Lato i jesień 1610 roku przyniosły wydarzenia absolutnie niespotykane w historii Polski. Stanisław Żółkiewski, hetman polny koronny, na czele kilku tysięcy żołnierzy rozbił wielotysięczną armię carską pod Kłuszynem. Car Wasyl Szujski został obalony i trafił do polskiej niewoli. Moskwa została zajęta bez jednego wystrzału, bo jej mieszkańcy sami otworzyli bramy przed Polakami. Polski królewicz został ogłoszony nowym carem, zaś mennice biły monety z jego imieniem. Rzesze ludności w całym państwie przysięgały mu wierność, licząc, że zakończy wielką smutę i przyniesie ze sobą ład i dobrobyt. Kolejne miasta bez walki poddawały się wojskom polskim. Na audiencji u króla Zygmunta III Wazy posłowie moskiewscy bili czołem i całowali po rękach prosząc, aby wysłał syna do Moskwy. Jest to jedyne wydarzenie, gdy Polacy przejęli pełnię władzy w obcym państwie i opanowali jego stolicę.

„Tak było i tak będzie, aby prawość i sława narodu naszego nie zaginęła, Pan Bóg wszechmogący dopuszcza utrapienia, by ciało w wojniech hartować i umysł zaprawiać do dzieł rycerskich. Tegoż utrapienia nie koniec, i nie koniec łaski Pana Boga świętej, która nas wszędy utrzymowała i nieprzyjaciołom tamę w bitwiech stawiać rada była.”

Stanisław Żółkiewski do małżonki, Reginy z Herburtów Żółkiewskiej

Te oto słowa, skreślone ostatniej nocy przed śmiercią na polu chwały świadczą o niezwykłym harcie ducha i jeszcze większej ufności w Bożą Opatrzność. Między innymi  te właśnie cechy pozwoliły mu dokonać tylu „dzieł rycerskich”, z którym największym było zdobycie Moskwy latem 1610 roku.

Dziwna wojna

Artykuł niniejszy dotyczy konfliktu, który Rzeczpospolita toczyła z Carstwem Moskiewskim w latach 1609 – 1619. Konfliktu długiego, krwawego i niespotykanego w dziejach Polski. Konfliktu, w którym rokowania dyplomatyczne, awantury kolejnych samozwańczych carów i knowania poszczególnych kamaryli i stronnictw odgrywały rolę kluczową, zaś działania bojowe były jedynie uzupełnieniem. Sytuacja Państwa Moskiewskiego była bardzo skomplikowana.

Zamęt polityczny po śmierci Iwana Groźnego, lata nieurodzajów, awantury kolejnych samozwańców (kolejnych wcieleń cudownie zmartwychwstającego Dymitra Iwanowicza[1])  działania klik bojarskich pogłębiały chaos wewnętrzny. Na tronie carów zasiadali władcy pozbawieni charyzmy i wpływów, oplatała ich gęsta sieć spisków ze swym źródłem w Krakowie, Wiedniu, Sztokholmie i nawet na Watykanie. Dwór carski przypominał kłębowisko jadowitych żmij.

W tej sytuacji wojska polskie jawiły się jako czynnik mogący zaprowadzić ład. Koła rządzące z zazdrością spoglądały na polskie stosunki społeczne – gdzie porządek publiczny był podparty swobodami obywatelskimi i powszechnym szacunkiem wobec prawa, nie zaś przez carski zamordyzm. Gdzie władca nie czynił z prawa instrumentu represji, lecz podlegał mu tak jak inni obywatele. Toteż projekt osadzenia na tronie carskim królewicza Władysława Wazy zdobywał sobie coraz większą popularność raz po raz prowokując niepokoje. Osadzenie na tronie obcej dynastii miało uciąć spory wewnętrzne i rozciągnąć polskie swobody na moskiewskie ziemie.

Król Zygmunt III Waza ruszał na podbój Rusi na czele zaledwie kilkunastu tysięcy żołnierzy i pozbawiony ciężkiej artylerii utknął na niemal dwa lata pod świetnie ufortyfikowanym Smoleńskiem. Stanisław Żółkiewski ruszał pod Kłuszyn z niespełna ośmioma tysiącami ludzi, pod Moskwę przyprowadził pięć tysięcy Polaków oraz oddziały Moskali i cudzoziemców, którzy przeszli na jego stronę. Polski dowódca rozumiał „niemilitarny” charakter wojny, przeto zręcznie posługiwał się propagandą i śmiało brał udział w targach politycznych ze stroną przeciwną. Dzięki temu możliwe było zajęcie stolicy państwa carów.

Polska załoga i pax polonica

Moskwa została opanowana w nocy z 11 na 12 września 1610 r. Potajemne obsadzenie stolicy wywołało niepokój pospólstwa i kleru prawosławnego. W ciągu miesiąca sytuację udało się uspokoić, dzięki czemu 8 października przy biciu dzwonów Żółkiewski oficjalnie wkroczył na Kreml. Zręczna polityka hetmana doprowadziła jednak do tego, że koła rządzące uznały jego wojska za „sojusznicze siły stabilizacyjne” które miały zapewnić spokój w Moskwie do czasu przybycia cara Władysława.

Żółkiewski postępował niezwykle roztropnie. Unikał konfrontacyjnej retoryki, wykonywał wiele przyjaznych gestów względem Moskali. Po wojnie domowej z wojskami drugiego Samozwańca (którą zresztą osobiście zażegnał) zabiegał o zgodę narodową wśród nich. Przeciwników zaprowadzanych przez siebie porządków i domniemanych spiskowców wysłał w poselstwie do króla, kusząc widokami zaszczytów z jego ręki. W ten przebiegły sposób pozbył się ich ze stolicy. Odblokowane zostały szlaki handlowe, toteż znacznie polepszyło się zaopatrzeniu w żywność.

Hetman zaprowadził też surową dyscyplinę we własnych szeregach. Wszelkie ekscesy na ludności cywilnej były surowo karane przez składy sędziowskie o mieszanym polsko-moskiewskim składzie. W liturgii cerkiewnej zaś wprowadzono modlitwy za pomyślność rządów cara Władysława Zygmuntowicza.

Takimi to działaniami zgromadzony został ogromny kapitał zaufania publicznego wśród Moskali, którzy coraz większe nadzieje wiązali z polskimi rządami.

„Jedynowłasne państwo świata”

Charakterystyczną cechą Polaków tamtej epoki była ogromna duma ze swego pochodzenia i pewność siebie na tle innych narodów. Rzut oka na publicystykę ówczesną pozwala zrozumieć, że sukcesy na froncie rosyjskim były owocem tej „higieny” psychicznej narodu, którą dodatkowo umocniły. Np. Piotr Grabowski w swoich dziełach dowodził, że tak jak Nowy Świat dla Hiszpanów, tak wschód Europy dla polski jest naturalnym polem ekspansji cywilizacyjnej i politycznej, może zostać skolonizowany. Planowano przebudowę Moskwy na modłę europejską.

Dywagowano o możliwościach kształcenia młodzieży tamtejszej na polskich uczelniach, tak aby otworzyć wrota ksenofobicznej Rusi na osiągnięcia cywilizacji łacińskiej. Ba, wieszczono trwałe połączenie Polski i Rosji w niepokonane słowiańskie imperium, którego świat nie widział. Wierzono, iż tak jak przed dwoma stuleciami Polaków i Litwinów połączyła unia, tak teraz sukces ten da się powtórzyć w znacznie większej skali.

Polska załoga utrzymała się na Kremlu przez dwa lata, a czas udaremnił wszystkie nadzieje wiązane przez obie strony wiązane z tym wydarzeniem. Mimo to jest coś budującego w fakcie, iż po czterystu latach państwo rosyjskie hucznie świętuje dzień, w którym udało mu się oswobodzić swoją stolicę spod polskiej okupacji.

[1] Historyk Andrzej Andrusiewicz przedstawia mocne dowody carskiego pochodzenia pierwszego z Samozwańców (Grigorija Otriepiewa), który miał być autentycznym synem i legalnym spadkobiercą Iwana Groźnego, vide: Andrzej Andrusiewicz, Krwawa dekada, Wydawnictwo literackie, Kraków 2013.

1 KOMENTARZ

  1. Jak dla mnie powyższy tekst zbyt “na hurra”, przedstawia ten okres i wydarzenia w zbyt różowym świetle.
    Warto dodać do powyższego, że król Zygmunt III Waza (+ jego synek Władysław IV Waza) to byli najgorsi władcy IRP, którzy wydatnie przyłożyli się do jej późniejszego upadku. Zygmunt III był niebezpiecznym i kompletnie zidiociałym fanatykiem religijnym, a politycznie i taktycznie… najzwyczajniejszym idiotą i szkodnikiem. Nie znosił Polaków i nie wierzył Polakom – otaczał się głównie cudzoziemcami, cała jego przyboczna gwardia była złożona z Niemców i Szwedów. Jego “polityka” to głównie realizacja prywaty (zawsze kosztem Rzeczypospolitej) i oficjalne i niczym nieskrępowane szkodzenie Rzeczypospolitej. Łamanie praw tejże, to była codzienność za rządów Wazów.
    Odnośnie Żółkiewskiego to warto uzupełnić, że nie działał on na polecenie króla, a wręcz wbrew królowi. Zmysłem politycznym i intelektem był przy Wazach jak słoń przy mrówce. Gdyby został polskim królem (a były takie możliwości, zablokowali jego wybór Litwusy), historia na pewno potoczyłaby się inaczej.
    Żółkiewski prowadził bardzo mądrą, własną politykę. Politykę tą zniszczył właśnie Zygmunt III. To Żółkiewski chciał, aby Moskwa była częścią Rzeczypospolitej, a nie Waza. Waza chciał jedynie tam polskimi rękami zrobić krucjatę religijną. Władysław nie został Carem Moskwy, bo Zygmunt III nie życzył sobie aby nim został – chciał tron dla siebie. Zygmunt III Waza całkowicie zaprzepaścił mądrą i przyszłościową politykę Żółkiewskiego.
    A “okupacja” Moskwy przez Polaków zupełnie inaczej wyglądała na początku, gdy bawił tam Żółkiewski, a zupełnie inaczej pod koniec, gdy siedział tam namiestnik Zygusia III Wazy. No i tego okresu końcowego zdecydowanie powinniśmy się wstydzić, a Rosjanie mają nam co wypominać, bo Polacy nie zaprowadzili żadnego porządku i nie pokazali żadnej wyższości cywilizacyjnej, a wręcz odwrotnie.
    I tak naprawdę jedyne, czym się faktycznie możemy chwalić, to… zmarnowaniem kolejnej wspaniałej szansy i zaprzepaszczeniem możliwości wspaniałego rozwoju Rzeczypospolitej przez jednego człowieka, który Polakiem był tylko po kądzieli (nawet nie mówił po polsku), nienawidził tego narodu i często dawał tego dowody, a w polityce kierował się głównie prywatną korzyścią osobistą i chorymi ambicjami naprawdę małego intelektualnie człowieka.

    Zainteresowanych bardziej prawdziwą niż różową wersją historii tych wydarzeń odsyłam do pierwszego tomu “Rzeczypospolitej obojga narodów” Pawła Jasienicy.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię