Po manifestacjach antyislamskich pojawiają się takie komentarze jak: „(…) na hasło “Polska katolicka” zbiera mnie na wymioty. Nie łączyłbym wyznania demonstrantów lub jego braku wobec idei nieprzyjmowania muzułmańskich imigrantów”. Źli, niepokorni nacjonaliści raczą niepokoić niektórych rodaków widmem „Polski Katolickiej”. Podobnych komentarzy pojawia się bardzo wiele. Jedni próbują złagodzić formę hasła do: „Nie lewacka, nie islamska – tylko Polska chrześcijańska”, a inni w ogóle chcą odejść do popularnego i modnego ostatnimi czasy w Europie tzw. „państwa laickiego” bądź „bezwyznaniowego”. Komentarze te wynikają przede wszystkim z ignorancji oraz braku świadomego spostrzeżenia trwającej wojny ideologicznej. Jednak na samym stwierdzeniu zatrzymać się nie można i należy posilić się o proste wyjaśnienie i sprostowanie powyższego hasła.
Przy opisaniu problemu najlepiej zadać pytanie, po co w ogóle ta Polska ma być katolicka. Czy jesteśmy narodowymi katolikami ze względu na sentymenty do dawnego Katolickiego Państwa Polskiego? Czy jesteśmy sentymentalistami odnoszącymi się do wiary przodków tylko dlatego, że oni wierzyli? Czy chcemy być, jak to zwykli mówić antykościelni nienawistnicy, poddanymi „sekty watykańskiej”, którzy chcą szerzyć ją dla dobra materialnego wysokich rangą hierarchów? A może zwyczajnie chcemy narzucić własną wiarę ateistom i innowiercom? Otóż nie! Nie jesteśmy sentymentalistami, a to że czynimy coś ku wielkiej idei nie znaczy także, że opiera się na utopii, dzikich wierzeniach czy służy interesom osób trzecich. Ktoś zapyta zatem: „Po co Polska katolicka? Czyż wiara nie może być sprawą prywatną?”. Otóż radykalne nie, nie może być!
Od niepamiętnych czasów panowało przekonanie, że religia warunkuje pomyślny los wspólnoty ludzkiej, ludu, narodu i państwa, formuje je, daje im “duszę zbiorową”, podtrzymuje je w istnieniu, pozwala im skutecznie działać i rozwijać się. Owo przekonanie opierało się na głównej prawdzie religijnej, że Bóg jest twórcą społeczności ludzkiej oraz jej najwyższym rządcą: auctor et rector. Grunt religijny dał możliwość istnienia wielkim cywilizacjom, jak choćby rzymska. Wielki Rzym został naturalnie zbudowany na kulcie rzymskiej bogini Victorii?
Dlaczego jesteśmy narodowymi katolikami? Dlaczego chcemy Polski katolickiej, a Europy chrześcijańskiej? Z odpowiedzią przychodzi świecki teolog, twórca dystrybucjonizmu, a przede wszystkim człowiek myślący – G. K. Chesterton:
“Cnota katolicka często bywa niewidzialna dlatego, że jest umiarem (…) Chrześcijaństwo jest zawsze niemodne, ponieważ jest zawsze rozsądne, a wszystkie mody to łagodna forma obłędu. Kiedy Włochy szalały na punkcie sztuki, Kościół wydawał się zbyt purytański. Kiedy Anglia szalała na punkcie purytanizmu, Kościół wydawał się zbyt artystyczny. Obecnie sprzeczając się z nami kojarzycie nas z monarchią i despotyzmem, ale kiedyś sprzeczaliście się z nami dlatego, że nie chcieliśmy bałwochwalczo uznać despotyzmu Henryka VIII. Kościół pozornie zawsze jest opóźniony w stosunku do epoki, naprawdę jest jednak ponad czasem. Czeka, aż ostatni szał przeminie. Kościół bowiem ma klucz do wiecznych wartości.” (źródło: „Interludium”, G.K. Chesterton)
Dzisiaj mamy do czynienia z chorobą czasu. Liberalizm zarówno w sferze społecznej, jak i gospodarczej zjada społeczeństwo. Ze strony społecznej opiera się na chorych pseudoteoriach próbujących utwierdzić nas w przekonaniu, że dla własnej niezależności można zabić nawet
najmniej wszystkiemu winne dziecko, zniewieściać i niszczyć społeczeństwo poprzez najdziwniejsze dewiacje i fetysze. Z gospodarczej strony próbuje się wmówić społeczeństwu, że wartość kapitału, wartość wyrobu czy produktu jest ważniejsza od osoby, która ten produkt wykonuje. Stawia człowieka poniżej wartości pieniądza, przez co upokarza go tworząc świat antywartości. Chce się odebrać prawa pracownicze, zlikwidować związki zawodowe, znieść minimalną stawkę godzinową lub nie ograniczać czasu pracy pracownika. Nie tak z kolei dawno uważano przecież, że komunizm to najwspanialsza doktryna, która musi być odgórnie sterowana przez totalitarnego wodza, którego rolę przyjął „wujek Soso”, a wcześniej Lenin. Hamowano każdą ludzką swobodę i zacięcie zwalczano każdy objaw wolności. Odbierano ludziom własność prywatną, a przy tym godność i człowieczeństwo.
Liberalizmom i totalitaryzmom zawsze sprzeciwiał się Kościół. Leseferyzmom i socjalizmom sprzeciwiał się Kościół. Zawsze był rozjemcą pomiędzy skrajnymi ideologiami, które wprowadzały w społeczeństwie chaos. Sprzeciwił się ideologiom lewicy i prawicy, jednocześnie wybierając to, co w ich ideach było poprawne. W Europie to chrześcijaństwo, a w szczególności Kościół Katolicki podejmował kroki zmierzające do wyeliminowania skrajnych zapędów ludzi lewicy i prawicy.
Czyż słów Chestertona nie można sparafrazować w następujący sposób w stosunku do gospodarki:
„Kiedy świat szalał na punkcie socjalizmu, Kościół w stosunku do własności prywatnej wydawał się być zbyt liberalny. Obecnie sprzeczając się z katolikami mówicie o nas socjaliści, bo nie chcemy bałwochwalczo uznać zachłanności kapitalizmu”.
oraz następująco w stosunku do strefy społecznej:
„Kiedy świat szalał na punkcie totalitaryzmów, Kościół wydawał się być zbyt obłędny w swej walce o prawa człowieka. Obecnie sprzeczając się z katolikami mówicie o nas totalitaryści, bo nie chcemy bałwochwalczo uznać zniewieścień spowodowanych gender, feminizmem i jesteśmy przeciwnikami anarchii produkowanej przez liberalnych radykałów”.
No dobrze. Etyka powinna być chrześcijańska, ale czemu katolicka? Często zarzuca się narodowym katolikom, że niegdyś to źli katolicy zabijali i narzucali swoją wiarę wypierając rodzimowierstwo. Choć ogólna wizja średniowiecznego Kościoła jest i tak doszczętnie przekolorowana przez pooświeceniowych „uczonych”, to i ten zarzut jest słabo trafiony. Zarzuty te wysuwają zwykle rasiści (często o zapędach socjal – narodowych) i lobbyści laickiego państwa. Rodzima religia polska, choć należy mówić o niej z szacunkiem, nie była religią historycznie objawioną, nie miała zdecydowanej wizji rzeczywistości, miała dosyć niską etykę, a co też bardzo ważne przyjmowała ofiary z ludzi i nie wywierała większego wpływu na życie.
Doktryny tzw. chrześcijańskie, ale niekatolickie w większości dopasowują się dokładnie pod grunt ducha czasu. Czy możemy mówić jeszcze o „kościele” luterańskim dzisiaj, gdy w swojej ofercie proponuje homoseksualną szwedzką biskup chcącą ściągać krzyże w kościołach na znak otwartości wobec muzułmanów? Czy mogliśmy kiedykolwiek mówić o „kościele” luterańskim w sposób poważny po tym, jak Marcin Luter usuwał księgi z Biblii, aby uczynić swoją nową doktrynę bardziej pasującą pod jego tezy? Czy kościół anglikański nie powstał na skutek wyłamania się z nierozerwalności małżeńskiej Henryka VIII i nie dopasowywał się do pędzącego „postępu”. Czy religia, która nie wprowadza porządku w społeczeństwie, a idzie z szaleństwem czasu może dać społeczeństwu grunt pod budowę silnego, niezależnego narodu?
Rodzi się jeszcze drugie pytanie. Czy ateista lub innowierca może być zwolennikiem idei narodowego państwa opartego na doktrynie katolickiej? Idąc klasykiem: „Dlaczego nie?”. W Obozie Narodowo – Radykalnym jest wielu ateistów bądź agnostyków, którzy także chcą narodu opartego na wartościach chrześcijańskich. Nie ma też ograniczeń w stosunku do innowierców. Jedynym warunkiem musi być prawda o wierze katolickiej jako religii objawionej. Wydaje się, że nawet łatwiej może być innowiercom przyswoić choćby zakaz zabijania nienarodzonych dzieci, czy zaprzeczenie genderowym rewolucjom jako zgodne także z ich wartościami i etyką. Forma oraz obrządek religijny nie powinny stanowić tu żadnego problemu, ponieważ w katolickiej Polsce nie ma nakazu prowadzenia jihadu, jak to promowane jest niekiedy w reżimowych mediach.
Prywatnie we własnej idei oraz publicznie w niesieniu wartości zawsze należy jasno przeciwstawić się populizmowi i poprawności politycznej, która jest ułudą i powiewem chwili. Stwierdzenie Wielka Polska Katolicka nie odnosi się do ambicji osób trzecich, a służy do budowania wielkiej idei opartej na prawdzie, sprawiedliwości i miłosierdziu. Kościół nie może być rozumiany jako zaścianek i blokada ku dalszemu rozwojowi społeczeństwa, dlatego że zwyczajnie jest to nieprawdą. Encykliki Jana Pawła II (m.in. Sollicitudo rei socialis) dały jasno do zrozumienia, że Kościół chce poznawać świat i nie jest oponentem rozwoju cywilizacyjnego, ale jednocześnie musi odrzucić to co nieudolne, zaprzecza jego nauczaniu, a przede wszystkim prowadzi do uprzedmiotowienia człowieka. Osobom zaciekle krytykującym Kościół Katolicki prywatnie zalecam, aby w swych osądach o zaściankowości katolicyzmu także sięgnęli do dzieł wielkiego Polaka. Kończąc tekst posilę się o truizm, który jest niestety często negowany w „nowoczesnej” Polsce: Drogą chrystusowej miłości nieść trzeba sprawiedliwość, moralność, sumienie i honor. Mieć je na ustach bez obaw na krytykę większości – z prądem bowiem płyną tylko zdechłe ryby.
Karol Nayman



























Ja tego to nie rozumiem: “W Obozie Narodowo – Radykalnym jest wielu ateistów bądź agnostyków, którzy także chcą narodu opartego na wartościach chrześcijańskich. Nie ma też ograniczeń w stosunku do innowierców. Jedynym warunkiem musi być prawda o wierze katolickiej jako religii objawionej.” Jak ktoś uważa chrześcijaństwo i wiarę katolicką jako prawdę religii objawionej, to siłą rzeczy musi wierzyć w Boga. Skoro Bóg coś objawił, to musi istnieć. Jak może ktoś coś objawić bez swojego istnienia? Czyli jeżeli ktoś wierzy, że chrześcijaństwo jest religią objawioną, siłą rzeczy musi wierzyć, że Bóg istnieje, czyli nie jest ateistą.