W rozmowach z obcymi osobami, ale często też z bliskimi znajomymi, nie zaangażowanymi permanentnie w działalność społeczną, spotykamy się z przejawami zaskoczenia, spowodowanego naszym organizacyjnym aktywizmem i zaangażowaniem. Weekend spędzony w drodze na uroczystości rocznicowe odbywające się na drugim końcu kraju. Kilka godzin wolnego czasu pomiędzy obowiązkami dnia codziennego poświęcone na plakatowanie swojej okolicy. Ostatnie oszczędności przeznaczone na zakup książki,  nie zapewniającej nam pustej rozrywki, a budującej naszą wiedzę i wewnętrzne uformowanie ideowe. Po co to wszystko?

Z całą pewnością prostszym, ograniczonym w obowiązki, a pełnym przyjemności (chwilowych i złudnych) byłoby życie w stylu większości otaczających nas osób. Nacjonalista nie zna jednak drogi na skróty. Zdziwienie malujące się na twarzach naszych rozmówców, po przeprowadzonej kolejnej akcji, zwieńczone niedowierzaniem, że nam się chce, powinno stanowić dodatkowy zastrzyk energii, a nie zniechęcenia. Najmniejsza ilość nowych sił będzie przydatna. Ogrom pracy, jaka stoi przed nami na każdym polu, nie może nas przerażać. Wręcz przeciwnie – mnogość wyzwań musi wpływać na nas mobilizująco, oddziałując tym samym na duchową (a często również fizyczną) formację. Nasze chęci i potrzeba czynu nie bierze się znikąd. Ma ona swoje podstawy, np. w wychowaniu, edukacji (także indywidualnej), które mogą przeradzać się w poczucie przynależności, miłości oraz tożsamości z własną ojczyzną. Zwykło się to zjawisko określać mianem patriotyzmu.

Współtwórca polskiej idei narodowej na przełomie XIX i XX w. oraz wybitny socjolog, Zygmunt Balicki stwierdził, że patriotyzm jest „uczuciem zbiorowym i niczym tylko uczuciem”. Owo uczucie nie jest tożsame działaniu i prawdziwej ofiarności. Jednakże proces ekspansji naszej idei czynu, w sposób naturalny w pierwszej kolejności skierowany musi być ku tej części społeczeństwa, dla której patriotyzm nie jest powodem do wstydu, ale też nie stał się jeszcze fundamentem podjęcia pracy społecznej. Koniecznym będzie praktyczne zaszczepienie wśród tych osób hasła „Życie i śmierć dla narodu”, z naciskiem na jego pierwszy człon. Życie, a więc codzienna ofiarność, karność i samodyscyplina
w pracy dla narodu, stanowi wbrew pozorom zdecydowanie większe wyzwanie.

Dopiero realizując w zaawansowanym stopniu ten etap, będziemy posiadać przesłanki do realnego wpływu na szersze sfery społeczeństwa. Pojedynczy działacze, aktywni w pierwszej kolejności w swoim lokalnym środowisku, stanowią najlepszy przykład tytułowego „nam się chce”. Aktualnie wśród większości budzi to jeszcze niestety głównie zdziwienie. Zmienimy to naszą wytrwałością, która stanie  się najlepszą motywacją i świadectwem na to, iż warto iść naszym śladem. Wiąże się to z odrzuceniem postrzegania życia wyłącznie przez pryzmat własnego ja. Jest to jednak niezbędne dla trwałości i uczciwości czynu, stanowiącego fundament faktycznej przemiany mentalności jednostek, a w efekcie społeczeństwa. Jeden z przywódców przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego – Jan Mosdorf – pisał: “(…) idziemy równo, bez nerwowego pośpiechu, ale i bez wahającej się niepewności. Wyszliśmy małą gromadką, a teraz – spojrzymy wstecz: iluż narosło po drodze!”

W bieżącej chwili jesteśmy tą „małą gromadką”, przysłowiową kroplą, która miejmy nadzieję będzie stopniowo drążyć skałę. Nie kroczymy zaślepieni własnym interesem i ambicjami, a z poczuciem odpowiedzialności i obowiązku wobec narodu. Z wiarą  w słuszność naszej idei. Od nas samych zależy co ujrzymy spoglądając wstecz.

Piotr Puciński

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię