W styczniu dwie z trzech największych światowych agencji ratingowych, Moody’s i Fitch, nie zmieniły oceny wiarygodności kredytowej Polski. Agencja Fitch podtrzymała rating na poziomie A- z perspektywą stabilną, a Moody’s zdecydował nie aktualizować ratingu naszego kraju – tym samym pozostał on na poziomie A2 z perspektywą negatywną. Zgodnie z komunikatem agencji Fitch, utrzymanie ratingu jest wspierane głównie przez solidne fundamenty makroekonomiczne, w tym sprawnie działający system bankowy i odpowiednią politykę pieniężną.

O ile ta informacja nie zrobiła kariery w mediach, to o agencjach ratingowych głośno było w maju zeszłego roku, kiedy Moody’s zdecydował się obniżyć perspektywę ratingu Polski ze stabilnej na negatywną. Decyzja agencji była rozczarowująca głównie ze względu na powód obniżki – w oficjalnym komunikacie Moody’s jako przyczynę podało decyzje polityczne polskiego rządu, które miały wpłynąć na pogorszenie klimatu inwestycyjnego w Polsce, wynikające z “przesunięcia w kierunku bardziej nieprzewidywalnych polityk i legislacji”. Głównym czynnikiem wpływającym na ocenę agencji był przedłużający się impas w sporze pomiędzy rządem i Trybunałem Konstytucyjnym. Także wokół decyzji politycznych skoncentrowała uzasadnienie swojej decyzji agencja Standard&Poor’s, kiedy w styczniu ubiegłego roku obniżyła rating Polski z „A-” do „BBB+”. W komunikacie S&P napisał, że “od wygrania wyborów w październiku 2015 r. nowy polski rząd zainicjował różne działania legislacyjne, które naszym zdaniem osłabiają niezależność i efektywność kluczowych instytucji, jak wynika z naszej oceny instytucjonalnej”. Oba posunięcia agencji ratingowych wywołały lawinę krytyki pod adresem wspomnianych instytucji skupiających się wokół kontrowersyjnego obliczania ratingów na podstawie wydarzeń politycznych, a nie rzeczywistej kondycji gospodarki. Jednak zarzutów pod adresem międzynarodowych agencji dokonujących ocen wiarygodności kredytowej jest więcej.

Oprócz często podnoszonego, nieco populistycznego zarzutu nieobiektywności dokonywanych ocen, agencje ratingowe muszą stawiać czoło obiekcjom wobec rzetelności i poprawności swoich analiz. Spektakularnym przykładem porażki S&P i Moody’s było nierozpoznanie symptomów nadchodzącego kryzysu z 2008 roku, którego bezpośrednim punktem zapalnym było bankructwo banku Lehman Brothers. 10 września 2008 roku agencja S&P wystawiła Lehman Brothers wysoki rating A2. Pięć dni później bank ogłosił bankructwo. Podobna sytuacja miała miejsce podczas kryzysu azjatyckiego (1997 – 1998). Dopiero kiedy dla wszystkich stało się jasne, że kraje Azji Południowo – Wschodniej są w tarapatach, agencje gwałtownie zaczęły obniżać ratingi. Z kolei w 2001 roku Moody’s obniżył ocenę wypłacalności Argentyny dopiero kilkanaście dni przed tym, jak kraj ten ogłosił bankructwo. W żadnym z tych przypadków agencje ratingowe nie spełniły swojej roli, czyli nie potrafiły dokonać poprawnej oceny kondycji podmiotów gospodarczych i tym samym ostrzec inwestorów – do czego de facto zostały powołane. Co więcej, za swoje prognozy agencje ratingowe nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Niektórzy komentatorzy są wręcz zdania, że agencje ratingowe mogą wywołać kryzys. Już same pogłoski o możliwym obniżeniu ratingu danego kraju mogą spowodować gwałtowne wyprzedawanie obligacji danego państwa, a co za tym idzie, wzrost oprocentowania i spadek cen aktywów. Takie negatywne konsekwencje ogłaszanych ratingów można było zauważyć podczas ostatniego kryzysu w Europie, kiedy spadły ratingi Grecji, Irlandii czy Portugalii.

Dlaczego zatem ciągle oceny wiarygodności kredytowej dokonywane przez trzy amerykańskie firmy mają znaczenie? Na obecnym zglobalizowanym rynku finansowym posiadanie ratingu jest wymogiem dla wszystkich podmiotów, które chcą uczestniczyć w międzynarodowej wymianie kapitału. Rating zwiększa zaufanie inwestorów do emitentów, zmniejszając ryzyko inwestycyjne i tym samym obniżając koszty pozyskania kapitału oraz obsługi długu przez emitenta. Ratingi są wykorzystywane przez firmy inwestycyjne, banki, domy maklerskie, rządy. Ułatwiają proces podejmowania decyzji inwestycyjnych i usprawniają przepływ informacji. Wysokie ratingi wpływają na pozytywne postrzeganie badanego podmiotu na międzynarodowych rynkach kapitałowych i zwiększają jego możliwości kredytowe. O sile agencji ratingowych może świadczyć fakt, że w 2015 roku polski resort finansów zapłacił agencjom ratingowym prawie 3 miliony złotych za dokonanie analizy wiarygodności kredytowej.

Wydaje się, że nieprędko zmaleje dominacja trzech amerykańskich gigantów na rynku doradztwa inwestycyjnego. Trzeba jednak pamiętać, czytając kolejne komunikaty S&P czy Moody’s, że agencje ratingowe po pierwsze nie są nieomylne i całkowicie obiektywne, a po drugie są elementem wirtualnych rynków finansowych, które rzeczywiście mogą mieć wpływ w krótkiej perspektywie na decyzje inwestorów i mogą spowodować wahnięcia kursów walutowych, ale w długiej perspektywie żaden rating nie jest w stanie zaburzyć funkcjonowania gospodarki opartej na sprawnie działających rynkach produkcyjnych i handlowych.

4 KOMENTARZE

  1. Rankingi rankingami. Ja tam też im nie dowierzam. Natomiast fakt jest, że jeżeli rząd będzie zwiększał deficyt budżetowy, to Polska będzie mniej atrakcyjna dla inwestorów. Tylko głupich inwestorów mogłoby obchodzić to, czy w Trybunale Konstytucyjnym zasiadają ludzie, związani z PO czy z PiS, natomiast większy deficyt, to większe podatki w przyszłości. A czym większe podatki w danym kraju, to tym mniejsza konkurencyjność inwestycyjna danego kraju.

  2. Dla mnie najważniejsze jest to, że Polska ma już jedną z 40-stu najlepszych gospodarek świata. A to, czy zagraniczny inwestor będzie się interesował, czy nie, to mnie w zasadzie nie obchodzi, lepiej nawet, żeby się nie interesował, na pewno nie życzę sobie, żeby mój kraj o to walczył.

    • Inwestycje zagraniczne są przeróżne. Nieraz jest wrogi wykup, by zniszczyć konkurencję. Mieliśmy przykład z zakładami kabli w Ożarowie Mazowieckim. Co, by nie sądzić o Tymińskim, to miał rację, jak nazwał Mazowieckiego “zdrajcą” za to, że sprzedał ten zakład po niżej wartości. Po wielu latach wprawdzie go inwestor zagraniczny zamknął. Był rentowny. Znałem księgową. A są też inwestycje, które sprowadzają nowe technologie, tworzą miejsca pracy. Pewnie, że lepiej, jakby podnieść poziom polskiej nauki i organizowały się polskie grupy kapitałowe, które by wdrażały u siebie osiągnięcia nauki (Mówię o naukach prawdziwych a nie o jakiejś psychologii;) Ale warunki mają znaczenie nie tylko dla zagranicznych ale i dla krajowych inwestorów. W ogóle członkowie OECD muszą jednakowo traktować jednych i drugich. Czy opłaci się tam członkostwo, to osobny temat. W każdym razie, jak będzie przejrzyste wygodne prawo gospodarcze, niskie podatki również w przyszłości, to jednakowo zachęci, to krajowych inwestorów. A z tą 40-tką to uważaj, szczególnie jak masz takie podejście do inwestycji zagranicznych. Jeżeli wskaźnikiem ma być PKB, to się liczy również to, co kapitał zagraniczny wyprodukował i zabrał w zyskach dla siebie. Np. jakiś hipermarket, przy odpowiednich kombinacjach za dużo podatków nie zapłacił. Powiedzmy, że sprzedał zagraniczne towary. Zyski zgarnął dla siebie. Poza jakimiś tam płacami polskich pracowników, Polska prawie nic na tym nie zyskała. Nie to, że jestem przeciw zagranicznym inwestycjom w ogóle, ale z tym PKB, to uważam.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię