W czwartek 28 czerwca 1956 r., w Zakładach im. Józefa Stalina Poznań (ZISPO – ówczesna nazwa Zakładów Przemysłu Metalowego Hipolita Cegielskiego) włączono syrenę. Jej ryk stał się sygnałem dla załogi do rozpoczęcia strajku. Z zakładu na ulicę wylegli robotnicy, którzy przemaszerowali w stronę centrum Poznania pod siedzibę władz – Miejskiej Rady Narodowej (MRN) i Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (KW PZPR), by zmusić ją do poprawy warunków pracy i życia. Na lata 50. w Polsce przypada czas realizacji planu sześcioletniego. Jego założeniami były przede wszystkim przejęcie kierowania gospodarką przez państwo, ograniczanie, a w ostateczności wypieranie prywatnych inicjatyw w gospodarce oraz rozwój industrializacji. Wszystkie te projekty miały prowadzić do budowy socjalizmu. Największym przedsięwzięciem miało być uprzemysłowienie kraju.
Jednak realizacja planu sześcioletniego w Wielkopolsce była w niewielkim stopniu zgodna z potrzebami tego regionu. Mały był jego udział w podziale środków, przeznaczonych na inwestycje z budżetu centralnego, nieproporcjonalny do obszaru i liczby ludności. Samo miasto Poznań utraciło w 1950 r., status miasta wydzielonego, co skutkowało przerwaniem finansowania z budżetu centralnego, nie obciążając przy tym budżetu regionu. Sytuację pogarszała polityka władz wymierzona w chłopów. Na tzw. kułaków, czyli gospodarzy posiadających gospodarstwa powyżej 15 ha nałożono wyższe zobowiązania podatkowe, przy czym środki ściągane z wielkopolskich chłopów przyczyniały się do rozwoju innych regionów. Systematycznie niszczono przedsiębiorstwa o profilu rolno – spożywczym oraz zakłady rzemieślnicze, drobne zakłady przemysłowe i handlowe, które stanowiły dotychczas podstawę utrzymania ludności Wielkopolski. Na wsiach przystąpiono do przymusowej kolektywizacji, a na rolników nałożono obowiązek dostarczania płodów rolnych. W miastach tworzono spółdzielnie, które nie odpowiadały potrzebom ludności. Naciskano na rozwój przemysłu ciężkiego, mimo że nie miał on w regionie zaopatrzenia surowego oraz potrzebnych w procesie produkcji kooperantów. Polityka władz przyczyniła się do pogorszenia warunków bytowych Wielkopolan. Najbardziej dotkliwym był brak żywności na rynku, przede wszystkim mięsa. Powszechny był także strach przed rozbudowanym aparatem bezpieczeństwa władzy. Odczuwano także szereg niedogodności związanych z zaniżeniem nakładów na gospodarkę mieszkaniową, służbę zdrowia i oświatę.
Władze taki stan rzeczy tłumaczyły koniecznością rozwoju innych dziedzin gospodarki. Realizacji planu sześcioletniego towarzyszyła masowa migracja ludności wiejskiej do miast w celu znalezienia zatrudnienia. Dochodziło do skupienia dużej liczby ludzi na terenie jednego zakładu przemysłowego, przy wciąż pogarszającej się sytuacji gospodarczej w kraju. Nic więc dziwnego, że to właśnie z tych ośrodków posypały się iskry będące zarzewiem buntu.
Największymi poznańskimi zakładami przemysłowymi w latach 50. były Zakłady Przemysłu Metalowego „H. Cegielski”, które do 1956 r., nosiły nazwę Zakładów im. Józefa Stalina, produkująca tabor kolejowy na potrzeby cywilne i wojskowe oraz Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego (ZNTK). Największym problemem w tych przedsiębiorstwach była nierytmiczność produkcji, która miała swoją przyczynę w złej organizacji pracy i prowadzeniu kooperacji. By ratować wykonanie punktów planu sześcioletniego władze starały się ratować sytuację w zakładach poprzez zwiększanie czasu pracy nawet do 16 godzin dziennie, pracy w niedziele, przy czym praca w godzinach nadliczbowych nie była dodatkowo płatna. Chęć realizacji planu na tyle zawładnęła rządzącymi, że przestano dbać o warunki pracy robotników – nawet w zakresie dostarczania odzieży roboczej. Szukająca oszczędności władza ucinała także wszelkie świadczenia socjalne. Wprowadzono także nowy sposób obliczania podatku od wynagrodzeń, który mocno odbił się na kondycji finansowej pracowników. Podobna sytuacja miała miejsce w pozostałych zakładach pracy w Poznaniu.
Niezadowolenie robotników potęgowało się z dnia na dzień. Związki zawodowe działające na terenie zakładów nie wywiązywały się z powierzonych im zadań, dlatego w październiku 1955 r., do Warszawy wyruszyła delegacja robotników ZISPO z Edmundem Traszerem na czele. Przedmiotem rozmów z m.in. z Zarządem Głównym Związku Zawodowego Metalowców i do Ministerstwa Przemysłu Maszynowego były kwestie związane z organizacją pracy, trudnościami zaopatrzeniowymi zakładów, zawyżaniem norm, ignorowania zasad BHP i opodatkowania pracy. Otrzymane ustne obietnice poprawy nie zostały jednak dotrzymane. W zakładach dochodziło do coraz częstszych dyskusji. Organizowano tzw. masówki i wiece partyjne, na których obecne było także kierownictwo zakładu. Robotnicy ZISPO przekazali swojemu kierownictwu aż 4704 wnioski dotyczące poprawy warunków pracy, jednak nie zainteresowały one kierownictwa. Kolejne spotkania z przedstawicielami władz nie zadowalały pracowników, gdyż nie wynikało z nich nic poza składaniem kolejnych pustych obietnic.
Obradujący wieczorem 27 czerwca 1956 r. Komitet Wojewódzki PZPR doszedł do wniosku, że atmosfera w ZISPO jest spokojna, natomiast problem stanowi sytuacja w ZNTK, w której wciąż miały miejsce „przerwy w pracy”. Tymczasem przedstawiciele władz centralnych odmówiły robotnikom prawa do udziału w rozmowach, informując ich, że decyzje odnośnie poprawy warunków pracy zostaną podjęte po konsultacjach z dyrekcją zakładów. Cierpliwość pracowników została wyczerpana. Rankiem 28 czerwca 1956 r., trzecia zmiana kończąca pracę w ZISPO nie udała się do domów. Do wykonywania swych obowiązków nie przystąpiła także pierwsza zmiana. Robotnicy masowo wylegli na ulicę, zmierzając do centrum miasta, w kierunku siedzib ówczesnychwładz. Do protestu przyłączyli się pracownicy innych firm: ZNTK, Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, Poznańskich Zakładów Przemysłu Odzieżowego im. Komuny Paryskiej, Zakładów Graficznych im. Marcina Kasprzaka, Poznańskiej Fabryki Maszyn Żniwnych, Wielkopolskiej Fabryki Urządzeń Mechanicznych „Wiepofama” oraz innych zakładów pracy. Tysiące manifestantów doszło do placu przed Zamkiem, przy którym miały swe siedziby władze miejskie i partyjne. Zdyscyplinowany tłum, kroczący z dumą i godnością wznosił okrzyki: My chcemy chleba”, „Jesteśmy głodni”, „Precz z wyzyskiem świata pracy!”, „Chcemy wolnej Polski”, „Wolności”, „Precz z bolszewizmem”, „Żądamy wolnych wyborów pod kontrolą ONZ!”, „Precz z Ruskami”, „Precz z Rosjanami!”, „Precz z komunistami”, „Precz z czerwoną burżuazją!”, „My chcemy Boga”, „Żądamy religii w szkołach!”. Do protestujących zaczęli dołączać pozostali mieszkańcy Poznania. Zebranym towarzyszyli obcokrajowcy przybyli na odbywające się w tym samym czasie Międzynarodowe Targi Poznańskie, którzy uwiecznili zajścia na aparatach fotograficznych i kamerach oraz funkcjonariusze bezpieki śledzący zajścia od samego początku.
Wyłoniona spośród manifestantów delegacja udała się na rozmowy z przewodniczącym Prezydium MRN Franciszkiem Frąckowiakiem, domagając się przyjazdu najwyższych przedstawicieli władzy z Warszawy – Prezesa Rady Ministrów Józefa Cyrankiewicza lub I sekretarza KC PZPR Edwarda Ochaba. Po rozmowach z przewodniczącym MRN delegacja przeniosła się do gmachu KW PZPR. W trakcie spotkania z sekretarzem propagandy KW PZPR Wincentym Kraśką ponownie przedstawiono żądanie przyjazdu do Poznania Józefa Cyrankiewicza. Wtedy ktoś zażądał uwolnienia aresztowanego wcześniej członka delegacji ZISPO. W zapewnienia Kraśki o tym, że nikt nie został aresztowany nie zostały uznane za wiarygodne. Stały się za to ogniem zapalnym do rozpoczęcia szturmu więzienia na nieodległej od Zamku ul. Młyńskiej. Strażnicy próbowali rozgonić nacierający tłum używając hydrantów z wodą. Pomimo podjęcia tych środków odstraszających brama więzienia została wyważona. Demonstranci wypuścili na wolność więźniów. Zajęli także pobliski budynek sądu i prokuratury, z których to na ulice wynoszono akta, będące później publicznie palone.
Wśród osób pozostałych przed Zamkiem ktoś rozpowszechnił pogłoskę o aresztowaniu delegacji ZISPO. Tłum podzielił się na kilka mniejszych grup szturmujących różne punkty miasta. Jedna z tych grup zniszczyła znajdujące się obok siedziby ZUS na poznańskiej dzielnicy Jeżyce urządzenia służące do zakłócania zagranicznych stacji radiowych. Druga grupa zajęła budynek Komitetu Miejskiego PZPR, gdzie pozrywano czerwone flagi i wywieszono tablice z hasłami. Trzecia grupa, w liczbie ok. 500 ludzi, skierowała się na ulicę Kochanowskiego, gdzie mieściła się siedziba Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa (WUBP). Tam doszło wkrótce do najtragiczniejszych zajść. Już po pierwszej próbie wtargnięcia do budynku WUBP okazało się, że drzwi są zabarykadowane. Demonstranci zaczęli obrzucać gmach kostką uliczną. W odpowiedzi z okien polała się woda z hydrantów. Ok. godz. 11 z okien WUBP oddano pierwsze strzały z broni w kierunku strajkujących, co było złamaniem zakazu mówiącego o nieużywaniu broni palnej do godz. 13. Dało to początek regularnemu oblężeniu gmachu. Tłum rozbiegł się po mieście w poszukiwaniu broni. Wkrótce rozbito magazyn więzienny oraz magazyn Studium Wojskowego. Rozbrajano też komisariaty Milicji Obywatelskiej. Zaciętość obu stron rosła. Uzbrojeni cywile zajęli stanowisko wokół siedziby bezpieki. Do poznańskich szpitali zaczęli trafiać pierwsi ranni i zabici.
O wydarzeniach w Poznaniu wiedział I sekretarz KC PZPR Edward Ochab, który wciąż utrzymywał telefoniczny kontakt z MO i UB. Na polecenie władz centralnych ok. godz. 14 do stolicy Wielkopolski przybyli Józef Cyrankiewicz, sekretarze KC – Jerzy Morawski i Edward Gierek oraz zastępca ministra obrony narodowej gen. Stanisław Popławski. Ich zadaniem było kierowanie akcją stłumienia buntu. Na lotnisku Ławica zorganizowano sztab, w skład którego weszli przedstawiciele PZPR, MO i UB oraz wojska, którym dowodził gen. Popławski. Wkrótce dowódca Garnizonu Poznań płk Marian Mazur otrzymał rozkaz zarządzenia alarmu bojowego dla oddziałów 4 Dywizji Piechoty. Przeciwko demonstrantom blokującym gmach WUBP zostały rzucone także siły Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych oraz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Demonstranci w obliczu zagrożenia budowali barykady na ulicy i rzucali w kierunku jadących czołgów butelki z benzyną, paląc kilka z nich. Manifestantom udało się nawet opanować dwa czołgi. Wobec takiego rozwoju wypadków gen. Popławski wieczorem wydał jeszcze rozkaz wkroczenia do miasta 10. i 19. Dywizji Pancernej, które miały za zadanie zablokować drogi prowadzące do centrum miasta, ochraniać najważniejsze obiekty w mieście oraz odciąć strajkujących do urzędu. Wkraczające wojska do miasta zostały ostrzelane przez protestujących. Żołnierze na pojedyncze strzały odpowiadali ogniem całych grup.
Walki trwały jeszcze do godz. 4.00 kolejnego dnia. Szpitale zapełniły się rannymi i zabitymi. Już następnego dnia Prezes Rady Ministrów Józef Cyrankiewicz w słynnym przemówieniu radiowym do mieszkańców Poznania powiedział, że „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”. W gazetach jako bohaterów przedstawiano żołnierzy oraz funkcjonariuszy MO i UB biorących udział w pacyfikacji buntu, nazywając jednocześnie strajkujących „awanturnikami” i „prowokatorami”. Wkrótce rozpoczęły się masowe aresztowania osób biorących udział w demonstracjach 28 czerwca oraz ich procesy sądowe. Pracownikom, którzy w dniu protestu pozostali w zakładach pracy, kierownictwa wypłaciły specjalne premie. Historycy do dziś nie są w stanie ustalić liczby ofiar Poznańskiego Czerwca. Najczęściej podają liczbę w granicach 50 – 70 osób, jednak jest prawdopodobne, że ofiar może być blisko 100. Najmłodszymi ofiarami były dzieci – 13-letni Romek Strzałkowski, zastrzelony w okolicach WUBP oraz dziesięcioletnia Ewa Sylwia Offierska, zmarła kilkanaście dni później wskutek śpiączki cukrzycowej spowodowanej szokiem psychicznym po zobaczeniu z okna przebiegu demonstracji. Historycy spierają się także o zdefiniowanie tych wydarzeń – czy był to strajk, protest, manifestacja, a może powstanie?
Niezależnie od tego, jaką nazwę przyjmiemy, istotne jest to, że Poznański Czerwiec stał się przykładem tego, że komunistycznej władzy można się zbuntować. Władze pozwoliły na istnienie pewnych swobód w kulturze i nauce oraz zezwoliły na istnienie indywidualnego rolnictwa. Poszerzono także wolność Kościoła Katolickiego i zwolniono z internowania kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ośmielone postawą mieszkańców Poznania, o których wiedzę czerpało z nielegalnie wydawanych ulotek, coraz bardziej otwarcie zaczęło pokazywać swoje niezadowolenie, co w dłuższej perspektywie przyczyniło się do upadku systemu w 1989 r.
Sandra Błażejewska
ONR Poznań
Fot. https://pl.wikipedia.org/wiki/Poznański_Czerwiec#/media/File:Poznan_1956.jpg
Autor: nieznany



























