Liczne dyskusje i rozważania, zarówno publiczne, jak i te w zamkniętym gronie, dotyczące kierunku prowadzenia polityki społeczno-gospodarczej, kończą się zwykle niestety na pustych sloganach. Rzadko słyszymy o konkretnych – realnych – propozycjach, nie wspominając o ich wdrożeniu zakończonym sukcesem. W ostatnich latach szeroko pojęte kręgi narodowe nie precyzując zarysu pewnych idei i rozwiązań, odziewały je w szatę nie do końca klarownie, aczkolwiek dumnie brzmiącego Narodowego Solidaryzmu.
Do napisania artykułu skłoniły mnie pojawiające się w kwietniu dobre wieści płynące chociażby z Polskich Kolei Państwowych i PESY, ale również nie napawające optymizmem wiadomości z KGHM oraz PZL w Świdniku i Mielcu.
W pierwszej kolejności rozpatrzone zostaną wydarzenia, o których z pewnością chcielibyśmy słyszeć jak najczęściej. Spółki jakie działają w ramach Polskich Kolei Państwowych to m.in.: PKP Intercity, czy PKP Cargo, będąca drugim z największych operatorów kolejowych przewozów towarowych na rynku UE. Natomiast PESA, mająca swą siedzibę w Bydgoszczy, słynie z produkcji pociągów spalinowych oraz tramwajów, nie tylko na rynek krajowy, ale też eksportując swoje produkty np. do: Włoch, Rumunii, czy na Litwę. Wybór tych przedsiębiorstw nie był przypadkowy, z uwagi na zamówione przez PKP Intercity 20 pociągów PesaDART, o których było głośno w kontekście konkurencji dla służących za jeden z elementów rządowej propagandy – pociągów Pendolino. Wartość kontraktu opiewa na niespełna 1,4 mld zł. PesaDART posiadać mają najwyższej jakości wyposażenie wewnętrzne, zapewniające najwyższy komfort jazdy, wliczając w to dodatkowe funkcje dla najbardziej wymagających klientów. Niech najlepszą rekomendacją będzie tu zainteresowanie polską produkcją, jakie wyrazili całkiem niedawno Niemcy.
Najważniejszym jest jednak aspekt techniczny, czyli m.in. prędkość maksymalna, która w przypadku tego produktu ma wynosić do 250 km/h. Co stoi na przeszkodzie aby podróżować po Polsce z taką prędkością? Infrastruktura liniowa, a mianowicie tory, które docelowo w ruchu pasażerskim pozwolą osiągać w Polsce prędkość równą tylko 160 km/h. Należy wspomnieć, że aktualnie jest to możliwe na nielicznych trasach. Nie zamykając tematu transportu kolejowego, ale przenosząc się na przewozy towarowe, warto napomknąć krótko o umowach jaką podpisało niedawno PKP Cargo. Tym razem z polskimi liderami przemysłu wykorzystującego drewno, spółkami z: Świecia, Kwidzyna i Szczecinka. Nie można w tym miejscu nie przytoczyć słów członka zarządu PKP Cargo – Jacka Neski – „Cieszę się, że możemy być partnerem największych podmiotów gospodarczych w Polsce (…)”. Wiele osób z pewnością potraktuje to jako grzecznościową regułkę, wypowiadaną po każdej zawartej umowie. Czy jednak nie będzie to zbytnie uproszczenie? Czy nie jest to coraz popularniejszy trend w ostatnim czasie i polscy przedsiębiorcy zaczynają doceniać potrzebę nawiązywania współpracy gospodarczej z innymi podmiotami krajowymi, próbując wytworzyć przeciwwagę dla rosnących w siłę zachodnich odpowiedników? Szersze zdiagnozowanie tych problemów nastąpi w dalszej części artykułu.
Głośniejszym echem w mediach odbił się zwłaszcza przetarg na śmigłowce dla Wojska Polskiego. Ostatecznie kontrakt został podpisany z francuską firmą, ku wielkiemu niezadowoleniu polskich zakładów i oburzeniu części opinii publicznej. Mogliśmy usłyszeć wiele argumentów z obu stron, dotyczących specyfikacji i możliwości konkurencyjnych modeli, ich dotychczasowego wykorzystania, czasu realizacji zamówienia, itd. Ze strony rodzimych producentów padało często uzasadnienie, potrzebą promowania własnego przemysłu, szczególnie w tak istotnym jego obszarze jak zbrojeniowy. Kontrargumenty za francuskimi śmigłowcami Caracal, skupiały się głównie na wykazaniu lepszych możliwości technicznych. Na całą dyskusję i problem tej sprawy warto spojrzeć z nieco innej perspektywy. Jeśli wierzyć jednej ze stron dyskusji zapytajmy gdzie tkwią przyczyny tego, iż polskie śmigłowce są funkcjonalnie rzeczywiście na niższym poziomie? Docieramy tutaj do zasadniczego problemu jaki degraduje szansę wielu sektorów polskiego przemysłu i przedsiębiorstw, kiedy stają do rywalizacji z zagranicznymi firmami. Mianowicie zaniedbania w zakresie innowacji i badań nad nowoczesnymi technologiami. Problem ten dotyczy niestety większości sfer gospodarki. Polskie politechniki mają ograniczone możliwości, wpływ władzy państwowej na ten obszar powinien stanowić dla niej jeden z priorytetów. Należy definitywnie skończyć z zawłaszczaniem przez inne państwa polskich patentów, czy przechwytywaniem najzdolniejszych absolwentów polskich uczelni, którzy umiejętności nabyte za publiczne pieniądze, wykorzystują dla zagranicznych przedsiębiorstw. Drugi problem również dotyczy niestety niewłaściwej polityki Rządu. Mowa o przekazaniu koncesji na poszukiwanie złóż miedzi w województwie lubuskim na rzecz kanadyjskiej firmy. Skargę w tej sprawie do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego złożył przegrany KGHM. Jak brzmiał główny zarzut wobec Ministerstwa Środowiska? „Działanie na szkodę interesu państwa”! Niemożliwe? To niestety prawda. Szczęściem w nieszczęściu całej tej sytuacji, jest właśnie twarde i bezpośrednie postawienie się miedziowego potentata. Być może będzie to zachęta do zaprzestania chowania głowy w piasek w podobnych przypadkach.
W tym miejscu, mimo głównie sprzecznych odczuć jakie mamy, po zapoznaniu się z powyżej poruszonymi sytuacjami, klaruje nam się też pewien punkt styczny. Jest nim dostrzeżenie przez przedsiębiorstwa faktu, iż nie posiadają one autonomii gospodarczej, polegającej w tym przypadku na całkowitej samowystarczalności, oraz postawieniu się w opozycji do gospodarki państwowej i całkowitej niezależności od niej. Wręcz przeciwnie, można zauważyć rosnącą, jakże ważną świadomość, że każda branża, firma, wszelkie sfery gospodarki narodowej – zaczynając od najzwyklejszych usług, kończąc na przemyśle ciężkim – są składowymi systemu gospodarczego państwa, w rozumieniu largo. Zakładając, że podstawowym celem prowadzenia działalności gospodarczej jest przetrwanie, nie można przejść obojętnie obok tego faktu. Na marginesie, w tym miejscu widać gołym okiem, wbrew utopijnym hasłom, szerzonym przez pewne środowisko – tak – kapitał, praca i przedsiębiorczość mają narodowość!
Słabość wewnątrzkrajowego systemu (niekorzystne prawo gospodarcze, wysokie koszta energii, uciążliwa polityka państwa, etc.) prędzej czy później, wpłynie negatywnie na każdą firmę. Tym bardziej będzie to widoczne w czasach globalizacji, opartej na międzynarodowej wymianie handlowej, rosnącej konkurencji, ekspansji dominujących gospodarek. Świadoma i konieczna inicjatywa polskich firm zmierzająca do zacieśniania relacji na rynku krajowym, oczekiwanie owocnej współpracy z instytucjami państwowymi, rozumianej także jako pomoc i wsparcie kiedy wymaga tego sytuacja. Warto odnotować, że reakcja ta nie została odgórnie narzucona, a wyszła instynktownie, jako swego rodzaju naturalna samoobrona przedsiębiorstw. Dzięki temu mamy pewność, że mimo wielu głosów zrezygnowania – można. Polska gospodarka nie jest skazana na porażkę mimo niedogodnych reguł panujących aktualnie na rynku. Koniecznym jest jednak zarażenie wspomnianą wcześniej świadomością wspólnej walki o interes narodowy, na każdym szczeblu gospodarczego życia. Solidaryzm ten, może się przejawiać przy rozstrzyganiu przetargów na korzyść rodzimych firm (oczywiście w sytuacjach kiedy nie odbiegają one od pozostałych ofert), obroną przedsiębiorstw zagrożonych przejęciem przez obcy kapitał np. poprzez fuzje podmiotów danej branży, ale także ekspansją na zagraniczne rynki, do której miejmy nadzieję po postawieniu odpowiednich fundamentów dojdzie na większą skalę.
Kwestie gospodarcze w dobie agresywnej ofensywy z zachodu, skierowanej w polską kulturę i tradycję, zeszły niestety zdecydowanie na drugi plan w środowiskach narodowych. Być może z braku czasu na podjęcie tego wyzwania? A może powodem zlekceważenia tego obszaru było postawienie sprawy na zasadzie – jakoś to będzie? Druga połowa obecnej dekady może być decydująca dla przyszłości resztek polskiej podmiotowości na arenie międzynarodowej. Ostatki polskiego przemysłu, wraz z nielicznymi przedsiębiorstwami zdolnymi do konkurencji na rynku europejskim i światowym stoją na fatalnej pozycji. Czy jednak ten moment nie będzie zwrotem we właściwym kierunku? Przytoczone wcześniej kilka wydarzeń gospodarczych z ostatnich tygodni pozwala mieć nadzieję, że polscy przedsiębiorcy zaczęli zdawać sobie sprawę ze swego położenia oraz z polityki Rządu, niejednokrotnie utrudniającej ich działalność.
Zadajmy sobie pytanie – czy mając trudność podejmować współpracę w powszednich czynnościach, w relacjach jednostka-jednostka, będziemy w stanie postawić na nadrzędnej pozycji wspólne dobro, tam gdzie kluczowym czynnikiem są pieniądze? A może właśnie w tym należy doszukiwać się pewnej szansy? Niech poruszone działania i walka o swoje rodzimych firm, często także skierowane na przekór władzy, reprezentującej najwidoczniej sprzeczne interesy, stanowią dobry przykład. Polsce – instytucji państwowej, przedsiębiorstwom, pojedynczym obywatelom – niezbędna jest gruntowana odbudowa. Koniecznym jest oparcie jej nie o wyimaginowaną doktrynę, służącą do realizacji partyjnych celów wąskiej grupki, a o współpracę całego Narodu, z klarownie postawioną kwestią interesu narodowego. Współpraca ta musi zaistnieć na każdym szczeblu. W relacjach pomiędzy pracownikami a pracodawcami, pośród firm reprezentujących tę samą branżę, czy też podmiotów codziennie realizujących zupełnie odmienne czynności, na różnych polach, a jednak znajdujących wspólny obszar, na którym rozwiną nić wzajemnego porozumienia, który będzie stanowił fundament przyszłych korzyści.
Reakcja na katastrofalny stan polskiej państwowości, na rozbitą jedność polskiego Narodu, musi być zdecydowanie potężniejsza i wytrwała, aniżeli te czynniki i siły, które doprowadziły nas w dzisiejsze miejsce – już teraz wymuszając na nas radykalną odpowiedź. Musimy być świadomi zakresu pracy, jaka czeka nas: dzisiaj, jutro i co najmniej przez kilka najbliższych pokoleń.
Piotr Puciński
ONR Nowe Miasto nad Pilicą




























To miło, że portal Kierunki zachęca do dyskusji na temat gospodarki. Sporo teorii w tym artykule – może to zalążek jakiejś szerszej debaty? Solidaryzm naszych przedsiębiorstw – to mi się podoba!
To się dokładnie nazywa – spółdzielczość, ale także i korporacjonizm (nie mylić z władzą korporacji). Przecież ten model gospodarczy jest powszechnie znany we Włoszech, Francji i Hiszpanii, także Szwajcarii. Wystarczy podać wszelkiego rodzaju kooperatywy-spółdzielnie rolnicze, przetwórcze oraz handlowe, np. włoski czy szwajcarski COOP, odpowiednik naszego Społemu.
Myślę, że warto spoglądać i trzymać kciuki za Społem i całą polską spółdzielczość. Komuchy zobrzydziły to słowo, a przecież Szwajcaria, Włochy, Hiszpania czy Francja to nie są kraje o komunistycznej tradycji.
Od bardzo wielu lat, jestem orędownikiem spółdzielczości w Polsce i niestety widzę, że Polacy sa chyba jednym z tych narodów, gdzie kooperację jest najtrudniej promować i wprowadzić. Jest jednak na to szansa – Polacy się jednocza, w obliczu zagrożenia. A to jest właśnie ten moment – wystarczy polskich przedsiębiorców, głównie mikro producentów oraz handlarzy postraszyć – albo się zjednoczycie i stworzycie kooperatywy albo zjedza was wielkie, głównie obce molochy.
W szerszej perspektywie i wymiarze, tego typu polityka może właśnie nosić znamiona korporacjonizmu (opcjonalnie spółdzielczości). Na razie pojedynczym (niestety) przypadkom ciężko przypinać taką łatkę, ale zawsze od czegoś należy zacząć. Mamy tutaj całkiem ciekawe przykłady, które mogą stanowić jako takie podwaliny pod coś poważniejszego w przyszłości. Warto dodać, że od momentu ukazania się artykułu zaszło kilka wydarzeń na rynku, które również śmiało mogą świadczyć o tendencjach poruszonych w artykule. Miejmy nadzieję, że skala będzie jeszcze większa, przełoży się na inne branże, i krok po kroku uda się odratować krajową gospodarkę.
Oczywiście, chodziło o podanie “ogólnego” pojęcia. Ale na szczeblu pojedyńczych przedsiębiorstw, kooperacja może zachodzić w ten sam sposób w jakim zachodzi już dzisiaj, chociażby w handlu, poprzez tworzenie grup zakupowych. Widać, że polskie sieci handlowe, nie tylko Społem, jednoczą się, by tworzyć grupy zakupowe (ostatnio Stokrotka i Polomarket). Przydałoby się więcej takich działań. Problem leży w mentalności polskiej, niestety Polacy to ostatni naród, który chce kooperować i współdziałać. Nawet w II RP, Polacy mieli o wiele gorzej zorganizowaną spółdzielczość niż chociażby Ukraińcy (spółdzielnie we Lwowie czy na prowincji). W dziedzinie, której “siedzę”, czyli rolnictwo i mikro-przetwórstwo to widać jak na dłoni. Nawet w przypadku tak prostych rzeczy jak stworzenie wspólnej receptury dla produktu regionalnego są problemy, przykłady można znaleźć chociażby w Poznaniu (Rogale Marcińskie)oraz w Lubelskim (Cebularz Lubelski). Każdy sobie rzepkę skrobię – to jest dominujące myślenie w tym kraju, trzeba długich dekad, żeby to zmienić. Ale warto to robić.
Otóż to, sedno problemu leży w mentalności i wrodzonej w znacznej części młodego (i nie tylko) pokolenia, niechęci do wyjścia po za ‘ja’ i ‘moje’. Niestety dotyczy to całego przekroju mentalności – duchowego i kulturowego, ale też właśnie gospodarczego, zresztą chcąc nie chcąc przenikających się.
Impuls odbudowy wspólnoty zainicjowany problemami w portfelu, delikatnie mówiąc nie jest wymarzony, szczególnie z pozycji etyki katolickiej, ale tak naprawdę próżno obecnie szukać alternatywy na prężne poruszenie szerszych mas.
Uważam, że debata gospodarcza i sprawy gospodarcze powinien być właściwie priorytet. Tak na tym serwisie jak i innych miejscach. Jako nacjonalista “autonomiczny”, w tym sensie, że pod nikogo się nigdy nie podczepiałem i nie podczepię(a na pewno nie do końca), uważam, że to właśnie w gospodarce trzeba szukać podstaw nacjonalizmu. Trzecia Droga, nie mówię tu konkretnie o Trzeciej Pozycji, bo to akurat też swego rodzaju “zamknięte forum”, ale generalnie odpowiedź na pytanie “nie kapitalizm, nie socjalizm, więc co?”. Paradoksalnie to właśnie w Trzeciej Drodze, o której wielu, także mainstreamowych polityków mówi (chociażby Blair, gdy zaczynał premierostwo w Anglii)jest jedyną opcją, a zarazem najbardziej elastyczną. Tu nie ma barier ideologicznych, można sobie tworzyć koncepcje rodem z księżyca nawet.
I myślę, że warto skupić się na problemie podstawowym – lepiej wybierać lokalne niż krajowe czy globalne. Nawet obojętnie czy polskie czy obce, aby było lokalne. Bo sama kooperacja czy współpraca polskich przedsiębiorstw, które robią właściwie co chcą, patrząc na swój rachunek ekonomiczny, a nie na pozostałe czynniki, to za mało. Najlepiej aby było w miarę możliwości, jak najbardziej lokalnie. Czyli lokalny zakład usługowy, lokalna piekarnia, lokalny sklep(prywatny, a nie w sieci, chyba, że w kooperatywie), lokalna fabryka, itd. Każdy winien myśleć “wpierw nasze”, zamiast “wpierw moje”.
I tu podał bym przykład tego o czym się mówi już od dawna, ale efektów nie ma – KLASTRY. Klastry gospodarcze to powinna być podstawa nacjonalistycznej myśli gospodarczej, XXI wieku. Ścisła współpraca lokalnych przedsiębiorstw, administracji i osób dobrej woli. Krajem gdzie najlepiej funkcjonuja klastry, co nie powinno dziwić(nacjonalisty szczególnie)są Włochy. To pozostałość myślenia korporacyjnego z czasów dyktatury faszystowskiej. I pozostałość definitywnie pozytywna. W faszyźmie jednak, państwo było dominantem, w państwo narodowym, to naród winien dominować, a nie interes państwa. Co nie znaczy, że prywatny interes, interesy biznesu czy też interesy pracownicze lub interes państwa ma dominować. Ważne jest balans i wzajemne, zdrowe relacje.
Brawo. W końcu ONR zaczyna promować swoją myśl gospodarczą.