Afera za aferą, korupcja w państwowych placówkach, kumoterstwo, kryzys imigracyjny. Wszystko okraszone atakami i punktowaniem niespełnionych obietnic wyborczych przez opozycję. To obraz 8 lat rządów koalicji PO-PSL. Nadchodzi rok 2015 i zmiana… czy aby na pewno? Ciągle słyszeć można o sprawie Trybunału Konstytucyjnego, kolejnych intratnych stanowiskach obejmowanych przez osoby związane z PiS-em, no i rzecz jasna nieodłączny punkt politycznego kabaretu – wyliczanie niezrealizowanych obietnic rządu i prezydenta przez nową opozycję.
O ile motywy partii politycznych i związanych z nimi grup wpływów, głośno domagających się ustąpienia rządu Beaty Szydło, są jasne i z dobrem Polski nie mają nic wspólnego, o tyle samemu obozowi rządzącemu do doskonałości czy nawet przyzwoitego poziomu daleko. Choć zaznaczyć trzeba, że postawienie na jednej półce PiS z partiami typu PO, Nowoczesna byłoby nieuczciwe, to jednocześnie śmieszne jest oddawanie pokłonów dla obecnie rządzących przez rzekomo niezależne media i specjalistów. Warto sobie zadać pytanie skąd się to bierze? Skąd ta nagła przemiana po wygranych wyborach i czynienie tego co jeszcze kilka miesięcy wcześniej się piętnowało? Czy problem leży jedynie w ludzkiej chciwości, dążeniu do utrzymania władzy za wszelką cenę w myśl słów tow. Gomułki: „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”? A może wszystko da się sprowadzić do wysługiwania się podstawionych ludzi zagranicznym wpływom i instytucjom? Uważam, że wyżej wymienionym czynnikom nie można odmówić racji, lecz należy je przyjąć za efekty a nie skutki. Źródła tych patologii należy szukać w systemie, który jest dla nich jak woda na młyn, mianowicie w demokracji. System wypaczony do granic możliwości względem swojego pierwowzoru, mającego genezę w starożytności. Demokracja obok tolerancji stała się pewnego rodzaju świętością, hasłem mającym stanowić lekarstwo na wszystkie zagrożenia, niczym niegdyś wolność, równość i braterstwo. W jej obronie stają w Polsce urzędnicy i politycy, którzy nie mogą się pogodzić z wynikami tego co przez lata okrzyknęli mianem święta demokracji – wyborami. Amerykańskie imperium przeprowadza agresje wojskowe niemal w każdym zakątku świata. Powód? Rzecz jasna dobroduszność i chęć zapewnienia obcym kulturom i cywilizacjom tego pięknego dogmatu, znając lepiej potrzeby rdzennych mieszkańców.
W dzisiejszym świecie wszystko znajdzie swoje usprawiedliwienie, wystarczy na sztandarach wypisać sobie walkę o możliwość głosowania i wolność. Choć gdy próbuje się tak nachalnie uzewnętrzniać swój przekaz, świadczyć to może jedynie o nieczystych i sprzecznych z prawdą intencjach. Demokracja stała się pustym sloganem, narzędziem do realizacji doczesnych, partykularnych interesów. Jak pisał Nikołaj Bierdiajew jest ona „obojętna wobec dobra i zła. Jest tolerancyjna, gdyż jest obojętna i zatraciła wiarę w Prawdę i nie zdolna jest już prawdę taką znaleźć. (…) Demokracja jest krańcowym relatywizmem, negacją tego wszystkiego, co jest absolutne”. Słowa te wydają się całkowicie potwierdzać jak obcy naszej kulturze i wierze jest XX i XXI-wieczny system demokratyczny. Stawiając w centrum człowieka staje w sprzeczności z katolicyzmem, którego podstawowym założeniem jest boski absolut. Czy wobec tego można oczekiwać od katolika bezgranicznej wiary w demokrację? Co więcej walki o nią? Czy lata obłudy i nieetycznej walki o głosy Polaków jedynie w kadencji wyborczej niczego nas nie nauczą?
Abstrahując od samej słuszności założeń i skuteczności ustroju demokratycznego, nawet jeśli miałby być on skonstruowany w zupełnie inny sposób, a także oparty na jasnym fundamencie aksjologicznym, a nie totalnym chaosie, czy stanowić może wśród współczesnej klasy politycznej coś więcej niż narzędzie do zdobycia władzy? Wymienione wyżej pokrótce przykłady wskazują jasną odpowiedź. Demokracja jest jedynie tytułową zasłoną dymną. Okraszona pięknymi słowami ma być utożsamiana z wolą narodu. Czy jednak doświadczenia kilkudziesięciu lat nie każą wyśmiać tak postawionej tezy? Ciągłe kłótnie, oskarżenia o sfałszowanie wyników głosowań, aktywność polityczna jedynie od wyborów do wyborów, a co za tym idzie stopniowe zniechęcanie coraz większego grona Polaków do angażowania się nawet w działalność samorządową. Odwracanie uwagi opinii publicznej od realnych problemów socjalnych, mieszkaniowych, demograficznych, poprzez sztucznie kreowane i pokazowe konflikty jakie oglądamy na ulicy Wiejskiej, będzie jej nierozłącznym objawem. Ustrój w jakim żyjemy jest ustrojem idealnym do takiego sposobu rządzenia państwem.
Walka z tymi wypaczeniami to walka z mydlącym oczy wciąż ogromnej ilości Polaków demoliberalizmem. Walka o wychowanie nowego Polaka, nieskażonego okrągłostołową i liberalną spuścizną. Aktywnego i świadomego swej tożsamości oraz obowiązków względem narodu. Silnego moralnie i odpornego na wszelkie pokusy jakie niesie demokracja.




























Nie zgadzam się. Demokracja nie leży u podstawy politycznego syfu jaki mamy w kraju. Tzn. nie bronię demokracji – nie jestem ani za ani przeciw. I nie, nie jest prawdą, że “demokracja nie jest idealna, ale nie wymyślono niczego lepszego” – to nie prawda – patrz władza Salazara chociażby. Jednakże źródłem ww. syfu są środowiska żydowsko-komunistyczne, które opanowały przestrzeń polityczną, lobbystyczną, itd. To te gnidy, ich całe rodziny są problemem, a nie rodzaj ustroju. Permanentne odsunięcie ich od koryta jest jedynym sposobem wprowadzenia Polski na drogę rozkwitu. Inaczej będzie zawsze (co najwyżej) pół kroku do przodu.
Możesz rozwinąć myśl ” środowiska żydowsko-komunistyczne” ?
Termin “środowiska żydowsko-komunistyczne” to to samo, co “żydokomuna”. Odnosi się de facto do komunistów, przedrostek żydowsko-/żydo- podkreśla nieproporcjonalnie (w skali całej ludności) wysoki odsetek osób narodowości żydowskiej w kręgach komunistycznych. Przed drugą wojną światową żydzi chętnie dołączali do organizacji komunistycznych, podczas wojny, szczególnie na wschodzie kraju ten napływ przybrał postać masową. W drugiej połowie wojny komuniści wespół z Armią Czerwoną uzyskali władzę w Polsce. Jakich zbrodni dopuszczali się w tym okresie – polecam literaturę Leszka Żebrowskiego. Tadeusz Płużański w liście 12 największych katów Polaków doliczył się 7 żydów. Przez następne pół wieku te środowiska rządziły Polską dbając o zakłamanie lub zatajenie ich zbrodni. Następnie przy Okrągłym Stole upozorowały oddanie władzy, w rzeczywistości ją utrzymując (patrz: Rafał A. Ziemkiewicz – Michnikowszczyzna). Stąd ciągła fala kłamstwa, skłócania, odwracania uwagi i nagonki na Polaków – tutaj, nad Wisłą. Dziś te środowiska przybrały postać żydowsko-lewicową, co nie zmienia faktu o ich korzeniach. A skąd ta nienawiść żydów do katolików, a w szczególności Polaków? Polecam “Cywilizację Żydowską” Feliksa Konecznego.