Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. – większość z nas nie dostrzega transcendentnej głębi tego sformułowania, jednak wynika z niego cały szereg wniosków logicznych, które uznać muszą także ludzie, którzy odżegnują się od wiary rękoma i nogami. Co to za wnioski?

Pierwszym wnioskiem jest podkreślenie faktu, że słowo było Bogiem. Jeśli odejdziemy od płaszczyzny mistycznej i wejdziemy na pole filozofii, to dostrzeżemy, że faktycznie tak było. Gdy cofniemy się do czasów, kiedy ludzie „schodząc z drzew”, w myśl retoryki darwinowskiej, rozpoczynali swoje życie na ziemi, to zauważymy, że dla tamtych ludzi nie istniał przykładowo honor. Możemy pójść o krok dalej i powiedzieć śmiało, że nie istniał dla nich nie tylko zupełnie abstrakcyjny honor, ale nawet świat, czy człowiek sam w sobie. Jak to możliwe? Zupełnie zwyczajnie – nie było słów, które pozwalałyby uświadomić ludziom istnienie czegokolwiek. Współczesna psychologia wyróżnia dwa podstawowe typy wyobrażeń, a są to imageny i logogeny. Te pierwsze dotyczą wyobraźni obrazowej, gdy w głowie tworzymy jakiś obraz i jesteśmy w stanie go „widzieć” oczyma wyobraźni. Gdy przechodzimy jednak od konkretu do abstrakcji, to zauważamy, że przy niektórych momentach same obrazy to za mało. Próba zobrazowania czasu, honoru czy świadomości jest skazana na niepowodzenie. Zwykle, gdy postaramy się wysilić to będziemy w stanie, w pewnym sensie, wytworzyć obraz symboliczny zastępujący graficzną formą to, co w rzeczywistości fizycznej nie istnieje, ale jest to symbol zupełnie subiektywny i niepełny. Nie da się bowiem w jednym obrazku, nawet symbolicznym, zawrzeć istoty tak złożonego pojęcia jak honor. Jego wieloaspektowość i relatywność sprawiają, że u różnych osób symboliczny obraz honoru wyglądałby inaczej. Aby uzyskać jego pełnie, tak samo jak znaczenie innych pojęć abstrakcyjnych, niezbędne są logogeny. Czyli wyobrażenia słowne, które pozwalają na poruszanie się w przestrzeni wartości, abstrakcji i świecie duchowych przeżyć. Skoro od Boga odeszliśmy do wyobrażeń, należy teraz przedstawić ogniwo łączące te dwie kwestie w logiczny sposób. Otóż takim ogniwem w tej sytuacji jest ludzka świadomość. Moment, w którym człowiek zyskuje świadomość istnienia, jest nieodłącznie związany z umiejętnością rozumowania słownego. Można zatem wysnuć przypuszczenie, że moment narodzin człowieka stworzonego przez Boga jest momentem, w którym Homo Sapiens zyskał zesłany przez Boga dar mowy. Możemy na to spojrzeć z perspektywy naturalnego toku ewolucji, jak i z perspektywy biblijnego stworzenia człowieka, którą można poprzez metaforyczne rozumienie ująć właśnie w ten sposób. Dzięki słowu powstała świadomość, która z kolei umożliwiła człowiekowi objęcie rozumem nie tylko świata dookoła, ale także sięgnięcie rozumem poza to, co widzialne i doświadczalne, pozwoliła człowiekowi na wykreowanie kultury, religii i cywilizacji. Krąg się zatem zamyka, kiedy człowiek po intelektualnym wyeksplorowaniu zarówno rzeczywistości, jak i świata abstrakcji, wraca do Boga jako istota wolna, świadoma i poszukująca jego bliskości. Bezwartościowym bowiem byłoby uwielbienie iście zwierzęce niczym przywiązanie psa do człowieka. Dopiero wyemancypowany z zabobonów i ograniczeń psychicznych człowiek może z pełną siłą swojej wolnej woli i intelektu zwrócić swoje oblicze ku Bogu oraz wybrać jego bliskość. Jak to się ma jednak do godności ludzkiej?

We współczesnej, ograniczonej i zarazem organicznej retoryce przekręcającej słowa Nietzschego, mówi się, że Boga nie ma. To intelektualnie spłycające kwestie wiary stwierdzenie nie może być przypisywane Nietzschemu, który rzekł, że „Bóg umarł”, bo w gruncie rzeczy, filozof mówił o tym, że to ludzie w swoim postępowaniu zaprzeczają istnieniu Boga. Czyli postępują bezbożnie i źle, co oczywiście przeciwnicy chrześcijaństwa, wykorzystali bezczelnie manipulując tym stwierdzeniem. Pomijając fakt tego niecnego uczynku dokonanego na dorobku filozofa, możemy przyjrzeć się stwierdzeniu, że Boga nie ma. Co z tego wynika? Że nie ma człowieka! Zaraz oburzone głowy wykrzykną, że jak to? Że nieprawda? Że bzdury plecie ten katol-faszysta! Podejście logiczne jest jednak bezduszne. Mowa tutaj o człowieku, którego definiujemy przez jego człowieczeństwo, a nie przez jego przynależność do gatunku Homo Sapiens. Człowieczeństwo jest różnie interpretowane przez różnych ludzi, przez jednych obejmuje całe spektrum zachowań, jakie możemy zaobserwować w społeczeństwie, ja jednak skłaniam się do definiowania go poprzez te cechy oraz działania, które nie tylko różnicują zachowanie ludzkie od zwierzęcego, ale charakteryzują się celowością i wynikają z wartości wyższych. Czyli w moim rozumieniu człowieczeństwem będzie okazanie współczucia cierpiącym, pomaganie biednym, czy w myśl biblijnego nakazu – nakarmienie głodnych. W świecie, w którym nie ma Boga musimy się zwrócić do psychologii z zapytaniem o motywy, które pojawiają się przy zachowaniach moralnie dobrych. Zatem czym może kierować się Homo Sapiens Atheicus przy czynieniu dobra? Pierwszym i najczęstszym zapewne motywem czynienia dobra, które nie jest powodowane przez wiarę, jest wychowanie. W momencie jednak przyjęcia tezy, że Boga nie ma, możemy śmiało przejść od słowa wychowanie do słowa warunkowanie, a żeby być bardziej dosadnym, tresowanie. W skrócie możemy powiedzieć, że nagrody, jakie rodzice nam udzielają przy dobrych uczynkach i kary, jakich doznajemy przy złych działają na nas równie dobrze, jak na zwierzęta. Skoro u ludzi mechanizm warunkowania zachodzi na podobnej zasadzie, co u zwierząt, to zasadne staje się również porównanie tresowania zwierząt do tresowania ludzi. Zgodnie bowiem z rozumieniem czysto psychologicznym, człowiek jako gatunek również podlega temu mechanizmowi na poziomie porównywalnym z innymi gatunkami. Kolejnym motywem, który może wskazywać na to, że ateista może świadomie czynić dobro, jest altruizm. Każdy z nas zapewne zna przynajmniej kilku ateistów, którzy czynią dobro zupełnie bezinteresownie. Jeśli spojrzymy na takie zachowanie z perspektywy zupełnie wyzutej z Boga i pozbawionej wiary, to takie zachowanie stanie się zupełnie idiotyczne. Bowiem jeśli z naszej świadomości wyprzemy Boga i jego wpływ, jesteśmy zmuszeni do działania zgodnego z zasadami ekonomii, by działać racjonalnie. Zatem Homo Sapiens Atheicus w sposób logiczny racjonalnie zachowywać się może tylko wtedy, gdy takie zachowanie się opłaca, gdy ilość włożonej w działanie energii daje więcej korzyści niż zwrot tej energii by kosztował. Faktycznie więc ateista może postąpić pozornie altruistycznie, ale tylko wtedy, gdy zależy mu na kwestiach wizerunkowych. Jeśli wykluczymy kwestie stricte wizerunkowe, to z psychologicznej perspektywy zostaje nam tylko kwestia poczucia własnej wartości. Ta z kolei opcja wskazuje, że taki człowiek ma niedobory w swoim poczuciu wartości jako człowieka i dlatego musi podejmować działania aprobowane społecznie, by zwiększyć wartość swojej osoby, co zmieniłoby działanie bezinteresowne na swego rodzaju działanie autoterapeutyczne – czyli oparte jednak na korzyści własnej.

Wniosek jest jeden: nieistnienie Boga zmienia człowieka w zwierzę. Takie zwierzę można wytresować, można też nim manipulować, wykorzystywać i grać na jego poczuciu własnej wartości wpływając na jego zachowanie niemal do woli. Nieistnienie Boga, sprawia również, że takie nieetyczne zachowanie jest dobre o tyle, o ile jest ekonomiczne i ma niewielkie prawdopodobieństwo wykrycia. Jeśli jednak Boga nie ma, nie będzie sądu po śmierci ani piekła za złe uczynki, to czemu nie wykorzystywać innych ludzi w celach ekonomicznych? Jako katolik nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Mogę za to powiedzieć, że katolik nie musi walczyć o swoją godność, bo otrzymał ją od Boga, nie można też nim manipulować, bo wiara i Pismo Święte będą miały nad nim jedyną kontrolę. Zatem katolik decyduje się na przekazanie Bogu sterów swojego życia wierząc, że to On będzie tym, który potrafi zrobić z niego najlepszy użytek. Ateista albo bierze ster we własne ręce i może płynąć przez ocean krwi i potu wykorzystanych innych zwierząt z gatunku Homo Sapiens, albo sam staje się jednym z wykorzystywanych. To jest nasz wybór. Czy decydujemy się mieć godność czy decydujemy się żyć jak zwierzęta, piękno boskiego daru wolnej woli polega bowiem na tym, że przy całym ogromie świata i złożoności kwestii wiary, Ci którzy naprawdę kochają Boga odnajdą do Niego drogę.

2 KOMENTARZE

  1. Wzorowy tekst. Przez “człowiek wierzący” należy rozumieć “katolik”, gdyż np. judaizm, czy skręcający w jego stronę protestantyzm są właśnie omówionym tutaj pozbawieniem człowieka człowieczeństwa (pierwszy w stopniu całkowitym, drugi w pewnym stopniu), po czym następuje tresura i wykorzystanie do interesów.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię