W debacie publicznej często poruszany jest temat dotyczący systemu edukacji. Ostatnimi czasy najpopularniejszym wątkiem zahaczającym o to zagadnienie była kwestia, w jakim wieku należy dzieci posyłać do szkoły. Tym razem chciałbym jednak poruszyć coś, co również jest poddawane pod dyskusję, a szczególnie w konfrontacji z przedstawicielami środowisk liberalnych. Mianowicie chodzi o powszechny dostęp do edukacji.
Zwolennicy państwa minimum często opierają swoją pseudoargumentację o to, że państwo ma obowiązek zapewnienia tylko i wyłącznie bezpieczeństwa, natomiast takie dobrodziejstwa jak powszechna i darmowa edukacja, to wymysł socjalistyczny. Otóż tak się składa, że ów dar otrzymaliśmy wraz z rozwojem kapitalizmu. Warto w tym miejscu zaznaczyć, aby uniknąć nieporozumień, że gdy zniszczymy kapitalizm, to nie odrzucimy niektórych jego zdobyczy, chociażby w kwestiach socjalnych, jak wspomniana powszechna edukacja czy przykładowo powszechna służba zdrowia lub ubezpieczenia społeczne. Wracając do tematu, faktem jest, iż w XIX wieku wraz z rewolucjami przemysłowymi powstało zapotrzebowanie na wykwalifikowanych robotników. Wówczas kapitaliści zapewniali edukację dla swoich przyszłych pracowników albo tworząc szkoły przyzakładowe lub też wywierając naciski na ustawodawstwo państwowe. Posiadając już wykwalifikowanych pracowników, szkoda było, gdy umierali będąc w pełni wieku produkcyjnego, co z kolei było czymś naturalnym dla rozwijającego się kapitalizmu. W konsekwencji zapewniano darmową opiekę medyczną dla robotników. Mimo teoretycznie zadowalających tendencji rozwojowych tego systemu we wczesnej jego fazie, to jednak patrząc na ten proces w ujęciu całościowym, ujawnia się tutaj przedmiotowe traktowanie człowieka, co było jedną z przesłanek kapitalistycznego wyzysku. Materialistyczne postrzeganie świata doprowadziło do takich wynaturzeń jak towarowe traktowanie pracy ludzkiej. Praca stanowi fundamentalną działalność zgodną z naturą człowieka, a zarazem spełnia doniosłe funkcje społeczne. Powinna więc stanowić odbicie dążenia ku wyższym celom, dlatego nacjonalizm opowiada się za idealistycznym postrzeganiem rzeczywistości.
Od powyższego wywodu dotyczącego genezy omawianej kwestii jest jeden bardzo ważny wyjątek, związany z naszym krajem. Otóż pierwszą w Europie edukację powszechną wprowadzono właśnie w Polsce w 1773 roku, za czasów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jest to doskonałym dowodem na to, że doceniając postępowe zmiany w historii ludzkości, nie trzeba wcale gloryfikować kapitalizmu. Rzeczpospolita Obojga Narodów była wówczas, w XVIII wieku społeczeństwem feudalnym, a poza wspomnianą oświatą publiczną stworzyła również pierwszą na kontynencie konstytucję, którą uchwalono 3 maja 1791 roku i obecnie ten dzień jest dniem wolnym od pracy, a zarazem jednym z najważniejszych świąt narodowych, zaraz po 11 listopada i 1 maja.
Oczywiście w działaniu oświaty publicznej jest obecnie mnóstwo niedociągnięć. Świadczą o tym, chociażby refleksje przeciętnych czytelników tego typu artykułów. Twierdząc, że państwo jako instytucja ma obowiązki względem obywateli na takich płaszczyznach jak omawiane zapewnienie powszechnej edukacji czy wspomnianych służby zdrowia lub ubezpieczeń społecznych, można często zostać posądzonym o tendencje komunistyczne. Na takie kwiatki można trafić zarówno w dyskusjach vis-a-vis, jak i w tych internetowych. Otóż w kwestii wyjaśnienia, warto zaznaczyć, iż komunizm jest ideologią antypaństwową dążącą do zniesienia tejże instytucji, uznając jednocześnie państwo za formę ucisku klasowego. Natomiast, my nacjonaliści uznajemy państwo za zinstytucjonalizowany wyraz woli całego Narodu. Wiedząc, że droga od anarchii do statokracji jest krótka, bądźmy świadomi, iż musimy zmieścić się na niej bliżej środka, niż biegunów. Jako dodatkowy argument na rzecz powszechnej edukacji, a zarazem usprawiedliwienie na częściowe przejmowanie przez państwo funkcji wychowawczych, można przytoczyć co następuje. Otóż jak słusznie zauważył Herbert Marcuse w książce “Człowiek jednowymiarowy”, w rozwiniętym społeczeństwie kapitalistycznym ów funkcje wychowawcze są zawłaszczane w coraz większym stopniu przez media, za którymi stoją korporacje. Bardziej współcześnie widzimy, że taką tendencję wykazuje internet, a szerzej mówiąc postępująca informatyzacja. Wówczas społeczeństwo lub państwo, jako jego przedstawiciel powinno zaoferować jakąś alternatywę wychowawczą.
W świetle powyższego widzimy, że oświata potrzebuje naprawy. Można w tym miejscu postawić liczne pytania, przykładowo ‘jak będzie wyglądać edukacja w Wielkiej Polsce?’ lub też ‘jak będzie w Narodowym Państwie Pracy?’. Podstawowym problemem jest demokracja. Obecne zawiłości są spowodowane głównie tym, że każdy nowy rząd ma inną wizję systemu edukacji, a na tych prywatnych insynuacjach cierpią głównie uczniowie, a my wszyscy tracimy jako społeczeństwo. Z interesem narodowym zbieżne jest, by mieć wykształconych obywateli, znających zarówno historię swojego kraju, jak i będących specjalistami w wielu różnorodnych dziedzinach. Przedstawiciele środowisk prawicowych często proponują prywatyzację szkolnictwa ogólnie, a wyższego w szczególności. W takim wypadku wykształcenie stałoby się przywilejem nielicznych, lepiej usytuowanych materialnie. Mogłoby to również doprowadzić do takich patologii, jakie występują w Stanach Zjednoczonych. Mianowicie w imperium zła student rozpoczynający swój wojaż akademicki bardzo często zaciąga kredyt i jest zadłużony na następne kilkanaście lat, stając się niewolnikiem banku. Całkowicie nietrafione są również bajki o kreowaniu elity Narodu przez uniemożliwienie dostępu do edukacji niektórym warstwom społecznym. Moja opinia potępiająca takie postulaty opiera się na założeniu, że nie należy kreować elity Narodu, gdyż to Naród ma stanowić elitę. Szczegółowa odpowiedź na pytania postawione na początku tego akapitu należy przede wszystkim do nauczycieli i pedagogów, którzy posiadają lub dopiero posiądą świadomość narodową i którzy będą z nami budować Narodowe Państwo Pracy. Przedstawiciele tych zawodów powinni również zarabiać więcej niż ma to miejsce obecnie, gdyż na nich spoczywa ciężki obowiązek odpowiedniego wykształcenia młodych Polaków. Jako grunt pod dyskusję można w tym miejscu podać jedynie ogólne pomysły, które są często dyskutowane w środowiskach narodowych. Mam tu na myśli przede wszystkim odbudowę szkolnictwa zawodowego, likwidację gimnazjów, większy nacisk na przedmioty praktyczne, większy udział wydatków publicznych w projektach badawcze.



















PAWEŁ WIECZYŃSKI







Założenie, że to naród ma tworzyć elitę, dlatego stwórzmy wszystkim identyczne warunki, jest ************* że po prostu szkoda gadać. Jak drogi chcesz stworzyć elitę jak uważasz, że ludzie są zbyt głupi, by samemu decydować o sobie, do jakiej szkoły i kiedy mogą iść, czego mają się uczyć. Socjalistyczne niewolnictwo naprawdę nie działa. Zaskakująca jest krytyka edukacja USA. Bo wśród najlepszych uniwersytetów praktycznie wszystkie są właśnie tam. Żadne państwowe uniwerki nie znajdują się w elicie. Dlaczego, bo kształci się tam średniaków i wyrobników, a nie samodzielnego myślenia. Dlaczego, ludzie zapisują swoje dzieci do prywatnych uczelni, bo one gwarantują wyższy poziom. dlaczego, to właśnie tam jadą wszyscy najlepiej wykształceni i prawdziwa elita intelektualna? Nie chcesz by ludzie pobierali kredytów, bo po skończeniu HARVARDU, MIT, YALE pracodawcy biją się o Ciebie, więc ten kredyt masz spłacony w kilka lat. To złe inwestować w siebie? Pewnie, lepiej całe życie płacić miliony podatków, które ma iść na edukację dla wszystkich.
Z tym, że nie każdego stać żeby wziąć kredyt. Poza tym polemizowałbym z tym, że amerykańskiego uniwerki są na najwyższym światowym poziomie.
W Polsce wyraźnie jest odwrotnie. Najwyższy poziom edukacji gwarantują stare renomowane państwowe uczelnie, a do szkół prywatnych idą ci, co nie mają szans się na nie dostać i/lub ich ukończyć.
Chcesz mieć dyplom a nie zamierzasz się uczyć – wybierasz płatną szkołę prywatną (jeśli stać na to twoich rodziców/opiekunów).
Mam znajomego, który prowadzi firmę w branży elektronicznej. W trakcie pewnej rozmowy powiedział mi, że już dawno przestał zapraszać na rozmowy kwalifikacyjne (zatrudnienie w jego firmie) absolwentów prywatnych uczelni którzy przesłali mu swoje CV, bo to strata czasu – nigdy nie spotkał takiego, który by potrafił chociaż w części to, co mu napisano na dyplomie. Płacisz – dostajesz, ale papier, nie wiedzę.
Osobiście miałem doświadczenie z płatnym gimnazjum salezjańskim, do którego wysłałem córkę (bardzo renomowane). Mity o porządku, “zamordyźmie” (którego oczekiwałem widząc co dzieje się w szkołach publicznych) i wysokim poziomie nauczania prysły bardzo szybko. Poziom nauczania na poziomie przeciętnych szkół publicznych, za to towarzystwo “bananowych dzieci” (głównie dzieciaki prominentnych bogatych obywateli PL – do których się nie zaliczam, te 400zł/m-c to był dla mnie duży wydatek, ale miałem nadzieję że “zaprocentuje” poziomem nauczania i dyscypliny) skutecznie wpędziło moje dziecko w depresję, bo nie miała najnowszego iPhone i ciuchów z najdroższych sklepów, nie mieszkała w pięknym domu a tatuś zamiast nowego Mercedesa miał 20-letniego grata (a tak właśnie “pozycjonowano” tam uczniów). Występowały tam wszystkie patologie typowe dla rozwydrzonych szkół publicznych (narkotyki, pobicia, pijaństwo, szantaże, wulgarne odnoszenie się uczniów do nauczycieli, swobodne korzystanie przez uczniów w czasie lekcji z tel.kom.). Po roku zabrałem stamtąd dziecko i dałem do gimnazjum rejonowego – poziom nauczania wzrósł i córka zaczęła się obracać w milszym i przyjaźniejszym otoczeniu. Tyle mam doświadczeń z prywatnym szkolnictwem.
Pierwsze tajne komplety odbywały się po powstaniu KEN. Najwidoczniej nie był to wspaniały twór.