię to, co przyjemne.

Deklarujemy się jako narodowi radykałowie, to nimi bądźmy. Jeśli nie umiemy żyć według powyższego schematu, to nie tyle marni z nas OeNeRowcy, co marni z nas ludzie. Jeśli dla mnie ważniejsze od przeczytania dzieł Jana Mosdrofa, Adama Doboszyńskiego, Romana Dmowskiego i wielu innych jest obejrzenie meczu piłki nożnej, to, stając w prawdzie o sobie samym, muszę przyznać, że jestem zimny. I dobrze, lepiej być zimnym, niż letnim. Nie mam jednak prawa mówić o sobie jako o polskim nacjonaliście. Jeśli chcę działać, kiedy mi się zechce, to jestem letni, każdy będzie się mną brzydził. Nie każdy ma wielkie talenty do działalności, do organizowania i przewodzenia, tak samo jak nie każdy ma talent do gry na fortepianie. Wiem jednak, że dzięki wytrwałości można nauczyć się gry, tak więc można wypracować w sobie wiele pozytywnych cech i umiejętności. Kwestią leżącą w naszej gestii jest zawsze samozaparcie. Jeśli nie umiem zaprzeć się samego siebie, to nie powinienem przystępować do ruchu, który ode mnie tego będzie wymagał. W końcu, jeśli jestem gorący, to dla dobra Narodu powinienem taki pozostać.

Zawsze podstawową kwestią będzie autentyczność, spójność między słowami i czynami. Musimy zdać sobie sprawę z tego, jacy jesteśmy. Jeśli nie poznamy i nie przyjmiemy prawdy o sobie, to jak inni mają nas uznać za prawdziwych? Prawda zawsze wychodzi na jaw, prędzej czy później, lecz zawsze. Jeśli nie umiemy sami siebie zmieniać na lepsze, to jak mamy zmienić na lepsze naszą umiłowaną Ojczyznę?

 

3 KOMENTARZE

  1. Nie podoba mi się ten tekst. Jak widać, dla ONR ważniejszy jest Bóg i Ojczyzna, a dopiero potem Naród. Naród jest z punktu widzenia nacjonalizmu najważniejszy, bo on, istnieje realnie, a Bóg to co najwyżej kwestia wiary. Ojczyzna jest także kwestią subiektywną, bo jeśli Polak mieszka w USA czy Anglii, to faktycznie, ojczyzną dla niego będzie ta ziemia gdzie mieszka, choć jego naród, to naród polski.
    Naród-Honor-Tradycja – to powinny być hasła polskiego nacjonalizmu.

    • W Boga można wierzyć lub nie, ale Bóg jest najważniejszy. W razie nieszczęść, to Bóg może pomóc, w tym również narodowi, a nie naród Bogu. Indywidualnie też Polak z Anglii będzie miał mnie gdzieś. A najczęściej najgorsi są Polacy z sąsiedztwa. Jest dowcip, wprawdzie stereotypowy – Niemiec ma super samochód. Drugi Niemiec się modli: “Panie Boże, spraw bym i ja miał taki samochód!”. Francuz ma taką dorodną krowę, co daje dużo wartościowego mleka. Drugi Francuz się modli: “Panie Boże, spraw, bym i ja miał taką krowę!” Polak ma super samochód i dorodną krowę. Drugi Polak się modli: “Panie Boże, spraw, by samochód mu się zepsuł, a krowa zdechła!”. Wiem, że Bugaj nie jest dla Was autorytetem. Dla mnie też nie jest. Ale według mnie miał dużo racji, że Polacy czczą zmarłych bohaterów, a dla drugiego żywego Polaka są “wilkiem”. Może w Waszym środowisku ONR-u jest inaczej. Nie znam Was osobiście. Jednak ogólnie dużo w tym prawdy jest. Macie dowód, że jedna pani Justyna z prokuratury (zapewne Polka) oskarża Waszą Panią Justynę, bez rzetelnych podstaw prawnych, a za antypolskie i antykatolickie sprawy umarza postępowania. Ja to prawdę mówiąc też dużo Polaków z sąsiedztwa nie lubię. Mój pies mnie z nimi głównie konfliktuje. A z jedną rodziną murzyńską na osiedlu nie mam problemów, bo akurat mój pies im nie przeszkadza. To akurat przypadek. Nie to, że chcę by murzynów było więcej na osiedlu. Ale akurat ten mi nie przeszkadza, jego syn się grzeczni mi kłania, a z wieloma Polakami jestem w konflikcie. Natomiast też uważam, że należy czcić Bolesława Chrobrego, Witolda Pileckiego. Inni Polacy z sąsiedztwa pewnie też tak uważają.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię