Przywiązani jesteśmy, szczególnie na Górnym Śląsku do postaci Wojciecha Korfantego podchodzić z bez mała nabożną czcią, oddając tym samym hołd tej niebywale zasłużonej dla Śląska i Polski postaci uwiecznionej na pomnikach, tablicach oraz kartach historii. Do wiedzy powszechnej zaliczyć można okres młodości Korfantego, jego problemy w szkole i wreszcie wyrzucenie z klasy maturalnej za propolską działalność. Podobnie znany jest jego niebagatelny wkład w reaktywację Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Katowicach. Znane wreszcie są dzieje działalności politycznej Korfantego, który współpracuje z Dmowskim od 1901r. w ramach Ligi Narodowej, a następnie jako poseł do Reichstagu (1903-1912 i w 1918r.) oraz pruskiego Landtagu (1903-1918) tworzy Koło Polskie, będące alternatywą dla Niemieckiej Partii „Zentrum”, która skupiała dotychczas większość posłów polskiego pochodzenia. W 1918 r., kiedy z ogromną przewagą wygrywa w swoim okręgu wybory do Reichstagu, domaga się głośno oderwania od Cesarstwa Śląska, Wielkopolski i Pomorza, które mają stać się częścią odrodzonej Rzeczypospolitej. Jako Komisarz Plebiscytowy agituje za Polską, a po niekorzystnych rozstrzygnięciach plebiscytu w atmosferze oszustwa i przekrętu proklamuje III Powstanie Śląskie, na którego czele staje i jako dyktator dowodzi zmysłu politycznego i taktycznego, kończąc walkę w momencie inicjatywy strategicznej, celem uniknięcia starć powstańców z regularną armią niemiecką.
Cel jednak został osiągnięty – międzynarodowa społeczność, a w szczególności Komisja Międzysojusznicza dostrzegła chęć ludu Górnego Śląska ku pozostaniu przy Polsce, co znacznie zwiększyło zakres terytorium przyznanego Rzeczypospolitej w wyniku poplebiscytowych przesunięć granicy. Korfanty oprócz polityka i dyplomaty był jednak również publicystą i mówcą, na co warto dziś zwrócić uwagę w kontekście współczesnych problemów społecznych w Polsce i na świecie. Łatwo wszak jest sprawić, by bohater zastygł w sztucznej pozie; pozwolić przy tym na oderwanie go od kontekstu czasów innego, niźli znane wszystkim suche fakty z życiorysu. Z tego też powodu sięgnąłem do publicystyki Korfantego, a myśli w niej zawarte okazały się nie tracić na aktualności nawet po ponad osiemdziesięciu latach.
Oto, co o liberalizmie pisał Korfanty w periodyku „Polonia” nr 3118:
„Najniebezpieczniejszy jest liberalizm państwowy, przeradzający się przeważnie w libertynizm. W imię wolności tzw. wiedzy, sztuki i rzekomej wolności prasy toleruje się wyuzdanie w literaturze, sztuce, prasie, teatrze i kinie, które ani z wiedzą, ani ze sztuką właściwie nic nie ma wspólnego, a którego celem jedynym jest łatwy zarobek przez pobudzanie najniższych instynktów. (…) Społeczeństwo „postępowe”, wyzute z tradycji chrześcijańskich i chrześcijańskiego poczucia moralnego, tych niszczycieli zdrowia moralnego narodu nie tylko toleruje, ale nieraz jeszcze czci jako zasłużonych działaczy społecznych, literatów i krzewicieli kultury.”
Jak widać, i Korfantemu bliskie były – jakże marnie wyglądające przy dzisiejszych – problemy z libertynizmem oraz obiekcje wobec niczym niezahamowanej liberalnej „wolności”, niosącej zepsucie i upadek wartości. Co ciekawe, Korfanty zauważał, że w parze z promowanymi ideałami wolności w każdej dziedzinie nie szły w parze postępki władz („Polonia”, nr 2381) :
„Uprawiamy politykę narodową, państwową, ale patriotyzm i dbałość o państwowe interesy jest uświęconym monopolem mniejszości, która odbiegające od ich pojęć pojmowanie polityki narodowej i państwowej zwalcza Brześciem. Dumni jesteśmy z swej tolerancji i swego liberalizmu, lubimy się powoływać na świetne przykłady tych cnót w naszej przeszłości. Ale ludzi odmiennych od nas pojęć topimy w morzu nienawiści i oszczerstwa, które gorzej działają od gazów trujących na froncie, bo te zatruwały tylko ciało żołnierzy, a nienawiść i oszczerstwo zatruwają duszę narodu.”
Jakże podobne są spostrzeżenia autora, który punktuje hipokryzję władzy, do realiów, w których przychodzi codziennie nam bytować. Dziś jeszcze bardziej unaocznia się rozstrzał między postawami promowanymi przez obóz władzy jako „postępowe”, „europejskie”, czy najprościej mówiąc „dobre”, a tym, co z piewców klasy rządzącej wychodzi, gdy ktoś ośmiela się wyrzucać władzy błędy czy też zwykłą bezczelność. Co Korfanty stawia za bezwzględny warunek każdej reprezentacji obywateli? Odpowiedź jest prosta – absolutne podporządkowanie się zasadom wiary i religii chrześcijańskiej („Polonia” nr 3623):
„(…) Nie może być mowy o prawdziwym autorytecie władzy, ani o silnych rządach, jeżeli źródło tej władzy nie wywodzi się z Boga, jeśli władza nie opiera się na prawie w pojęciu chrześcijańskiej moralności i zgodnie z nim nie jest sprawowana. Tylko Chrześcijaństwo może zapewnić władzy prawdziwy autorytet.”
Wydawałoby się tylko tyle, a zarazem aż tyle. To co jasne jest dla wszystkich narodowców, jasne było i dla Korfantego. Demokracja bez poszanowania wiary szybko staje się polem do popisu dla amoralnych i zgubnych idei, które niszcząc religię prowadzą do głębokiego rozkładu społecznego. Atak wymierzony w rodzinę, walka z Kościołem, wszechobecna promocja grzechu i dewiacji są po prostu kolejnym frontem otwartym na wojnie, którą dostrzegał już Dyktator III Powstania Śląskiego.
Cytaty z pism Wojciecha Korfantego można by zamieszczać tu akapit po akapicie, jednak taka kompilacja jego myśli politycznej byłaby równie błędna, co patrzenie na naszego bohatera przez pryzmat znanych wszystkim faktów. Pozostaje tylko polecić wszystkim zagłębienie się w twórczość Korfantego, który i dziś pozostaje natchnieniem oraz wciąż aktualnym politycznym prognostykiem.
Wacław Polej
Nie okazała się Polska taką, o jakiej marzyliśmy, ale nie ustajmy w pracy i poświęceniu, aby z niej zrobić Polskę, godną naszych marzeń, Polskę wielką, mocarstwową. Polskę katolicką, praworządną i zawsze sprawiedliwą – Wojciech Korfanty, Katowice, 1927




























Kartą najpiękniejszą z pięknych wsławił się Śląsk, od wieków poza Polską. Gdy tylko była możliwość, Ślązacy (prawdziwi, nie pieprzeni Volsdeutsche) przyłączyli Śląsk z powrotem do Polski. Za sprawą Korfantego.