“Sprawiedliwość społeczna żąda, żeby nikt nie utrudniał wzajemnego pożycia ludzi między sobą. Tymczasem jest jedno wykroczenie, które zwykle się lekceważy, a które wyrządza nieobliczalne szkody tak dla winowajcy, jak i społeczeństwa. To kłamstwo. Podcina ono wzajemne zaufanie, wskutek tego dezorganizuje stosunki między ludźmi i niszczy życie społeczne od podstaw. Niestety, kłamstwo otrzymało w naszych czasach prawo obywatelstwa. Panoszy się bezczelnie na każdym kroku, narzucając ludziom fałszywe poglądy i fałszywe autorytety.”
O. Marian Pirożyński, “Kształcenie charakteru”
Do napisania niniejszego tekstu zmobilizowało mnie powszechne i wielokrotnie sakralizowane w dzisiejszym świecie kłamstwo, które niestety bywa i cnotą wśród narodowców, którzy w imię makiawelistycznej zasady “cel uświęca środki”, oddają się temu wyjątkowo paskudnemu błędowi. Skoro jednak stawiamy sobie cele wyższe od bezbożnego świata, to róbmy to w sposób całkowity. Nasz totalizm katolicki nie może polegać tylko na szacunku wobec Kościoła katolickiego i Wiary Rzymskiej, powierzchownym tradycjonalizmie i kontestacji błędów liberalizmu i modernizmu – byłby on niepełny, gdybyśmy jednocześnie szanowali obrzydlistwo fałszu poprzez jego usprawiedliwienie. Czytelnik wybaczy ton z jednej strony moralizatorski, bliższy raczej kazaniu głoszonemu przez kapłana, z drugiej zaś nieco emocjonalny dla większej ekspresji, ale ciężko używać innego, gdy sprawa tyczy się moralności.
Na początek krótkie wyjaśnienie, czym jest, a czym nie jest kłamstwo. Kościół katolicki w swym nowym Katechizmie definiuje kłamstwo tak:
“Kłamstwo jest najbardziej bezpośrednim wykroczeniem przeciw prawdzie. Kłamać oznacza mówić lub działać przeciw prawdzie, by wprowadzić w błąd. Raniąc związek człowieka z prawdą i bliźnim, kłamstwo narusza podstawowy związek człowieka i jego słowa z Panem.” (2483) “Ciężar kłamstwa mierzy się naturą prawdy, którą ono zniekształca, zależnie od okoliczności, intencji jego autora, krzywd doznanych przez tych, którzy są jego ofiarami. Kłamstwo samo w sobie stanowi jedynie grzech powszedni; staje się ono jednak grzechem śmiertelnym, gdy poważnie narusza cnotę sprawiedliwości i miłości. (2484)
“Kłamstwo jest ze swej natury godne potępienia. Jest profanacją słowa, które ma za zadanie komunikować innym poznaną prawdę. Dobrowolny zamiar wprowadzenia bliźniego w błąd przez wypowiedzi sprzeczne z prawdą narusza sprawiedliwość i miłość. Wina jest jeszcze większa, gdy intencja oszukania może mieć zgubne skutki dla tych, których odwraca od prawdy.” (2485)
“Kłamstwo (ponieważ jest wykroczeniem przeciw cnocie prawdomówności) jest prawdziwym wykroczeniem przeciw drugiemu człowiekowi. Dotyka jego zdolności poznawania, która jest warunkiem każdego sądu i każdej decyzji. Zawiera ono w zarodku podział ludzi i wszelkie zło, jakie on powoduje. Kłamstwo jest zgubne dla każdej społeczności; podważa zaufanie między ludźmi i niszczy tkankę relacji społecznych.” 2486
Czyli, ni mniej, ni więcej, kłamstwo jest przemyślanym podawaniem nieprawdy i grzechem, co najmniej powszednim, mogącym być także grzechem śmiertelnym. Z tego także wynika, że kłamstwem nie jest nieświadome podawanie nieprawdy, gdy np. zostaliśmy wprowadzeni w błąd, nie mając powodów do uświadomienia sobie tego.
Dlaczego kłamstwo jest złe i nie powinno podlegać żadnemu usprawiedliwieniu? Przede wszystkim z powodu wspomnianego przez o. Pirożyńskiego niszczenia wzajemnych relacji między ludźmi. Jeżeli będziemy nadal akceptować czy tolerować w społeczeństwie, grupach, stowarzyszeniach kłamstwo to nie dziwmy się, że doprowadzimy do jednej wielkiej katastrofy moralnej. Jak można funkcjonować wiedząc, że ktoś, z kim rozmawiamy czy działamy może najzwyczajniej w świecie łgać jak pies? Rodzi to od razu wzajemną nieufność, jeśli ma z tego narodzić się przyjazna relacja to rodzić się ona musi w trudach, po wzajemnym “sprawdzaniu się”, nawet nieuświadomionym.
Szczególnie paskudna strona kłamstwa, najchętniej usprawiedliwiana (przez innych lub przez siebie samego), wynika ze wspomnianej we wstępie zasady “cel uświęca środki”, tak dziś gloryfikowanej. Jest to forma uzyskania zysku materialnego lub niematerialnego. Przykładowo: policjant kłamiący o rzekomym sprawcy złamania prawa, działający z różnych pobudek – może wykonywać polecenia władzy premiującej walkę z narodowcami, konserwatystami czy kibicami (zysk materialny), ale może także działać z pobudek własnych, by stłamsić współobywatela dla własnej sadystycznej satysfakcji (zysk niematerialny). Prawie każdy, szczególnie w naszym środowisku zapała gniewem na taką postawę i wyplułby z siebie potok inwektyw na takie “szmaciarskie” zachowanie. Czy jednak w życiu codziennym nie działamy w podobny sposób, tyle że często szkodząc nie tyle innym, co nam samym?
“Gdy okręt tonie, a wiatry go przewracają, głupi tłomoczki i skrzynki swoje opatruje i na nich leży, a do obrony okrętu nie idzie, i mniema, że się sam miłuje, a on się sam gubi.” – pisał ks. Piotr Skarga przed wiekami.
Słowa te jednak odnoszą się nie tylko do ratowania Ojczyzny (kontekst tematyki “Kazań sejmowych”), ale do całokształtu naszych postaw. Przecież chętnie usprawiedliwia się na przykład w sprawie nieodrabiania lekcji (uczniowie), nieobecności na zajęciach (studenci poświadczający nieprawdę) czy akcjach oraz wyjazdach organizacyjnych (narodowcy) wymyślając przeróżne powody. Stało się to tak popularne, iż mam wrażenie, że często sami sobie nie uświadamiamy obecności tego aspołecznego kwasu. Mimo że, mówiąc językiem ks. Skargi, mniemamy, że się sami miłujemy, to sami się gubimy. Kłamiemy w tym przypadku najczęściej z powodu usprawiedliwienia i gloryfikacji własnego lenistwa, bo z niego najczęściej się bierze potrzeba kłamstwa. Nie potrafimy także stawiać czoła prawdzie, okazując całkowity brak odwagi cywilnej. Czy potoczne “olewanie” obowiązków ubogaca nas czy raczej zuboża? Czy tym samym nie okazujemy pogardy naszym kolegom, przełożonym, podwładnym etc., którzy wykonują swoje obowiązki prawidłowo lub zostają zmuszeni do pokrycia strat za nasz brak odwagi cywilnej (przyznanie się do winy i nie wyrzekanie się jej to OBOWIĄZEK, a nie żadne bohaterstwo)?
Kłamstwo to wyżyny hiperindywidualizmu, mega-egoizmu, nie liczenia się z innymi ludźmi. Jesteś Narodowcu antyliberałem? Noś się jak antyliberał. Jeśli chcesz odrzucać liberalizm (słusznie) to odrzuć owoce szczególnie jego skrajnej wersji w podejściu indywidualistycznym.
Nie kłamiąc, mamy znacznie więcej pobudek do bycia dobrymi ludźmi. Każde usprawiedliwianie zła stacza nas na margines moralny. Można wymyślać nieskończenie wiele usprawiedliwień dla własnego zła, ale w ostateczności kłamiąc niczym się nie różnimy od wspomnianego policjanta, kłamiącego dla własnego interesu, gotowego poświadczyć najbardziej absurdalną nieprawdę (jak funkcjonariusze oskarżający Grzegorza Brauna czy Roberta Winnickiego z Krzysztofem Bosakiem o napaści na mundurowych).
Wpadamy do bagna moralnego, z którego wydostać się już trudno, szczególnie, gdy trzeba nasze kłamstwa odkręcać.
“Jeżeli więc chcemy uszanować i sprawiedliwość społeczną, i własną godność, musimy na swoim sztandarze wypisać hasło: służba Prawdzie!”
Te słowa o. Pirożyńskiego powinny zostać wyryte w duszach każdego z nas.
Jakub Albin



























Na otrzeźwienie!
Bardzo dobry artykuł. A co na to żydzi? 🙂